
Charlotte i 7 chłopaków z bractwa
Autorzy
Jessica Carter
Lektury
6,7M
Rozdziały
69
Wszystko czego chce Charlotte, to spokojnie przeżyć ostatni rok college'u, zanim wyjedzie do LA, by rozpocząć wymarzoną pracę. Ale kiedy okazuje się, że w akademikach nie ma już wolnych miejsc, dziewczyna musi zamieszkać w domu bractwa! Ku własnemu zdziwieniu, Charlotte wkracza na drogę do poznania samej siebie, znalezienia przyjaciół i miłości w najmniej oczekiwanym miejscu.
Przedział wiekowy: 16+
Rozdział 1.
CHARLOTTE
„Bardzo przepraszam, proszę pani”, mówi po raz piąty pracownica dziekanatu. Przygryzam wargę, rozważając swoje możliwości.
Mogę albo przyjąć nową propozycję uczelni, albo mieszkać z rodzicami i dojeżdżać trzy godziny do szkoły. Pochylam się nad biurkiem i mówię cicho, żeby inni nie słyszeli:
„Czyli przez następny semestr musiałabym mieszkać w domu bractwa?”
„Tak, ale jeśli zwolni się pokój, przeniesiemy panią. To najlepsze, co mogę zaoferować”.
„Dobrze, zgadzam się”, odpowiadam ledwo słyszalnie.
Pracownica przygotowuje dokumenty do podpisu. Dwadzieścia minut później trzymam w jednej ręce klucze do domu bractwa, a w drugiej walizkę.
Idąc przez kampus, widzę radosnych studentów niosących swoje rzeczy do akademików. Trochę mnie to przygnębia.
Idę dalej, patrząc na mój nowy dom na semestr lub krócej. To mój ostatni rok studiów i chcę, żeby był równie udany jak pierwszy.
Tak, jasne.
Wciągam walizkę po schodach i biorę głęboki wdech przed otwarciem drzwi. Słyszę rozmowy dochodzące z tego, co wydaje się być salonem i idę w tamtym kierunku.
Siedmiu facetów siedzi wokół, rozmawiając o pierwszej imprezie roku studenckiego i o tym, jaka będzie świetna. Odchrząkuję i w pokoju zapada cisza, gdy wszyscy na mnie patrzą.
Spokojnie, Charlotte. To tylko chłopaki.
„Cześć, jestem Charlotte”, przedstawiam się, machając.
„Impreza jest dopiero wieczorem, laleczko”, rzuca jeden z facetów na kanapie. Patrzę na niego ze złością. Naprawdę nie znoszę, gdy ludzie, zwłaszcza faceci, traktują mnie przedmiotowo.
„Nie przyszłam na imprezę; jestem nową współlokatorką. Chyba pani z biura dzwoniła, żeby was uprzedzić”.
Rozglądam się, starając się zachować uśmiech. W pokoju robi się głośno od krzyków, to komentarze do tej całej sytuacji. Patrzę, jak wskazują na siebie palcami.
Głośny gwizd ucisza wszystkich. Wszyscy patrzą na czarnowłosego faceta, który teraz stoi. Spogląda na blondyna o umięśnionej sylwetce, po czym się odzywa.
Hmm… Już widać, kto tu rządzi.
„Załatwię to”, mówi, podchodząc i wyciągając rękę. Nie jestem pewna, co myśli, że może załatwić. Ja już próbowałam to ogarnąć, ale niech on też spróbuje.
„Jestem Darren Reed. Musisz wiedzieć, kim jestem…” Spogląda na pozostałych facetów. „Powinnaś wiedzieć, kim jesteśmy”.
Tak, widziałam ich na kampusie, zawsze z cheerleaderkami uczepionymi ich ramion. Wiem, że grają w futbol, ale to wszystko, co wiem.
Studiuję gotowanie. Kiedy nie jestem na zajęciach lub nie odrabiam prac domowych, jestem w szkolnej kuchni albo w domu, gotując i wymyślając nowe przepisy.
„Przepraszam, ale nie wiem”, mówię, nie ściskając jego dłoni. To była w dużej mierze prawda – naprawdę ich nie znałam.
Faceci wyglądają na zdezorientowanych, nie wierzą mi. Założę się, że każda dziewczyna w szkole ich znała. Pewnie 80% dziewczyn było z przynajmniej jednym z tych siedmiu facetów.
Darren patrzy na mnie z zainteresowaniem, prawdopodobnie dlatego, że żadna dziewczyna zwykle nie powiedziałaby, że ich nie zna.
„Możesz mi pokazać mój pokój? Chcę się rozpakować”, proszę, czując się nieswojo pod jego spojrzeniem. Czuję, że to kłopoty. Kłopoty, których nie chcę.
„Zaszło nieporozumienie. Stara Martha powiedziała, że dostaniemy studenta o imieniu Charley. Myśleliśmy, że to facet – w końcu to dom bractwa. Nigdy nie pomyślelibyśmy, że to będzie tu mieszkać dziewczyna”. Darren unosi brwi, czekając na moje wyjaśnienia, ale nie zamierzam niczego wyjaśniać. Nie ma nic do wyjaśnienia.
„Jest 2016 rok. Nie powinniście niczego zakładać, a moja ksywka to Charley, od Charlotte”, mówię, zakładając włosy za ucho. „A teraz, możesz mi pokazać mój pokój?”
Darren wygląda na zaskoczonego, ale szybko to ukrywa, odchrząkując i odwracając się w stronę innych.
„Najpierw poznaj chłopaków, potem pokażę ci twój pokój i zostawimy cię w spokoju”.
Spogląda na mnie. Kiwam głową, wchodząc do salonu i zostawiając walizkę za sobą. Widzę, jak faceci szybko kiwają do siebie głowami.
„Jestem Everett Sawyer, laleczko. Studiuję biznes i gram jako wspomagający w drużynie futbolowej”. Gdy kończy, zaczyna pisać na telefonie.
Stukam w ekran jego telefonu, żeby zwrócić jego uwagę.
„Co do cholery?” pyta, patrząc na mnie.
„Możesz mówić do mnie Charley albo Charlotte. «Laleczka» jest nie w porządku i to seksistowskie. Nie jestem szaloną feministką, ale nie pozwolę, żeby ludzie zwracali się do mnie niepotrzebnymi określeniami”.
„Lubię ją”, komentuje facet obok niego. „Jestem Tristan Beckett, też studiuję biznes, z moim bratem bliźniakiem”, spogląda w lewo. Wyglądają identycznie.
„Vincent”, przedstawia się drugi bliźniak, kiwając głową. Chyba jest tym cichym. „Też gramy w futbol. Powiedziałbym ci, na jakich pozycjach gramy, ale chyba nie wiedziałabyś, co one oznaczają”. Tristan wzrusza ramionami.
„A tutaj…” Darren wskazuje na drugą stronę salonu. Siedzi tam pozostałych trzech facetów. Wygladają na znudzonych mną, albo może po prostu znudzonych ogólnie.
Podchodzę, gdy najbardziej umięśniony z trójki wstaje. Wyciąga rękę. Ściskam ją.
„Jestem Chase Tucker, rozgrywający drużyny, lider tego domu i chcę, żebyś przestrzegała tu zasad. Rozmawiałem z Marthą i to była moja wina, że doszło do nieporozumienia. Powinienem był zapytać, czy jesteś chłopakiem czy dziewczyną. To już nie ma znaczenia, bo tu jesteś. Ci obok to Miguel Jackson i Austin Kramer. Wszyscy studiujemy biznes i gramy w futbol. Darren pokaże ci twój pokój”.
Puszcza moją dłoń, po czym klaszcze.
„Idziemy, chłopaki”. Faceci wstają i wychodzą przez frontowe drzwi.
„Macie pięć minut”, mówi Chase do Darrena, po czym też wychodzi.
„Czy on zawsze taki jest?” pytam, gdy idziemy na górę. Darren tylko chrząka i nic nie mówi. Ledwo mnie zna.
„To twój pokój. Łazienka jest za tymi drzwiami. Po prostu pukaj przed wejściem”.
„Dlaczego?” Otwieram drzwi. Wygląda jak normalna łazienka.
„Cóż, jedyny wolny pokój to ten, i będziesz dzielić łazienkę z Chase’em…”
„Co? Czy mogę używać innej? Nie chcę, żeby wchodził do mojego pokoju, żeby z niej korzystać”. Patrzę na niego, jakby zwariował.
„Co? Nie, on nie będzie tu wchodził – te drzwi naprzeciwko to drzwi do łazienki w jego sypialni. Nikt nie chciał tego pokoju, bo Chase lubi mieć wszystko po swojemu. Dlatego jest sam na trzecim piętrze. Cóż, już nie”.
Posyła mi przepraszający uśmiech.
„Po prostu pukaj w drzwi łazienki i nie wchodź do jego pokoju bez pytania, i zachowuj ciszę po dziewiątej w dni powszednie. Może i jesteśmy domem bractwa, ale ponieważ wszyscy studiujemy biznes, lubimy się uczyć, żeby dobrze sobie radzić w szkole. Przestrzegaj tych trzech zasad, a będzie dobrze”.
„Darren, chodźmy!” krzyczy Everett z dołu.
„Już idę!” odkrzykuje, wychodząc z pokoju. „Do zobaczenia później wieczorem, Charley”.
„Pa”.
Poświęcam czas na rozpakowanie się i rozejrzenie się po domu. Kuchnia jest niesamowita, z bardzo dobrym sprzętem.
Skupiam się na kuchence; to nie byle jaka kuchenka, ale z firmy Majestic, z serii techno. Jest bardzo luksusowa, z ośmioma palnikami i szufladą do podgrzewania.
Wow, takie coś kosztuje co najmniej szesnaście tysięcy. Naprawdę chcę na niej gotować, ale kuchnia jest w nieładzie, podobnie jak reszta domu – salon, przedpokój, pokój dzienny, siłownia i pokój gier.
Wszędzie bałagan.
Dzwoni mój telefon. Wyjmuję go z kieszeni i widzę twarz Raven na ekranie.
„Hej, gdzie jesteś?” pyta.
„Ciebie też witam
„Aha, cześć, a teraz gdzie jesteś? Jakaś irytująca dziewczyna wnosi swoje rzeczy do naszego pokoju”.
„O nie, powinnam była do ciebie zadzwonić, gdy wychodziłam z biura. Jakoś wszystkie pokoje w akademiku się zapełniły i teraz mieszkam w Croakington House”.
Słyszę jej westchnienie, a potem ciszę.
„Raven, jesteś tam?”
„Tak, tak. Po prostu wydaje mi się, że źle cię usłyszałam. Zabrzmiało, jakbyś powiedziała, że mieszkasz w Croakington House, to przecież dom bractwa. To znaczy, że mieszkają tam tylko faceci, i to najgorętsi piłkarze w szkole. A także Chase Tucker – twoja miłość z gimnazjum. O mój Boże, Char Char, mogłabyś się z nim umówić”.
Przewracam oczami.
„Tak, to prawda. Mogę ci powiedzieć, że wszystkim nie podoba się, że tu jestem. Problem ma zwłaszcza Chase Tucker, ale Martha z biura powiedziała, że zadzwoni do mnie, jak tylko zwolni się miejsce w innym akademiku, miejmy nadzieję, że wkrótce”.
Ignoruję jej ostatni komentarz. Wie, że nie będę rozmawiać o Chase’ie, więc nie naciska. Jako najlepsze przyjaciółki obiecałyśmy to sobie. Chase był tematem zakazanym. Był kimś, kogo kiedyś znałam.
„Wow, nie chciałabym być teraz tobą. Żartuję, chciałabym być tobą. Oni wszyscy są tacy przystojni. Więc, co zamierzasz teraz zrobić?”
„Cóż, najpierw zamierzam posprzątać cały dom i ugotować obiad. To mój sposób na podziękowanie za pozwolenie mi na pobyt i powiedzenie: «proszę, nie zabijajcie mnie we śnie»”, żartuję.
„Jestem prawie pewna, że nie zabiją cię we śnie”, śmieje się. „Ale gotowanie i sprzątanie dla nich brzmi jak niegłupi pomysł. Wiesz co?”
„Co?”
„Jesteś jak współczesna Królewna Śnieżka”.
„Ha ha ha, bardzo śmieszne”.
„Nie, naprawdę, mieszkasz w domu z siedmioma facetami i zamierzasz dla nich gotować i sprzątać. Jeśli będziesz miała szczęście, jeden lub dwóch z nich może chcieć…”
„Pa, Raven, zadzwonię do ciebie później wieczorem”.
„Pa, Śnieżko”.















































