Cover image for Wilkołak z krainy wróżek

Wilkołak z krainy wróżek

Srebrny

AURELIA

***POV: Aurelia***
Aurelia stała bez ruchu, patrząc prosto w oczy Króla Alfy.
Stare legendy mówiły, że są sobie przeznaczeni. Para, która mogłaby zdobyć ogromną moc. Ich przyszłość mogła przynieść pokój albo wojnę. Dla Króla Alfy obie możliwości wydawały się równie dobre.
Alastair nie był jak inni. Najpotężniejsi ludzie na ziemi szanowali go i bali się go. Większość nie odważyłaby się spojrzeć mu w oczy – w obawie przed tą tajemniczą mocą.
Mocą, która mogła zabić samym spojrzeniem.
A dziewczyna przed nim patrzyła mu prosto w oczy, nie okazując strachu. Był przyzwyczajony do tego, że inni tracą pewność siebie, dumę, odwagę.
I tak stali naprzeciw siebie, w milczącej walce o to, kto jest silniejszy.
„Odejdźcie” – rozkazał Król Alfa. Ciche odgłosy kroków odbiły się echem, gdy wilki posłusznie wykonały jego polecenie.
Kiedy jego spojrzenie stało się zbyt ciężkie, Aurelia odwróciła wzrok.
„Przyszedłeś po mnie” – powiedziała. Pamiętała jego słowa ze snu. Idę po ciebie, mała wilczyco. I oto był.
Jego oczy pociemniały, niemal czarne, jakby wypełniła je złość.
Ale nie był zły. Chciał, żeby zadrżała ze strachu, żeby zrozumiała, jak bezczelnie zachowała się wobec swojego króla. I wiedziała o tym.
Oboje byli równie bystrzy, choć żadne z nich jeszcze tego nie zauważyło.
„Wasza wysokość” – dodała. Jej głos brzmiał spokojnie, jakby ciężka atmosfera w sali wcale jej nie dotyczyła. Ale w środku walczyła z jego kontrolą ze wszystkich sił.
„Wasza wysokość?” – powtórzył Alastair. Jego głos był przerażający, mroził jak zimowa noc.
Nagle chwycił ją za szyję swoją dużą, szorstką dłonią. Ścisnął lekko, zaciskając uścisk z każdą chwilą, w której nie okazywała strachu.
Ale bała się. Mimo że wiedziała o więzi przeznaczenia i o tym, że nie mógł jej zabić, ogarnął ją lęk. Ukryła go za maską dumy.
Nie podda się tak łatwo.
Nie mógł mieć partnerki, która by się go nie bała. Nie mógł pozwolić, by otwarcie mu się sprzeciwiała, bo to by go osłabiło.
„Powinnaś pamiętać, kim jestem, mała wilczyco. Możesz być moją partnerką, ale mogę ścisnąć tę twoją śliczną szyjkę, aż przestaniesz oddychać” – warknął, patrząc na nią z góry.
Próbował zmusić ją do uległości.
Dostał reakcję, na jaką liczył. A potem ją puścił.
Ale nie drżała ze strachu przed śmiercią. Już dawno pogodziła się z myślą, że może umrzeć.
W życiu spotkała wiele par przeznaczonych sobie wilków. Jakkolwiek by chciał, nie mógłby jej zabić własnymi rękami. Ale Król Alfa słynął z łamania praw natury.
„Jak masz na imię?”
„Aurelia” – odpowiedziała. Jej głos był cichy, ale oczy wciąż patrzyły na niego, jakby należały do niego. Kąciki jego ust drgnęły, gdy dotknął jej policzka.
Ale jego delikatność była pozorna.
Ciepło jego skóry niemal parzyło. Mrowienie przebiegło przez nią, docierając aż między nogi. Czuł, że go pragnie, tak jak ona wyczuwała jego pożądanie.
Aurelia uważała mężczyznę przed sobą za fascynującego. Rozpoczynała się gra, w którą nie była pewna, czy chce grać. Wiedziała, że może zatęsknić za swoim prostym, spokojnym życiem w wiosce.
Nagle dłoń króla wystrzeliła i chwyciła ją między nogami, sprawiając, że gwałtownie wciągnęła powietrze. Usta jej się otworzyły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
„Dziś wieczorem pójdziemy do łóżka. Naznaczę cię i połączę się z tobą w parę, a ty staniesz się cichą królową, trzymaną z dala od oczu.”
„Dasz mi dziecko, syna, i będziesz się nim opiekować, dopóki nie wytresuję go na wojownika. Nie pokocham cię, ale ty nie możesz pokochać żadnego innego mężczyzny.”
Zachowywał się dokładnie tak, jak mówiono. Najzimniejszy, najbardziej dumny, nienawidzący kobiet mężczyzna.
Król Alfa nie był tylko legendą. To nie był tylko pogłos, że jego poddani padali przed nim na kolana, błagając o litość, której nigdy nie okazał. To nie była tylko wymyślona opowieść.
Każde jego słowo ciążyło jej jak kamienie. I była zmuszona się zgodzić.
Ale nie była zwykłą wilczycą. Powstrzymywała się przed użyciem swojej mocy. Tylko naprawdę beznadziejne sytuacje tego wymagały. Im częściej jej używała, tym bardziej traciła swoją dobrą duszę.
Może wtedy pasowałaby do tego Króla Alfy.
„Nie zrobię tego” – jej słowa zaskoczyły ich oboje. „Nie możesz mnie zmusić.”
Chwyciła go za nadgarstek. Jej oczy próbowały przeniknąć jego umysł, napierając na potężne mury. Ale… nie mogła. Jej moc nie działała.
Po co jej była, skoro nie potrafiła jej użyć przeciwko tym, którzy chcieli ją skrzywdzić?
Patrzyła, jak jego twarz zmienia się, wyrażając różne emocje, aż w końcu zatrzymała się na jednej.
„Straż!” – ryknął. Dźwięk niemal rozdarł jej uszy i sprawił, że zakręciło jej się w głowie. „Zabrać Aurelię do srebrnej celi.”
Na jego twarzy błysnął złośliwy uśmiech, szybki, ale przebiegły.
Srebrna cela w jego okrutnych lochach. Jakże wspaniale będzie cierpieć tam jego mała partnerka. Wiedział, że sam nie mógłby jej skrzywdzić.
Strażnicy chwycili ją za ramiona, ciągnąc przez salę tronową, gdy się wyrywała i kopała. Gdy król zniknął jej z oczu, rzuciła ostatnie spojrzenie.
Wciąż miał na twarzy ten okrutny uśmiech, głowę trzymał wysoko, jakby był od niej lepszy.
„Dokąd mnie zabieracie?!” – Czy to znowu ten przeklęty kojec? Czy zobaczy swoją siostrę? „Puśćcie mnie, brutale!”
Próbowała użyć swojej mocy, ale nie mogła przejąć kontroli nad żadnym z nich. Nie była wystarczająco silna, by jej użyć bez dotyku.
Dotarli do schodów prowadzących w głąb zamku, w ciemną pustkę. Jej palce drapały o szorstkie, lodowate ściany. Ostry ból przeszył ją, gdy ich dotknęła.
Gdy szli korytarzem cel, dzikie wilki warczały w ciemnych zakamarkach swoich nowych domów. W końcu została wrzucona do pierwszej pustej celi, jaką znaleźli strażnicy.
Jej sukienka była podarta na strzępy po tym, jak brutalnie ją potraktowano.
Ciało ją paliło. To gorąco było gorsze niż jakikolwiek ogień, parzyło skórę i sprawiało, że wierciła się, próbując uciec przed bólem. Ale nie mogła znaleźć jego źródła.
Nie krzyknęła. Nie da mu tej satysfakcji. Zamiast tego krzyczała w duchu.
Podeszła do krat, ściskając je mocno. Dotyk sprawiał jej ból, ale nie puściła.
„Co to jest?” – zapytała. Strażnicy stali nieruchomo jak posągi, patrząc na nią, ale nie odpowiadając na jej lodowate spojrzenie.
Miała ochotę ich udusić. Może byli sprytniejsi, niż myślała. „Zadałam wam pytanie” – zacisnęła zęby, walcząc z bólem.
Wtedy zrozumiała. Srebrna cela.
Była otoczona srebrem. Srebrny pocisk mógł zabić wilkołaka. Bycie otoczonym nim oznaczało czystą mękę.
Musiała przyznać, że sposób karania Króla Alfy był skuteczny. To było bardzo bolesne, ale ta ilość srebra mogła tylko doprowadzić wilka na skraj śmierci.
Ale to on ją tam umieścił.
Po godzinach ból stał się tępy, powtarzalny.
Czuła go tak bardzo, że odsunęła swoją wilczą naturę jak najdalej, licząc, że w ludzkiej postaci będzie mniej cierpieć.
„Nie odzywacie się?” – jej głos był ochrypły. Odpowiedzieli milczeniem. „Król zabronił wam ze mną rozmawiać? Mogłabym być waszą królową.”
Usłyszała cichy śmiech jednego z nich.
„Jestem partnerką waszego króla. Dlaczego nie miałabym nią być?”
„Jeśli nadal będziesz mu się sprzeciwiać, zostaniesz tu na zawsze” – odezwał się jeden z nich przyciszonym głosem. Drugi strażnik spojrzał na niego, ale nic nie powiedział.
„Bogini nie popełnia błędów. Jeśli jestem partnerką Króla Alfy, muszę być jego równą. Nie boicie się mojej mocy?”
„Mocy? Siedzisz w srebrnej celi, cherlaku.”
„Dlaczego srebro was nie boli?” – zapytała. Nie odpowiedzieli.
Musieli nosić zbroję, pomyślała. Coś, co chroniło ich przed tym strasznym bólem, który ją dręczył.
Spojrzała na odległość między celą a strażnikami. Czy mogłaby dosięgnąć ich obu?
Nie wystarczyłoby użyć mocy tylko na jednym. Wtedy Król Alfa by się dowiedział. Jej sekretna moc była jedyną nadzieją, ale stałaby się bezużyteczna, gdyby wróg o niej wiedział.
Z tą myślą rzuciła się do przodu, uderzając ciałem o kraty i sięgając przez pręty. Chwyciła ich za kostki i spojrzała w górę, prosto w ich oczy.
Nie była pewna, czy pamięta, jak użyć mocy na więcej niż jednej osobie. To wymagało ogromnej koncentracji.
Kiedyś potrafiła kontrolować całą salę pełną ludzi.
To wydarzenie na zawsze odwróciło od niej mieszkańców wioski, choć nigdy tak naprawdę nie wiedzieli, co się stało.
„Otworzycie moją celę i pozwolicie mi uciec. Poczekacie dziesięć godzin, zanim powiecie królowi, że uciekłam i że mu pomogliście.”
Może to moc czyniła ją złą, ale chciała, żeby umarli. I tak się stało. Zmusi króla, by zrobił to, czego chciała. Nie wybaczy im zdrady i bezczelności.
Cela szybko została otwarta, a ona zobaczyła początek swojej wolności. Ale to był dopiero początek.
Droga przed nią była nieznana. Będzie potrzebowała więcej pomocy, a co za tym idzie – więcej użycia swojej mocy.
Jej buty były zniszczone, brudne i podarte. Złote włosy miała splątane, pełne błota i kurzu z lochów zamku. Była w opłakanym stanie, ale to jej nie powstrzyma.
Przebiegała tunele, które zdawały się ciągnąć bez końca. Wiły się i zakręcały, pełne cel różnych rodzajów cierpienia. Minęła celę, która wydała jej się dziwnie znajoma.
A potem kolejną. I jeszcze jedną.
„Och, mała wilczyco” – usłyszała za sobą głos, który sprawił, że przeszedł ją dreszcz. Głos, który ją przyciągał. „Jesteś całkiem zabawna.”
Był okrutny, zły, przerażający. Kontrolujący.
Została szarpnięta do tyłu i przyciśnięta do piersi okrytej peleryną. Dotyk ich ciał wywołał iskry. Sama jego bliskość sprawiła, że jej majtki były mokre.
Jedna dłoń spoczęła nisko na jej brzuchu, w niebezpiecznym geście. Druga zacisnęła się na szyi, coraz mocniej.
„Widzisz, Aurelio, te lochy są niemożliwe do ucieczki, jeśli chcę, żebyś tu została. Nawet jeśli wydostaniesz się z celi.”
„Te lochy są zaczarowane. Srebro jest specjalne, bardziej trujące, ale nie śmiertelne. A ty myślałaś, że jestem głupcem.”
Nie był głupcem.
Za mało o nim myślała.
Uważała, że jest tak skupiony na władzy, kontroli i dominacji, że nie zadbał o wzmocnienie swoich zabezpieczeń.
Te lochy zostały wzmocnione przez najpotężniejszych magów w jego królestwie.
„No, no, mała wilczyco, jesteśmy teraz cicho? Nie masz nic do powiedzenia?”
Mądrze milczała. Nie pomogłoby jej teraz obrażanie go, zwłaszcza że jej moc na niego nie działała.
To musiała być albo więź przeznaczenia, albo jego własna moc.
Bała się też swojego partnera.
Każdy, kto widział ciała dziewczyn, które znała, mijające ją, i jego szybką, ale pewną decyzję o zabiciu wilka, który ją przyprowadził, musiałby się bać.
„Masz wybór. Pójdziesz ze mną do łóżka albo zostaniesz tu i będziesz cierpieć. Mogę nawet wzmocnić srebro w twojej celi.”
Jego dłoń przesunęła się niżej, dotykając jej krocza przez cienki materiał. Była mokra, ale nie poddała się.
„Czuję, że tego chcesz” – wyszeptał niskim głosem.
„Wolę tu zostać, niż kiedykolwiek połączyć się z tobą w parę” – warknęła. Nie mogła powstrzymać się przed ripostą, mimo strachu.
„Może czas spędzony tutaj nauczy cię pilnować swojego pieprzonego języka” – syknął, szarpiąc ją za złote włosy i wrzucając z powrotem do celi.
Spojrzała na martwych strażników i poczuła małe zwycięstwo. Może w ten sposób mogłaby kontrolować króla.
Zauważyła, że król nie nosił zbroi. Plotki musiały być prawdziwe. Srebro nie mogło go zranić. To była ważna informacja.
Król zostawił swoją partnerkę, by znowu cierpiała. Był ciekaw, jak uciekła z celi. Ale wkrótce nauczy się tu swojego miejsca.
Continue to the next chapter of Wilkołak z krainy wróżek