Cover image for Upadli Żniwiarze 1: Zdobyć Celię

Upadli Żniwiarze 1: Zdobyć Celię

Mówiące ciała

Grób

Kurwa, Silver Tongue.
Odwracam wzrok od korytarza, którym SA klubu motocyklowego odprowadza kobietę z pustym spojrzeniem.
Jest nowa w mieście. Jestem tego pewien. Zapamiętałbym kogoś tak pięknego, a jednocześnie tak smutnego, kiedy spojrzy się w jej oczy.
Jest bardzo wrażliwa – widzę to od razu. To jak patrzenie w lustro, tylko że to jej niewinna twarz patrzy z powrotem. Dziwne uczucie i chcę to zmienić.
Zmienię.
Powinienem się martwić, że Silver zabrał ją, żeby jej pomóc. To pewnie jego robota, ale jego robotą jest też gadanie.
Ma cholernie luźny język i gdyby nie był tak dobry ze słów, pewnie już dawno byłby trupem.
Pozostali członkowie klubu siedzą wokół długiego owalnego stołu w sali spotkań naszego klubu. Nasz prez, Konrad, siedzi na końcu, obserwuje i czeka, aż się uciszą.
Jest bardzo wczesny ranek, zwłaszcza po tym, co się wczoraj wieczorem wydarzyło. Trzech naszych ludzi zaginęło w drodze do pobliskiego klubu.
Nawet nie my dowiedzieliśmy się o tym pierwsi. Dwóch z nich to prospekci, co do których nie jesteśmy pewni, czy jeszcze żyją.
Śmierć to coś, z czym mierzymy się każdego dnia. Nasze życie nie jest dla mięczaków – dlatego bardziej prawdopodobne jest, że nasz Tail Gunner, Tomb, jest jedynym, który wciąż żyje.
Zgaduję, że jedynym powodem, dla którego go złapali, było wykonywanie swojej roboty: pilnowanie, żeby nikt nie zostawał w tyle. Tomb chroniłby prospektów, nawet gdyby naraziło to jego własne życie.
My, Reapersi, potrafimy o siebie zadbać. Nowi prospekci byli tu zaledwie tydzień. Zdecydowanie za krótko, żeby nauczyć się przetrwać i poradzić sobie z klubowym życiem.
Ale teraz to nie jest nasz największy problem.
Możliwe, że mamy wroga. Terytorium klubu, przez które jechali Tomb i prospekci, należało do Grim Knights.
Mieliśmy z nimi swoje problemy przez lata, ale nigdy nie doszło do porwania członka klubu. Wygląda na to, że kruchy pokój między naszymi klubami właśnie się skończył.
Co więcej, jeśli inne kluby dowiedzą się, że Reapersi to łatwy cel, będziemy mieli cholernie dużo kłopotów.
Nasze terytorium jest większe niż większość i z tego powodu pożądane.
Koniec końców, bezpieczeństwo całej grupy zawsze jest ważniejsze niż jednostki, nawet jeśli nie chcemy nic bardziej niż uratować naszych braci.
Zajmuję miejsce między Konradem a Crushem, egzekutorem Reapersów. Jego prawdziwe imię to Ashur.
Używamy przezwisk w klubie, bo to dobry sposób na identyfikację i zapewnia członkom bezpieczeństwo.
Jeśli kiedykolwiek któryś z nas będzie musiał zniknąć albo członek zdecyduje się oddać swoją łatę, może to zrobić bez obaw o śledzenie.
Niewielu to zrobiło, ale czasami dzieje się gówno i nie ma wyboru.
Naprzeciwko nas siedzą drugi egzekutor, Switch, i członek, Blade. To para nie do rozdzielenia; robią wszystko razem.
To tylko słuszne, że ich imiona pokazują tę więź razem z ich indywidualnymi osobowościami.
Switch ma twarz, która bez względu na to, jak bardzo by się starał to powstrzymać, pokazuje jego nastrój i to, o czym myśli.
Ma zaciśniętą szczękę i ciemne oczy, gdy obserwuje, jak zbierają się pozostałe łaty. Zawsze był nastrojowy, ale dziś jest to bardziej wyraźne, co oznacza, że jest zdenerwowany. Niedobry znak.
Crush szturcha mnie łokciem, jakby pytał, czy zauważyłem to samo. Kiwam głową i patrzę na preza, gdy cisza w końcu przerywa głośny hałas po wczorajszych wydarzeniach.
Kładąc ręce na stole i patrząc szczerze na każdego członka, Konrad mówi:
„Prospektów znaleziono dziś wcześnie rano.”
Jego twarz twardnieje.
„Patch nie wróci do klubu. Żyje, ale na razie lepiej, żeby się ukrywał.”
Patrzy na Switcha, przygotowując się do zmiany tematu.
Ale nasz ostatni prospekt go powstrzymuje.
„A co z Cage'em?”
Głos Slayera jest ostry, niemal oskarżycielski. Wykonując swoją część dla klubu, Silver podchodzi, żeby stanąć obok niego i rzuca mu ciche ostrzegawcze spojrzenie.
Prez patrzy na prospekta przez długą chwilę, a potem kiwa głową. Nie musi odpowiadać; wszyscy wiemy, że prospekci byli blisko i to może uspokoić naszego ostatniego.
„Jogger znalazł ich mocno pobitych w lesie. Patch miał szczęście i dostał pomoc na czas. Cage wykrwawił się na miejscu.”
Ciche rozmowy wypełniają pomieszczenie, aż prez przerywa.
„Potrzebujemy kogoś, kto namówi dziewczynę, która ich znalazła, żeby przyszła.”
Ciche polecenie kierowane do Silvera.
„Musimy też uważać. Złapanie prospektów to jedno, ale członka z łatą? Ktokolwiek za to odpowiada, jest mądry i kilka kroków przed nami.”
Crush kontynuuje:
„Jeśli macie jakieś przysługi do odebrania od innych klubów, teraz jest dobry moment. Sprawdźcie, co słyszeli, ale trzymajcie to po cichu. Ostatnie, czego potrzebujemy, to jakieś kurwa pozerzy, które przyjdą i pomyślą, że mogą nas wykończyć. Trzymajcie się w grupach. Oczy otwarte i uszy nastawione na drodze, dopóki nie dowiemy się, kto się z nami pierdoli.”
Wtedy ja dodaję swoje:
„Skoro Tomb wciąż zaginął, będziemy potrzebować kogoś na tymczasowego taila, dopóki nie wróci.”
Niewypowiedziane „jeśli” w moich słowach nie pozostaje niezauważone.
Napięcie rozchodzi się po pomieszczeniu i po mnie.
Reapersi nigdy nie stracili członka z łatą. Myśl o stracie kogoś takiego jak Tomb, który jest tu od tak dawna, jest trudna do zniesienia.
Blade odchrząkuje i patrzy na preza; cicha prośba. Prosi o bycie tymczasowym – i o drugą szansę.
Jakiś czas temu wydarzyło się gówno i Blade stracił swoje zwykle opanowanie. Został natychmiast zdegradowany, tracąc swoją pozycję obok Switcha jako drugi egzekutor.
Konrad patrzy wtedy na mnie. Jako VP jestem tu po drugą opinię w takich decyzjach. Bez względu na to, jak dobry może być przywódca, każdy potrzebuje kogoś, kto go wspiera.
Wiem, że Blade wtedy się posypał, ale miał dobry powód, a przez ten ostatni rok nie popełnił tego samego błędu.
Mając to na uwadze, kiwam głową z aprobatą, a po chwili namysłu prez daje Blade'owi ten sam gest.
Drzwi do sali spotkań otwierają się z głośnym kliknięciem. Wchodzi Morrigan, trzymając stos kubków i dzbanek gorącej kawy.
Konrad przerywa rozmowę jednym machnięciem ręki w powietrzu. Jego oczy wypełniają się znajomą siłą, gdy obserwuje zbliżającą się żonę.
Morr jest jedyną starą damą wartą wspomnienia w klubie.
Pozostali goście są tuż po dwudziestce i wciąż rozpraszają ich kobiety, które kręcą się tu dla zabawy, albo te znalezione podczas cotygodniowych wypadów klubu do pobliskich barów.
Kiedy dołączyłem do Reapersów, miałem dziewiętnaście lat. Prez miał dwadzieścia trzy i właśnie dostał swoją rangę od ojca.
Byłem spokojny jak na swój wiek i dlatego dostałem łatę tak szybko, zdobywając miejsce u boku Konrada jako wiceprezydent klubu w ciągu tygodni.
W pierwszych trzech latach jazdy byłem jak inne łaty: podekscytowany, żeby wchłonąć ten styl życia, pieprzyć się, jeździć i robić wszystko, o co prez mnie poprosił.
Ale zrezygnowałem z przygód na jedną noc i kobiet, które zostały tylko po to, żeby móc powiedzieć, że przeleciały twardego bikersa. Te noce się znudziły, pozostawiając mnie z pustką.
Minęły kolejne dwa lata i od tamtej pory się nie pieprzę – po prostu cieszę się drogą pod kołami mojego motoru i wykonywaniem swojej części dla klubu.
A jednak po tym wszystkim, widząc nową kobietę wchodzącą znowu do pokoju, ta potrzeba pieprzenia się wraca z pełną siłą i jeszcze więcej.
To głębsza potrzeba w dołku żołądka, która błaga mnie, żebym ją związał na każdy możliwy sposób.
Morrigan pochyla się nad stołem obok mnie, zasłaniając mi widok.
„Ma na imię Celia. Powinieneś z nią porozmawiać zamiast tak się gapić.”
Burczę w odpowiedzi. Porozmawiam z nią, jak tylko zostanę z nią sam, gdzie nikt nie będzie mógł przerwać mojego roszczenia. Mój kutas twardnieje, a puls przyspiesza na samą myśl.
Tak. Zrobię ją swoją. To nie potrwa długo.
Jest moja.
Tylko teraz jest po złej stronie stołu, pochylona nad złą cholerną łatą. Powstrzymuję warknięcie złości, gdy Celia gładko stawia talerze z jedzeniem przed Switchem i Blade'em.
Potem powstrzymuję jęk, gdy się pochyla – jej koszula odchyla się od piersi, pokazując piękne cycki owinięte koronkowym materiałem – i przesuwa talerz przede mną.
Jedzenie pachnie dobrze, ale nie mogę przestać myśleć o tym, jak bardzo wolałbym ucztować na bladym ciele, które właśnie mi pokazała.
Mój kutas pęcznieje pod rozporkiem, próbując się wydostać i wykonać moje polecenie – pieprzyć tę piękność, aż każda łata w pokoju zrozumie, że jest cała moja. Aż żadne z nas nie będzie mogło chodzić.
Gdy zaczynam myśleć o wstaniu i wynoszeniu jej z pokoju jak jaskiniowiec, jej puste oczy spotykają moje.
Continue to the next chapter of Upadli Żniwiarze 1: Zdobyć Celię