
Co skrywają blizny
Autorzy
Natalie Le Roux
Lektury
968K
Rozdziały
44
Porwana ku gwiazdom przez impulsywną decyzję zainspirowaną tequilą, Connie jest gotowa na prawie każdą przygodę, od supernowych po dinozaury. Ale czy jest gotowa na miłość? Spotkanie tajemniczego, zamaskowanego księcia Raylona zmusza ją do przemyślenia życia na Ziemi - i tego, do czego jest zdolna.
Kategoria wiekowa: 13+.
Rozdział 1.
Raylon
Ojciec poprowadził nas przez gęstwinę do najciemniejszej części lasu.
Przedzieranie się przez zarośla było trudne, ale szedłem powoli, żeby mój młodszy brat, Zasrus, mógł nadążyć.
Polowanie z ojcem oznaczało mnóstwo ukąszeń owadów, ale warto było spędzić z nim czas.
Jako król, nasz ojciec nie miał dla nas wiele czasu, ale musieliśmy nauczyć się polować w ramach naszego szkolenia.
Zwierzyna, na którą polowaliśmy, jeleń El'dar, uciekła do niebezpiecznej części puszczy, daleko od domu.
– Ojcze – zawołałem cicho, gdy zniknął nam z oczu.
Poczułem, jak brat chwyta mój pas, więc przystanąłem, by go uspokoić. – Nie bój się, Zasrus. Ojciec nas nie zostawi. Będę cię chronił – powiedziałem. Lekko się uśmiechnął.
Rozejrzałem się za ojcem. Szelest w drzewach sprawił, że Zasrus podskoczył.
Stojąc nieruchomo i nasłuchując, zobaczyłem jelenia przemykającego obok nas. Zniknął w ciemnym lesie.
Usłyszeliśmy wołanie ojca, więc pociągnąłem brata w kierunku jego głosu.
Przebrnęliśmy przez gęste krzaki, otoczeni rojem gryzących owadów, i zobaczyliśmy ojca szykującego się do strzału.
Podszedłem do niego. – Mogę spróbować, ojcze? Proszę? – zapytałem, wyciągając rękę. Uśmiechnął się i przytaknął.
Podał mi długą strzelbę, a ja uklęknąłem obok niego, by wycelować.
Jeleń stał pod drzewem, zajadając się niebieskimi jagodami z krzaka.
– Nie spiesz się, Raylon – powiedział cicho ojciec. – Upewnij się, że dobrze celujesz. Strzelaj tylko wtedy, gdy masz pewność, że trafisz. Nie chcemy, by zwierzę cierpiało.
Skinąłem głową i ponownie wycelowałem. Zobaczyłem Zasrusa obok mnie, uważnie obserwującego.
Był za młody, by trzymać broń, ale też musiał się uczyć.
Wycelowałem, wziąłem głęboki wdech i gdy byłem pewien, że trafię w serce zwierzęcia, nacisnąłem spust.
Jeleń padł z głośnym rykiem. Ojciec poklepał mnie po plecach i powiedział: – Dobra robota, synu.
Zasrus krzyknął: – Pójdę po niego! – i pobiegł w stronę zwierzęcia.
Usłyszeliśmy głośny, przerażający ryk zwierzęcia z drzew nad nami.
Spojrzałem na ojca i zobaczyłem strach w jego oczach. Próbowałem przeładować broń.
– To na nic, Raylon. Ta broń nie przebije jego grubej skóry. Zasrus, uciekaj!
– Co to jest? – zapytałem, odwracając się i widząc brata stojącego jak wryty obok martwego jelenia.
– Twój brat jest blisko jego terytorium. Zabije go.
Nie mogłem pozwolić, by mój jedyny brat, również książę, zginął tutaj. Zanim ojciec zdążył mnie powstrzymać, rzuciłem broń i pobiegłem.
Gdy się zbliżyłem, zobaczyłem wielkie, pokryte łuskami, zielone stworzenie, które zeskoczyło z drzewa, blokując drogę do mojego brata.
Gwałtownie się zatrzymałem, gdy długi ogon zwierzęcia kołysał się tam i z powrotem. Zasyczało i wysunęło język blisko mojej twarzy.
Pomyślałem: „Jeśli to stworzenie ma dziś kogoś zabić, to nie będzie mój brat ani ojciec!”
Stałem nieruchomo, patrząc prosto w oczy zwierzęcia, wyprostowany, z zaciśniętymi pięściami. Zasrus obiegł drzewa, by wrócić do ojca.
– Raylon, nie ruszaj się! Idę, synu! – zawołał ojciec.
Ale uniosłem rękę, by go powstrzymać, mówiąc: – Nie, ojcze. Ciebie też zabije. Lepiej, jeśli dziś zginie tylko jeden z nas.
– Nie bądź głupi, Raylon. Odwrócę jego uwagę. Ty i Zasrus uciekajcie!
Na moment odwróciłem wzrok od jaskrawożółtych oczu stworzenia.
Gdy to zrobiłem, skoczyło na mnie z wysuniętymi długimi pazurami. Próbowałem się cofnąć, ale było za późno.
Poczułem ostry ból, gdy trzy pazury rozorały moją twarz. Gdy ból narastał, ojciec strzelił do zwierzęcia, ale bez skutku.
Zaatakowało ponownie, tym razem rozcinając moją pierś.
Niewiele pamiętam z tego, co było potem. Wiem, że upadłem. Wiem, że ojciec zaniósł mnie na statek. I pamiętam matkę płaczącą przy moim łóżku.
Przez dni myślałem, że śmierć byłaby lepsza, gdy bolesny jad rozchodził się po moim ciele. Każdy oddech i każdy mięsień płonęły.
Chciałem umrzeć. Byłem gotowy umrzeć.
Gdy usłyszałem, jak lekarze mówią matce, że nie mogą mi pomóc, pogodziłem się z tym i pozwoliłem ciemności mnie pochłonąć.
Tygodnie później, gdy w końcu byłem na tyle silny, by wstać i chodzić, przyszedł do mnie brat.
Moje oczy wciąż były zakryte, a gdy prowadził mnie przez pałac, wiedziałem, że nasze królestwo nie może mieć ślepego króla.
Gdy dotarliśmy do ogrodu, ojciec zaczął zdejmować bandaże. Gdy zobaczyłem światło, a potem otaczające mnie drzewa, po raz pierwszy poczułem nadzieję.
Pomyślałem: „Nie jestem ślepy. Widzę!”
Ale gdy usłyszałem westchnienie rodziny i zobaczyłem ich przerażone twarze, gdy na mnie patrzyli, musiałem sam się przekonać.
Wstałem, by pobiec do środka, ale ojciec mnie powstrzymał. – Nie, synu. Nie rób tego. Jeszcze nie. Pozwól mi znaleźć sposób, by cię wyleczyć – powiedział. Ale nie patrzył na mnie.
Pomyślałem: „Wyleczyć mnie? Jakim potworem muszę być?”
Mijały miesiące, a lekarze próbowali wszystkiego, by zaleczyć blizny na mojej twarzy.
Z każdym dniem i każdą nieudaną próbą wiedziałem, że ten potwór, ta szpetna istota, to ja do końca życia.
Ludzie odwracali wzrok, gdy przechodziłem. Dzieci płakały na mój widok. Nasze królestwo słynęło z pięknych ludzi.
Nasi eksperci od urody byli bardzo uzdolnieni, ale dla mnie nie mogli nic zrobić.
Choć byli mistrzami w upiększaniu innych, moje blizny były zbyt głębokie i szorstkie, by je naprawić.
Zrobili, co mogli, i zmniejszyli widoczność blizn, ale zawsze miały pozostać.
Pomyślałem: „Nie mogę być królem. Nie jeśli moi ludzie patrzą na mnie z obrzydzeniem.”
Ojciec przyszedł do mnie pewnej nocy, prawie rok po ataku, i przyprowadził uzdolnionego inżyniera.
Planowali stworzyć dla mnie maskę. Maskę, by ukryć zniszczoną twarz przyszłego króla.
Gdy skończyli mnie mierzyć i inżynier wyszedł, rozmawiałem z ojcem sam na sam.
– Nie mogę być królem, ojcze. Nie w ten sposób. Nie jako człowiek w masce. Wiem, że szkoliłeś Zasrusa, i myślę, że najlepiej będzie, jeśli wybierzesz jego na następcę.
Ojciec usiadł przy oknie. – Raylon, jesteś najstarszym synem i prawowitym dziedzicem króla Vary. To twoje prawo być następnym królem.
– Nie chcę być królem! – krzyknąłem, gdy blizna pociągnęła moją wargę. – Czy nie widzisz, jak ludzie na mnie patrzą? Widzą potwora, nie króla!
– Raylon, proszę... – zaczął ojciec, ale odwróciłem się od niego i zobaczyłem swoje odbicie w lustrze na ścianie.
Trzy głębokie, szorstkie blizny ciągnęły się od lewej brwi w dół twarzy, przez nos, policzek i na szyję.
Ten widok sprawił, że chciałem płakać. Gdy moje jedno zielone oko i jedno matowe, szare oko zaszły łzami, wiedziałem, co muszę zrobić.
– Nie będę królem – powiedziałem stanowczo. – Jutro, gdy inne rodziny przybędą do pałacu, ogłoszę, że zrzekam się tronu na rzecz brata. To moja decyzja i nie zmienisz mojego zdania.
Potem wyszedłem z pokoju i udałem się na jeden z licznych balkonów pałacu. Usiadłem w kącie i płakałem.
Usłyszałem ciche kroki i podniosłem wzrok, by zobaczyć nadchodzącego Zasrusa.
Otarłem twarz i gdy brat usiadł przede mną, próbowałem się do niego uśmiechnąć.
– Słyszałem, co powiedziałeś, Raylon.
– Kiedy? – zapytałem, próbując ukryć twarz w dłoniach.
– Przed chwilą, do ojca. Że nie będziesz królem. Że oddasz mi tron.
– Tak będzie najlepiej, Zas. Sam to wiesz.
Zobaczyłem, jak jego oczy napełniają się łzami, a gdy zaczął płakać, wyciągnąłem do niego rękę.
– Tak mi przykro, bracie. Chciałbym móc coś zrobić.
– W porządku, Zas. Zrobiłbym to sto razy, by upewnić się, że przeżyjesz.
– Ale to moja wina – płakał.
Przysunąłem się bliżej i przytuliłem go. – Nie obwiniaj się. Ja nie winię ciebie ani ojca. Nawet nie zwierzę, które mnie zaatakowało. Po prostu robiło to, do czego zostało stworzone.
– Ty urodziłeś się, by być królem – powiedział, patrząc na mnie.
– Wiem. Ale teraz to twoje zadanie. Obiecaj mi tylko, że zatrzymasz mnie przy sobie. Będziesz potrzebował kogoś starszego i mądrzejszego, by ci pomógł – powiedziałem z uśmiechem.
Zaśmiał się na to, a ja, starając się nie płakać, spojrzałem na widok tego, co mogło być moje.
















































