
Zabawa w udawanie
Autorzy
R S Burton
Lektury
3,9M
Rozdziały
37
Prolog
Gdy ukończyłam studia i otrzymałam posadę asystentki w Wolf Technologies, nie sądziłam, że zagrzeję tam miejsca dłużej niż trzy lata. Planowałam zdobyć nieco doświadczenia i przenieść się do pracy, która bardziej przyczyniłaby się do rozwoju mojej kariery.
Początkowo Wolf Technologies było niewielką firmą, a Brennan Wolf, dyrektor, miał oko na wszystko. Dzięki jego ciężkiej pracy firma szybko się rozrosła, a ja towarzyszyłam mu jako asystentka. W niecałe dwa lata musieliśmy wynająć cały wieżowiec w centrum miasta.
Wraz z rozwojem firmy Brennan coraz bardziej mnie potrzebował. Nie mógł już wszystkiego nadzorować jak dawniej, więc stałam się jego prawą ręką. Zaczęłam też wymyślać wymówki dla jego rodziny i radzić sobie z kobietami, z którymi miał przelotne romanse.
Brennan sprawiał wrażenie oschłego i choć pozostanie w Wolf Technologies było korzystne dla mojej kariery, czułam, że coś tu nie gra. Brennan i ja byliśmy jak ogień i woda. Rodzina i związki były dla mnie ważne, a dla niego zdawały się nie mieć żadnego znaczenia.
Dlatego byłam kompletnie zagubiona, siedząc w luksusowym fotelu samochodu Brennana, zalewając się łzami. Jeszcze dziesięć minut temu rozmawiałam przez telefon z potencjalnym klientem, gdy nadeszło prywatne połączenie. I nagle wszystko się zmieniło.
Moja mama odeszła. Wczoraj, gdy rozmawiałyśmy, wszystko było w porządku, a teraz jej już nie ma. Próbowałam powstrzymać łzy, ale wyrwał mi się szloch, który w każdej innej sytuacji wprawiłby mnie w zakłopotanie.
Brennan, który zaoferował, że podrzuci mnie do domu, sięgnął do schowka i podał mi chusteczki.
– Dla wszystkich złamanych serc – powiedziałam, brzmiąc bardziej gorzko niż zamierzałam.
– Coś w tym stylu – odpowiedział cicho. – Jesteś pewna, że chcesz jechać do domu? Możesz przenocować u mnie i polecieć do ojca jutro.
Mimo smutku byłam zaskoczona propozycją Brennana. Zwykle trzymał ludzi na dystans. Nie powiedziałabym, że był nieuprzejmy, ale rzadko okazywał jakiekolwiek emocje.
Spojrzałam na niego zdezorientowana. Brennan nie mógł wiedzieć, że o nim myślę, ale tak było, i czułam się z tym nieswojo. Próbował po prostu być miły, może dlatego, że siedziałam w jego samochodzie, tonąc we łzach, ale ta myśl krążyła mi po głowie i coś dla mnie znaczyła.
– Dam radę – powiedziałam, nie do końca szczerze – co Brennan na pewno wyczuł, ale nic nie powiedział. – Zarezerwowałam lot na dzisiaj wieczór.
Brennan milczał, dopóki nie dotarliśmy pod mój budynek.
– Weź tyle wolnego, ile potrzebujesz. Zadzwonię do agencji po tymczasowego pracownika na czas twojej nieobecności.
– Dziękuję, B – powiedziałam cicho, odpinając pas.
– Trzymaj się, G – odpowiedział.
Spojrzałam na niego. Jego brązowe oczy wyrażały współczucie, czego nie byłam przyzwyczajona widzieć u mojego zwykle poważnego szefa.
Byłam z nim od początku istnienia Wolf Technologies. Wiedziałam wystarczająco dużo, by zdawać sobie sprawę, że byłam najbliższą osobą, jaką miał do przyjaciela, choć nawet to nie było zbyt bliską relacją.
Próbowałam lekko się uśmiechnąć, z twarzą wciąż mokrą od łez, i wysiadłam z samochodu Brennana. Podeszłam do drzwi wejściowych mojego budynku i otworzyłam je. Kiedy się odwróciłam, Brennan już odjechał.
Gdy tylko znalazłam się w swoim mieszkaniu, znów zalałam się łzami. Osunęłam się pod drzwiami i szlochałam tak głośno, że dziwiłam się, że sąsiedzi nie walą w ścianę, jak robili to, gdy słuchałam muzyki.
Czułam się samotna jak nigdy. Moje serce wydawało się ciężkie i odległe, jakby było gdzieś daleko. Żałowałam, że nie mogłam porozmawiać z nią jeszcze raz.
W samochodzie z Brennanem byłam smutna, ale nie samotna. Czułam się swobodnie z nim poza pracą i ta myśl mnie przerażała.
Mama zrobiłaby z tej prawie-przyjaźni coś, czym nie była. Zawsze uważała, że Brennan i ja oszukujemy samych siebie. To nie jej wina, że nie znała go tak jak ja. Nigdy się nie spotkali i teraz już nigdy się nie spotkają.
Podciągnęłam kolana do piersi i objęłam nogi, kładąc na nich głowę. Część mnie chciała zostać w mieszkaniu na zawsze. Gdybym nie wyszła i nie złapała tego samolotu, nie musiałabym się żegnać. Nie byłam pewna, czy dam radę się z tym uporać.
Wyjęłam telefon. Brennan byłby tylko kilka ulic dalej. Wiedziałam, że wróciłby, gdybym zadzwoniła. Mój kciuk zawisł nad jego numerem i prawie nacisnęłam przycisk połączenia.
Westchnęłam, wyłączyłam telefon i podniosłam głowę. Musiałam wziąć się w garść. Mój tata będzie potrzebował, żebym była silna.













































