
Pocałunek kowboja
Autorzy
Natalie K
Lektury
1,7M
Rozdziały
47
Witaj w Nashville
Napis „Welcome, y'all”, który widzę, przechodząc przez lotnisko w Nashville, sprawia, że robi mi się niedobrze i głośno wzdycham.
Gdzie do cholery mnie wysłano? I co takiego zrobiłam, żeby na to zasłużyć?
Tata twierdzi, że to po to, żebym poszła na uniwersytet, ale wiem, że to nieprawda. Chce mnie mieć z głowy, żeby mógł poślubić swoją obecną dziewczynę.
Wszyscy wiedzą, że kobieta, z którą planuje się ożenić, chce tylko jego pieniędzy, ale tata jest zbyt ślepy, żeby to dostrzec.
Jestem jedyną osobą, która mówi mu prawdę, a on tego nienawidzi. Zawsze tego nienawidził, ale tym razem posunął się za daleko, żeby pokazać mi, że nie żartuje.
Zapisał mnie na studia magisterskie z ekonomii na uniwersytecie tutaj, w Nashville, zaczynające się w sierpniu na dwa lata — dwa lata uwięziona w tym okropnym miejscu!
Mam dwadzieścia trzy lata, więc mogłabym po prostu kazać mu się odczepić, ale znam swojego tatę. Jeśli przynajmniej tu nie przyjadę i nie będę udawać, że robię to, czego chce, będzie jeszcze gorzej.
Ostatnim razem, kiedy się na mnie wściekł, odciął mi pieniądze. Nawet zabrali mi samochód, bo przestał płacić podatek i ubezpieczenie.
Mieszkam u mojego starego wujka Frankiego. Serio, kto wysyła młodą kobietę, żeby mieszkała z jakimś przypadkowym starym facetem? To starszy brat mojego taty i spotkałam go tylko raz, kiedy miałam jakieś piętnaście lat — tak naprawdę go nie znam.
Jestem zaskoczona, gdy rozglądam się po hali przylotów. Myślałam, że wszyscy będą nosić kowbojskie kapelusze i buty, ale jeszcze żadnych nie widziałam.
Może miasto się zmieniło, odkąd tata tu mieszkał. Na jego starych zdjęciach on i mama zawsze nosili wiejskie ubrania.
Rozglądam się za kowbojami, słuchając muzyki w słuchawkach, kiedy jakaś stara baba wpadła na mnie. Przewracam oczami, bo jestem wkurzona, a ona wydaje z siebie gniewny dźwięk. Śmierdzi starością i wygląda, jakby już nie żyła.
Starzy ludzie mnie wkurzają — zawsze myślą, że młodzi są im coś winni, bo są starzy. Że powinniśmy ich przepuszczać albo ustępować im miejsc. Zapomnijcie o tym, będą mieli wystarczająco dużo czasu na odpoczynek, jak umrą!
Wyciągam telefon i widzę zdjęcia i filmiki, które moje koleżanki z Anglii wrzucały na social media.
One się bawiły, podczas gdy ja siedziałam sama na lotnisku Heathrow, w samolocie obok wkurzającego bachora w pierwszej klasie i stałam w kolejce do kontroli paszportowej.
Na moim telefonie pełno jest zdjęć z saloników VIP, szampana, drzewek z koktajlami i przystojnych facetów, przez co nienawidzę mojego taty jeszcze bardziej.
Robi się jeszcze gorzej, kiedy wychodzę z hali przylotów, spocona i zdenerwowana, żeby spotkać faceta, z którym będę mieszkać.
Stary to za słabe określenie — wygląda bardzo staro i zastanawiam się, czy rodzinnym sekretem nie jest to, że to tak naprawdę ojciec mojego taty, a nie jego brat.
Jest też jedynym facetem tutaj w cholernym kowbojskim kapeluszu. Muszę zrobić zdjęcie, bo nikt w domu nie uwierzy w moje obecne życie.
Stary facet ubrany cały w dżins z kowbojskim kapeluszem odbiera mnie z lotniska — nie da się tego wymyślić!
„Isobella” — mówi radośnie, próbując mnie przytulić.
Odsuwam się od niego.
„Cześć” — mówię. „Chyba jesteś Frankie?”
Dotyka ronda kapelusza i uśmiecha się.
„Dobrze myślisz. Jak lot?”
„Wkurzający i długi” — odpowiadam.
Bierze moją walizkę i ma problem z tym, jak ją ruszyć.
„Ma kółka na dole, wystarczy pchać.”
„A, nigdy nie widziałem takiej elegancji. Moje to wszystko stare torby, które się podnosi za rączkę.”
Przewracam oczami i pozwalam mu iść przodem. Zostanę tu kilka miesięcy — kilka miesięcy, zanim zadzwonię do taty i powiem mu, jak bardzo tego nienawidzę, że nie mogę znaleźć przyjaciół ani dalej tu mieszkać.
Nie wiem, czemu jestem zaskoczona, kiedy Frankie zatrzymuje się przy najbardziej zniszczonej rupieciarskiej ciężarówce. Kręcę głową. Jestem pewna, że mój tata uzna to za zabawne.
„Nie takie jak samochody, do których jesteś przyzwyczajona, założę się” — mówi, otwierając mi drzwi od strony pasażera.
Na siedzeniu leży jakieś badziewie, więc czekam, aż je sprząta, zanim wsiadam.
„To tylko stare narzędzia, które czyszczę” — mówi, rzucając je na ziemię. „Muszę tylko zatrzymać się w garażu po drodze do domu. Możesz kupić wszystko, czego potrzebujesz, jak tam będziemy. Nie ma za wiele sklepów, jak się dojedzie do rancza.”
Wspaniale, mieszka na cholernym odludziu!
„Masz Wi-Fi?” — pytam.
„Co co?” — pyta.
O Boże!
Resztę drogi spędzam na telefonie. Wysyłam wiadomość do koleżanek, że w pewnym momencie może będę mogła tylko wysyłać SMS-y.
Piszę też do taty, żeby powiedzieć mu, jakim jest kompletnym dupkiem i przypomnieć mu, jak bardzo go teraz nienawidzę.
„No to — są tu sklepy, możesz kupić kosmetyki albo kobiece rzeczy, których potrzebujesz. Ja będę u Billa, tam” — wskazuje gdzieś. „Spotkamy się tu za jakieś pół godziny?”
„Nieważne” — wzdycham. Pół godziny to za mało czasu na zakupy.
Odchodząc od Bill's Garage, widzę ulicę z tylko dwoma barami i dwoma sklepami.
Młody facet w kowbojskim kapeluszu kiwa do mnie głową z drzwi sklepu, kiedy go mijam. Robię zirytowaną minę, a jego przyjazny uśmiech zmienia się w grymas.
Idę do działu spożywczego w jednym ze sklepów. Jeśli mam być zamknięta w pokoju, myślę, że będę potrzebować przekąsek.
Tutaj wszystko jest większe — paczki chipsów są ogromne i wszystko jest w multipackach. Biorę, co mogę i wracam na gorącą ulicę.
Spakowałam dużo rzeczy, których potrzebuję, i powinnam w końcu dostać samochód. Jak przyjdzie, będę mogła jeździć do Nashville, gdzie jest dużo więcej sklepów.
„Znalazłaś drogę?” — krzyczy do mnie Frankie, kiedy wracam do garażu po dziesięciu minutach.
„To nieduże miejsce, prawda?” — mówię cicho, ale on mnie nie słyszy.
„Mack, poznaj moją siostrzenicę, Isobellę” — mówi, kiedy podchodzę do garażu z moją torbą wielokrotnego użytku I Heart Nashville.
Gruby stary facet siedzący w słońcu uśmiecha się do mnie.
„Naprawdę wyglądasz jak twoja mama” — mówi.
Marszczę brwi. Nikt już nie mówi o mojej matce i dziwnie to brzmi od jakiegoś obcego starego faceta.
„Niedługo stąd wyjedziemy” — mówi Frankie. „Tylko czekamy na młodego Tobiasa — potrzebuje podwózki do rancza.”
Jest mi gorąco, jestem zmęczona i bardzo wkurzona. Długi lot wyssał ze mnie całą energię, a teraz stoję w letnim upale przy zatłuszczonym starym garażu, czekając na jakiegoś przypadkowego faceta, który potrzebuje podwózki.
Wkładam słuchawki i opieram się o ścianę, czekając.
Widzę, że Frankie coś mówi, ale nie słyszę go przez Davida Guettę. Kiedy następnym razem podnoszę wzrok z podłogi, widzę młodego faceta, na którego czekaliśmy.
To kowboj ze sklepu. Ma na sobie jasnoniebiskie podarte dżinsy, takie, które już nie są modne w UK. Czysta biała koszulka pokazuje jego umięśnione ramiona, a na głowie ma głupi cholerny kapelusz.
Szkoda — gdyby był w UK i lepiej się ubierał, byłby przystojnym facetem. Wyciągam słuchawki i idę za Frankiem do jego ciężarówki, nic nie mówiąc.
„Dzięki, że czekaliście” — mówi młody facet do Frankiego, nie patrząc na mnie.
„Nie ma problemu, młody człowieku. Chcę od ciebie przysługi w zamian” — mówi Frankie.
„O tak, znowu ten twój dach?”
„Nie, moja siostrzenica Isobella, nikogo tu nie zna. Możesz wziąć ją pod swoje skrzydła?”
Kręcę głową.
„Nie, dzięki, nie planuję tu długo zostać.”
Kowboj mruży oczy, patrząc na mnie z góry na dół.
„Nie sądzę, żeby twój typ długo tu wytrzymał.”
„Mój typ?”
„Tam, skąd pochodzimy, pracujemy na to, co mamy” — mówi, wskakując na pakę ciężarówki.
Wsiadam do kabiny i czuję się wkurzona przez kowboja.
Za kogo on się uważa, oceniając mnie? Nie zna mnie!















































