
Kochaj swojego alfę
Autorzy
Rachel Weaver
Lektury
3,8M
Rozdziały
51
Rozdziały: 51
Czas czytania: 5h
Ojciec alfy Lycan Jennessy został zamordowany, gdy była młoda. Po obserwowaniu, jak jej matka radzi sobie ze stratą, ostatnią rzeczą, jakiej pragnie Jennessa, jest znalezienie swojego partnera. Ale jeśli nowy alfa nie znajdzie wkrótce swojej partnerki, zostanie uznany za słabego, a inny wilk go zamorduje. Na tym balu stawka jest wyższa niż szklany pantofelek!
Kategoria wiekowa: 18+ (Napaść, Brutalna śmierć).
Rozdział 1.
JENNESSA
Nazywam się Jennessa Richards. Właśnie skończyłam dziewiętnaście lat i to jest moja historia. Mieszkam w małym miasteczku w Dakocie Północnej, gdzie drzew jest więcej niż domów.
Nasze miasteczko ma jedną główną ulicę. Większość ludzi przejeżdża przez nie, nawet się nie zatrzymując. Pozostałe drogi są gruntowe i ciągną się w nieskończoność, nie prowadząc do niczego ciekawego.
Mamy mały sklep spożywczy, sklep wielobranżowy i stację benzynową. To wszystko, co rzuca się w oczy na pierwszy rzut oka.
Ale gdybyś przyjrzał się bliżej, mógłbyś być zaskoczony - a może nawet przestraszony - ludźmi, którzy tu mieszkają.
Jesteśmy lykanami, ja również. Dla innych możemy wydawać się niewielką grupą, ale jesteśmy największą watahą na Środkowym Zachodzie. Nasze terytorium rozciąga się na setki kilometrów.
Nie wszyscy mieszkamy razem. Nasza wataha jest podzielona na cztery grupy.
Pierwsza to Główna Siedziba Alfy, gdzie mieszkają najbogatsi i najważniejsi członkowie watahy. To także miejsce, gdzie znajduje się dom naszego przywódcy alfy, dokładnie w sercu naszego terytorium.
Druga grupa to Wzgórze Treningowe, gdzie wilki uczą się walczyć, mając nadzieję na przeniesienie się kiedyś do Głównej Siedziby Alfy i pomoc w ochronie naszej watahy.
Trzecia grupa to mój dom. Nazywają nas Zredukowanymi, bo nie mamy ani grosza przy duszy, ani żadnej władzy.
Czwarta grupa składa się z tych, którzy złamali zasady watahy, ale nie zostali wygnani.
Nie mamy dla nich właściwie nazwy. Nie powinniśmy o nich mówić. Ludzie pewnie nazwaliby ich przestępcami.
Dziś wieczorem wolałabym być gdziekolwiek indziej. Nasz alfa, Clay, zaplanował wielkie przyjęcie i zaprosił całą watahę.
Rozesłał zaproszenia do każdej rodziny, mówiąc, że chodzi o sprawdzenie, jak się wszystkim powodzi i poprawienie nastrojów.
Ale ludzie plotkują o zmianach we władzy na szczycie i wszyscy zastanawiają się, czy to przyjęcie ma z tym coś wspólnego.
W przeciwieństwie do królowej Anglii, nasz alfa potrzebuje partnerki. Jeśli jej nie ma, jest to postrzegane jako słabość i inne wilki mogą próbować zająć jego miejsce.
To dziwne, że nasz alfa jeszcze nie znalazł swojego partnera. Jeśli nie znajdzie go wkrótce, może zacząć tracić kontrolę nad watahą.
Problem dla mnie polega na tym, że alfy zwykle łączą się tylko z silnymi wilczycami, a ja właśnie taką jestem. Ostatnią rzeczą, jakiej chcę, to zostać partnerką alfy.
Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Spotkałam naszego alfę dawno temu, zanim został naszym alfą. Był dużo starszy ode mnie, a ja byłam jeszcze dzieckiem.
Pamiętam go jako ideał mężczyzny, który nie mógł zrobić nic złego. Każda dziewczyna i młoda kobieta za nim szalała. To nie jest zaskakujące.
Był miły dla wszystkich i zawsze gotowy pomóc członkom watahy. Wszyscy go kochali i uważali, że świetnie wygląda, nawet wtedy.
Nasi rodzice byli przyjaciółmi, więc znałam go całkiem dobrze. Zawsze był dla mnie miły, ale z prawie dziesięcioletnią różnicą wieku nie mieliśmy wiele wspólnego. Nie sądzę, żeby to się zmieniło.
Mam nadzieję, że nie zauważy mnie dziś wieczorem, że nawet mnie nie pamięta.
Nie znoszę go i jego rodziny. Właściwie ich nienawidzę.
Ale to nie zależy ode mnie. To zależy od przeznaczenia. Nie wybierasz swojego partnera. Gdy skończymy osiemnaście lat i nasz wilk jest w pełni rozwinięty, zaczynają szukać naszych partnerów.
W jednej chwili jesteś sam, a w następnej patrzysz komuś w oczy - i jesteś z nim połączony na zawsze.
Uważam, że to wszystko jest głupie. Nigdy nie chciałam znaleźć swojego partnera. Nigdy nie interesowało mnie szukanie.
Widziałam, jak to się dzieje, i te dwie osoby całkowicie się zmieniają. To obrzydliwe. Chcę żyć dla siebie, nie dla kogoś innego. Nie potrzebuję nikogo innego.
Jestem jedną z wielu silnych wilczyc w naszej watasze, więc chociaż to mało prawdopodobne, planuję zachować ciszę na tym „przyjęciu”.
Mój plan na dziś wieczór to nie dać się zauważyć, trzymać głowę nisko i oczy wbite w podłogę. Myślę, że nasz alfa szuka partnerki, a ja nie chcę być tą, którą wybierze - ani niczyją inną, tak właściwie.
***
– Jessie, jesteś już prawie gotowa? – zawołała moja mama przez drzwi sypialni. Jest bardziej ostrożna w doborze słów niż ja, ale znam ją dobrze. Jest równie zaniepokojona dzisiejszym wieczorem jak ja.
– Tak, mamo, już prawie – odpowiedziałam, starając się ukryć strach w głosie. Spojrzałam na siebie w lustrze po raz ostatni. W każdą inną noc byłabym bardzo zadowolona z tego, jak wyglądam.
Powiedziałabym, że wyglądałam pięknie w ładnej ciemnozielonej jedwabnej sukience, którą mama kupiła mi po otrzymaniu zaproszenia. Sukienka podkreślała moje zielone oczy, a moje ciemne włosy i oliwkowa skóra zdawały się lśnić.
To nie było dobre. Nie chciałam wyglądać aż tak dobrze. Ale mama ciężko pracowała, żeby kupić mi tę sukienkę.
Nie mamy dużo pieniędzy i nie jestem pewna, jak udało jej się ją kupić, więc nie mogłam odmówić, gdy mi ją pokazała.
– Mogę wejść i zobaczyć? – zapytała mama, jej głos pełen podekscytowania. Zawsze była pozytywnie nastawiona do rzeczy.
– Tak, wejdź. – Westchnęłam i odwróciłam się, by stanąć twarzą do niej, gdy weszła do mojego pokoju. Moje oczy rozszerzyły się, gdy ją zobaczyłam.
Odziedziczyłam po mamie drobną, szczupłą i wysportowaną sylwetkę, ale to właściwie wszystko, co nas łączy w wyglądzie.
Ciemne rysy odziedziczyłam po tacie, podczas gdy mama ma takie blond włosy, za które ludzie zapłaciliby fortunę w salonie fryzjerskim. I ma najniebiesze oczy, jakie kiedykolwiek widziałam.
Jej włosy były krótko ścięte do szyi, które zakręciła i upięła do połowy. Miała na sobie jasnoróżową sukienkę, która sprawiała, że wyglądała perfekcyjnie. Nawet po pięćdziesiątce wyglądała lepiej niż większość dwudziestolatek.
– Och, kochanie, jesteś piękna! – Uśmiechnęła się szeroko, podchodząc do mnie przez pokój.
– Nie, mamo. To ty jesteś piękna – powiedziałam, gdy objęła mnie ciepłym uściskiem. – Tata byłby taki dumny, widząc cię u swego boku dziś wieczorem, gdyby wciąż żył.
– Myślisz? – Pytanie mamy było bardzo ciche, jej niebieskie oczy zaszły łzami na wspomnienie mojego ojca. Nie było go już od dziesięciu lat.
Był alfą naszej watahy. Został wyzwany. Jego przeciwnik oszukiwał w sposób, który doprowadził do śmierci mojego ojca.
Alfy nie przechodzili na emeryturę. Nigdy nie porzucali swojego obowiązku wobec watahy. Czas alfy jako przywódcy kończył się tylko wtedy, gdy umierał. To był jedyny honorowy sposób odejścia.
Kiedy mój ojciec zmarł, pretendent został naszym alfą. Jego pierwszym aktem jako nowego przywódcy było wygnanie mojej matki i mnie z Głównej Siedziby Alfy i zesłanie nas tutaj.
Nie rządził jednak długo. Zaledwie kilka lat później jego własny syn zabił go i został najnowszym alfą naszej watahy. Nadal zajmuje tę pozycję.
– Absolutnie, wszyscy będą na ciebie patrzeć – powiedziałam jej, próbując rozluźnić atmosferę.
Byłam całkowicie szczera i wcale mi to nie przeszkadzało. Jeśli wszyscy będą się gapić na moją piękną matkę, może nie zauważą mnie.
– Więc chciałam z tobą porozmawiać, zanim wyjdziemy, kochanie.
– Okej – powiedziałam, podnosząc moje szpilki na wieczór. Przypomniałam sobie, żeby wziąć też parę płaskich butów.
Te szpilki były piękne, ale też bardzo wysokie. Istnieje granica, jak długo kobieta może chodzić na palcach, zanim zacznie ją to boleć. – O co chodzi?
– Cóż, chciałam ci powiedzieć, zanim on tu przyjedzie... Rozmawiałam z kilkoma znajomymi i dowiedziałam się, że syn Janice nie ma partnerki na przyjęcie, a wiem, że ty też nie masz...
– O nie – jęknęłam, patrząc na nią z przerażeniem.
– Więc pomyślałam...
– Mamo, nie! – Zerwałam się z łóżka.
– To bardzo przystojny chłopak, Jessie. Nie ma nic złego w tym, żeby mieć kogoś do towarzystwa dziś wieczorem – argumentowała moja matka, kładąc ręce na biodrach.
– Nie potrzebuję partnera. Myślałam, że idziemy jako rodzina. – To nie mogło się dziać.
– Cóż, ja tam będę, tak, ale uwierz mi, kochanie, nie chcesz być sama w takim tłumie. W ten sposób zawsze będziesz miała kogoś przy sobie, nawet jeśli ja będę musiała gdzieś pójść – próbowała mi wytłumaczyć.
Miałam zamiar się z nią kłócić, kiedy dzwonek do drzwi rozległ się w domu. Oczy mojej matki rozbłysły z podekscytowania i obdarzyła mnie szerokim uśmiechem. – To musi być on!
– Mamo, nie, proszę – błagałam, ale na próżno. Była już w połowie drogi do wyjścia z mojej sypialni, a ja mogłam tylko podążyć za nią korytarzem do drzwi wejściowych. Bez słowa otworzyła drzwi.
– Ty musisz być Daniel – przywitała go, ale nie mogłam zobaczyć nic poza drzwiami z miejsca, w którym stałam z boku. Już byłam zdenerwowana dzisiejszym przyjęciem, a teraz jeszcze to.















































