
Zastępca szeryfa
Autorzy
Collette G. May
Lektury
1,2M
Rozdziały
79
Zastępca szeryfa Seth Marshall wrócił do domu ze służby wojskowej po stracie córki i osadzeniu byłej żony w więzieniu. Projektantka biżuterii Indie nie łatwo ufa mężczyznom. Ale kiedy dowiaduje się, że Seth nie jest już żonaty, czy pozwoli sobie ulec uczuciu przyciągania, które w niej budzi? I czy Seth pozwoli Indie pomóc mu uleczyć rany z przeszłości?
Kategoria wiekowa: 18+.
Rozdział 1.
KSIĄŻKA 1:Seth Marshall
INDIGO “INDIE”
Indigo westchnęła, gdy została przyciśnięta do chropowatej ceglanej ściany. Mężczyzna o twardej klatce piersiowej, okrytej czarną kamizelką ochronną, popchnął ją, gdy kula świsnęła tuż obok jej ramienia.
Znalazła się za wielkim kontenerem na śmieci w zaułku. Potężne ciało osłoniło ją, gdy kolejne pociski uderzały w ścianę.
Zacisnęła mocno powieki i przytuliła szczeniaka do piersi. Jej serce waliło jak młotem, podobnie jak serduszko maleńkiego psiaka.
Przyszła do alejki zaledwie pięć minut wcześniej, żeby opróżnić kosze na śmieci ze swojego małego sklepiku. Wtedy usłyszała skomlenie szczeniaka obok kontenera.
Zdziwiła się, jak silny był ten mężczyzna, że mógł tak łatwo przycisnąć ją do ściany, bo sama nie była drobną osóbką.
Zerknęła na niego spod rzęs i dostrzegła napis „S.A. Marshall” na jego kamizelce ochronnej.
Miał mocno zarysowaną szczękę i jasne zielone oczy z niezwykle długimi rzęsami jak na mężczyznę.
Marszczył brwi, wyglądając zza kontenera. Nagle jego radio zatrzeszczało z informacją, że złoczyńcy zostali ujęci.
– Marshall, raport? – odezwał się głos w jego radiu.
– Wszystko pod kontrolą, szeryfie. Jestem z cywilką w alejce – odparł. Wyłączył radio, po czym spojrzał na Indigo, zdejmując hełm. – Co tu robiłaś?
Spojrzała na niego, marszcząc brwi.
– Po pierwsze, nie spodziewałam się strzelaniny. Po drugie, wyrzucałam śmieci, gdy usłyszałam tego malca.
W tym momencie czarny nosek wychynął z kurtki Indigo i polizał jej podbródek. Indigo zachichotała i delikatnie odsunęła mokry języczek od twarzy.
Zerknęła na rosłego zastępcę, który westchnął ciężko, kręcąc głową, gdy ich obserwował.
– Chodź. Odprowadzę cię do sklepu i sprawdzę, czy nikt się tam nie czai – powiedział. Wstał, przewiesił broń przez ramię i pomógł jej się podnieść.
Trzymała szczeniaka pod kurtką i poprowadziła do tylnych drzwi swojego sklepu. Dłoń zastępcy Marshalla w rękawiczce spoczywała na jej krzyżu.
Rozejrzał się po niewielkim warsztacie z otwartymi metalowymi stołami i półkami z blachą wzdłuż ścian.
Biżuteria wśród narzędzi Indigo połyskiwała w świetle małego pieca w rogu pomieszczenia. Piec ogrzewał ich, gdy drzwi zamknęły się za nimi.
Uśmiechnął się, dotykając lampy wiszącej nad jej stołem. Lampa w kształcie czajniczka lekko się zakołysała na mocnej sprężynie, żarówka w jej dzióbku oświetlała blat.
Podążył za nią obok biura, które służyło też jako kuchenka, otwierając drzwi, by upewnić się, że nikt się za nimi nie ukrywa.
Indigo napełniła miskę wodą i postawiła ją dla szczeniaka, który chciwie pił. Jej serce zadrżało, gdy odwróciła się i zobaczyła wielkiego mężczyznę obserwującego ją z troską w oczach.
– Wszystko gra? Właśnie do ciebie strzelano.
Uśmiechnęła się do niego i pokręciła głową.
– Mój tata robił zdjęcia na wojnach i często spędzaliśmy z nim wakacje tam, gdzie pracował, więc ukrywanie się przed kulami to dla mnie nie pierwszyzna.
Zmarszczył brwi, rozważając jej słowa. Widziała, że ma wiele pytań, ale ich nie zadaje.
Gdy nic nie powiedział, weszła do sklepu. Obserwowała, jak zastępca rozgląda się po gablotach wypełnionych ręcznie robioną srebrną biżuterią.
Z uprzejmym skinieniem głowy podszedł do frontu sklepu i wyjrzał przez okno, zanim odwrócił się do niej i otworzył drzwi.
– Proszę zamknąć te drzwi za mną, pani – powiedział cicho. Indigo była zaskoczona, jak jego głęboki, szorstki głos sprawił, że jej serce zadrżało.
– Och, jasne, dzięki – powiedziała nerwowo. Czuła zapach jego cytrusowej wody kolońskiej zmieszany z ostrym zapachem prochu.
Zastanawiała się, czy ta mieszanka zapachów odzwierciedlała jego osobowość.
Wyszedł przez uchylone drzwi, starając się zatrzymać jak najwięcej ciepła w sklepie. Potem poczekał, aż usłyszał, jak Indigo zamyka drzwi.
Jego barczyste ramiona wypełniały szybę w drzwiach, rozciągając się od jednej strony do drugiej. Indigo musiała odchylić głowę, by zobaczyć jego poważne oczy, gdy skinął głową.
Nic dziwnego, że mógł tak łatwo przycisnąć ją do ceglanej ściany. Był jak góra!
Miał metr dziewięćdziesiąt wzrostu, znacznie więcej niż jej metr sześćdziesiąt osiem. Jego potężne ramiona z łatwością mogły przesunąć jej krągłe ciało.
Z głębokim westchnieniem podniosła szczeniaka i przytuliła go do piersi, obserwując, jak zastępca odchodzi w gasnące listopadowe popołudnie.
SETH
„Wujku Seth, możemy zjeść babeczki na kolację?” Spojrzał w dół na jasne zielone oczy wpatrujące się w niego z twarzy, która wyglądała jak młodsza, dziewczęca wersja jego własnej.
Klęczała na kanapie, z brodą opartą na dłoniach, obserwując jak nalewa sobie kawę.
Seth wziął głęboki wdech i zaczął kręcić głową, nie będąc w stanie odmówić na głos.
W wieku pięciu lat Amelia potrafiła owinąć sobie wujka wokół palca.
Zawsze go dziwiło, że mógł bez strachu łapać przestępców, ale nie potrafił odmówić tym oczom.
– Proszę?
– Twoja mama będzie na mnie zła jak osa – powiedział cicho.
– Możemy jej jedną zostawić – błagał cienki głosik.
Zamknął oczy i wyciągnął rękę, poddając się. Nie chciał widzieć jej radosnego uśmiechu. – Stoi?
Patrzył, jak przechyla główkę. – Okej? – powiedziała.
– Jeden kawałek pizzy, łyżka groszku, cztery marchewki, a potem babeczka.
Zrobiła smutną minkę i przyjrzała mu się uważnie. – Jeden kawałek pizzy, pół łyżki groszku, pięć marchewek, potem babeczka i dodatkowy lukier.
Był pod wrażeniem umiejętności negocjacyjnych swojej siostrzenicy. – Zgoda, ale różowy lukier. Czekoladowy jest mój!
– Hura! – krzyknęła, wspinając się przez oparcie kanapy, by go przytulić. Dmuchnął jej w szyję, by ją rozśmieszyć, a potem posadził ją na barana, by otworzyć drzwi po ich pizzę.
Pięć minut później Amelia patrzyła na wujka spode łba, obserwując jak nakłada pół dużej łyżki groszku na jej talerz.
– To nie było w umowie – narzekała.
– Właściwie to było – powiedział, szczerząc zęby. – Nie określiłaś rozmiaru łyżki.
Z głębokim westchnieniem zaczęła jeść nielubianego groszku, patrząc wilkiem na wujka, który z zadowoleniem zajadał się pizzą.
***
– Seth.
Powoli otworzył oczy i spojrzał na Sarah, która przeczesywała palcami jego miękkie blond włosy.
Po posprzątaniu kuchni Seth i Amelia usiedli na kanapie przed snem, oglądając film Disneya.
Musieli przysnąć, zorientował się Seth, gdy Amelia przysunęła się bliżej niego.
– Hej. Jesteśmy ci winni dwie babeczki – ziewnął, wychodząc spod koca i biorąc Amelię na ręce.
– I kubek lukru... – powiedziała Sarah, gdy wrócił do kuchni. Uniosła brew, stawiając kubek do miksowania na stole, a Seth przygryzł wargę, wzruszając ramionami.
– Czy dałeś jej chociaż trochę normalnego jedzenia?
– Hej! Zjadła łyżkę groszku! – powiedział.
– Naprawdę? Ona nie znosi groszku! – powiedziała Sarah zdziwiona. Potem spojrzała podejrzliwie. – Pewnie małą łyżeczkę.
Seth zaśmiał się z niedowierzaniem. – Właściwie to pełną dużą łyżkę.
Sarah spojrzała na brata, a potem przygryzła wargę, zanim podniosła swoją gorącą czekoladę i wygodnie usiadła na kanapie.
Seth napełnił swój kubek i cicho obserwował ją, gdy zwinęła się w kłębek, wyglądając bardzo drobno wśród dużych poduszek.
Usiadł obok niej w momencie, gdy zobaczył łzę spływającą po jej policzku. Żałował, że nie może sprawić, by poczuła się lepiej.
Przechyliła głowę, jego dłoń na jej policzku, gdy jej miękkie blond włosy opadły na jego rękę. Pociągnęła głośno nosem. – Byłam taka głupia, Sethford. On nigdy nie miał nas pokochać...
Te ciche słowa zabolały go. Jego siostra bliźniaczka była najsilniejszą osobą, jaką znał, i to ona pomagała mu, gdy był bardzo smutny.
Czuł się tak bezradny, bo nie mógł nic zrobić, by poprawić jej nastrój. Przytulił ją i pocałował w czoło.
– Kocham cię najbardziej na świecie. Bez względu na wszystko, zawsze wybiorę was dwie.
– Pewnego dnia spotkasz kogoś i zapomnisz o nas...
Ujął jej podbródek i uniósł jej twarz, jej zielone oczy identyczne jak jego własne. – Jeśli spotkam tę osobę, będzie wiedziała, że my troje jesteśmy nie do rozdzielenia.
– Nie możesz tego obiecać, Seth.
– Nie, nie mogę. Ale i tak obiecuję.
INDIE
. . Indie uniosła wzrok, gdy drzwi się otworzyły i poczuła, jak serce zaczyna jej mocniej bić. Był niezwykle przystojny - blade zimowe słońce rozświetlało jego jasne włosy, a zielone oczy błyszczały.
Zastanawiała się, czy jego włosy są tak miękkie, na jakie wyglądają.
Był bardzo wysoki i barczysty, niemal dotykając ramionami obu stron framugi.
Ze zdziwieniem stwierdziła, że nie tylko kamizelka kuloodporna sprawiała, że wydawał się taki duży; po prostu podkreślała jego naturalną posturę.
Nawet w codziennym stroju - niebieskich dżinsach i szarym swetrze pod zieloną kurtką - wciąż robił piorunujące wrażenie.
Gdy odwrócił głowę, Indie wzięła głęboki wdech.
Był naprawdę przystojnym mężczyzną, pomyślała, patrząc na jego profil.
Miał kwadratową szczękę z lekkim zarostem, co nadawało mu bardziej swobodny wygląd niż gładko ogolony zastępca szeryfa, którego spotkała kilka dni temu.
Jego czoło było wysokie, a nos długi i lekko szeroki, ale to pełna dolna warga przykuła jej uwagę.
Przygryzła własną wargę i przełknęła ślinę, wyobrażając sobie, co by było, gdyby go pocałowała i—
– Spodoba jej się to, tato – głos małej dziewczynki wyrwał ją z zamyślenia. Indie nawet nie zauważyła, że dziecko weszło do sklepu z zastępcą szeryfa...
Dziewczynka patrzyła na niego, jej jasne włosy opadały na zielone oczy, gdy przechyliła główkę.
– Zobaczmy – powiedział cicho, delikatnie odgarniając jej włosy, zanim przykucnął obok niej. Razem spojrzeli na gablotę, rozmawiając przyciszonym głosem.
– Jest prawie idealny. Gdyby nie to dziecko...
– Jestem pewna, że znajdziemy jakąś szkołę z internatem na końcu świata – powiedziała Grace beztrosko, stawiając kubek gorącej czekolady na ladzie.
Indie sapnęła na swoją najlepszą przyjaciółkę, która zamrugała niewinnie swoimi dużymi brązowymi oczami. Indie nie mogła powstrzymać cichego śmiechu.
– Dzień dobry, paniom – powiedział zastępca swoim głębokim głosem.
– Czy możemy w czymś pomóc, panie zastępco? – zapytała Indie, podchodząc do części gabloty, przy której stał on i jego córka.
– Nie jestem teraz na służbie, więc mów mi Seth – uśmiechnął się, sprawiając, że jej serce zabiło mocniej. – Jak się miewasz od naszego ostatniego spotkania?
Przygryzła wargę, czując motyle w brzuchu pod wpływem ciepła w jego oczach.
– Mówiłam poważnie, że mój tata robił zdjęcia na wojnach. Jeśli nie spędziliśmy lata unikając kul, to nie były wakacje z tatą. Więc jest w porządku.
– Ojej – powiedział zaskoczony. Widziała, że ma pytania, ale ich nie zadał. – To ciekawe.
Wzruszyła ramionami. – Nie tak ciekawe jak ta gablota...
Odwróciła się, by spojrzeć na specjalną gablotę z biżuterią, przy której stali.
Indie otworzyła drzwiczki, wyjęła niebieską aksamitną tacę i położyła ją na szkle, srebrna biżuteria lśniła jasno na ciemnym tle.
– Te będą idealne na urodziny mamy, tato – powiedziała dziewczynka, wskazując na parę małych kolczyków z miniaturową trzepaczką, łyżką i nożem.
Wydały delikatny dźwięk, gdy ich dotknęła. Uśmiech na jej twarzy rozgrzał serce Indie, mimo że poczuła ukłucie rozczarowania.
Musi być idealna mama, która dopełnia tę rodzinę.
Indie starała się nie uśmiechać, widząc jak Grace powoli przesuwa kciukiem po gardle zza swojego kubka. Potrząsnęła głową, udając, że nie widzi swojej przyjaciółki.
Grace była jej wierną podporą.
Były najlepszymi przyjaciółkami w szkole, a gdy Indie otworzyła sklep, naturalne było, że włączyła Grace, która świetnie radziła sobie z finansami, jako swoją partnerkę.
Indie wyjęła kolczyki z poduszeczki i odłożyła tacę, zanim podeszła do kasy. Zastępca poszedł za nią, ale jego córka oglądała biżuterię w innych gablotach.
– Czy zjesz ze mną kolację dziś wieczorem? – zapytał cicho. Jej ręce zatrzymały się na moment, gdy pakowała małe pudełko, nie wiedząc, jak mu odpowiedzieć.
Czy naprawdę zaprosił ją na randkę, kupując prezent dla żony w obecności córki?
– Nie sądzę, żeby to było możliwe – powiedziała z wymuszonym uśmiechem, jej twarz bolała od wysiłku, gdy podawała mu torebkę.
– Okej. – Wyjął z kieszeni wizytówkę i napisał na odwrocie numer, zanim przesunął ją po ladzie. – Gdybyś czegoś potrzebowała... albo zmieniła zdanie...
Indie przełknęła ślinę i skinęła głową, nie patrząc na nią, obserwując jak oboje wychodzą ze sklepu, śnieg padający na ich identyczne jasne głowy.
– Nie potrzebujemy znowu takiej złej energii w naszym życiu – powiedziała szybko Grace, zmiatając wizytówkę do kosza.
Jej imitacja głosu chińskiej babci była tak dobra, że Indie roześmiała się głośno, parskając w swoją gorącą czekoladę.
– Nie, kochana. Zdecydowanie nie potrzebujemy.















































