
Niechętna partnerka samotnego wilka
Nowy Dom
DANIELLE
W niespełna tydzień jesteśmy w drodze do naszego nowego domu.
Miejsce Harry'ego jest zbyt blisko terenu naszej dawnej watahy, więc nie jest dla nas bezpieczne, by tam zostać. Załatwił nam lokum u swojego przyjaciela, Charliego.
Miejsce Charliego jest na tyle odległe, że Ryan nie będzie w stanie nas namierzyć.
Charlie opiekuje się młodymi wilkami, które straciły rodziny. Jego dom znajduje się w górach, z dala od innych watah, w pobliżu jest tylko niewielka ludzka osada.
Żeby przetrwać, będziemy musieli udawać ludzi.
Podróż trwa dwa dni.
Rory jest bardzo małomówny podczas jazdy. Wesoły nastolatek, którego znałam, jest teraz wilkiem, który doświadczył okrucieństwa i niewiele mówi.
Ja też nie radzę sobie dużo lepiej. Staram się być silna, ale gdy jestem sama, często płaczę. Ale się nie poddam. Nie pozwolę Ryanowi zwyciężyć.
– Jesteśmy już prawie na miejscu – oznajmia Harry. – Za godzinę dojedziemy. Charlie to porządny człowiek. Wie, jak to jest stracić rodzinę i watahę.
– Ale nie myślcie, że jest słaby, bo jest miły – ostrzega. – Będzie oczekiwał, że będziecie ciężko pracować, uczyć się i wykorzystać szansę, którą wam daje.
Kiwam głową. – Chcę pracować. Nie pozwolę Ryanowi zniszczyć mnie tak, jak zniszczył moją rodzinę.
– My oboje nie pozwolimy – dodaje Rory.
Uśmiecham się do niego i ściskam jego dłoń. Przynajmniej mamy siebie nawzajem.
***
Przejeżdżamy przez małe, stare miasteczko, szybko je opuszczając i zagłębiając się w las.
Droga zwęża się i powoli zaczynamy wspinać się na górę. Potem skręcamy na polną drogę, która prowadzi na otwartą przestrzeń z dużym drewnianym domem pośrodku.
– Jesteśmy na miejscu. Weźmy wasze torby i przedstawię was Charliemu.
Gdy wysiadamy z samochodu, drzwi domu otwierają się i wychodzi z nich postawny, ciemnowłosy wilk.
– Harry, minęło zbyt dużo czasu – mówi, przytulając Harry'ego.
– Zdecydowanie za długo, stary druhu. Ale cieszę się, że tu jestem.
– A to są ci młodzi, których uratowałeś?
– To Rory i Danielle. Ryan i jego Dzikie Wilki wymordowali ich watahę.
– Słyszałem o tym szalonym wilku i kłopotach, które sprawia. Oboje jesteście tu mile widziani. To bezpieczne miejsce dla was. Jest tu dwadzieścia innych młodych wilków, które również straciły swoje rodziny. Jesteśmy jak wataha. Dbamy o siebie nawzajem. Ale pamiętajcie, jeśli zaczniecie bójkę lub skrzywdzicie innego młodego wilka, musicie odejść – ostrzega, patrząc na nas poważnie.
– Nie sprawimy żadnych problemów – obiecuję.
Rory kiwa głową na zgodę.
Charlie wydaje się zadowolony z naszej odpowiedzi. – Dobrze. Oczekuję, że będziecie ciężko pracować i wykorzystacie tę szansę. Nie ma sensu ratować was przed Ryanem, jeśli tego nie zrobicie. Możecie tu zbudować nowe życie, mieć pracę, pójść na studia.
Po raz pierwszy od ponad tygodnia się uśmiecham. – Tego właśnie chcę. Nie pozwolę Ryanowi wygrać.
– W takim razie wejdźcie – mówi Charlie, prowadząc nas do domu.
– Zakwaterujemy was, przedstawimy innym młodym wilkom, a potem możemy porozmawiać o zapisaniu was do lokalnego liceum.
To głównie ludzie, ale możecie uczęszczać na zajęcia potrzebne do ukończenia szkoły i dostania się na uczelnię, która przyjmuje wilkołaki. Jeśli oczywiście tego chcecie.
– Dokładnie tego chcę.
To życie może nie być tym, czego się spodziewałam lub wybrałam, ale zamierzam dać z siebie wszystko.
TERAŹNIEJSZOŚĆ
To ostatni dzień szkoły i cieszę się, że to już koniec.
Black Vale Academy nie było takie złe, ale zawsze czułam się inna. Nie jestem pewna, czy wilkołak może kiedykolwiek naprawdę dopasować się do ludzi, ale starałam się jak mogłam.
Przez ostatnie cztery lata ciężko pracowałam nad nauką, byłam cicha i pilnowałam, żeby mieć dobre oceny, by dostać się na Uniwersytet Linton.
Chcę, żeby Charlie był ze mnie dumny. Opiekował się mną i był moim przyjacielem przez ostatnie cztery lata, i zawdzięczam mu wszystko. Kiedy dostałam list z informacją, że zostałam przyjęta na uniwersytet, myślę, że był nawet szczęśliwszy niż ja.
Będzie mi brakowało Charliego i młodych wilków. Dom zawsze będzie dla mnie bezpieczną przystanią, do której mogę wrócić, ale muszę iść własną drogą w życiu.
Gdy dzwonek oznajmia koniec dnia, szybko wstaję i idę do drzwi. Żegnam się z kolegami z klasy po raz ostatni, zanim wrócę do domu.
Kiedy tam docieram, widzę duży napis nad drzwiami „Gratulacje Danielle”. Mała blondynka wygląda przez okno, wyglądając na podekscytowaną.
Oczywiście Millie zrobiła z tego uroczystość.
Ma tylko trzynaście lat. Przybyła do domu dwa lata temu, jako jedyna ocalała, gdy jej wataha została zabita przez Dzikie Wilki.
Ryan atakował coraz więcej watah od czasu, gdy zniszczył moją.
Była bardzo przygnębiona tym, co się stało i nie odzywała się przez trzy tygodnie, ale powoli zaczęła mówić i przyzwyczajać się do życia z nami. Teraz jest jak normalna nastolatka, przez większość czasu.
– Cześć, Millie – mówię wchodząc. – To wygląda świetnie. Zrobiłaś to wszystko sama?
– Charlie pomógł, i kilka młodszych wilków też. Wszyscy są podekscytowani imprezą.
– Imprezą? Myślałam, że to tylko rodzinna kolacja.
– To jest kolacja, ale możemy zrobić z tego imprezę!
Przytulam ją. – Oczywiście, że możemy.
– Żałuję tylko, że musisz wyjechać tak szybko. Charlie mówi, że minie jeszcze kilka tygodni zanim zacznie się szkoła w Linton, a ty wyjeżdżasz już teraz.
– Muszę znaleźć miejsce do mieszkania i będę musiała pracować tego lata. Nie ma tu dobrych prac, ale w Linton będzie ich mnóstwo.
Wygląda na smutną, ale nic więcej nie mówi.
– Danielle – mówi Charlie wchodząc do pokoju. – Musisz się przygotować. Będę podawał kolację za mniej niż godzinę, i mam dla ciebie niespodziankę, którą będziesz chciała zobaczyć.
– Jaką niespodziankę?
– Gdybym ci powiedział, nie byłaby to niespodzianka.
– Dobrze, daj mi dwadzieścia minut na przygotowanie się.
***
Na moją ostatnią noc w domu postanawiam się trochę wystroić. Zakładam moje jedyne eleganckie ubrania, błyszczącą złotą bluzkę i czarne dżinsy.
Nie potrzebujemy wielu imprezowych ubrań w górach. Nie ma gdzie ich nosić, nawet gdybym miała pieniądze na kupowanie eleganckich strojów.
Schodzę na dół i znajduję wszystkich czekających na mnie w jadalni. Rozglądając się po pokoju, widzę, że Rory tu jest.
Wyjechał z domu w podróż rok temu i poza kilkoma pocztówkami nie słyszeliśmy od niego od tego czasu. Bardzo mi go brakowało.
Jego ciemnobrązowe włosy są teraz długie i ma brodę. Ma na sobie koszulę i dżinsy, i widzę, że pod koszulą ma nowe mięśnie.
– Wow, Rory, przyjechałeś! – mówię, przytulając go.
– Nie przegapiłbym twojego pożegnalnego przyjęcia, Dani.
Uśmiecham się do niego. Mimo że kocham wszystkie wilki w domu, on jest moją prawdziwą rodziną. Przeszliśmy razem tak wiele i brakowało mi możliwości rozmowy z nim.
– W każdym razie, chciałem cię zabrać do Linton. Znam tam kogoś, kto może ci pomóc się zadomowić. Znalazł ci miejsce do mieszkania.
– To świetnie. – Nie chciałam tego mówić, ale martwiłam się wyjazdem do Linton. Jeśli Rory mnie zabierze, nie będę musiała robić wszystkiego sama, a my będziemy mogli spędzić trochę czasu razem.
– Nie mogę zostać długo. Mam pracę czekającą na mnie na północy, ale przynajmniej mogę się upewnić, że bezpiecznie tam dotrzesz.
– Czy możemy już zacząć? – pyta niecierpliwie Eddie, jeden z młodszych wilków. – Charlie zrobił STEK!
Uśmiecham się do niego. – Oczywiście. Nie chcemy, żeby wystygł.
Eddie jest tu dopiero od kilku miesięcy. Charlie znalazł go samotnego i głodnego w lesie. Wciąż przyzwyczaja się do regularnych posiłków.
Wchodzimy do jadalni, gdzie Millie znowu wykonała świetną robotę. Pokój jest udekorowany balonami i napisami, a na białym obrusie jest brokat.
– Wygląda pięknie, Millie.
– Dekorowała dom całe popołudnie – mówi Charlie, uśmiechając się do niej życzliwie.
– Chciałam, żeby było wyjątkowo.
– Jest, dziękuję – mówię jej, przytulając ją.
– Czy możemy już zacząć? – jęczy Eddie.
– Nie bądź taki niecierpliwy. To specjalna noc Dani – upomina go Charlie.
Eddie natychmiast wygląda na skruszonego.
– W porządku, Eddie – mówię mu. – Usiądźmy i zjedzmy ten pyszny posiłek.
Uśmiecha się do mnie szeroko i szybko siada. Zanim ktokolwiek inny zdążył usiąść, on już zaczyna szybko jeść.
– Próbuję nauczyć go dobrych manier, ale to trudne! – wzdycha Charlie.
– Uda ci się. Nam się udało.
Śmieje się. – Maniera nie były waszym problemem.
Będzie mi brakowało jego i młodych wilków. Nie chcę myśleć o tym, co by się stało z Rorym i ze mną, gdyby Charlie nas nie przyjął. Zawsze będę wdzięczna temu wspaniałemu człowiekowi za wszystko, co dla nas zrobił.
***
Następnego ranka wstajemy przed wschodem słońca, a Rory pakuje wszystkie moje torby do swojego samochodu.
Charlie i młode wilki wstali wcześnie, żeby się pożegnać.
– Dziękuję za wszystko, Charlie. Sprawiłeś, że ostatnie kilka lat było szczęśliwych.
– Nie ma za co, dzieciaku. Było wspaniale patrzeć, jak wyrastasz na tak silnego i troskliwego wilka. Nie wiem, jak sobie poradzę bez twojej pomocy z młodszymi wilkami, ale cieszę się, że robisz coś ze swoim życiem i masz tę szansę, by pojechać do Linton. Wszyscy będziemy za tobą tęsknić.
– Ja też będę za wami tęsknić, ale wrócę na Boże Narodzenie. Nie przegapiłabym Świąt w domu. – Przytulam go. – To miejsce zawsze będzie domem.
Żegnam się z każdym z młodych wilków, a na końcu przychodzi kolej na Millie. – Będę za tobą bardzo tęsknić, Mills, ale niedługo wrócę.
– Boże Narodzenie jest za pięć miesięcy.
– Szybko miną – obiecuję jej.
– Lepiej już jedźmy. To długa droga do Linton – mówi cicho Rory.
Charlie ściska dłoń Rory'ego. – Miło cię znowu widzieć, Rory. Nie bądź obcy.
– Nie będę. Może zobaczycie mnie też na Boże Narodzenie.
– Bardzo byśmy tego chcieli.
Wsiadamy do samochodu i odjeżdżamy.
– Będzie mi ich brakowało.
– Oczywiście, że będzie, ale przed tobą cały świat do zobaczenia.
– Tak jak ty to robiłeś?
– Dokładnie.
Continue to the next chapter of Niechętna partnerka samotnego wilka