Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Smith

Smith

Autorzy
Sam B Miller II
Lektury
86,3K
Rozdziały
51
Autorzy
Sam B Miller II
Lektury
86,3K
Rozdziały
51
😱Suspens🎭Dramatyczne🏙️Współczesne⚔️Akcja i przygoda😊Niewinne🎖️ Love in Uniform

Życie Jake’a wywraca się do góry nogami w chwili, gdy znajduje 3000-letni pierścień, który posiada własny umysł i upodobanie do chaosu. Głos pierścienia – Smith – prowadzi go niczym starożytny, lekko sarkastyczny GPS bez cienia luzu i z bardzo wątpliwą moralnością. Nagle Jake zyskuje moc rozkazywania burzom, zwierzętom i demonom, czy jest na to gotowy, czy nie. Podczas gdy Smith upiera się, że Jake musi zostać Królem Ziemi, zbliżają się potężni wrogowie, którzy łakną mocy pierścienia. Wtedy pojawia się Nava – zaciekła, błyskotliwa i bardzo konkretna. Staje się wierną sojuszniczką Jake’a, ku wielkiemu niezadowoleniu Smitha. Razem stawiają czoła tajnym frakcjom, starej magii i przeznaczeniu, które nie zamierza się podporządkować.

Zaułek

Kule ze świstem uderzały w ceglany mur tuż nad głową Jake’a, podczas gdy on kulił się za stertą cuchnących śmieci, niemal całkowicie tarasującą klaustrofobiczny zaułek. Gdy rdzawy, gryzący pył zaczął osypywać mu się na włosy, mężczyzna instynktownie przetoczył się w prawo, unikając zabójczej serii, która z pewnością miała posłać go do piachu. Usunął się z linii strzału z kocią zwinnością i refleksem, z którego jego dawni instruktorzy wojskowi byliby dumni. Cóż, może nie dumni, ale na pewno oszczędziłoby mu to solidnego lania. Ci goście wprost uwielbiali wyładowywać swoją frustrację, spowodowaną brakiem prawdziwej walki, na każdym kadecie, który akurat nawinął im się pod rękę.
Jake płynnym ruchem dobył broni z kabury szybkiego wyciągania i posłał kilka strzałów w kierunku napastników. Miał pewne oko; uśmiechnął się drapieżnie, słysząc głośne, głuche uderzenia pocisków rozbijających się na klatce piersiowej jednego z nich. Gryzące, pieprzowe opary natychmiast spowiły twarz zbira, boleśnie wypalając mu oczy i odbierając wzrok.
Oprych zaklął szpetnie, gorączkowo trąc płonącą skórę. Zaniósł się duszącym kaszlem, wypluwając gęstą, obrzydliwą ślinę. Wpadł w furię; na oślep opróżniał magazynek, posyłając w stronę Jake’a dziki deszcz ołowiu i wykrzykując bełkotliwe, niezrozumiałe przekleństwa.
„Który idiota uznał, że amunicja obezwładniająca to najlepsza ochrona dla tutejszej policji?”, pomyślał Jake, zaciskając zęby i czekając, aż morderca wystrzeli swój ostatni nabój.
„Deeskalacja przemocy to nasz priorytet”. Takie właśnie górnolotne bzdury wciskali mu do głowy podczas szkolenia dla nowych rekrutów lokalnych sił porządkowych. „Nie chcemy, żeby błędnie pojęty heroizm funkcjonariuszy LSP prowadził do ofiar wśród ludności cywilnej”.
„Szkoda, że nikt nie zająknął się słowem o bezpośredniej agresji fizycznej”, przemknęło mu przez myśl. Napiął mięśnie i niczym drapieżnik rzucił się na dyszącego ciężko oprycha, którego broń wreszcie umilkła. Zaułek tonął w głębokich cieniach, przez co gwałtowny zryw Jake’a był dla napastnika całkowitym zaskoczeniem.
Uderzył w faceta z bezwzględną siłą linebackera z NFL taranującego biegacza. Powalił go na mokry bruk i brutalnie wbił zesztywniałe palce prosto w jego grdykę.
Nie tracąc ani ułamka sekundy, przetoczył się płynnie na bok i z całym impetem uderzył ciałem w kolano najbliższego uzbrojonego mężczyzny. Rozległ się satysfakcjonujący, głośny trzask łamanej kości, a staw wygiął się pod nienaturalnym kątem. Przeraźliwy wrzask bólu wibrował w mroku, odbijając się ostrym echem od obskurnych ścian zaułka.
Kilka cichych, przytłumionych pyknięć dobiegających z pobliża upewniło Jake’a, że Avner Benjamin – jego partner z LSP od zaledwie dwóch miesięcy – wciąż oddycha. Z samego dźwięku mógł jednak wywnioskować, że butla ze sprężonym powietrzem w broni Avnera jest już niemal pusta, wydawała z siebie jedynie żałosne syknięcia.
Nagle szorstkie, silne palce brutalnie wplotły się we włosy Jake’a i szarpnęły z taką siłą, jakby miały zedrzeć mu skalp z czaszki. Chwilę później twarda niczym kamień pięść z miażdżącym impetem spadła na jego czoło, posyłając go bezwładnie z powrotem w głęboki mrok zaułka.
Oszołomiony tępym bólem i niemal całkowicie oślepiony w skąpym świetle, Jake z impetem wpadł na Avnera. Obaj runęli na twardy bruk, plącząc się w bezładnej gmatwaninie rąk, nóg i obolałych ciał.
Jake desperacko walczył o zachowanie jasności umysłu, podczas gdy pulsujący ból zmasakrowanej skóry głowy harmonizował z tępym łupaniem w czole. Z trudem odepchnął od siebie Avnera, oparł dłonie na szorstkiej ziemi, i spróbował dźwignąć się na nogi.
Głęboki, władczy warkot przeszył mrok.
„Dość! Nie mamy czasu na zabawę z tymi kretynami z LSP”.
W głębi alejki zaszurały kroki, a z cieni wyłoniło się kilka zwalistych sylwetek. Cichy, gardłowy śmiech mieszał się ze stękaniem napastników ranionych przez Jake’a, którzy byli pospiesznie odciągani na bok.
Jeden z cieni postąpił naprzód, a jego szyderczy ton ociekał kpiną.
„Co jest? Właśnie odkryliście, że wasze małe pistolety na powietrze to bezwartościowe śmieci?”
Avner, przepełniony nagłą, fałszywą brawurą, wypalił bez zastanowienia.
„Powiedz to swoim kumplom... to znaczy wtedy, gdy znów będą w stanie o własnych siłach ustać na nogach”.
Jake wprost nie wierzył własnym uszom. Jego partner z premedytacją prowokował uzbrojonego mordercę. Miał ochotę boleśnie wbić mu łokieć pod żebra za ten popis czystej głupoty, ale zamarł w bezruchu w obawie, że jakikolwiek gwałtowny gest zostanie potraktowany jako atak.
Kpiący głos zabrzmiał ponownie, tym razem podszyty jadowitą wściekłością.
„Przynajmniej wasze zabawki służą wyłącznie do upokarzania. W końcu wasi przełożeni nie chcieliby skrzywdzić nas, społecznie zbłąkanych, biednych jednostek”.
Avner jednak nie ustępował.
„Skrzywdzenie gliniarzy z LSP prowadzących śledztwo w sprawie handlu narkotykami i sutenerstwa, sprawi, że te ulice zaroją się od ludzi, którzy będą was ścigać dla samej zemsty. Uwierz mi, lepsza szybka kula w łeb niż długi pobyt w jednym z naszych więzień”.
Odpowiedział mu jedynie chłodny, pobłażliwy śmiech.
„Narkotyki? Prostytucja? Wy, żałosne gnojki, nie macie nawet pojęcia, skąd pochodzą prawdziwe pieniądze. Powinniście raczej pilnować Wzgórza Świątynnego, zamiast marnować czas w tych śmierdzących szczurami alejkach”.
Zapadła krótka, gęsta cisza, która natychmiast napełniła żołądek Jake’a lodowatym przeczuciem. Avner nieznacznie przeniósł ciężar ciała, spinając mięśnie, jakby przygotowywał się do samobójczego skoku. A potem...
Padł rozkaz, którego Jake obawiał się najbardziej.
„Zabić ich”.
Wnętrzności Jake’a zacisnęły się w bolesny supeł, jakby same napięte mięśnie mogły stanowić tarczę przed ołowiem. W tym ułamku sekundy ogłuszający huk wystrzału rozdarł nocną ciszę. Jake wzdrygnął się instynktownie, czekając na ten ostateczny, palący ból rozrywanego ciała – nieodłącznego zwiastuna śmierci.
Ku jego całkowitemu zaskoczeniu, któremu zawtórowało głośne sapnięcie Avnera, jedna z mrocznych sylwetek gwałtownie zakręciła się wokół własnej osi i z głuchym łoskotem zwaliła na ziemię.
Rozległ się kolejny wystrzał i druga postać runęła w ciemność niczym ścięte drzewo.
Z mroku dobiegł okrzyk pełen surowej paniki.
„Uciekać!”
Pozostali przy życiu napastnicy natychmiast rzucili się do desperackiej ucieczki w głąb zaułka. Kolejne pociski świszczały im nad głowami, wgryzając się w mury, ale – z tego, co zdołał dostrzec Jake – nikt więcej nie został trafiony.
Z cienia wyłoniły się szybkie, miarowe kroki. Dźwięk ciężkich butów chrzęszczących na ostrym żwirze stawał się coraz głośniejszy.
Ktoś skwitował to chłodnym, ociekającym jawną drwiną głosem.
„Amatorzy”.

Odkryj Galateę

Milenijne WilkiTajna misja w klubie motocyklowym Książka 2Uniwersum Dziedzica alfy: Nowa era alfyElegancko-NieformalnyŁotry z Blackwood 1: Keane

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniem

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

MandyMSofiaJ&Friends

by Kricketlyn

liczba książek: 16

Supernatural

by Alexbumgarner89

liczba książek: 12

Finished Reading

by Mushroom Forrest

liczba książek: 12

RavenFlanagan&FRIEND

by Kricketlyn

liczba książek: 10

Finished books

by Jedero

liczba książek: 7

Loved

by IconicBindie

liczba książek: 5

All Time Faves

by Ebonie B

liczba książek: 5

The best

by Bunny666

liczba książek: 15

My personal favorites

by Hereforit

liczba książek: 6

My favorite spicy reads!

by Jessw32

liczba książek: 10

Must Read Extremly Good

by fun_parsnip_818

liczba książek: 6

Kidnapped by my mate

by wild_lime_628

liczba książek: 20

2025 Spooky, Sexy, Scary

by Mia Mina MacDonald

liczba książek: 6

Aliens / Science Fiction

by Sheiii

liczba książek: 20

Gods

by MisBehave

liczba książek: 8