
Keily 3: Przyszłość z moim prześladowcą
Autorzy
Manjari
Lektury
1,2M
Rozdziały
34
Keily i James rozpoczynają swoją kolejną wielką przygodę: studia! Jednak nie znajdują dokładnie tej wymarzonej błogości po liceum, której szukali. Gdy James i Keily zmagają się z szalonymi rozkładami zajęć i różnymi pomysłami na przyszłość, muszą stawić czoła swojemu największemu wyzwaniu do tej pory. Czy nasi licealni sweethearts znajdą sposób, by razem dorosnąć, czy może się rozejdą?
Wydanie tylko dla subskrybentów.
Romantyczne Wiry
O rany.
Wpadliśmy jak śliwka w kompot. Jak do tego doszło? Teraz, gdy ogarnął mnie strach, wydawało mi się głupie, że sama się na to zgodziłam. Serce waliło mi jak młotem. Dłonie miałam spocone i kurczowo trzymałam się barierki bezpieczeństwa przede mną. Była śliska, co utrudniało chwyt.
Cisza jak makiem zasiał.
Słychać było tylko klikanie mechanizmów, gdy powoli wznosiliśmy się coraz wyżej.
Klik...
Klik...
Klik...
Ziemia pode mną malała, gdy spojrzałam w dół. Serce podskoczyło mi do gardła. Powietrze było gęste od napięcia. Zacisnęłam mocniej dłonie, ale były już bardzo śliskie.
– James – powiedziałam. Chciałam chwycić go za rękę, ale nie mogłam puścić barierki. Moje dłonie były jak sparaliżowane strachem. – Jeśli... jeśli coś mi się stanie, obiecaj, że powiesz mojej mamie, że ją kocham.
James spojrzał na mnie, jego oczy były wielkie ze strachu, ale starał się być dzielny. Posłał mi lekki uśmiech.
– Keily, nic ci się nie stanie. Przejdziemy przez to razem.
Ale widziałam, że nie był pewny, tak jak ja. Był równie przerażony - po prostu lepiej to ukrywał. Znałam go jednak na wylot i nie mógł przede mną wiele ukryć. Widziałam, jak porusza się mięsień jego szczęki, gdy zaciskał zęby. Widziałam, jak białe były jego knykcie od trzymania barierki. Widziałam, jak patrzył przed siebie, nie w dół. Widziałam puls bijący na jego szyi.
Wznosiliśmy się coraz wyżej i wyżej. Zacisnęłam mocniej uchwyt. A co jeśli puszczę? To było bezpieczne... prawda? Czułam motyle w brzuchu. O matko, tylko nie zwymiotuj!
Nagle kolejka górska runęła w dół.
Moje serce podskoczyło. Żołądek jakby został w tyle. Poczułam wiatr na twarzy, rozwiewający moje włosy.
Krzyknęłam.
James się roześmiał.
Chyba jedno z nas już się nie bało...
Świat znikał pod nami w zawrotnym tempie. Nasze krzyki i śmiech ginęły w huku wiatru. Przez chwilę czuliśmy się jak w stanie nieważkości, doświadczając jedynie ekscytującego spadania.
Kolejka przeszła przez skręty i zakręty. Mój żołądek podskakiwał przy każdej emocjonującej pętli. Czułam jednocześnie strach i podekscytowanie. Moje krzyki strachu mieszały się ze śmiechem Jamesa.
Mimo że się trzęsłam, spojrzałam na Jamesa obok mnie. Uniósł ręce w górę. Jego oczy lśniły radością i ekscytacją. Na krótką chwilę pozwoliłam sobie się rozluźnić.
Moje ręce uniosły się w powietrze.
– JUHU! – krzyknął James.
Szybko zamknęłam oczy i opuściłam ręce. Dobra. Unoszenie rąk nie było dla mnie.
– Uśmiechnij się, Keily! – zawołał James.
Ale ja tylko mocno trzymałam się barierki. Trzymałam oczy zamknięte, myśląc, że będzie mniej straszne. Jedyne, co to dało, to brak możliwości zobaczenia, co nas czeka.
Ale tak szybko, jak się zaczęło, kolejka gwałtownie się zatrzymała.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że przejazd się skończył. Moje serce wciąż biło, jakbyśmy mieli zrobić kolejną pętlę. Ale już nie. To był koniec.
Barierki bezpieczeństwa uniosły się z metalicznym dźwiękiem. Próbowałam złapać oddech, ale James szybko i sprawnie wyszedł ze swojego siedzenia. Zrobiłam to samo. James wyciągnął rękę i pomógł mi wysiąść. Gdy stanęłam na drżących nogach, ekscytacja, która trzymała mnie podczas jazdy, zaczęła opadać, pozostawiając mnie słabą i roztrzęsioną.
– Wow – powiedział James, obejmując mnie ramieniem, by pomóc mi ustać. – Wszystko gra, Keily?
Skinęłam lekko głową, próbując się uśmiechnąć, choć nogi miałam jak z waty. Z Jamesem gotowym, by mnie złapać, by mnie mocno przytulić, wiedziałam, że będzie dobrze. Właściwie chciałam, żeby trzymał mnie tak wiecznie.
– Tak, tylko... trochę się trzęsę, to wszystko.
James przytulił mnie mocniej. Jego dotyk był ciepły i przyjemny na mojej zimnej skórze.
– Świetnie sobie poradziłaś – powiedział cicho, jego głos był łagodny i uspokajający po głośnym hałasie kolejki.
Razem zeszliśmy po metalowych schodach. Nasze kroki dudniły, ale park rozrywki był jeszcze głośniejszy. Wytarłam spocone dłonie o dżinsy. James wziął jedną z nich w swoją - nie przejmując się, że była wilgotna.
Poprowadził mnie do sklepu ze zdjęciami, wciąż szeroko się uśmiechając. Wciąż czuliśmy ekscytację po przejażdżce. Gdy zbliżaliśmy się do zdjęć z kolejki, znów poczułam zdenerwowanie. Na myśl o zobaczeniu naszego zdjęcia moje dłonie znów się spociły.
– O, jesteśmy! – powiedział James.
Wskazał na nasze zdjęcie. Wszystkie moje obawy zniknęły, gdy wybuchnęłam śmiechem. Byliśmy uchwyceni w jednym momencie ekscytacji. James miał swój szeroki uśmiech, obie ręce uniesione w górę. Wyglądał, jakby triumfował. A potem byłam ja. Moja twarz wyrażała przerażenie, oczy mocno zaciśnięte, gdy kurczowo trzymałam się barierki bezpieczeństwa.
James też zaczął się śmiać.
Stres z przejażdżki zniknął, gdy śmialiśmy się razem. James od razu kupił elektroniczną kopię naszego zdjęcia. Szybko wpisał swój adres e-mail.
– Jest zbyt dobre, żeby go nie mieć – zaśmiał się, patrząc na mnie, co sprawiło, że roześmiałam się jeszcze bardziej.
Wkrótce zdjęcie było w jego skrzynce i od razu mi je przesłał. Otworzyłam e-mail i spojrzałam na fotografię, która pokazywała, jak różni jesteśmy z Jamesem.
Zapisałam zdjęcie w telefonie. To była chwila, którą zawsze będę pamiętać.
Tak jak kolejka górska miała swoje wzloty i upadki, tak samo było z moim życiem z Jamesem. Mieliśmy trudne chwile - dręczyciele i osądzający nas ludzie, ale przeszliśmy przez to wszystko. A po wakacjach mieliśmy razem iść na studia.
Mój telefon zabrzęczał i zobaczyłam, że moja kuzynka napisała.
Addison
Spotkajmy się przy budce z ciastkami za dziesięć minut.
– Kto to? – zapytał James.
– Addison - chce się spotkać – odpowiedziałam mu, szybko odpisując.
Keily
już idziemy.
Ruszyliśmy z Jamesem do budki z ciastkami. Była niedaleko. Dotarliśmy tam przed naszymi przyjaciółmi i usiedliśmy przy dużym stole. Kelnerka dała nam dwa menu, ale poprosiłam ją o siedem.
Wciąż nie mogłam uwierzyć, że mam tak dużą grupę przyjaciół. Będę za nimi tęsknić, gdy pójdę na studia, ale na szczęście wciąż będę miała Jamesa.
Przybyli. Addison, zawsze liderka, szła na przedzie. Sadhvi była tuż za nią, chcąc być blisko niej. Za nimi szli Matt i Lola, trzymając się za ręce. A na końcu Lucas, wyglądający trochę zagubiony. Jakby był sam.
– Tutaj! – James pomachał do nich.
– Cześć wszystkim! – powiedziała Addison, siadając. – Jak wam się podoba park?
– Jest super! – odpowiedział James. – Spójrzcie tylko na to romantyczne zdjęcie.
Wyjął telefon i podał go Addison. Wiedziałam, że pokazał jej nasze zdjęcie z kolejki. Roześmiała się głośno i podała telefon dalej. Wszyscy się śmiali, a ja śmiałam się razem z nimi.
Usiedli, nasze śmiechy ucichły i wszyscy razem spojrzeliśmy w menu.
– Bierzesz rocky road, prawda? – zapytałam Jamesa. To był jego ulubiony smak lodów i pomyślałam, że spodoba mu się takie samo ciasto.
– Jasne – powiedział. – A ty bierzesz sernik jagodowy.
Poczułam, jak moje policzki się rozgrzewają. Znał mnie jak własną kieszeń.
– Zgadza się.
Wszyscy zamówiliśmy nasze kawałki ciasta i zjedliśmy je razem. Spróbowałam kawałek Jamesa, a on spróbował mojego. To było idealne miejsce, żeby się najeść - i wszyscy to zrobiliśmy!
Rozmawialiśmy o różnych atrakcjach, na których byliśmy i które podobały nam się najbardziej. Nie rozmawialiśmy o niczym poważnym - po prostu dobrze się bawiliśmy.
Miło było mieć dużo wolnego czasu i niewiele obowiązków.
W końcu dzień w parku rozrywki zamienił się w wieczór. Niebo pociemniało. Znaleźliśmy dobre miejsce do oglądania parady, czując podekscytowanie, gdy kolorowe platformy i orkiestry marszowe przechodziły obok, grając muzykę i rozbawiając ludzi.
Ale gdy pierwszy fajerwerk rozświetlił nocne niebo, magia naprawdę się zaczęła. Gdy jasne kolory tańczyły na niebie, rozświetlając wszystko, James trzymał moją dłoń, jego dotyk był ciepły i kojący.
Odwróciłam się do niego. W jego oczach był radosny błysk, który odpowiadał mojemu. I w tym momencie wszystko inne zniknęło - zmartwienia o studia, niepewność przyszłości - pozostawiając tylko nas dwoje.
Z delikatnym uśmiechem James pochylił się. Jego usta dotknęły moich w czułym pocałunku, który czuł się jak powrót do domu. Fajerwerki eksplodowały nad nami. To było tak bardzo romantyczne!
Chciałam, żeby czas się zatrzymał.
Ale inna część mnie czuła się zdenerwowana i podekscytowana. Przyszłość była czymś, na co warto czekać, i byłam na nią gotowa.
Rozluźniłam się w ramionach Jamesa. Wiedziałam, że bez względu na to, jakie trudności czekają nas w nadchodzących dniach i latach, dopóki jesteśmy razem, możemy stawić im czoła z odwagą i siłą.
Pocałunek się skończył, dając nam chwilę, by zobaczyć fajerwerki, a nie tylko je słyszeć. Ale większość czasu spędziliśmy na całowaniu się... Gdy ostatni fajerwerk zgasł w nocy, pozostawił za sobą smugę dymu.
Złożyłam cichą obietnicę, że zachowam to uczucie - ciepło dłoni Jamesa w mojej, delikatny dźwięk jego oddechu na mojej skórze.
Dopóki byłam z Jamesem, wszystko miało być dobrze.
















































