
Alfa Grayson
Rozdział 5
Lexia
Nie. To nie jest możliwe.
Jasper wpatruje się we mnie, czekając na jakąś reakcję, ale ja zachowuję beznamiętny wyraz twarzy. On chyba sobie ze mnie żartuje.
Czytający w myślach nie istnieją...
– Szczerze mówiąc, istniejemy – mówi Jasper, unosząc do mnie ciemnoczerwoną brew. Wzdrygam się.
– Słuchaj, mam wiele mocy, a powód, dla którego je posiadam, jest czymś, o czym nie mogę z tobą teraz rozmawiać. Dlatego właśnie...
– Jesteś Fantomowym Wilkiem? – wykrzyknęłam.
Natychmiast twarz Jaspera pociemniała. Nie wiem, dlaczego o tym wspomniałam, ale wydaje mi się, że to jedyny możliwy sposób, aby wywołać u niego reakcję.
Nie chodzi mi tylko o czytanie w myślach.
– Powiedziałem, że nie możemy o tym rozmawiać tutaj – powtarza Jasper, zaciskając szczękę.
Miałam rację i bez względu na to, jak bardzo moje świadome, realistyczne myśli próbują mi wmówić, że Fantomowe Wilki nie istnieją, coś w głębi mojego umysłu podpowiada mi, że jest inaczej.
– Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale zaufaj mi, musisz się tego napić – mruknął, nagle przesuwając po blacie kieliszek z czerwonym winem.
Skąd to się wzięło? Nie pamiętam, żebym widziała, jak barman je wyczarowywał.
Trzymam nóżkę kieliszka ostrożnie między opuszkami palców.
– Po tym, co mi właśnie powiedziałeś, myślę, że nie przyjmę od ciebie tego drinka – mówię mu chwiejnie, nie przerywając jego nieustannego kontaktu wzrokowego.
– Pij, nie jest wzbogacony – upiera się Jasper.
Ten człowiek albo mówi prawdę, co jest bardzo prawdopodobne, albo jest szalony i chce mieć jakikolwiek powód, żeby ujść mi na sucho.
Wpatruję się we wnętrze kieliszka wypełnionego wirami czerwonego, obcego wina. Wygląda tak kusząco, ale nadal nie ufam Jasperowi.
– Ale tak naprawdę nie jesteś Fantomowym Wilkiem. Słyszałam, że to zdeformowane stworzenia, które wychodzą tylko w nocy – mówię mu, rozglądając się w poszukiwaniu najbliższej drogi ucieczki.
Jasper nagle podnosi rękę, pokazując mi coś, czego nigdy wcześniej nie zauważyłam: srebrny pierścień, który praktycznie wpija się w jego skórę.
Wygląda tak znajomo, pomijając wyryte na nim oznaczenia: Dowódca Nocy.
– Jeśli to wypijesz, wszystko ci wyjaśnię – obiecuje Jasper.
Mój umysł wiruje od pytań bez odpowiedzi i szalonych, urojonych mężczyzn. Twierdzi, że potrafi czytać w moich myślach i jak dotąd nieźle mu to wychodziło, choć mój umysł zdaje się nie pojmować tej niemożliwej idei.
Kiedy biorę łyk chłodnego płynu, zastanawiam się, czy taki jest jego plan.
Dać mi alkohol, żebym była spokojniejsza, kiedy mi powie, że jest Fantomem masowo mordującym ludzi, albo czymś znacznie gorszym.
Zamiast tego, gdy opuszczam kieliszek, wina już nie ma, a jego miejsce zajmuje gęsta, czarna ciecz.
Kieliszek z przerażeniem wypada mi z ręki i rozbija się na blacie. Zamiast rozpryskiwać się po drewnie, płyn znika.
– Czy ty mnie otrułeś? – warczę, potykając się z krzesła.
Jasper stoi, patrząc na swoje wybory z lekką powagą, ale wciąż mocno chwyta mnie za ramię.
– Nie, to nie jest trucizna. Po prostu zostań tutaj i poczekaj, aż zacznie działać – mówi łagodnie, ale ja odrywam się od niego.
– Zwariowałeś… – mruczę. Skutki tego, co wypiłam, zaczynają się zamazywać wokół krawędzi mojego wzroku.
Jasper znów sięga po mnie, ale udaje mi się go uniknąć.
Wzdycha. – Proszę, Lexia, to leży w twoim najlepszym interesie.
Jego słowa cichną, a ja potykam się na parkiecie, ledwo panując nad własnymi nogami.
Nie mogę stąd odejść, dopóki nie wypełnię misji, a to oznacza, że muszę znaleźć Noaha.
Wyłaniając się z tłumu, mój wzrok pada na Noaha, mężczyznę, dla którego tu przyszłam i zdaję sobie sprawę, że okazja, by do niego podejść, jest idealna.
Nikt się do niego nie zbliża, a on wpatruje się w noc przez szerokie okno na końcu pokoju.
– Alfa Noah – mówię z głupim uśmiechem na twarzy.
Odwraca się, a jego zielone oczy szukają moich. Nie poznaje mnie, co wcale mnie nie dziwi. Byłabym zmartwiona, gdyby to zrobił.
Jego oczy wydają się błyszczeć, gdy mnie widzi, najwyraźniej jest zainteresowany tym, co mam do powiedzenia.
Chociaż jestem pewna, że jest przyzwyczajony do tego, że kobiety ciągle do niego podchodzą.
– Tak? – mówi Noah, odwracając się do mnie twarzą.
– Jesteś bardzo atrakcyjny – jąkam się, a wszyscy wokół nas zdają się znikać. Widzę tylko zakłopotanie w jego oczach.
Wykonaj misję. Wydostań się stąd, zanim narkotyki uczynią mnie bezużyteczną.
Zanim zdążyłam się powstrzymać, część mojego mózgu zostaje nagle opanowana przez magię, którą włada Jasper.
Wpadam na Noaha, który sprawnie mnie łapie.
– Wszystko w porządku? – pyta, jego głos jest szorstki i ochrypły. Alfa, zwłaszcza ten z Harmonii, rzuciłby się na każdą okazję, żeby komuś pomóc.
Jego ręce dziwnie układają się na moich ramionach, gdy próbuje mnie podtrzymać.
Gdybym miała teraz nad sobą kontrolę, odwróciłabym się i pobiegła w przeciwnym kierunku. Ta misja musi zostać zakończona, inaczej już nigdy nie będę mogła spojrzeć Adrianowi w oczy.
– Chyba cię lubię. – Słowa wypływają z moich ust, zanim zdążę je powstrzymać.
Uśmiecha się, pokazując mi, że jest raczej przystojny.
– Ktoś tu jest pijany. – Dotykam palcem jego podbródka. Ku mojemu przerażeniu, nie zgłasza sprzeciwu.
Czy tego właśnie chce Jasper? Przynajmniej mogę potwierdzić, że Alfa Noah nie jest moim towarzyszem.
Jego ręce spoczywają na mojej talii, jakby trudno mu było się opanować. Nagle pochyla się i zbliża usta do mojego ucha.
– Chcę cię zabrać do łóżka – szepcze.
Zazwyczaj dziewczyny rzucają się na inne Alfy, takie jak Malik – Alfa Miłości, czy Izajasz – Alfa Namiętności.
Nie chcą, żeby Alfa Lojalności czy Harmonii był z nimi w łóżku.
Wykonaj misję. Wynoś się stąd, zanim narkotyki uczynią mnie bezużyteczną.Wszystko wiruje, a moje oczy mają ochotę się zamknąć.
Chwyta mnie za rękę i kieruje w stronę wyjścia, ale zatrzymuje się nagle, gdy widzi przed sobą innego Alfę.
Nie wiedząc, co robi, przechylam głowę w stronę jego ciała, żeby przejrzeć przez mętną mgiełkę pijackiego zamroczenia.
– Dokąd idziesz? – Grayson pyta Noah, jakbym nie istniała. Kiedy on się tu znalazł? Nie widzę go dokładnie, ale wiem, że to on.
Ciemny garnitur, rozczochrane włosy i srebrne oczy rozmywają się w kolorach, ale aura, którą roztacza, ma sens dla mojego ciała. Nienawidzę tego faktu.
– Grayson... Ja... ah...
– Przepraszam, że ci przerywam. Czy wy dwoje gdzieś idziecie? – pyta Grayson, patrząc prosto na mnie.
Przecieram oczy, żałując, że nie mam ochoty zwymiotować prosto na podłogę.
– Tylko na górę.
Na górę. Wszyscy na tej imprezie wiedzą, co znaczy "na górę".
Jeśli moje oczy mnie nie mylą, twarz Graysona wydaje się zamykać na samo to słowo.
– Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł – mówi ciemno.
– Dlaczego nie? – pyta Noah, brzmiąc na nieco sfrustrowanego wtrącaniem się Graysona.
Noah chce przejść obok niego, pociągając mnie za sobą, ale Grayson odpycha go ramieniem. Mocno.
– Powiedziałem, że to nie jest dobry pomysł.
Niczym przełącznik, mój wzrok naprawił się na tyle, że widzę gniew na twarzy Graysona.
Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie, nawet po tym, jak odrzuciłam jego ofertę. Taki mroczny, groźny wyraz twarzy skierowany na Noaha.
– O co ci chodzi? – pyta Noah, a jego głos podnosi się z irytacją.
– Ostrzegałem cię, a ty nie posłuchałeś. – Co on robi?
To, co robię, nie jest sprawą Graysona, a w tym momencie on rujnuje moją misję. Wchodzę między dwóch groźnych Alfa.
– Grayson, odsuń się – warknęłam.
W jego oczach coś iskrzy. Coś, co wyraża jego rangę jako Alfy lepiej, niż mogłabym to kiedykolwiek wytłumaczyć.
– Tak, stary, albo pokaż temu miejscu, kim naprawdę jesteś – mówi Noah drwiącym głosem. Kim on naprawdę jest?
Noah delikatnie odpycha mnie z drogi, ale mój ruch jest niszczący dla moich pijanych stóp.
Potykam się, dając dwóm Alfom doskonałą przestrzeń do konfrontacji.
Wykonaj misję. Wydostań się stąd, zanim narkotyki uczynią mnie bezużyteczną.
– Nie sądzę, żebyś rozumiał, jaki błąd popełniasz – mówi Grayson.
Mimo oczywistego gniewu promieniującego pod jego skórą, jest niewzruszony jak zawsze, stawiając czoła sytuacji jak prawdziwy Alfa.
Wiem, że zaraz dojdzie do bójki. – Stój! – krzyczę przez muzykę.
Niewiele osób zwraca na to uwagę, ale ci dwaj mężczyźni tak. W tym samym momencie narkotyki uderzyły we mnie jak ciężarówka i potknęłam się lekko na nogach.
– Chyba zaraz zemdleję...
Nie wiem, w czyich ramionach wylądowałam, dopóki nie rozchyliłam ciężkich powiek i nie zobaczyłam pary przerażonych srebrnych oczu, które patrzyły prosto na mnie.
Continue to the next chapter of Alfa Grayson