
Sprowokuj i rzuć
Autorzy
Lee Taylor
Lektury
181K
Rozdziały
49
Rozdział 1
DREW
Dzisiejsza noc należała do mnie.
Noc, by wreszcie poczuć się wolną.
Noc, by bycie singielką przekuć w szaloną, niezobowiązującą zabawę.
Noc pierwszych razów.
Pierwszy raz, kiedy zamierzałam upić się do nieprzytomności.
Oprócz tego, że planowałam zalać się w trupa, byłam wreszcie gotowa na swój pierwszy w życiu przygodny numerek. Gorący, dziki seks z kimś, kto w końcu potrafi trafić w moje czułe punkty – tak dla odmiany – był dokładnie tym, czego teraz rozpaczliwie potrzebowałam. Miałam już powyżej uszu powtarzalnego, do bólu przeciętnego pieprzenia z moim byłym narzeczonym, Aaronem. Ośmielę się wręcz stwierdzić, że po raz pierwszy otworzyłam się na coś – a raczej na kogoś – czego nigdy wcześniej nie próbowałam. Oczywiście pod warunkiem, że uda mi się wlać w siebie odpowiednią dawkę procentów.
Pragnęłam tylko twardego, mocno zbudowanego męskiego ciała. Chciałam ujeżdżać je i poddawać mu się naprzemiennie, tarzać się w pościeli do utraty tchu, dopóki palce u moich stóp nie zwiną się z bolesnej rozkoszy, a kości nie stopią się w płynny ołów. Moje przyjaciółki wielokrotnie zapewniały mnie, że mityczne „Wielkie O” to nie żadna bajka, lecz jak najbardziej namacalna rzeczywistość. Byłam winna samej sobie, by wreszcie doświadczyć tego na własnej skórze i odhaczyć ten punkt z mojej, do tej pory nieistniejącej, listy grzesznych życzeń.
Zapomnieć. Upić się. Zaliczyć.
Mimo że plan brzmiał prosto, misja wcale do łatwych nie należała. Wychodziłam daleko poza swoją bezpieczną strefę komfortu. Właśnie dlatego to alkohol miał zostać dzisiejszego wieczoru moim najbardziej zaufanym sprzymierzeńcem. Miał wlać w moje żyły tę tak bardzo potrzebną płynną odwagę i przeistoczyć mnie w rasową femme fatale – zmysłową i niebezpieczną uwodzicielkę, przed którą matki nieustannie ostrzegają swoich dorastających synów.
„Lej, przystojniaku!”, krzyknęłam w stronę atrakcyjnego barmana, stukając rytmicznie pomalowanymi paznokciami w lśniący, lepki od rozlanych drinków blat. Z głośników klubu dudnił przebój Seleny It Ain’t Me, a ja, kołysząc lekko biodrami w rytm wibrujących basów, wtórowałam wokalistce. „Daj mi swój najmocniejszy, najbardziej zdradliwy koktajl, po którym zamienię się w wyuzdaną diablicę gotową wyjść stąd w objęciach najgorętszego faceta w lokalu”.
„Jasne, piękna!”, mrugnął uwodzicielsko i odwrócił się, żeby przygotować morderczy trunek, o który prosiłam, po czym z gracją podsunął mi go tak, jakby serwował najbardziej wykwintne danie. „Zaszalej. Na zdrowie”.
„Lej dalej!”, zarządziłam, głośno ustalając mój plan na resztę wieczoru. „Im mocniejsze, tym lepsze”. Uniosłam smukły kieliszek w niemym toaście, po czym wzięłam solidny łyk. „Kurwa mać!”, skrzywiłam się gwałtownie, gdy palący płyn spłynął w dół mojego gardła i rozlał się po klatce piersiowej niczym żywy ogień. Oczy natychmiast mi się zaszkliły, a w przełyku poczułam ostre pieczenie, ale mimo to z uporem sączyłam tę jaskrawoniebieską truciznę, aż całkowicie opróżniłam szkło.
To był mój trzeci drink i powoli zaczynałam czuć w głowie ten charakterystyczny, przyjemny szum. Wirowałam na parkiecie z czwartym, piątym, a może szóstym bezimiennym kandydatem na dzisiejszego partnera do łóżka? Straciłam rachubę. Jak dotąd absolutnie żaden z nich nie przeszedł mojego testu.
Moja najlepsza przyjaciółka Tavi zawsze powtarzała, że jeśli facet potrafi zmysłowo ruszać się na parkiecie, to z pewnością wie też, jak poruszać się w sypialni. Ci tutaj byli jednak zbyt nachalni, do bólu przewidywalni i całkowicie pozbawieni poczucia rytmu.
Zdecydowanie odpadali.
W klubie panowała niesamowita, wibrująca energia. Wszyscy doskonale wiedzieli, po co tu przyszli – tańczyli i śpiewali dokładnie tam, gdzie akurat stali, dając się w pełni ponieść chwili. Szybki, pulsujący kawałek EDM dudnił z potężnych głośników, a rozochocony tłum wykrzykiwał słowa piosenki, jakby to był ich narodowy hymn. Nawet barmani kołysali się za barem w rytm muzyki. Dokładnie tak jak sugerował tekst aktualnego hitu – bawiłam się tak dobrze, jak jeszcze nigdy w życiu.
Kochałam to miejsce!
Zapomnieć.
Zapomnieć.
Zapomnieć.
Zapomnieć o tym, że mój narzeczony – mężczyzna, którego kochałam bardziej niż tlen, którym oddychałam – brutalnie zerwał nasze zaręczyny.
Obwinił o to mnie.
Tak cholernie się starałam być dla niego wszystkim, czego tylko oczekiwał. Przestałam ścinać włosy, bo nienawidził, kiedy nosiłam krótkie fryzury. Zmieniłam całą swoją garderobę na nudną i bardziej konserwatywną. Odcięłam się od przyjaciół, którzy nie przypadli mu do gustu. Zrezygnowałam z lukratywnej szansy na awans w kancelarii prawnej, w której pracowałam, tylko dlatego, że stwierdził, iż biorę na siebie zbyt wiele obowiązków. Przestałam zostawać po godzinach i harować w weekendy, bo ciągle narzekał, że w ogóle mnie nie widuje. Zrezygnowałam z lampki ulubionego wina do kolacji, bo zasugerował, że wpadam w alkoholizm. Przeszłam nawet na wegetarianizm, łudząc się, że to go w końcu uszczęśliwi.
Nie uszczęśliwiło.
Nic nie było w stanie go uszczęśliwić.
To wszystko poszło na marne.
Zmarnowałam cztery lata swojego życia dla kogoś, kto w ogóle na to nie zasługiwał.
„Mogę postawić ci drinka?” Wysoki facet w uszytym na miarę garniturze przysunął się do mnie, wpatrując się we mnie z głodem, jakbym była jego kolejnym posiłkiem.
„Jasne”, rzuciłam, chociaż nieznacznie zesztywniałam, gdy jego dłoń zaborczo oplotła mnie w talii.
Nie było nic złego w zbadaniu gruntu, jeśli miałam dzisiaj ochotę na odrobinę grzesznej przyjemności. „Czemu nie?”
Dzisiejsza noc kręciła się wyłącznie wokół mnie.
Znów czułam się jak ta beztroska studentka, która zawsze była prawdziwą duszą towarzystwa. Byłam dziką, wyuzdaną Drew. Po raz kolejny stałam się tą samą szaloną dziewczyną, którą moje przyjaciółki tak bardzo kochały i za którą mocno tęskniły.
W modnym klubie panowała niesamowicie wibrująca, duszna atmosfera, a z głośników wylewała się mieszanka mocno dudniącego electro, rytmicznego hip-hopu i popu – dokładnie to, czego teraz potrzebowała moja uśpiona, dzika natura. Dzisiaj nie było miejsca na żadne smętne, romantyczne kawałki. Słono zapłaciłam DJ-owi, żeby puszczał wyłącznie dynamiczne utwory z przygotowanej przeze mnie playlisty.
Instrukcje dla barmana były równie proste: lej dalej i nie przestawaj. Wcale nie żartowałam, powtarzając, że ten wieczór należy tylko do mnie.
Miałam nad wszystkim pełną kontrolę.
Plan na dzisiaj wcale nie był skomplikowany.
Tańczyć tak, jakby nikt nie patrzył. Pić tyle, jakby polewali za darmo. Uprawiać gorący, zmysłowy seks z nieznajomym.
Dokładnie w tej kolejności.
Smugi czerwonych, zielonych i niebieskich laserów ślizgały się po gęstym tłumie, oświetlając spocone, ocierające się o siebie w rytm szybkiej muzyki ciała. Kelnerki, ubrane równie skąpo i wyzywająco jak ja, zręcznie lawirowały na parkiecie, balansując tacami pełnymi kolorowych drinków i shotów, które jarzyły się intrygująco w ultrafioletowym świetle dyskoteki.
Moja seksowna, czerwona mini opinała miękkie, jędrne krągłości niczym druga skóra, a głęboki dekolt sięgał aż do pępka, odważnie eksponując pełne piersi. Moje włosy – zupełnie jak mój dzisiejszy nastrój – były dzikie, rozpuszczone i nieskrępowane żadnymi upięciami; burza loków spływała kaskadą na gładkie, nagie plecy.
Nie chcę wyjść na zarozumiałą, ale byłam jedną z najgorętszych dziewczyn w całym klubie i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Faceci dosłownie potykali się o własne nogi, byle tylko zamienić ze mną słowo, a ja chłonęłam tę uwagę z zachłannością uschniętej rośliny, która w końcu doczekała się deszczu na pustyni. Flirtowałam, tańczyłam i chętnie przyjmowałam darmowe drinki od każdego z nich.
Od wszystkich, z wyjątkiem jednego.
Gdy siedział przy barze w swoim ciemnym, idealnie skrojonym garniturze od projektanta, wyglądał, jakby urwał się z zupełnie innej rzeczywistości. Drogi materiał opinał jego ciało, a ostre linie cięcia tworzyły niesamowicie stylową męską sylwetkę. Jego smukłe, wysportowane ciało wydawało się wręcz stworzone do doprowadzania kobiety do czystej ekstazy, z kolei zdrowa, oliwkowa opalenizna sugerowała zamiłowanie do sportów na świeżym powietrzu albo długie godziny spędzane na siłowni.
Jego gęste, celowo zwichrzone, kruczoczarne włosy były ułożone w klasycznego irokeza, który subtelnie połyskiwał w przyćmionym świetle klubu. Mężczyzna ściągnął marynarkę, przewiesił ją niedbale przez oparcie barowego stołka, po czym powoli podwinął rękawy koszuli, odsłaniając opalone, mocno zarysowane i pokryte intrygującymi tatuażami przedramiona.
Surowo zarysowana szczęka, pokryta cieniem kilkudniowego zarostu, natychmiast obudziła we mnie najbardziej grzeszne fantazje. Zaczęłam fantazjować o tym, jak by to było poczuć tę twarz uwięzioną mocno między moimi nagimi udami, podczas gdy moje palce wplatałyby się w te jedwabiste, ciemne kosmyki, zachęcając go do dalszych pieszczot.
Emanował surową, magnetyczną władzą, którą – byłam tego więcej niż pewna – mogli wyczuć absolutnie wszyscy w tym pomieszczeniu. Był niesamowicie przystojnym męskim okazem, prawdziwym ukojeniem dla moich zmęczonych oczu.
Hiszpan? Włoch? Trudno było jednoznacznie stwierdzić. Ale wyuzdana diablica, która się dziś we mnie obudziła, aż rwała się do tego, by rozwikłać zagadkę tego tajemniczego, zdystansowanego nieznajomego. Był jedynym facetem w całym klubie, który skutecznie przykuł moją uwagę i przyprawił mnie o nagłe, pulsujące mrowienie w podbrzuszu.
„Jeszcze jedna kolejka, przystojniaku!”, trzasnęłam z impetem pustym kieliszkiem o lśniący blat, ale nawet tak głośny dźwięk nie zdołał przyciągnąć pożądanej uwagi tajemniczego nieznajomego.
Nie byłam jedyną kobietą w klubie, która zwróciła uwagę na to ucieleśnienie grzechu o ponurym, złocistym spojrzeniu. Niektóre z nich były na tyle odważne, by do niego podejść, jednak jego zdawkowe, jednosylabowe odpowiedzi i chłodna, sztywna postawa sprawiały, że natychmiast uciekały z podkulonym ogonem.
„Zaraz zamykamy bar”, poinformował mnie barman z nutą zniecierpliwienia w głosie. „To już wszystko na dziś?”
„Może...” Moje słowa zabrzmiały niepokojąco bełkotliwie. Próbując niezgrabnie wskoczyć z powrotem na wysoki barowy stołek, całkowicie straciłam równowagę. Zamiast usiąść, zachwiałam się niebezpiecznie i poleciałam do tyłu, z impetem wpadając na czyjąś twardą jak skała klatkę piersiową.
„Uważaj, stellina...” Przeciągał słowa z wyraźnym, zmysłowym włoskim akcentem, a jego duże, gorące dłonie natychmiast oplotły moje biodra, ratując nas oboje przed bolesnym upadkiem na lepką podłogę.
„Tak mi przykro!”, sapnęłam, paląc się ze wstydu. Moje dłonie powędrowały instynktownie w dół, szukając oparcia, i zupełnie przypadkiem zacisnęły się na jego twardych, napiętych udach. „Boże! Najmocniej przepraszam!” Zacisnęłam dłonie w pięści i spróbowałam gwałtownie się cofnąć, ale jego długie palce boleśnie wbiły się w moje biodra, zaborczo zatrzymując mnie w miejscu.
„Czyżby?” Przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej jedną ręką, podczas gdy druga leniwie powędrowała w górę mojego boku, bezczelnie śledząc miękkie krzywizny bioder i wcięcia w talii. „Zauważyłem, że pożerałaś mnie wzrokiem przez cały wieczór. Czy nie o to ci właśnie chodziło?” Zanurzył twarz w zagłębieniu mojej szyi, po czym zaciągnął się głęboko moim zapachem. „Ty w moich ramionach... moje dłonie na tobie, o, tak...”, wyszeptał tuż przy moim uchu mrocznym, głębokim głosem, który wywołał falę dreszczy na mojej skórze. Jego oceniający, zmysłowy dotyk sprawił, że mój puls drastycznie przyspieszył. „Dobrze to rozegrałaś, cara”.
Moje oczy rozszerzyły się z oburzenia. Wyrwałam się z jego objęć, odwróciłam gwałtownie i posłałam mu mordercze spojrzenie. „Grubo się mylisz, dupku!”
Odchylił się do tyłu, opierając się wygodnie o swój stołek. Przez jego przystojną twarz przemknął wyraz absolutnej arogancji, gdy skrzyżował potężne ramiona na szerokiej klatce piersiowej.
„Jedyną smutną rzeczą jest to, jak tanio się tu obnosisz, niczym dojrzały, ociekający sokiem owoc na niedzielnym targu”. Jego płynne, złote spojrzenie krytycznie taksowało każdy centymetr mojego ciała, a zwężone oczy błyszczały niebezpiecznie. „Tuttavia, jestem skłonny kupić wszystko, co tak usilnie próbujesz sprzedać...” Jego sugestywny wzrok powoli prześlizgnął się po moich krągłościach, rozpalając skórę wszędzie tam, gdzie na niej spoczął. „Nawet jeśli zazwyczaj nie sypiam z pijanymi, lekkomyślnymi donne sciolta”.
O nie, nie zrobił tego! Czy on właśnie bezczelnie zasugerował, że jestem kobietą lekkich obyczajów?!
„Jak śmiesz! Ty zarozumiały...” Jego dłoń wystrzeliła jak bicz i zacisnęła się na moim nadgarstku z żelazną siłą, tuż przed tym, jak zdążyłam uderzyć go w tę arogancką twarz. Nie docenił mnie jednak – wykorzystałam moment zaskoczenia i poprawiłam mu drugą ręką. Dźwięk soczystego policzka rozniósł się echem, przebijając się nawet przez pulsującą, klubową muzykę. „Draniu!”
Moja twarz natychmiast zapłonęła rumieńcem, a on błyskawicznie zniwelował przestrzeń między nami, opierając duże dłonie na moich nagich udach i bezpardonowo przyciskając moje biodra do krawędzi baru.
„Hmmm... teraz jestem już naprawdę nakręcony, moja piccolo spuntino”, z jego szerokiej piersi wyrwał się niski, drapieżny pomruk. „Poddaję się. Chciałaś mojej uwagi. Właśnie ją zyskałaś, gattina”.
Przyciągnął mnie gwałtownie do siebie, a jego wargi zmiażdżyły moje w karzącym, zaborczym pocałunku.
Ten facet dosłownie nazwał mnie swoją małą przekąską, a ja uczepiłam się go z desperacją wygłodniałego zwierzęcia. Nie potrafiłam się powstrzymać. Jego pocałunek sprawiał, że traciłam grunt pod nogami, a moje wnętrze trawił żywy ogień. Jeszcze nikt nigdy nie całował mnie w ten sposób. To było tak nieziemsko zaborcze. Tak obezwładniające. Tak cholernie gorące.
Jak w ogóle mogłabym oprzeć się temu, w jaki sposób jego gorący, zręczny język przejmował całkowitą kontrolę nad moimi ustami? Czułam się tak, jakby brutalnie mnie naznaczał, brał w posiadanie i czynił ze mnie swoją absolutną własność.
Czyste pożądanie uderzyło we mnie falą – gorącą i gwałtowną niczym wyładowanie elektryczne przepływające między naszymi ciałami. Całkowicie poddałam się temu obezwładniającemu impulsowi. Doskonale wiedziałam, że niezależnie od tego, dokąd mnie to zaprowadzi, czeka mnie absolutnie wstrząsające doświadczenie.
Jego wilgotne, gorące wargi zsunęły się niżej, znacząc ścieżkę pocałunków wzdłuż mojej szyi aż po odsłonięte ramię. Powolny, drapieżny uśmiech wykrzywił jego pełne usta, wywołując rozkoszny dreszcz na mojej skórze.
Ding. Ding. Ding. Panie i panowie, mamy zwycięzcę.
„Twój samochód czy mój?” Jego pociemniałe z pożądania oczy, oprawione w gęste, kruczoczarne rzęsy, za które każda modelka dałaby się pokroić, wpatrywały się we mnie z góry. Oboje ciężko dyszeliśmy po tym intensywnym pocałunku, a w mojej głowie wszystko wirowało.
„S-samochód?” Przydałby mi się teraz solidny cios w tył głowy, żeby otrzeźwić mój zamglony alkoholem umysł. Ten facet mógł być członkiem mafii, niebezpiecznym przestępcą albo płatnym mordercą wysłanym, żeby mnie zlikwidować. W tamtej konkretnej chwili było mi to całkowicie obojętne.
„Nie wiem jak ty, ale ja nie sądzę, żebym zdołał dotrzeć z tobą do najbliższego łóżka, cara”. Jego drapieżne spojrzenie sprawiło, że moje serce zaczęło bić jak oszalałe. „Skoro nie potrafisz się zdecydować, idziesz ze mną...”















































