
Beta alfy
Rozdział 3
. . Tydzień oczekiwania ciągnął się w nieskończoność, ale w końcu nadszedł dzień polowania. Jason jako przewodniczący stada wszystkim dowodził.
Tata miał rację. Stado cieszyło się na widok swojego alfy, który szykował się do biegu razem z nimi. Zmusiłam się do uśmiechu, w duchu błagając wilczycę, żeby się zachowywała.
Nie zgadzałyśmy się ze sobą od dwóch lat, ale w jednym byłyśmy zgodne – nie wolno nam skrzywdzić ludzi. Jason obserwował, jak się przygotowuję, a w jego oczach malował się smutek, który ścisnął mnie za serce.
Kiedy na mnie patrzył, smutek szybko zmienił się w gniewne spojrzenie, które znałam aż za dobrze.
„Kristen i Chad, zostajecie ze swoją alfą. Ja idę z Taylorem i Steve'em. Wszyscy trzymajcie się swoich grup. Nie krzywdźcie ludzi, tylko ich trochę nastraszycie. Pobawmy się” – powiedział.
„Tak.”
Dołączyłam do moich najlepszych przyjaciół, podczas gdy pozostali członkowie stada zbierali nowicjuszy i przygotowywali ich do wejścia do lasu. Daliśmy im czas, żeby pobiegli przodem, zanim wypuścimy wilki. Weszli do lasu, a my wszyscy czekaliśmy na sygnał Jasona.
Jason spojrzał na zegarek, po czym uśmiechnął się do nas. Podekscytowanie wisiało w powietrzu.
Polowanie budziło nasze zwierzęce instynkty, ale było też sprawdzianem naszej kontroli nad wilkami.
„Dobra, wszyscy. Ruszamy” – powiedział w końcu Jason.
Przemieniłam się w swoją jasnobrązową wilczycę, Kristen w swoją kremową, a Chad w swojego ciemnoszarego wilka. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Jasona jako jego jasnoszarego, niemal białego wilka.
Moja wilczyca desperacko chciała się do niego przytulić, ale odepchnęłam ją i wybiegłam, a za mną reszta stada.
Zaczęliśmy pościg, ale serce mi nie leżało do tego. Podążyłam tropem, a przyjaciele biegli za mną.
Bieganie jako wilk, odczuwanie ziemi pod pazurami i wiatru w futrze było niesamowite.
Chciałam sprawdzić Toma, więc podążyłam za jego zapachem i znalazłam go biegnącego między krzakami. Był blisko linii mety. Nieźle mu szło.
Wychwyciłam inny zapach – mocne perfumy. Warknęłam ze złością i ruszyłam nowym tropem.
Jak myślałam, dwie ludzkie dziewczyny krzyczały, uciekając. Chad próbował mnie zawrócić, ale obserwowałam, jak jedna z nich upadła na tyłek.
Zawyłam, przestraszając ją z powrotem na nogi, a potem to poczułam. Skaleczyła sobie rękę, gdy upadła. To było złe.
Widząc krew, ruszyłam w stronę dziewczyn. Kristen połączyła się mentalnie z Jasonem, prosząc o pomoc, a Chad próbował mnie powstrzymać, ale nie był wystarczająco silny.
Pobiegłam na dziewczyny, a ich krzyki strachu sprawiły, że chciałam gonić jeszcze bardziej. Byłam bardzo blisko, gdy jasnoszary wilk na mnie skoczył.
Warknęłam na niego, gdy pokazał mi kły. Mojej wilczycy się to nie spodobało. Przyjęłam pozycję bojową, a on zrobił to samo.
Uderzyłam Chada łapą w nos, skomląc, gdy ugryzł mnie w ogon. Ból otrzeźwił mnie i uciekłam.
Pomknęłam z powrotem do domu, przemieniając się za budynkiem, zanim włożyłam sukienkę.
Miałam ochotę płakać. Skrzywdziłam Chada. Cholera, co ze mną było nie tak?
Poszłam do pokoju, żeby się uspokoić, zanim dołączę do imprezy. Dziesięć minut później ktoś zapukał.
„Nie teraz, Kristen! Zejdę za chwilę” – zawołałam napiętym głosem.
„Otwórz drzwi, Arya!” – rozkazał głęboki głos, od którego przeszedł mnie dreszcz.
To był Jason. Zastanawiałam się, czy otworzyć drzwi, ale ciekawość zwyciężyła. Niebieskie oczy Jasona spotkały moje, wypełnione tym samym smutkiem. Przygryzłam wargę, czując się zdenerwowana.
„Nie chcę twojej litości” – powiedziałam ostro.
„Nie przyszedłem cię litować.”
„Och? To może przyszedłeś się poczuć lepiej? Wiem, że nawalałam.”
„Przestań być dla siebie taka surowa, Arya.”
Jason był zły. Poruszył się szybko, wciągając mnie w mocny uścisk. Byłam w szoku.
Czułam iskry naszej więzi partnerskiej wszędzie tam, gdzie się dotykaliśmy, gdy rozluźnił się przy mnie. Oparł głowę w zagłębieniu między moją szyją a ramieniem, od czego gwałtownie wciągnęłam powietrze.
Moja wilczyca skakała radośnie w moim umyśle. Sięgała do swojego partnera, a on odpowiadał.
„Nie jestem twoim wrogiem” – powiedział cicho, chrypliwym głosem. „Przyszedłem cię sprawdzić. Twój tata mnie zmusił, chociaż mówiłem mu, że to nie jest dobry pomysł.”
Typowe, pomyślałam. Odwzajemniłam uścisk, czując się bezpiecznie i jak w domu po raz pierwszy od dwóch lat.
Delikatnie dotknął moich włosów i szeptał miłe rzeczy do ucha, podczas gdy pozwoliłam łzom płynąć. Odmówiłam jednak głośnego płaczu. Nie okazałabym aż takiej słabości, nawet Jasonowi.
„Jak się ma Chad?” – zapytałam cichym głosem, przytulona do jego piersi.
„W porządku. Ugryzienie cię w ogon było ryzykowne, ale podjął właściwą decyzję” – powiedział Jason łagodnie.
„Tak, inaczej skopałabym ci tyłek. To by nie było ładne” – zażartowałam.
Roześmiał się. Bogini, tęskniłam za tym dźwiękiem. Robiło mi się ciepło na samo jego słyszenie.
„Albo mógłbym wygrać i to byłoby dla ciebie żenujące” – przedrzeźniał się.
„Co? Nie ma mowy, kolego! Po prostu cieszę się, że nie wyrządziłam zbyt dużych szkód.” – Uśmiechnęłam się.
„To było małe zadrapanie.”
„I tak powinnam go przeprosić. To nie jego wina, że jestem dziką suką.”
„Ty to powiedziałaś, nie ja.”
Roześmiałam się. Odsunęłam się od niego, a on ujął moją twarz w swoje duże, szorstkie dłonie, ocierając łzy kciukami.
Stanęłam na palcach i dotknęłam ustami jego warg. Nie odważyłam się zrobić nic więcej.
„Dziękuję” – powiedziałam. „Za to, że stanąłeś w mojej obronie przed tatą. To musiało być trudne.”
„Jestem po twojej stronie, Arya. Zawsze. To ty postawiłaś nas w tej sytuacji.”
Westchnęłam i całkowicie się od niego odsunęłam. Oczywiście musiał zepsuć ten moment. O czym ja myślałam?
„Nie chciałam cię skrzywdzić, kiedy to powiedziałam dwa lata temu. Myślałam o nas. Byłam za młoda, żeby ryzykować dziecko. Ludzie w naszym wieku tak robią, wiesz... czekają z dopełnieniem więzi.”
„Wszystko, czego chciałam, to trochę czasu. Wiedziałam, że będziemy bardzo zajęci i byłoby okropnie nie widywać się tak często, jak byśmy chcieli.”
„Czy teraz jest nam lepiej? Spójrz na nas. Ciągle się kłócimy, tracisz kontrolę nad wilczycą, a ja jestem cały czas wściekły...”
„Myślałem, że zmienisz zdanie, jeśli przelecę jakąś przypadkową laskę, ale nie. Musiałaś być uparta i zrobić to samo” – powiedział, marszcząc brwi.
„To było podle, Jason. Bardzo mnie zabolało i chciałam ci pokazać, że to nie był właściwy sposób. Tak, zachowałam się jak dziecko i przepraszam, jeśli cię to zraniło, ale po prostu chciałam, żebyś zrozumiał.”
„Chciałam, żebyś mnie zrozumiał, potrzebowałam, żebyś mnie zrozumiał” – powiedziałam, a mój głos załamał się na ostatnim słowie.
Musiałam wyjść z pokoju. Nie mogłam teraz na niego patrzeć. Nie wiedziałam, co myśleć.
Bronił mnie przed moim ojcem, naszym alfą, ale wciąż ranił mnie swoimi słowami. Był jak z kamienia – nigdy nie wiedziałam, czego się spodziewać.
Continue to the next chapter of Beta alfy