
Seria Miłość na 50 Jardzie
Autorzy
Mel C. Clair
Lektury
1,6M
Rozdziały
36
Linia pięćdziesięciu jardów
BROOKE
To idealny wrześniowy dzień i początek kolejnego sezonu futbolowego. Siedzimy z córką Sydney na kanapie i oglądamy nasz lokalny zespół, Carolina Panthers, grający na wyjeździe w Nowym Orleanie. Wygrywają ze Saints.
Gwiazda Panthers, running back Colin Scholtz, ma już na koncie sto sześćdziesiąt sześć jardów biegu i dwa przyłożenia. Dzięki temu wygrywamy dwadzieścia osiem do siedmiu. Idę do kuchni odebrać telefon, którego się obawiałam.
„John, obiecałeś, że tym razem nie odwołasz wizyty.”
„Nie zaczynaj, Brooke” – mówi głośno John po drugiej stronie słuchawki.
„Nie widziałeś Sydney od dwóch miesięcy. Będzie bardzo smutna. Znowu!”
„Nie rozumiesz, jak ważna jest dla mnie moja kariera?” – mówi ze złością.
„Sydney powinna być dla ciebie ważniejsza. To też twoja córka!” – podnoszę głos.
„Odwiedzę ją w przyszłym miesiącu. Nie mogę znowu tego z tobą zaczynać!” – John się rozłącza.
Rzucam telefon na blat. Mocno przecieram twarz, próbując pozbyć się stresu i złości. Raz za razem, przez całe moje życie, futbol był moim największym problemem.
„Mamusiu” – woła Sydney z salonu – „przegapisz mecz!”
Opieram się o lodówkę i biorę kilka głębokich oddechów.
„Jeszcze chwilę!” – odkrzykuję.
Jak to się wszystko tak pokręciło?
***
Futbol zawsze był częścią mojego życia, odkąd byłam małą dziewczynką.
Mama odeszła, kiedy miałam trzy lata, więc zostaliśmy tylko ja i tata. Wspólne oglądanie futbolu było jedynym sposobem, w jaki się ze sobą łączyliśmy. Nauczyłam się wszystkiego o tej grze i zakochałam się w niej tak samo jak mój tata.
W liceum byłam kapitanem drużyny cheerleaderek. Josh Hoffman był szkolnym rozgrywającym. Byliśmy bardzo blisko, dopóki nie zdał sobie sprawy, że może wybierać spośród kolejki dziewczyn podążających za gwiazdą drużyny.
Przyłapałam go w łóżku z dwiema dziewczynami pewnego weekendu, kiedy przyjechałam go zaskoczyć na meczu wyjazdowym. To był koniec naszego związku.
Na studiach wymieniłam więc pompony na fartuch laboratoryjny. Studiowałam dwa kierunki jednocześnie: biologię człowieka i naukę o wysiłku fizycznym. Chciałam rozpocząć karierę w fizjoterapii.
Ale nawet przy bardzo napiętym planie zajęć spędzałam weekendy kibicując UNC Tar Heels z trybun. Wtedy poznałam Ashtona Wilksa, gwiazdę grającą na pozycji wide receivera. Z Ashtonem było świetnie przez kilka lat.
Jednak kiedy skończył studia, od razu został zadraftowany do Detroit Lions w NFL. Poprosił mnie, żebym pojechała z nim, ale nie miałam ochoty zostawiać mojego domu, taty i studiów dla chłopaka.
Ashton przeniósł się na drugi koniec kraju, żeby rozpocząć karierę w profesjonalnym futbolu, a ja zostałam, żeby zdobyć doktorat.
Rok po otwarciu prywatnej praktyki jako fizjoterapeutka przez moje drzwi wszedł kolejny, i najgorszy, gracz futbolowy. John Moore, najnowszy running back na rynku NFL.
Miał niewielkie naderwanie barku i słyszał, jak w szatniach NFL mówi się o mnie jako o jednej z najlepszych fizjoterapeutek dla profesjonalnych sportowców.
Z Johnem od razu poczuliśmy chemię. Nie mogłam się powstrzymać przed pragnieniem go za każdym razem, gdy patrzyłam, jak pracuje swoimi idealnie wyrzeźbionymi mięśniami barków. Poza tym naprawdę podziwiałam jego silne pragnienie, żeby stać się najlepszym w NFL.
Zaczęliśmy się spotykać wkrótce po tym, jak skończył rehabilitację, a reszta wydawała się historią.
Nie minęło dużo czasu, zanim stał się gwiazdą grającą dla Panthers. Nie mogliśmy nigdzie pójść bez paparazzi podążających za nami, bez ludzi przerywających nasze kolacje i proszących o autograf.
Uwielbiał każdą chwilę sławy – a samo patrzenie, jak jest szczęśliwy i wspina się na szczyt, osiągając swoje marzenia, sprawiało, że ja też byłam szczęśliwa.
Półtora roku po rozpoczęciu naszego związku zaszłam w ciążę z Sydney. Nie wiedziałam, że mogę coś kochać tak bardzo, jak kochałam tę małą dziewczynkę od momentu, gdy ją zobaczyłam.
Nigdy nie martwiłam się tym, że z Johnem nie byliśmy małżeństwem. Ufałam, że John jest mi oddany, bez względu na to, czy miałam pierścionek na palcu jako dowód. I przez jakiś czas tak było. John, Sydney i ja byliśmy szczęśliwą rodziną.
Potem, gdy Sydney miała cztery lata, mój tata zachorował. To sprawiło, że chciałam prawdziwego ślubu. Chciałam, żeby tata poprowadził mnie do ołtarza, żeby dał swoje ostatnie błogosławieństwo i oficjalnie mnie oddał, zanim stracę go na zawsze.
John był słodki i wspierał ten plan. Zaręczyliśmy się w lipcu i planowaliśmy mały ślub we wrześniu.
Ale podczas drugiego meczu sezonu futbolowego John został uderzony pod dziwnym kątem poniżej biodra. Doznał strasznej kontuzji, zrywając trzy z czterech więzadeł w kolanie: ACL, MCL i PCL.
Wszystko w naszym życiu całkowicie się zatrzymało – jego kariera, ślub, wszystko. Pracowałam z nim, próbując wzmocnić jego kolano po operacji naprawczej, ale w głębi duszy wiedziałam, że nigdy nie będzie takie samo. Jego kariera dobiegła końca.
Podczas nieobecności Johna zastępujący go running back Panthers, Colin Scholtz, wszedł do gry i poprowadził drużynę do sześciu zwycięstw z rzędu. Był młodszy, szybszy, silniejszy i zadraftowany do NFL prosto po studiach.
Błagałam Johna, żeby nie wracał do futbolu, żeby przeszedł na emeryturę i zostawił to młodszym mężczyznom jak Scholtz, ale odmówił słuchania.
Rozegrał kilka miesięcy sezonu z Panthers, ledwo widując boisko, a potem, jak można było się spodziewać, odmówili przedłużenia jego kontraktu.
Zamiast potraktować to jako znak, żeby się poddać i spróbować czegoś nowego, John przez kolejne dwa lata grał krótkie okresy dla kilku drużyn. Podpisywał roczne kontrakty z różnymi zespołami, żeby zastępować kontuzjowanych graczy.
Jego kolano wciąż go bolało, wiedziałam o tym, i stracił wystarczająco dużo szybkości, wystarczająco dużo mocy, że nigdy więcej nie będzie gwiazdą.
Wtedy zjechał na dno. Mężczyzna, którego kochałam w całej jego sławie i chwale, nie był już sławny ani chwalebny, i to go rozrywało.
Zaczął brać sterydy, spędzać późne noce na imprezach z drużyną i podróżować do innego miasta co kilka miesięcy, żeby grać z każdą drużyną, która go przyjmie. Zapomnij o ślubie. Sydney i ja ledwo go widywałyśmy.
W końcu nie mogłam już tego znieść. Zakończyłam nasz związek. I jakikolwiek mały wysiłek John wkładał w bycie ojcem, skończył się.
Nigdy już dla nas nie było go. Nigdy nie zwracał uwagi na Sydney, nigdy nie fatygował się, żeby pojawić się na żadnym z jej turniejów gimnastycznych, urodzinach czy zawodach lekkoatletycznych, a ona wciąż do niego patrzyła z podziwem.
Łamało mi serce, gdy widziałam jej rozczarowaną twarz za każdym razem, gdy patrzyła na trybuny po ukończeniu wyścigu i widziała mnie siedzącą samą. Robiłam, co mogłam, żeby klaskać i kibicować wystarczająco głośno za dwoje rodziców.
Miałam trzydzieści cztery lata i zostałam samotną matką. Opiekowałam się tatą, aż zabrał go rak. Robiłam, co mogłam, żeby być przy Sydney, prowadząc moją praktykę fizjoterapeutyczną, bez nikogo, kto by pomógł, nawet gdy byłam chora lub wyczerpana.
I obiecałam sobie, że skończyłam z graczami futbolowymi.
Potrzebowałam kogoś, kogo mogłam obwinić za to, jak moje życie się rozpadło, i obwiniałam graczy futbolowych. A dokładniej, obwiniałam Colina Scholtza.
Oglądałam, jak Scholtz prowadzi Panthers do zwycięstwa co tydzień, ale mimo to go nienawidziłam. Nienawidziłam go, bo John go nienawidził. Nienawidziłam go za odebranie Johnowi kariery, a wraz z nią jakiejkolwiek szansy na szczęśliwą rodzinę dla mnie i Sydney.
***
„O NIEEE! MAMO! CHODŹ ZOBACZ, CO SIĘ STAŁO!” – krzyczy Sydney z drugiego pokoju.
Syd ma teraz siedem lat i wciąż uwielbia futbol. Ze względu na nią staram się też go kochać. Oglądanie meczy z nią przypomina mi mnie i mojego tatę, siedzących razem na kanapie wieczorami, krzyczących na telewizor o złych decyzjach i straconych piłkach.
„Co się stało?” – wbiegam z powrotem do pokoju rodzinnego i zdążam zobaczyć powtórkę.
Na ekranie Scholtz znowu rusza do przodu, pędząc w dół boiska. Na linii pięćdziesięciu jardów widzi nadchodzących obrońców przeciwnika. Zatrzymuje się nagle i wbija palce w murawę, próbując się odwrócić i ruszyć w drugą stronę, żeby uniknąć ich ataku.
Ale gdy powtórka przechodzi w zwolnione tempo, widzę, jak jego pięta wykręca się pod dziwnym kątem.
Potyka się, pozwalając obronie zwalić go na ziemię. Po tym, jak sędziowie usuwają zawał na nim, próbuje wstać i obciążyć stopę, ale mu się nie udaje.
Zdenerwowany zrzuca kask i klęka. Jego kontuzja jest poważna. Jako profesjonalistka widzę to już teraz. Scholtz też zdaje się to wiedzieć.
„Będzie z nim dobrze?” – pyta Syd.
„Mam nadzieję, kochanie.”
Choć nienawidzę Scholtza, nigdy nie jest dobrze widzieć kontuzję gracza, zwłaszcza wiedząc, że może zakończyć jego karierę.
„Wiesz, co się stało?” – pyta.
„Zranił stopę, skarbie.”
Moje najlepsze przypuszczenie to zerwanie ścięgna Achillesa. Kontuzja, której nie widuje się codziennie. Wiem sporo o kontuzjach sportowych w mojej branży. Badania pokazują, że tylko dwie trzecie graczy NFL wraca do gry po zerwaniu ścięgna Achillesa.
Oczywiście to wciąż większość – gracze NFL będą próbować wrócić po niemal wszystkim. Ale, jak John, tracą szybkość i moc, i nigdy nie są już tacy sami. Są szanse, że kariera Scholtza dobiegła końca.
Głaszczę Syd po plecach, gdy Scholtz jest wyprowadzany z boiska, a mecz trwa dalej. Nawet bez swojej gwiazdy, jak zwykle, Panthers po prostu grają dalej.
















































