Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Cena wolności Książka 2

Cena wolności Książka 2

Autorzy
Silver Taurus
Lektury
153K
Rozdziały
35
Autorzy
Silver Taurus
Lektury
153K
Rozdziały
35
😱Suspens🧛🏻Wampiry🙅Niechętny partner🎭Dramatyczne👩‍❤️‍👨Prawdziwy partner🔺Trójkąt miłosny💘Przeznaczeni partnerzy💪🏻Obrońca🧚🏼‍♂️Wróżki🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪🏻Samce alfa🥵Erotyka⚔️Akcja i przygoda👑Rodzina królewska i arystokraci👯‍♂️Odwrócony harem🧙‍♀️Czarodziejki i magowie🐉Smoki🔒Wymuszona bliskość

Życie Amari przybiera mroczny obrót, gdy ujawnia sekret, który izoluje ją od przyjaciół i prowadzi do serii nadprzyrodzonych ataków. Uratowana przez Maximusa, odkrywa swoje przeklęte pochodzenie i niebezpieczne moce, którymi dysponuje. Przemierzając świat czarownic, wampirów i smoków, Amari musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, kontrolować nowo odkryte zdolności i zdecydować, komu zaufać. Z życiem i losem swojego królestwa w niebezpieczeństwie, Amari wyrusza w niebezpieczną podróż, aby złamać klątwę i odzyskać swoje przeznaczenie.

Początek

Część druga: Ta, która nosi klątwę

AMARI

Dźwięk kropli wody był wszystkim, co mogłam usłyszeć. Opierałam o wannę głowę z mokrymi włosami i wpatrywałam się uważnie w kran. Ponure niebo zasłaniało jedyne światło, które wpadało do łazienki.
Moje myśli wróciły do dnia sprzed kilku lat. Gapienie się na mnie sprawiło, że poczułam się winna. Ale czy to naprawdę było aż tak ważne, że zachowałam to dla siebie?
Czułam się oceniana i jak tchórz, ale to nigdy nie przeszło mi przez myśl. Wszystkim, czego kiedykolwiek chciałam, to nie być dla nikogo ciężarem. A więc dlaczego ukrywanie tego przed nimi było takie złe?
Gdy tylko wyjawiłam prawdę, wszyscy wyszli. Ich twarze były pełne zmieszania, gniewu, smutku, bólu – wszystkiego, co złe.
Pozostał tylko Azriel, który odwrócił się do mnie plecami i zaczął się we mnie wpatrywać, sprawiając, że czułam się nieszczęśliwa i samotna.
Wzdychając, zmieniłam pozycję. Wpatrywałam się w biały sufit. Co mogłam teraz zrobić? Miałam prosić o wybaczenie? Czekać na rozwiązanie? Wypłakać się?
Uznałam to za irytujące. Musiałam stać się silniejsza i robić swoje. To, czego pragnęłam, to żyć swoim życiem, a przynajmniej tym, co mi z niego zostało.
Podniosłam rękę i zaczęłam wpatrywać się w runę. Świeciła się delikatnie. Opuszczając oczy, podążyłam za bliznami. Blada skóra z grubymi, czerwonymi bliznami. Skrzywiłam się na samo wspomnienie tego, dlaczego je mam.
Słysząc pukanie, zerknęłam na drzwi. Woda kapała wciąż po moim ramieniu, a ja zmarszczyłam lekko brwi.
– Kto tam? – zapytałam. Mój głos brzmiał szorstko. Oczyściłam gardło i zastanawiałam się, kto to może być.
– Księżniczko, jesteś w łazience już od godziny. Wszystko w porządku? – zapytał Jonathan z drugiej strony drzwi. Zacisnęłam dłonie na wannie.
– Tak – skłamałam. Nie czułam się dobrze. Musiałam to jednak ukryć, jeśli chciałam opuścić to miejsce. – Niedługo wyjdę.
Wstając, wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze. Moje czekoladowo-brązowe włosy przylegały do ciała jak dodatkowa warstwa skóry. Stały się dłuższe; nadszedł czas na cięcie.
***
– To powinno wystarczyć – mruknęłam, patrząc na nową fryzurę.
Uznając to za konieczne, ścięłam połowę długich, brązowych włosów. Sięgały teraz niżej niż moje ramiona. Uśmiechając się do siebie, wyrzuciłam ścięte włosy i zaczęłam się ogarniać.
Kiedy byłam już gotowa, otworzyłam drzwi, ale zatrzymałam się, kiedy Lilith stanęła w pobliżu. Znieruchomiała z tacą w rękach.
– Co ty zrobiłaś? – zapytała. Odstawiła tacę i podeszła do mnie. Następnie, odwracając mnie, znowu znieruchomiała. Przewróciłam oczami, słysząc jej przesadne sapanie.
– Obcięłaś włosy, Amari! Dlaczego?
– Znudziły mnie – powiedziałam, odpychając jej ręce. Następnie, idąc do łóżka, chwyciłam moją koszulę nocną i skierowałam się z powrotem do łazienki.
– Dlaczego? – zapytała ponownie.
– Co jest nie tak? – spytałam, zirytowana. Wycofała się, gdy zobaczyła na całej mojej twarzy irytację. Nie chciałam być nieuprzejma, ale nie byłam w nastroju do odpowiadania na jakiekolwiek pytania.
– Nic – wyszeptała Lilith i odwróciła wzrok.
Bez kolejnego słowa, zamknęłam drzwi do łazienki. Zdjęłam szatę i się przebrałam. Byłam zmęczona i potrzebowałam odpoczynku. Poprawiając koszulę nocną, usłyszałam grzmot.
Moje oczy przesunęły się, by spojrzeć za okno. Zbliżała się ogromna burza. Uznając, że to idealny czas na sen, skierowałam się z powrotem do pokoju.
Lilith siedziała w pobliżu kominka, a ja zerknęłam w jej stronę. Trzymała w ręku kubek z ciepłym kakao.
– Ja… przyniosłam ci coś – wymamrotała.
– Zdrzemnę się – powiedziałam, kładąc się do łóżka. Znałam powód, dla którego tu przyszła. Chciała zapytać o klątwę.
– Nie jadłaś od wczoraj, Amari – powiedziała.
– Nie jestem głodna – odpowiedziałam, zamykając oczy.
Następnie, po kilku minutach ciszy, otworzyłam oczy. Lilith nadal była w pokoju, ale się nie odzywała. Słyszałam tylko trzaskanie ognia i burzę tuż za oknem.
Byłam odwrócona do niej plecami. Czułam jednak, że mnie obserwuje. O czym myślała? Nie wiedziałam. Byłam zbyt zmęczona, by o tym myśleć, i w końcu usnęłam.
***
Słysząc grzmot, otworzyłam oczy. Było już ciemno. Czy spałam aż tak długo? Ziewnęłam, usiadłam i rozejrzałam się. W pokoju było ciemno. Ktoś zgasił ogień.
Słysząc kolejny grzmot, wyjrzałam na zewnątrz. Padał mocny deszcz.
Moje oczy przeniosły się na błyskawicę tuż za oknem. Czułam się dziwnie i przez chwilę się w nią wpatrywałam. Cofnęłam się, by oprzeć się o ścianę, i zobaczyłam przechodzący obok cień.
Natychmiast spojrzałam w stronę okna. Co to było?
Zmarszczyłam się, zignorowałam to i postanowiłam coś poczytać. Rozsiadając się wygodnie w łóżku, zapaliłam światło i wzięłam do ręki książkę, która leżała na nocnym stoliku. Była to książka o klątwach, którą znalazłam w bibliotece Lorcana.
Wczoraj wieczorem wyruszyliśmy z powrotem do domu. Wszyscy, łącznie z Maximusem, zostali w pałacu Lorcana, ale jedyną osobą, którą dotychczas tu widziałam, była Lilith.
Przewróciłam stronę książki i czytałam dalej. Zobaczyłam wypisane w niej szczegóły dotyczące różnych klątw. Żadna nie wspominała jednak o tej, która mówiłaby o przeklęciu kogoś na śmierć.
Wydało mi się to dziwne, bo jeśli taka klątwa nie istniała lub nie została rzucona nigdy wcześniej, to dlaczego byłam teraz jej ofiarą?
Nie spuszczając oczu z książki i chcąc sprawdzić, czy znajdę w niej jakąś wzmiankę o klątwie, zauważyłam, że cień znów się porusza, ale tym razem wewnątrz pokoju. Podnosząc głowę, założyłam kosmyk włosów za ucho. Czy to była tylko moja wyobraźnia?
Rozglądając się kilka razy, zdałam sobie sprawę, że jestem sama. Wyglądało na to, że brak snu miał na mnie zły wpływ.
Postanowiłam, że najlepiej będzie wrócić do spania. Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na miejsce. Wyłączyłam światło i się położyłam. Westchnęłam, decydując się na sen.
Grzmoty dudniły na zewnątrz, gdy przewracałam się w łóżku. Czułam się nieswojo. Jęcząc, otworzyłam oczy i wpatrywałam się w niebiesko-złote zasłony, które zwisały z łóżka z baldachimem.
Czy to deszcz nie pozwalał mi spać? Zamknęłam powoli oczy i westchnęłam. Następnie, czując jak coś zimnego łaskocze mnie po ramieniu, otworzyłam je.
Wdychając gwałtownie powietrze, próbowałam krzyknąć, ale postać zasłoniła mi usta.
Nad moim ciałem unosił się czarny cień. Obserwowałam postać bez twarzy z szeroko otwartymi i wypełnionymi łzami oczami. Spróbowałam się poruszyć i poczułam, jak jej lodowata dłoń obejmuje moją twarz.
Dreszcz przebiegł mi po plecach, im bardziej się w niego wpatrywałam. Czy on próbował mnie udusić?
Kopałam, próbowałam krzyczeć, ale niewiele mogłam zrobić. Gdy zamknęłam oczy i użyłam swojej siły, usłyszałam, jak drzwi sypialni trzaskają o ściany.
Szamotałam się, a potem usłyszałam znajomy głos, który coś mówił. Otworzyłam oczy i uderzyłam się o ramę łóżka, wypuszczając z siebie krzyk.
Czułam głęboki strach. Ktoś mnie jednak przytulił. Próbowałam odepchnąć tę osobę, ale jej uścisk się zacieśnił.
– Uspokój się, Amari, już dobrze – powiedział Maximus, klepiąc delikatnie moje plecy. Rozpłakałam się przy jego klatce piersiowej, a uczucie zimna pozostawione na mojej twarzy przyprawiło mnie o dreszcze.
Z oddali usłyszałam kroki.
– AMARI? – krzyknął Azriel, a ja poczułam, że się zbliża. – Co zrobiłeś? – zapytał Maximusa.
– Nic, tylko ją uratowałem! – odparł Maximus, warcząc.
– Uratowałeś? Przed czym? – zapytała Lilith, a wszyscy czekali na jego odpowiedź.
– Daevą – wyszeptał Maximus, a ja się spięłam.
Daevy są dzikimi i zwierzęcymi demonami kontrolowanymi przez czarną magię. Są praktycznie niewidzialne – widać tylko ich cienie.
Mają jednak długie pazury, supersiłę i moc teleportacji. I mogą atakować, gdy ktoś je przywoła i powie im, kto jest ich celem.
– Daevą? – powtórzyła Lilith, marszcząc czoło. – Niemożliwe.
– A jednak – powiedział Azriel, chwytając mój podbródek. Zmusił mnie, bym stanęła przed nim twarzą w twarz. – Spójrzcie – powiedział, pokazując wszystkim moją twarz. Zdezorientowana, spojrzałam na niego.
– Co jest na mojej twarzy? – zapytałam drżącymi ustami.
– Znamię. Ręka Daevy – wyszeptał Azriel, marszcząc czoło. Patrząc przez jego ramię, zauważyłam, że Lorcan marszczy czoło. Odwrócił się i wyszedł, pozostawiając mnie zdezorientowaną.
– Przyniosę ci herbatę – powiedziała Lilith i też wyszła. Dysząc, przełknęłam ślinę. Nie byłam świadoma, że chwytam spodnie Maximusa. Czując jego rękę na plecach, spojrzałam w górę.
– Nic ci nie będzie. Obiecuję – powiedział, uśmiechając się. Przytaknęłam i westchnęłam. Następnie, wyczuwając w pobliżu Azriela, spojrzałam w jego stronę.
Wydawał się zagubiony w myślach. Wstał i poszedł w stronę balkonu. Otworzył drzwi i sprawdził, co dzieje się na zewnątrz.
– Wszystko w porządku? Czujesz się lepiej? – wyszeptał Maximus, gdy spojrzałam w górę. Delikatnie pieścił moją twarz. Biorąc głęboki oddech, przytaknęłam. Następnie, opierając głowę na jego nagiej klatce piersiowej, próbowałam się zrelaksować.
Bycie blisko niego sprawiało, że się odprężałam. Wypuszczając kolejne westchnienie, uspokoiłam się. Moje oczy zaczęły opadać, gdy pocałował moją głowę, a ja zasnęłam w ciepłych ramionach.
***
– Czy ona jeszcze śpi? – zapytał znajomy głos, gdy poruszyłam się w łóżku. Poczułam obok siebie coś twardego, ale ciepłego. Zmęczona, przysunęłam się bliżej i przytuliłam. Byłam spokojna i jeszcze spałam.
– Wygląda na to, że nie planuje cię puścić, królu.
Marszcząc się, otworzyłam powoli oczy. Burza minęła i do pokoju wpadały promienie słońca.
– Dzień dobry, kochanie – powiedziała Lilith, a ja zmarszczyłam brwi. Stała obok łóżka, a obok mnie leżało jakieś ciało.
Odsunęłam się do tyłu i uświadomiłam sobie, co robię. Obejmowałam go, a na jego klatce piersiowej znajdowało się trochę śliny. Rozszerzyłam oczy, wypuściłam z rąk biedną ofiarę mojej śliny i na nią spojrzałam.
– Maximus? – To mnie zszokowało. Zaczął chichotać, gdy spojrzałam na niego i Lilith. Zdezorientowana, myśląc, że może byłam w nie swoim pokoju, spanikowałam i rozejrzałam się.
– To twoja sypialnia – powiedział Maximus, wpatrując się we mnie z uśmiechem.
– C… co się stało? – Byłam zdezorientowana całą tą sytuacją.
– Zasnęłaś w moich ramionach – wyjaśnił Maximus.
– I nie pozwoliłaś biedakowi odejść – powiedziała Lilith, chichocząc. – Musiał tu zostać.
– Ja… przepraszam – powiedziałam, zakłopotana. Czułam, że moja twarz płonie z zażenowania.
Uśmiechnięty Maximus spojrzał na mnie. Potem, przeczesując włosy, usiadł i rozciągnął się.
– Powinienem pozwolić wam, panie, porozmawiać – powiedział Maximus, wstając i odchodząc. Obserwowałam jego plecy. Jego biodra kołysały się, gdy się wyprostował i potargał swoje włosy. Przełknęłam ślinę, gdy wpatrywałam się w jego wyprostowane plecy.
– Spójrz na mnie – powiedziała Lilith, sprawiając, że podskoczyłam. – Czy chcesz za nim iść?
– Nie! – powiedziałam, patrząc w dół na moje ręce. Poczułam, że siada obok mnie. Złapała mnie za rękę i ją ścisnęła.
– Pamiętasz, co się stało ostatniej nocy? – zapytała nagle Lilith.
Przypomniałam sobie i zadrżałam – Daeva.
– Słuchaj, musisz zachować spokój, dobrze? To dosyć niespotykane, ale moi bracia prowadzą własne śledztwo.
– Śledztwo? – zapytałam, marszcząc na nią brwi.
– Tak – powiedziała Lilith, szczypiąc się w nos. – Daevy to dziwne istoty. Nie pojawili się od prawie wieku.
– Lorcan i Azriel uznali to za dziwne, zwłaszcza, że cały pałac jest pod ochroną. Żaden demon nie powinien postawić tutaj stopy.
– W takim razie jak to się stało? – zapytałam ją.
Lilith wstała i zaczęła przemieszczać się z miejsca na miejsce. Obserwowałam, jak jej czarne włosy poruszają się przy każdym ruchu.
– Szczerze mówiąc, nie wiem – wyszeptała. – Jeśli złamali barierę, Lorcan powinien był to wyczuć. Ale tym, kto wyczuł, że jesteś w niebezpieczeństwie, był król Maximus.
– Rozumiem – mruknęłam i odwróciłam wzrok.
– Nie chcę, żebyś się tym przesadnie martwiła. Przebierzmy cię i udajmy się na śniadanie, dobrze? – powiedziała Lilith, uśmiechając się. Uśmiechnęłam się do niej w odpowiedzi i zeszłam z łóżka.
***
– Proszę, przypomnij mi, dlaczego muszę się tak ubierać? – zapytałam Lilith, gdy ciągnęła mnie po korytarzu.
Po długiej godzinie rozmyślań na temat tego, co mam na siebie założyć, Lilith zdecydowała się w końcu na coś seksownego. Poprawiłam górną część sukienki, gdy gorset zacisnął się na mojej piersi. – To niedorzeczne!
– Przestań marudzić, moja droga – powiedziała Lilith, zerkając przez ramię. Następnie, wachlując twarz, przeszła pospiesznie do jadalni. Obaj strażnicy, którzy stali przy wejściu, przywitali nas.
Gdy drzwi się otworzyły, puściłam rękę Lilith i poprawiłam swoje uciążliwe ubranie. Miałam na sobie długą, zieloną spódnicę z białym topem i brązowy gorset.
Mrucząc, podciągnęłam go nieco do góry. Potem zaś, nie patrząc zbytnio na to, co robię, wyciągnęłam krzesło. Skupiłam się na tym tak mocno, że nie zauważyłam, jak inni się na mnie gapią.
– Ścięłaś włosy? – spytał jakiś głos.
– Tak – mruknęłam, kontynuując dopasowywanie gorsetu. – Cholerny gorset!
– Równie dobrze możesz go zdjąć – powiedział ten sam głos.
– Jasne – mruknęłam, machając do tej osoby. Przez gorset nie zwracałam na nią zbytniej uwagi. Wstając znowu, pociągnęłam za sznurki i poczułam, jak gorset się rozluźnia.
Wzdychając z ulgą, spojrzałam w końcu w górę i zobaczyłam, jak wszyscy wpatrują się we mnie z szerokimi oczami i otwartymi ustami. – Co?
Rozglądając się dookoła, zobaczyłam uśmiechniętego Alastaira. Marszcząc się, spojrzałam na każdego z nich i zatrzymałam się, gdy zobaczyłam zszokowaną twarz Lilith.
– Dlaczego się tak na mnie gapisz? – zapytałam ją, marszcząc czoło. Następnie, zajmując miejsce, chwyciłam ciepły kubek z herbatą i zaczęłam pić. Nikt nie wypowiedział kolejnego słowa – wszyscy spożywaliśmy śniadanie w ciszy.
Czując się pełna, pożegnałam się i wstałam.
– Gdzie idziesz? – zapytał Lorcan.
Przez cały ten czas nikt nie wypowiedział ani słowa. Zachowywali się w stosunku do mnie jakoś inaczej.
– Na spacer – powiedziałam, wpatrując się w niego. Jego szare oczy wpatrywały się we mnie. Wiedziałam, że czuje się speszony przez tajemnicę, którą przed nim ukrywałam, ale nie zamierzałam prosić ich o przebaczenie.
– Nie – powiedział Lorcan z podbródkiem opartym na dłoniach. – Zostań w domu.
– Nie – odparłam.
– Amari! – wysyczał Lorcan. Jaki był jego problem?
– Pozwól jej – powiedział Maximus. Lorcan spojrzał na niego groźnym wzrokiem.
– Nie. Nie kiedy Daeva może grasować w pobliżu – powiedział, wstając. Jego krzesło zabrzęczało o marmurową posadzkę. – Zostaje w domu, bez dyskusji.
– Lorcan! – krzyknęłam, zaciskając dłonie w pięści. – Idę na spacer. Nic się nie stanie.
– Nigdy nie wiadomo! – odparł Lorcan. Zaśmiałam się, odwróciłam i wyszłam z pokoju. – WRACAJ TU!
Tupiąc, pobiegłam w dół korytarza. Dlaczego był taki zły? Nic by się nie stało, gdybym poszła na spacer. Daevy atakowały tylko w nocy.
– Amari, powiedziałem, żebyś się zatrzymała! – krzyknął Lorcan, szarpiąc mnie za ramię. Złapałam agresywnie jego rękę i zaczęłam ją odpychać, atakując go swoimi paznokciami.
– Puść, Lorcan! – wysyczałam.
– Zachowujesz się zbyt dziecinnie, Amari! – powiedział i chwycił moje ramię. – Przestań zachowywać się jak pieprzone dziecko! Nie widzisz, że tylko stwarzasz problemy?!
Rozszerzyłam oczy i zacisnęłam zęby. Spoliczkowałam go i zaczęłam dyszeć.
– Nazywaj mnie dziecinną, ile tylko chcesz, ale nie traktuj mnie jak dziecko! To właśnie dlatego nigdy nie chciałam powiedzieć wam o moich problemach. Widzicie we mnie tylko ciężar! – syknęłam do niego.
Lorcan stał wciąż z przechyloną na bok twarzą, trzymając się za lewy, czerwony policzek.
– Nie masz powodu, by się o mnie martwić! Po prostu zostaw mnie w spokoju!
– Dość! – powiedział gniewny głos. Obróciłam się i spojrzałam na osobę za Lorcanem. Lilith wpatrywała się we mnie ze złością. – Jedyne, co staramy się zrobić, to zapewnić ci bezpieczeństwo, Amari! Nie widzisz tego?
Dysząc ciężko, wpatrywałam się w nich.
– Nigdy nie potrzebowałam kogoś, kto by mnie chronił lub zapewniał mi bezpieczeństwo. Zawsze toczyłam swoje własne bitwy, bez nikogo u boku. A to, że zdradziłam wam mój sekret, nie oznacza, że potrzebuję jakiejkolwiek pomocy.
– Wszystko już sobie poukładałam – powiedziałam, gdy na mnie spojrzeli. Ich zimne spojrzenia sprawiały, że złościłam się jeszcze bardziej. – Po prostu mnie zostawcie.
Odwróciłam się i odeszłam.
– Poukładałaś? – wymamrotał Lorcan. Zatrzymałam się i spojrzałam przez ramię. – Czy umieranie jest twoim sposobem na porządkowanie spraw?
– Wierz lub nie, ale tak – mruknęłam. – I tak nie zrozumiesz.
– Tak, mogę nigdy nie zrozumieć, ale to nie jest sposób na rozwiązanie problemu. Czy naprawdę nie chcesz żyć? – zapytał.
Skrzywiłam się, słysząc jego pytanie. Spojrzałam za siebie i zauważyłam stojącego z boku Alastaira. Moje oczy przesunęły się i zatrzymały, gdy zobaczyłam siedzącego wciąż przy stole jadalnym Maximusa.
– Odpowiedz mi, Amari! – warknął Lorcan. Spojrzałam w bok.
– Zawsze zastanawiam się nad tym samym – wyszeptałam. – Ale nie martwcie się.
– Co? – zapytała zdezorientowana Lilith.
– Powiedziałam “nie martwcie się” – powtórzyłam.
– Dlaczego? – zapytała Lilith, tym razem się do nas zbliżając.
– Odchodzę – mruknęłam. Oczy Lorcana prawie wyskoczyły z orbit, a na jego twarzy zaczęła pokazywać się panika.
– Wyjeżdżasz? – wyszeptał. Przytaknęłam, ciągle na niego patrząc. Próbował mnie dotknąć, ale się odsunęłam.
Zagryzł wargi, patrząc w dół na podłogę. Jego włosy tworzyły zasłonę wokół jego twarzy. – Gdzie zamierzasz pójść?
– Wracam z Maximusem – powiedziałam. Przeniosłam wzrok i zobaczyłam, jak się napina.
– Co powiedziałaś? – wysyczał, a ja patrzyłam prosto na Maximusa.
– Powiedziałam, że wracam z Maximusem. Wracam z nim – powtórzyłam. Wtedy, chwytając mnie za ramiona, Lorcan zaczął mną potrząsać.
– Nie możesz! – warknął Lorcan. Jego paznokcie wbijały się w moją skórę.
– Przestań! – powiedziałam, odpychając go. – Robisz mi krzywdę, Lorcan!
– Bracie, przestań! – krzyknęła zaniepokojona Lilith i chwyciła go za ramiona. – Bracie!
Między nami stanęła jakaś postać, która złapała Lorcana za ramię i zatrzymała go.
– Lorcan! – krzyknął Maximus, sprawiając, że zaczął syczeć. Jego zęby wydłużyły się, gdy wepchnął się w Maximusa.
– Jeśli tego chcesz, to dobrze, odejdź – splunął Lorcan. – Ale potem nie wracaj do mnie z płaczem.
Spoglądając na Maximusa po raz ostatni, odwrócił się i wyszedł. Otuliłam się ramionami, które wciąż szczypały od bólu. Lilith spojrzała na mnie przepraszająco i wymówiła się, zostawiając nas samych.
– Pozwól mi to zobaczyć – poprosił Maximus, sprawdzając moje ramiona. Czerwone ślady po jego uścisku stawały się widoczne.
– Nic mi nie jest – mruknęłam. Podniósł mój podbródek, a jego czerwone oczy spojrzały w moje niebieskie. Nie powiedział ani słowa.
– Mówiłaś poważnie? – zapytał po chwili ciszy. Mogłam dostrzec w jego oczach nadzieję, gdyż cierpliwie czekał na moją odpowiedź.
To mógł być najgorszy błąd, ale czułabym się lepiej, gdybym stamtąd uciekła. I łatwiej byłoby zniknąć, gdybym już tam dotarła.
– Tak – wyszeptałam. – Chcę wrócić.

Odkryj Galateę

Bracia Vitale Tom 1: WrógNauka miłości 2: WinterPodarunek Artemisa Księga 2Cena wolności Książka 3Półkrwi Księga 5

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Magdalena

autor: Sloneczko97

liczba książek: 68

Lista 2

autor: Amela

liczba książek: 12

2 books in 1 & maybe another book

autor: Cuddlywifey

liczba książek: 4

Good book but 1/2 spicy 🌶️🌶️

autor: Chicken Momma

liczba książek: 36

Finished books Library 2

autor: Donna Cravens Cooper

liczba książek: 475

2025 Spooky, Sexy, Scary

autor: Mia Mina MacDonald

liczba książek: 6

Books read and loved 2

autor: Lau reads n reads

liczba książek: 238

Read 2025

autor: Desireeg87

liczba książek: 26

2

autor: mary

liczba książek: 5

2ce; may read again

autor: Shelaine

liczba książek: 27

2

autor: icyfrances

liczba książek: 4

So Worth a 2nd Read🤭🥰😜

autor: SuperNerd

liczba książek: 18

2LidosFavoritos❤️

autor: Carla_DragonFruit

liczba książek: 20

2024 Christmas Contest

autor: Mia Mina MacDonald

liczba książek: 65