
Uniwersum Dyskrecji: Zatrzymani
Autorzy
Lektury
45,8K
Rozdziały
4
Rozdział 1
Jedna kreska za to, że mój ojciec popełnił samobójstwo niespełna trzy miesiące temu.
Druga za to, że przez to moja matka została ukrytą alkoholiczką.
I jeszcze jedna, bo dziś musiałem wrócić do szkoły. Przez całe lato nie chciałem z nikim rozmawiać.
Frankie wpadała do mnie pięć razy, ale nigdy nie przepuścił jej portier. Byłem pewien, że musi mnie szczerze nienawidzić. Wtedy jednak miałem to totalnie gdzieś.
Mówią, że kokaina szkodzi zdrowiu. Ja jednak uważam, że popierdolona sytuacja w rodzinie niszczy o wiele bardziej.
Miałem zaledwie siedemnaście lat, a czułem się, jakbym żył w tym chorym koszmarze od zawsze.
Pogrzeb dobił mnie najbardziej. Wszędzie wokół płakali ludzie. Każdy z nich uparcie pytał, jak się czuję.
Jak jebane gówno, oczywiście! Moimi jedynymi przyjaciółmi były koks i mocne leki przeciwbólowe.
Bycie na haju i bolesne zjazdy były o niebo lepsze niż ta czarna pustka. Śmierć taty zostawiła ją w moim sercu, w głowie i w naszym domu.
Jak każdy dzieciak w moim wieku, nałogowo oglądałem seriale. W niektórych z nich rodzice obrzydliwie bogatych dzieciaków byli nieobecni, znęcali się nad nimi, a czasem wręcz okazywali się kompletnymi psychopatami!
Mój tata taki nie był. Odziedziczył cały swój majątek i tak naprawdę nigdy w życiu nie przepracował ani jednego dnia. Mimo swoich drogich hobby zawsze miał dla mnie czas.
Uważałem go za najbardziej kochającego ojca, o jakim można tylko marzyć.
Kiedy zorientowałem się, że lecę na facetów, to jemu powiedziałem jako pierwszemu. Nawet moja matka jeszcze nie wiedziała. Miała obsesję na punkcie wizerunku i dobrych manier. Byłem pewien, że uznałaby za skandal, że akurat ona ma dziecko geja. Tata nie potwierdził ani nie zaprzeczył moim obawom. Zachęcał mnie tylko, żebym jej o tym powiedział, gdy uznam, że nadszedł właściwy czas.
„Całe pieniądze tego świata nigdy nie dadzą ci szczęścia, jeśli użyjesz ich do zbudowania własnego więzienia”, powiedział kiedyś.
Od tamtej pory stawał na głowie, by mnie wspierać. Zabierał mnie na moją sekretną obsesję, czyli na balet. Sam go nienawidził. W czasie przerw pytał mnie, którzy faceci wpadli mi w oko.
Na moje urodziny zabrał mnie na lunch do Luz de la Luna. Naprawdę posłał drinka kolesiowi, którego pożerałem wzrokiem z drugiego końca sali. Kiedy ten przystojniaczek spojrzał w moją stronę, zrobiłem unik. Ściągnąłem ze stołu obrus i wszystko, co na nim stało.
Śmialiśmy się z tego przez całą drogę do domu.
„Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował prywatności, użyj tego”, powiedział, wręczając mi nowiutką kartę kredytową. „Nawet twoja matka nie wie o tym koncie. Rób z tym, co tylko zechcesz.”
Dlaczego to zrobiłeś, tato? Dlaczego?
***
„Ashton! Ty gnoju!”, krzyknęła na mnie Frankie.
„Przepraszam”, powiedziałem z szeroko otwartymi oczami. Prawie podskakiwałem w miejscu.
„Jesteś na haju w pierwszy dzień szkoły?”, zapytała z krzywym uśmieszkiem.
„Ta! Muszę jakoś radzić sobie z żałobą”, rzuciłem na usprawiedliwienie.
„Gówno prawda! Radziłeś sobie z tym gównem na długo przed tym, zanim pojawiła się jakakolwiek żałoba!”, syknęła.
„Pierdol się!”, odpowiedziałem.
„Ty też się pierdol!”, warknęła, mocno uderzając mnie w ramię. „Jak się trzymasz?”
„Jakoś daję radę”, powiedziałem, pukając się w bok nosa.
Frankie roześmiała się, gdy wchodziliśmy na pierwszą lekcję. Nie sądziłem, żebym przetrwał ten dzień bez niej.
***
Znowu te smutne miny! Wszyscy patrzyli na mnie z litością. Nikt jednak nic nie mówił ani nie robił.
Usiadłem i postawiłem kołnierzyk. Zakrywał tylko moją szyję, ale i tak czułem się bezpieczniej. Frankie ścisnęła moją dłoń. Wiedziałem, że będzie dobrze. Przynajmniej dopóki koks nie przestanie działać.
Pan Greer wszedł do klasy i kazał nam się uspokoić. To było trudne zadanie, ale był dupkiem, więc...
Ja pierdolę, kto to był?
„Panie i panowie, chciałbym wam przedstawić nowego kolegę. To Lucas Santos. Liczę na was wszystkich, że ciepło go przyjmiecie.”
Priscilla podniosła rękę. „Tutaj jest wolne miejsce, panie Greer. Z wielką chęcią pomogę Lucasowi się zaaklimatyzować”, powiedziała.
Na pewno byś to zrobiła, ty wysysająca duszę harpio! Nie bez powodu to miejsce jest puste! Sukilla próbowała mnie uwieść, a ja jej odmówiłem. Potem powiedziała wszystkim, że przespaliśmy się na imprezie u Mandeepa. Dodała, że doszedłem w sześć sekund i płakałem, dopóki nie wyszła.
Szczerze jej nienawidziłem. Jednak ta plotka na jakiś czas uciszyła gadanie o tym, że ślinię się na widok Gabriela Vegi.
A to akurat była prawda.
Gabriel zawsze przyprawiał mnie o wzwód, zwłaszcza na basenie. Nikt nie nosił obcisłych kąpielówek tak jak on. Szczerze mówiąc, pewnie nie byłem jedyny. W zeszłym roku rzucił szkołę, żeby reklamować bieliznę marki Vero.
Dość o Gabrielu! Musiałem przyjrzeć się nowemu. Hmmm, mojego wzrostu, krótkie ciemne włosy i ramiona, na których ubrania leżały idealnie. Wysportowany, ale bez przesady. I te oczy! Jak czekolada.
„Zamknij buzię, bo poślinisz sobie ławkę, zjebie!”, Frankie dźgnęła mnie mocno łokciem.
„Odpierdol się!”, syknąłem.
„Zrobiłabym to, ale lekcja się zaczęła”, powiedziała z uśmiechem.
Obserwowałem, jak Lucas niepewnie siada obok wcielonego Szatana. Czyżby wyczuwał zło?
„Zanim zaczniemy, chciałbym złożyć najszczersze kondolencje Ashtonowi”, powiedział pan Greer, wyciągając do mnie ramię. „Twój ojciec był cenionym członkiem naszej społeczności. Będzie nam go bardzo brakowało.”
I znowu te smutne miny. Wszyscy z wyjątkiem Lucasa. On patrzył na mnie w kompletnym szoku.
***
„O co chodzi z tobą i tym nowym?”, dopytywała Frankie podczas lunchu. Wbiłem widelec w sałatkę, żeby udawać, że jem.
„Nie widziałaś, jak zareagował, kiedy pan Greer wypowiedział moje imię? Wyglądał, jakby zobaczył ducha!”, odpowiedziałem. Moje rozszerzone źrenice były skupione na Lucasie, który siedział obok Sebastiána i Oliviera.
Bliźniacy byli bardzo uroczy, ale kompletnie pozbawieni mózgu. Na szczęście ich rodzice byli bogatsi niż sam Bóg. Na pewno nie przetrwaliby ani dnia poza swoją bezpieczną, bogatą bańką. Z drugiej strony, ja pewnie też nie.
„Jasne, to na pewno dlatego!”, warknęła Frankie. „To wcale nie ma nic wspólnego z tym, że rozebrałeś go wzrokiem, gdy tylko wszedł do klasy.”
Nie myliła się.
***
Wiadomość od mamy? Zazwyczaj nigdy mi nie przeszkadzała. Coś musiało się stać. Wszedłem do salonu. Słońce właśnie powoli zachodziło nad Parkiem.
Nasz dom składał się z sześciu mieszkań, w tym penthousów. Zostały one połączone w jedno. Mieliśmy więcej przestrzeni, niż potrzebowaliśmy. Odkąd tata zmarł, to miejsce wydawało się całkowicie martwe.
„Chciałabym, żebyś poznał Cynthię. To nasza nowa gosposia.”
„Miło mi”, mruknąłem. Starałem się być miły dla naszych gospodyń. One zawsze w końcu poznawały wszystkie nasze sekrety.
„Cynthia i jej syn zatrzymają się u nas. Zostaną, dopóki nie znajdą własnego miejsca.”
Co?! Gosposia będzie tu mieszkać? A kim był ten syn?
„Mamo! Widziałaś wielkość naszych sypialni!?”, znajomy głos rozległ się w korytarzu.
Lucas?
„Miło cię poznać”, powiedziałem, ściskając jego dłoń aż za mocno.
„Czy wy już nie poznaliście się w szkole?”, zapytała ze zdziwieniem moja matka.
„Lucas był dziś trochę przytłoczony”, powiedziałem, patrząc mu w oczy. To wyjaśniało, dlaczego rano gapił się na mnie w szoku.
„Będę pani dozgonnie wdzięczna, pani Brandenburg. Jestem pewna, że Lucas nie zmarnuje tej cennej szansy”, powiedziała Cynthia. Posłała synowi surowe spojrzenie.
„Oceny Lucasa znacznie przewyższyły szkolne wymagania do stypendium. Ja tylko szepnęłam dobre słowo”, powiedziała mama ze szczerym uśmiechem.
Co tu się kurwa dzieje?!
„Ashton, może oprowadzisz Lucasa? Mam kilka rzeczy do omówienia z Cynthią.”
***
„Dlaczego nic dziś nie powiedziałeś?”, zapytałem, gdy szliśmy do mojego pokoju. Lucas najwyraźniej był przytłoczony wielkością naszego domu.
„Zakładałem, że ktoś taki jak ty nie chciałby zadawać się z dzieckiem gosposi”, odpowiedział i wzruszył ramionami.
„Naprawdę taki nie jestem!”, oznajmiłem, zatrzymując się, by na niego spojrzeć.
„Pytałem o ciebie w klasie. Zwłaszcza Priscilla miała dużo do powiedzenia”, odparł z bezczelnym uśmiechem.
„Nie wierz w ani jedno słowo tej żmii!”, warknąłem.
Zaśmiał się. To było bardzo urocze.
„Ona powiedziała dokładnie to samo!”
Dopiero pierwszy dzień szkoły, a Diablica już wbiła w niego swoje pazury. Musiałem powoli odkręcić pranie mózgu Priscilli. Tylko tak ja i Lucas moglibyśmy żyć pod jednym dachem w zgodzie.
„To mój pokój. Wybacz ten bałagan.”
„Ja cię… A myślałem, że ten, w którym śpię, jest wielki. Mógłbyś tu wydać cholerny bankiet!”
„Słucham?”
„Zanim tu przyjechałem, byłem kelnerem bankietowym w ośrodku Elysium w Cancún”, wyjaśnił.
„Cóż, cały ja!”, westchnąłem. „Wielkie pokoje, niesamowite widoki, więcej kasy, niż mógłbym wydać przez kilka wcieleń, a i tak jestem kurewsko nieszczęśliwy.”
„Dlaczego?”, szepnął.
„Bo bez mojego taty to wszystko nie ma żadnego sensu.”
„Przykro mi”, powiedział. Był pierwszą osobą z setek, która brzmiała, jakby naprawdę tak myślała.
„A co z twoim tatą?”, zapytałem ostrożnie.
„Nie znam go”, odpowiedział Lucas rzeczowym tonem.
„Jak to?”, zapytałem zdezorientowany.
„Jestem wynikiem staroświeckiego seksu na jedną noc. Moja mama ‘spotkała’ mojego biologicznego ojca tylko raz”, powiedział ze szczerością, do której nie byłem przyzwyczajony.
„Nie wiem, co na to powiedzieć”, przyznałem.
„Nie ma tu dużo do gadania. Jest, jak jest.”
Czyli był uroczy i ciekawy. Musiałem uważać, żeby zbytnio się nie przywiązać.
„Mogę cię prosić o przysługę?”, zapytałem, bo musiałem zmienić temat.
„Będzie bolało?”, zapytał z uśmieszkiem.
Wow!
„Pozwól mi udowodnić, że nie jestem tym, za kogo uważa mnie Priscilla”, powiedziałem pewnie.
„W porządku. Ile koksu wciągasz?”
Kurwa!










































