
Córka Ognia Tom 1: Związani Płomieniami
Autorzy
Lektury
307K
Rozdziały
38
Prolog
„LUCIUS VOLTAIRE,
Strażniczki Przeznaczenia wzywają cię na Widzącą Górę.
Śpiesz się i nikomu nie mów o tym liście.
Zależy od tego przyszłość całej Ignolii.
Czekamy na ciebie…”
SEVERINA.
Lucius
Lucius Voltaire wiedział, że wezwanie na Widzącą Górę nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Mimo to szedł przez starożytną jaskinię. Zwykli czarodzieje nie mieli wstępu do tego prastarego miejsca. Przesuwał dłońmi w rękawiczkach po kamiennych ścianach, schodząc coraz głębiej w mrok. Oglądał węglowe rysunki, które przedstawiały historię jego świata.
Rysunki przedstawiały głównie najlepszych czarodziejów z Ignolii. Ukazywały królów i królowe, którzy walczyli z zagrożeniami, by chronić królestwo. Pokazywały też wielkie czyny czarodziejów na przestrzeni wieków. Lucius rozpoznał jeden z obrazków. Była to czarna postać walcząca z czerwonym smokiem. Prawie się roześmiał. Wyciągnął piersiówkę i pociągnął duży łyk. Minęło wiele lat, odkąd Lucius był takim czarodziejem.
Znalazł się tu tylko dlatego, że Strażniczki Przeznaczenia tego zażądały. Przestał zwracać uwagę na rysunki i ruszył dalej po luźnym żwirze. Powietrze stawało się coraz cieplejsze dzięki nielicznym świecom, które widział tu i ówdzie. Na samą myśl o spotkaniu z legendarnymi siostrami czuł ścisk w żołądku. Z trzema potężnymi czarownicami nie było żartów.
Bogowie obdarzyli je darem widzenia przyszłości. Jednak dzieliły się swoimi wizjami tylko z nielicznymi. To bardzo dziwiło Luciusa. Od kilkudziesięciu lat nie zajmował się już magią. Nadal miał w sobie wielką moc, ale pozostawała ona uśpiona. Od pewnego pamiętnego dnia odmawiał rzucenia choćby najmniejszego zaklęcia.
Ciemna ścieżka wiła się, aż w końcu Lucius dostrzegł wyjście. Prowadziło do wielkiej jaskini, oświetlonej przez dziwne, świecące skały na suficie. Wykuta w kamieniu komnata przypominała okrągłą salę tronową. Na szczycie kamiennych schodów stały obok siebie trzy wapienne trony. Na środku znajdował się kwadratowy ołtarz. Na jego bokach wyryto twarze z zamkniętymi oczami.
Na tronach zasiadały święte siostry. Trzy niemal identyczne twarze patrzyły z góry na Luciusa. Były oszałamiająco piękne i zwiewne. Lucius poczuł ucisk w żołądku na widok ich nieziemskiej urody. „Witaj, Luciusie…” Ta w środku powoli wstała. Domyślał się, że to Severina. Miała jedwabiste, białe włosy, które sięgały jej aż do kolan. Jej skóra miała kolor ciemnego miodu, a usta były jeszcze ciemniejsze. Srebrne szaty przylegały do jej smukłej, nieziemskiej sylwetki.
Choć rysy twarzy miała takie same jak jej siostry, w jej głosie brzmiała władza. Lucius od razu zrozumiał, że to ona tu dowodzi. „Dawno cię nie widziałyśmy”, powiedziała. Przechyliła głowę, badawczo mu się przyglądając. Oczywiście nigdy wcześniej się nie spotkali. Ale Strażniczki Przeznaczenia mogły zobaczyć każdego, w każdym miejscu królestwa. W teraźniejszości, przeszłości lub przyszłości.
Przez zwykłe poczucie grzeczności Lucius zdjął swój czarny, spiczasty kapelusz i przycisnął go do piersi. Uśmiechnął się lekko. „Cóż, byłem zajęty”. Rozejrzał się po sali. Zauważył wysoki, marmurowy postument obok czarownicy po prawej stronie. Na jego szczycie wirowała jasna, biała kula pełna świetlistej energii. Było to jedyne źródło światła w jaskini. Kula była jednocześnie wspaniała i przerażająca. Wyglądała tak, jakby najmniejszy ruch mógł sprawić, że wybuchnie.
Severina mówiła dalej: „Moje siostry i ja musimy ci przekazać coś bardzo ważnego”. „Jeśli to jakaś misja”, powiedział Lucius, kręcąc głową, „wiecie przecież, że są inni, młodsi czarodzieje, którzy nadają się do tego znacznie lepiej…”.
„Ten rozkaz nie pochodzi od nas, Luciusie”, przerwała mu czarownica po lewej. Uznał, że to musiała być Liegia. „Pochodzi od bogów…”. Słysząc to, Lucius zamilkł jak zaklęty. To wcale nie wróżyło niczego dobrego. Ostatnim razem, gdy bogowie wtrącili się w sprawy czarodziejów, wybuchła dziesięcioletnia wojna. Wojna, w której Lucius stracił zbyt wiele. A jednak woli bogów nigdy nie wolno było kwestionować.
„Czego bogowie mogą ode mnie chcieć?” zapytał. Severina spojrzała na siostrę po lewej, Varinię, i skinęła głową. Wszystkie czarownice nagle zamknęły oczy i zaczęły razem nucić. Kula na postumencie uniosła się w powietrze…
W powietrzu czuć było magię. Jej siła była tak wielka, że włosy na rękach Luciusa stanęły dęba. Kula zaczęła mocno drżeć. Stawała się coraz jaśniejsza, jakby miała zaraz wybuchnąć. Lucius zasłonił oczy dłonią. W końcu rozedrgana kula się uspokoiła. Powoli opadła na kamienny ołtarz. Z ogłuszającym trzaskiem pękła, zostawiając po sobie jedynie białą, topniejącą maź.
„Spójrz, Luciusie”, ogłosiła Severina. „Oto twoja misja”. Na twardej powierzchni leżało niemowlę. Miało zaledwie dzień lub dwa. Było owinięte w koce. Jego płacz i piski odbijały się echem od ścian jaskini. Jednak nie były one tak głośne, jak łomot serca Luciusa.
Nie pamiętał, kiedy po raz ostatni słyszał płacz dziecka. Rzadko bywał w mieście. Chodził tam tylko po to, by kupić alkohol w miejscowej karczmie. Szczerze wątpił, by kręciły się tam jakieś niemowlęta. Czuł jednak głęboki niepokój w żołądku. To złe przeczucie tylko się nasiliło, gdy Severina zeszła po schodach, by wziąć dziecko na ręce.
Widok kobiety kołyszącej noworodka przywołał u Luciusa bolesne wspomnienia. Spróbował więc odwrócić wzrok. „Luciusie, moje siostry i ja otrzymałyśmy od bogów wspaniały dar”, oznajmiła Severina głośniejszym tonem. „Slifera!”.
To było ostatnie słowo, jakiego Lucius się tu spodziewał. Slifer?! Przecież to tylko mity, pomyślał. Czarodzieje, którzy potrafili kontrolować jeden z czterech żywiołów natury. Taka moc nad żywiołami była czymś, co potrafili tylko bogowie…
Słyszał opowieści o kilku takich osobach, które żyły setki lat temu. Była też słynna legenda o Sliferze Ziemi. Ten Slifer pomógł królowi Jamesowi z Imarnii w poprzedniej wojnie. „Co mam z tym zrobić?” zapytał, a jego głos lekko drżał.
Severina zmarszczyła brwi, podeszła bliżej i podała mu dziecko. „Trzymaj ją”, zażądała. Początkowo się wahał. Część jego duszy nie mogła znieść myśli o trzymaniu kolejnego dziecka. Przez jedną szaloną chwilę rozważał nawet odmowę. Ale Severina nie prosiła, a on wiedział, że nie warto sprzeciwiać się takim istotom jak ona.
Lucius wziął dziewczynkę na ręce i spojrzał na nią. Żył na tym świecie od dziewięciuset lat, ale nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego. Opowieści o Sliferach głosiły, że różnią się oni wyglądem od czarodziejów. Lucius nigdy jednak nie potrafił sobie tego wyobrazić. Teraz już wiedział to na pewno.
Dziewczynka miała jasne, błyszczące oczy w kolorze płomieni. Była to mieszanka złota, czerwieni i pomarańczu w oprawie ciemnych rzęs. Jej skóra była jasnobrązowa. Choć nie miała zbyt wielu włosów, u nasady były one kruczoczarne, a na końcach przechodziły w ognisty odcień. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że trzyma w ramionach Ognistego Slifera. Trudno było sobie wyobrazić, co to maleństwo będzie potrafiło zrobić w przyszłości. Sliferzy nie tylko kontrolowali swoje żywioły. Oni byli swoimi żywiołami.
„Twoim zadaniem będzie jej wychowanie. Masz o nią dbać. Chronić ją przed wszelkim złem. Będziesz to robił aż do dnia jej dwudziestych urodzin”, zarządziła Severina. „Co?!” wykrztusił Lucius, otwierając szeroko usta.
„Wiem, że to musi być dla ciebie trudne”, powiedziała Severina ze zrozumieniem. „Ale musisz to zrobić, Luciusie. Dla Ignolii. Dla swoich ludzi. To dziecko jest bardzo ważne. Ma zostać strażniczką, obrończynią”. „Kogo?” „Jego Królewskiej Wysokości, króla Gabriela z Imarnii”.
Lucius zamrugał, by otrząsnąć się z szoku. Nie rozmawiał z Gabrielem od wielu lat. Nie widzieli się od dnia, gdy Lucius przeprowadził się do Very i zostawił za sobą życie w Imarnii. Do tamtego królestwa wrócił tylko raz. Było to na pogrzebie zmarłego króla Jamesa, a to wydarzyło się prawie czterdzieści lat temu. „Co on ma z tym wszystkim wspólnego?” zapytał Lucius.
Severina wymieniła spojrzenia z siostrami, po czym odpowiedziała: „Slifer nie osiągnie pełni swoich mocy, dopóki się z nim nie połączy. Będzie potrzebowała potężnego źródła magii, by wzmocnić własną. W końcu jej przeznaczeniem jest być jego mieczem i tarczą”. „A przez połączenie z nim masz na myśli…?” dopytywał Lucius. Ciemne usta czarownicy drgnęły w uśmiechu. „Fizyczne zbliżenie. Dlatego musi pozostać nietknięta, dopóki nie dorośnie i nie trafi w ręce króla. Wierzymy, że do tego czasu zapewnisz jej bezpieczeństwo”.
W głowie Luciusa kłębiło się mnóstwo myśli, ale wciąż miał odwagę zapytać: „A co, jeśli odmówię?”.
„Nie możesz. Bogowie zdecydowali, że będziesz jej opiekunem”. W głosie Severiny brzmiała stanowczość, która dała mu jasno do zrozumienia, że z tego zadania się nie wywinie.
„Spokojnie, Luciusie”, odezwała się Liegia, okręcając na palcu kosmyk srebrzystych włosów. „Nie jesteś jedynym, który otrzymał takie zadanie. Przekazałyśmy już trzech innych Sliferów ich obiecanym opiekunom”.
Lucius był tym bardzo zaskoczony. Jeszcze trójka?! Co ci bogowie, do cholery, kombinują?
Mimo zdecydowania sióstr, zapytał wprost: „Dlaczego ja?”.
Kiedyś był wspaniałym czarodziejem. Teraz jednak spędzał dni, upijając się w rozpaczy. Siostry na pewno o tym wiedziały. Był pewien, że każdy inny czarodziej uznałby wychowanie Slifera za wielki zaszczyt.
A on? On uważał to za kolejny ciężar, który musi dźwigać.
„Bo jesteś wystarczająco silny, by ją chronić”, odpowiedziała Severina.
„Ale nie ja jedyny…”
„To prawda”, uśmiechnęła się. „Ale tylko ty tego potrzebujesz”.
Lucius spojrzał raz jeszcze na dziecko. Obiecał sobie w tamtej chwili, że spełni wolę bogów. Postanowił jednak, że nie przywiąże się do dziewczynki. Zapewni jej wszystko, czego będzie potrzebowała do życia, a gdy nadejdzie czas, odda ją królowi.
Miała być tylko jego uczennicą. Nikim więcej.
Zaczął zastanawiać się nad imieniem dla niej. Jedno z nich aż krzyczało w jego myślach. Domagało się, by je wybrać. Lucius zaczął się zastanawiać, czy to jakiś chory żart ze strony bogów. Musiał jednak przyznać, że to imię do niej pasowało.
Lydia.
^***^
Tak mijały lata, a Lucius opiekował się dziewczynką. Zgodnie z własną obietnicą, trzymał ją na dystans. Ukrył swoje serce w ciemnym, zakurzonym kącie, gdzie nie mogła go dosięgnąć.
Pewnego dnia opowiedział jej o przeznaczeniu, które łączyło ją z królem. Zgodnie z przewidywaniami, dziewczyna wpadła w złość. Zasypała go mnóstwem pytań, na które nie znał odpowiedzi.
Zataił przed nią tylko jedną prawdę.
Nie powiedział jej, że potrzebuje magii króla, by w pełni obudzić swoją własną. Sam Lucius nie wiedział, dlaczego po prostu nie wyznał jej tej prawdy.
```










































