
Seria Alfa
Autorzy
C. Qualls
Lektury
2,6M
Rozdziały
28
Rozdział 1
Księga 1: Odrzucony Alfa
KYA
Powiedzieć, że to kobieciarz, to mało.
Alfa Declan Redd jest znany ze swoich licznych romansów. Wilczyce z radością sypiają z tym potężnym podrywaczem.
Nigdy nie rozumiałam tych zdzir. Czy one w ogóle nie mają szacunku do samych siebie? Ja na pewno go mam.
„Sarah chwaliła się ich nocą podczas śniadania. Myślałam, że zwymiotuję”. Kręcę głową, kiedy moja najlepsza przyjaciółka Alana opowiada mi o przygodzie swojej siostry z Alfą Reddem.
Alana myśli to samo o Alfie Reddzie. Uważa go za wstrętnego podrywacza. Ona nigdy nie zachowywałaby się tak jak jej siostra. On ma dwadzieścia cztery lata, a wciąż nie znalazł swojej przeznaczonej. Biedna kobieta. Współczuję tej, która z nim utknie.
Wyciągam książki z szafki, aby włożyć je do plecaka. Nasza szkoła jest przeznaczona tylko dla wilkołaków. Sześć różnych watah wysyła tutaj swoich uczniów.
Jestem Kya. Alana i ja jesteśmy jedynymi uczennicami ostatniej klasy z naszej watahy. Miło jest poznawać inne wilki. Jednak watahy zazwyczaj trzymają się we własnym gronie.
Uczy się tu czterech przyszłych alfów. Jeden jest w ostatniej klasie. Dwóch w niższych klasach, a jeden w podstawówce. Wyciągam zadanie domowe i wracam do rozmowy.
„Czy ona w ogóle nie przejmuje się swoim przeznaczonym?” – pytam, mając na myśli Sarah.
Alana opiera się o szafkę obok mojej. „Wyraźnie nie. On nie jest jej pierwszą zdobyczą. Po prostu ma najwyższą pozycję”.
Zarzucam plecak na ramię i zatrzaskuję metalowe drzwiczki. Bez pośpiechu idziemy na lekcję anatomii. Obie chcemy zostać uzdrowicielkami. Ja mam naturalny dar. Alana ma z tym trochę problemów.
Lekarzem watahy jest mój ojciec. Odziedziczyłam jego naturalne zdolności i planuję pójść w jego ślady. Moja matka jest bardzo współczująca. Ma świetne podejście do pacjentów, co również po niej odziedziczyłam.
Alana wyciąga telefon. „Spójrz na tę”. Na ekranie widać modelkę w niebieskiej, cekinowej sukience.
„Ooh, podoba mi się. Wyglądałabyś w niej świetnie”.
Chowa telefon, gdy wchodzimy do klasy. „Pójdę ją przymierzyć po lekcjach. Chcesz iść ze mną?”
Kiwam głową, zajmując swoje stałe miejsce. „Tak. Ja też muszę jeszcze kupić swoją”.
Bal przeznaczonych odbywa się jutro wieczorem. W samą porę. Wypada dokładnie w dniu moich urodzin. Bal jest dla samotnych wilków od osiemnastego roku życia.
Budzimy nasze wilki w okresie dojrzewania. Jednak łączenie się w pary następuje dopiero w wieku dorosłym. To rzadkość, by ktoś młodszy niż osiemnaście lat znalazł swojego przeznaczonego. Czasami jednak to się zdarza.
Poza tym będzie pełnia księżyca. Nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się, kto będzie moim przeznaczonym. Oczywiście, jeśli w ogóle tam będzie.
Mówią, że jeśli spotkasz swojego przeznaczonego w pełnię, wasza więź będzie jeszcze silniejsza. Przeznaczeni są dobierani przez Boginię Księżyca. Nasz partner to nasza idealna druga połówka... w większości przypadków.
W historii zdarzały się odrzucenia. Oczywiście mówię to z sarkazmem. Odrzucenie się zdarza, ale zazwyczaj tylko dlatego, że facet ma wieloletnią dziewczynę, w której jest szaleńco zakochany. To dla mnie bez sensu.
Twój przeznaczony jest ważniejszy. Powinien przyciągać cię z większą siłą. Nigdy nie mogłabym wyobrazić sobie odrzucenia przeznaczonego. Musiałoby dojść do tego tylko w tragicznych okolicznościach.
Alfowie szczególnie potrzebują swojej partnerki. Ich więź czyni z nich silniejszych, lepszych przywódców. Luna to matka watahy. Mówi się, że więź alfy i luny jest silniejsza niż jakakolwiek inna.
Ale co ja tam wiem? Nigdy nie czułam przyciągania ani nie miałam żadnych wyraźnych znaków.
Twoje serce powinno bić szybciej, a oddech stawać się cięższy. Kiedy czujesz najsłodszy zapach, szukasz jego źródła, aż wasze spojrzenia się spotkają. Po dotyku przepływa przez was prąd.
Odrzucam te myśli i znów skupiam się na lekcji. Pan Knox właśnie zaczyna mówić o układzie krążenia.
Sklep z sukienkami znajduje się poza terytorium watahy, na ziemi niczyjej. W zasadzie jest to ludzkie miasteczko, którego nie przejęła żadna wataha.
Alana prowadzi vana swojej rodziny. Ja ustawiam radio na naszą ulubioną stację. Słuchamy muzyki country. Nikt z naszej watahy tego nie rozumie.
„Możemy wpaść na Sarah. Poszła z kilkoma przyjaciółkami po sukienki” – mówi Alana.
Przewracam oczami. „Świetnie. Będzie dobrze, o ile nie kupimy takich samych sukienek”.
Alana kiwa głową i zjeżdża z głównej drogi. Nie mam nic do Sarah. Ona po prostu z jakiegoś powodu mnie nie lubi. Irytuje się, kiedy spędzam czas z Alaną.
Alana i ja przyjaźnimy się od przedszkola. Sarah jest od nas o dwa lata starsza. Kiedyś była miła, ale gdy poszła do szkoły średniej, wszystko się zmieniło. Oszalała na punkcie chłopaków. Alana i ja nadal skupiałyśmy się na nauce.
Słyszymy chichot, gdy tylko wchodzimy do sklepu. Dwie inne grupy dziewczyn rozmawiają i szukają idealnej sukienki. Sarah od razu nas zauważa. Przez ramię ma przewieszoną niebieską, cekinową sukienkę.
Alana jęczy, a potem szepcze do mnie. „Rano pokazałam jej swoją sukienkę. Szlag by to”.
Sarah unosi sukienkę. „Lani. Szukałam, ale nie mieli żadnej w twoim rozmiarze. To taka idealna sukienka, że trzeba się w niej pokazać, prawda?”
Alana ma kobiece kształty i pełną figurę. Ma świetne ciało. Faceci ciągle do niej zarywają. Sarah jest o wiele bardziej smukła i drobna. Mają te same ciemne oczy i włosy, ale poza tym są zupełnie różne.
„Wiesz, teraz jak widzę ją na żywo, to bardziej twój styl, Sarah” – mówię złośliwie. Sarah prycha i wraca do swojej grupy.
Alana patrzy na mnie ze zmarszczonymi brwiami. „Dlaczego tak powiedziałaś?”
Wskazuję głową na Sarah. Właśnie wychodzi z przymierzalni i prezentuje sukienkę przyjaciółkom. „Wygląda w niej jak zdzira”.
Alana wybucha śmiechem. Łapie mnie za rękę i prowadzi do wieszaka, na którym wiszą jej rozmiary.
Alana znajduje uroczą, srebrną sukienkę. Wygląda w niej niesamowicie. Potem zaczynamy szukać czegoś dla mnie. Mam sportową budowę ciała, więc mam trochę większy wybór. Znajdujemy czerwoną sukienkę, która eksponuje moje nogi dzięki rozcięciu na boku.
Kończymy zakupy i idziemy coś zjeść. Potem wracamy do mnie do domu, żeby odrobić lekcje.
„Mamo, Alana i ja już zjadłyśmy. Niedługo będziemy w domu” – łączę się w myślach z mamą. Chcę, żeby nie robiła za dużo jedzenia na obiad, co i tak pewnie zrobi.
Nie jest przyzwyczajona do gotowania tylko dla nas trzech. Mój brat, Chase, został betą sześć miesięcy temu. Alfa Redd przejął wtedy władzę po swoim ojcu.
Ma teraz własne mieszkanie. Rzadko się z nim widujemy, ale będzie obecny na balu. Nie mogę się doczekać, żeby go zobaczyć. Odkąd został betą, był zbyt zajęty, żeby po prostu wpaść. To wspaniały brat, nawet Alana świetnie się z nim dogaduje.
Ponieważ mój brat jest betą, dorastałam obok Alfy Redda... albo raczej Deca. Nazywam go Decem, kiedy jest tylko zwykłym facetem z czasów dzieciństwa. Nazywam go Alfą Reddem, kiedy puszcza się na prawo i lewo.
Chase i Dec przyjaźnią się przez całe życie. Dec to dobry facet. Jest silny i opiekuńczy dla watahy. Osobiście nic do niego nie miałam, przynajmniej do niedawna.
Kiedy został alfą, zmęczył się czekaniem na swoją lunę i zamienił się w dupka. Straciłam rachubę, z iloma dziewczynami już spał. Nie żebym liczyła. To po prostu smutne.
Alana warczy z frustracji. „Nigdy nie potrafię wypowiedzieć tych głupich słów. Kto wymyślił Trabeculae Carneae?”
Chichoczę, gdy kończę kolorować pień płucny. „To po prostu łacińskie słowa. Oznaczają w zasadzie mięsiste prążki”.
Mój telefon wibruje na łóżku. Na ekranie pojawia się napis Głupi Dupek. Odbieram połączenie. „Hej, pamiętasz jeszcze o zwykłych ludziach, co?”
Chase śmieje się po drugiej stronie słuchawki. „Zastanawiałem się, czy chciałabyś, abym odprowadził cię na bal, milady”.
Chichoczę. „Tak, jasne. Nie będziesz się jednak dzisiaj kręcił blisko Deca?”.
Chase chrząka. „Miejmy nadzieję, że nie. Będzie tam otoczony przez wszystkie te zdesperowane wilczyce. Wiesz, że nienawidzę tego gówna”.
Uśmiecham się. Cieszę się, że Alfa Redd jeszcze nie zepsuł mojego brata. „Dobra. Będę na ciebie czekać. Alana też będzie potrzebować podwózki”.
Alana unosi pytająco jedną brew. Wzruszam ramionami, jakbym chciała powiedzieć dlaczego nie.
„Jasne, oczywiście. Będę przed siódmą. Bądźcie gotowe”.
„Czy to był Chase?” – pyta Alana.
„Oczywiście. Będzie naszym towarzyszem na balu. Właśnie kupił świetnego pickupa, więc przyjedziemy w wielkim stylu”. Alana wzrusza ramionami i znów wracamy do nauki.
***
Budzę się podekscytowana nie tylko balem, ale też swoimi urodzinami. Kończę dziś osiemnaście lat.
Mama wchodzi do mojego pokoju, śpiewając urodzinową piosenkę i trzymając cytrynową babeczkę z czekoladowym lukrem. Robi to co roku o 6:47 rano. O tej godzinie przyszłam na świat.
Siadam na łóżku i uśmiecham się. Wypowiadam w myślach życzenie. Bogini Księżyca, proszę, pozwól mi dzisiaj znaleźć mojego przeznaczonego. Zdmuchuję świeczkę i przytulam mamę. „Dzięki, mamo”. Odkładam babeczkę na szafkę nocną.
„Nie kupiłam ci w tym roku żadnych prezentów. Zamiast tego zorganizowałam wam wyjazd do spa”. Wręcza mi kartkę ze wszystkimi szczegółami.
„O moja Bogini, mamo, to jest idealne. Bardzo ci dziękuję”.
Uśmiecha się do mnie. „Tatuś i ja pracujemy dzisiaj. Będę jednak przy tym, jak będziecie wychodzić. Alana wie już o waszym prezencie. Możesz dzisiaj wziąć moje auto”.
Kiwam głową. „Okej”.
Zjadam urodzinowe śniadanie. To belgijskie gofry z truskawkami i bitą śmietaną. Potem odbieram Alanę i jedziemy razem do szkoły.
Po lekcjach ruszamy prosto na nasz dzień w spa. Cieszymy się z masaży i zabiegów na twarz.
„Myślę, że obie znajdziemy dzisiaj naszych przeznaczonych” – mówię Alanie. Nasze twarze są dociśnięte do poduszek na stołach do masażu.
„Dlaczego tak myślisz? Ja mam osiemnaście lat już od dwóch miesięcy”.
Wzruszam ramieniem. „Nie wiem. To po prostu wydaje się wyjątkowy dzień. Wiesz, jakby Bogini Księżyca uśmiechała się teraz do nas z góry”.
Obie chichoczemy. Pozwalamy naszym masażystkom pracować w spokoju. Po masażach robimy sobie manicure. Żadnych sztucznych paznokci. Tylko uroczo pomalowane wzory. Sztuczne paznokcie i tak nie mają sensu, gdy jest się wilkiem.
Po naszych relaksujących zabiegach odwożę Alanę do domu i wracam, żeby się naszykować. Muszę wziąć prysznic, aby zmyć cały tłusty olejek z mojej skóry.
Kończymy nakładać eyeliner. Wpinam kilka dodatkowych wsuwek we włosy, gdy Chase krzyczy do mnie z dołu.
„Pospiesz się, księżniczko. Twój rydwan już czeka”.
Zakładam wysokie szpilki i schodzę po schodach. Chase gwiżdże na mój widok. Wygląda niesamowicie w swoim smokingu. Wręcza mi dwie ładnie zapakowane paczki. „Wszystkiego najlepszego”.
Otwieram pierwszą z nich. To porządny zestaw z latarką medyczną i nożyczkami ratowniczymi. „Dzięki, Chase”.
Uśmiecha się. „Nie ma za co. Ten drugi prezent jest od Deca”.
Marszczę brwi. „Dec mi coś kupił?”
Wzrusza ramionami. „Tak. Cały czas pytałem go o radę, co mogłoby ci się spodobać. Zdecydował więc, że on też coś dla ciebie weźmie”.
Uśmiecham się i tylko kręcę głową. Otwieram małe pudełeczko. Wzdycham na widok misternie wykonanej, złotej bransoletki. Na jej środku znajduje się zawieszka w kształcie małego wilka.
„Łał. Pomożesz mi ją założyć?” Chase zapina ją na moim nadgarstku. „Jak wygląda?”
Mierzy mnie uważnie wzrokiem. „Wyglądasz przepięknie. Będę musiał odganiać kijem każdego, kto tylko się do ciebie zbliży”.
Śmieję się. „Dec. Dziękuję ci za prezent. Jest naprawdę piękny”. Alfowie mają połączenie z całą watahą. Każdy członek stada może się z nim skontaktować.
„Nie ma sprawy. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Powodzenia na balu”.
Uśmiecham się. Mam ogromną nadzieję, że dzisiejszy wieczór będzie udany. „Tobie również powodzenia. Mam nadzieję, że odnajdziesz swoją lunę”.
Odpowiada cicho. W jego głosie słychać ogromną rezygnację. „Jasne”.
Nasza mama podchodzi z telefonem. Przygotowała go, by zrobić nam zdjęcie. „Uśmiech!” Razem z Chasem przybieramy naszą ulubioną pozę. Moje dłonie lądują na jego gardle. On z kolei wywala język i robi zabawną minę, jakby cierpiał.
„Bardzo śmieszne. Uśmiechnijcie się normalnie, chociaż ten jeden raz”. Chase obejmuje mnie swoim silnym ramieniem. Opieram się wygodnie o jego klatkę piersiową. Tak, on naprawdę jest aż tak wysoki. Błysk aparatu oślepia nas na ułamek sekundy. Dajemy mamie po buziaku i wychodzimy z domu.
Wysyłam Alanie wiadomość, że właśnie podjeżdżamy pod jej dom.
Czeka na nas na swojej werandzie. Jej suknia w niezwykle elegancki sposób podkreśla jej idealne krągłości. Ułożyła długie włosy tak, by swobodnie opadały jak wodospad na jedno ramię.
Chase wysiada z auta, aby pomóc jej zająć miejsce. Zawsze był niezwykłym dżentelmenem. Nagle zatrzymuje się w pół kroku przed schodami. „O kurwa, nie wierzę!”
Alana przełyka nerwowo ślinę, patrząc prosto w oczy Chase'a. On delikatnie wyciąga w jej stronę swoją dłoń. Alana nieśmiało stawia krok do przodu.
Unosi dłoń na spotkanie jego rąk. Chichocze radośnie. Posyła mu największy uśmiech, jaki u niej kiedykolwiek widziałam.
„To ty”. Chase gwałtownie przyciąga ją do swojej piersi. Przesuwa powoli nosem wzdłuż jej szyi. Zanurza dłoń w jej jedwabistych włosach.
Oglądam to przedstawienie, całkowicie wciśnięta w fotel z wrażenia. Tak bardzo się cieszę ich nowym szczęściem. Najlepsi ludzie pod słońcem w końcu znaleźli swoich przeznaczonych. „Mamo, tato. Zgadnijcie co... Chase i Alana są sobie przeznaczeni!”
Gwiżdżę głośno, żeby szybko zwrócić ich uwagę. „Jedziemy w ogóle jeszcze na ten bal?”
Chase odwraca się w moją stronę. „O, tak. Zamierzam pochwalić się wszystkim moją piękną przeznaczoną”. Obejmuje Alanę pewnie swoim ramieniem.
Wysiadam z pickupa. Ustępuję jej miejsca na przednim siedzeniu. Chase pomaga jej spokojnie wsiąść, a potem zamyka za nią drzwi. Podczas całej jazdy do hotelu trzyma jej dłoń.
Bal odbywa się na ziemi niczyjej. Ma to zapobiegać wszelkim konfliktom pomiędzy watahami. Sala jest naprawdę wielka. Kiedy docieramy na miejsce, jest już cała pełna ludzi.
Widzę kątem oka, jak Sarah podrywa jakiegoś obcego faceta. Odwraca wzrok w naszą stronę, gdy wchodzimy. Od razu podbiega do Alany, żeby ją przytulić. „Moje gratulacje”.
Zwraca się w stronę Chase'a. „Witamy serdecznie w naszej rodzinie”.
Kiwa delikatnie głową. „Dzięki. Czy widziałaś gdzieś Deca?”.
Sarah kręci przecząco głową. „Gadał z jakąś wymalowaną lalą z watahy w Rhode Island. Nie wierzę, że komukolwiek chce się tu jechać z tak daleka”.
Alana i ja jednocześnie przewracamy oczami na to określenie. Sarah odwraca się na pięcie i wraca do faceta, którego bajerowała.
„Czy mogę przynieść paniom coś do picia?” – proponuje grzecznie Chase.
Alana z uśmiechem kiwa głową. „Dziękuję... mój przeznaczony”. Chase całuje czule Alanę w czoło. Zostawia nas na chwilę same, żebyśmy mogły pogadać.
Przytulam Alanę najmocniej jak potrafię. „Tak się cieszę, że padło na ciebie. Oboje zasługujecie na to, co najlepsze w życiu”.
Jej policzki natychmiast stają się różowe. „O, moja Bogini. Teraz już naprawdę jesteśmy siostrami”.
Chase wraca w mgnieniu oka. Wręcza nam po kieliszku szampana. „Tylko nie mów mamie, Ky”.
Biorę mały łyk. „Oczywiście, że nie powiem”.
Chase prowadzi nas w głąb sali balowej. Wszędzie wokół dosłownie lecą iskry. Połączyło się już ze sobą co najmniej dziesięć nowych par. Bardzo łatwo można to rozpoznać. Mają rozmarzony wyraz w oczach, kiedy pożerają się wzrokiem i wdychają nawzajem swój zapach.
Chase wciąga rozbawioną Alanę na parkiet. Zostaję zupełnie sama i powoli sączę swojego szampana. Spaceruję bez celu po wielkiej sali. Liczę tylko na to, że Bogini Księżyca stanęła dziś po mojej stronie.
Alkohol powoli zaczyna przyjemnie grzać mnie od środka. Robi się też naprawdę gorąco od pięciuset osób stłoczonych w jednej sali. Pilnie potrzebuję świeżego powietrza.
Pierwszy duży balkon jest już całkowicie zajęty. Idę więc spróbować na kolejnym. Drzwi są niestety zamknięte. Rozpaczliwie potrzebuję jednak zaczerpnąć tchu.
Naciskam klamkę i nagle czuję najbardziej egzotyczny zapach. Natychmiast otula mnie zewsząd. Działa zupełnie jak ciepły, słoneczny koc.
Zamykam oczy z przyjemnością. Robię krok w snop jasnego światła księżyca. Wdycham świeży zapach lasu. Robię to głęboko, jakby to miał być mój ostatni oddech przed śmiercią. Uśmiecham się do samej siebie. Doskonale wiem, że on jest bardzo blisko.
Otwieram szeroko oczy. Zaczynam gorączkowo szukać źródła tego wspaniałego zapachu. Nagle staję w miejscu jak wryta. Zza rogu dochodzi odgłos zderzających się, nagich ciał. Zaraz po nim rozlega się głośne jęczenie. Nie jestem może bardzo doświadczona. Mimo to doskonale zdaję sobie sprawę, co dokładnie oznaczają te dźwięki.
W ogóle nie chcę się znaleźć w samym środku tego bałaganu. Odwracam się na pięcie, chcąc szybko wrócić na salę. Nagle jednak moje spojrzenie krzyżuje się z parą znajomych, srebrnych oczu.
Oczy Alfy Redda otwierają się bardzo szeroko na krótką chwilę. Potem chłopak tylko złośliwie się uśmiecha. „Może masz ochotę do nas dołączyć?”
Ledwo jestem w stanie nabrać powietrza do płuc. Czuję się tak, jakby moje serce nagle z wielkim bólem po prostu przestało bić. Szok bierze w końcu we mnie górę nad rozumem. Ruszam do przodu. Całkowicie ignoruję nagą kobietę, która właśnie pieprzy się z moim jedynym przeznaczonym. Biorę duży zamach i uderzam go z całej siły w jego obrzydliwą twarz.
Wycofuję się potykając o własne nogi. Wracam na bezpieczną salę balową. Oplatam ramionami własną klatkę piersiową w obronnym geście.
Alfa Declan Redd. O czym do diabła myślała w ogóle Bogini Księżyca? Ciepłe łzy płyną cichym strumieniem po moich policzkach. Moje serce zostało właśnie brutalnie zdruzgotane w ułamek sekundy. Świat bardzo mocno wiruje mi przed oczami.
Bogini Księżyca, co mam teraz począć?
Zostaję nagle bardzo brutalnie szarpnięta przez niesamowicie potężną dłoń. To on. Natychmiast reaguję. Uderzam go otwartą dłonią ponownie w policzek. On zaczyna warczeć bardzo głęboko i niezwykle groźnie. „Za kogo ty się u diabła w ogóle uważasz?”
Reszta sali zauważa, że zaraz rozegra się tutaj spory dramat. Ludzie momentalnie gromadzą się dookoła nas. Staję prosto z dumnie uniesioną głową. Moje ciało wciąż zauważalnie drży po jego całkowitej, okrutnej zdradzie. „Dla ciebie absolutnie nikim. Ja, Kya Samantha Mason, odrzucam cię, Alfo Declanie Thomasie Reddzie”.
Tłum dookoła zebranych nagle wstrzymuje oddech. Nikt nigdy w całej historii nie odważył się odrzucić alfy.
Dec gwałtownie łapie się za własną pierś. Prawie upada do tyłu. Łamie się psychicznie i fizycznie przez nasze rozerwane połączenie. Moje serce wręcz wyrywa się z piersi. Ja też ledwo mogę w ogóle ustać na własnych nogach. Nie zamierzam jednak w tym momencie pokazać swojej ogromnej słabości. Rozpinam pospiesznie złotą bransoletkę i rzucam ją w złości tuż pod jego nogi.
Chase dopada do mnie i przytula. „Ky...”.
Kręcę tylko przecząco głową. „Zostaw, Chase. Muszę się po prostu w tej chwili stąd ulotnić”.
Alfa Redd rzuca bardzo mroczne spojrzenie na swojego betę. Prawie że grozi mu swoim wzrokiem, jeśli tylko odejdzie. Moja cała życiowa determinacja sypie się na kawałki. Moje kolana zwyczajnie miękną. Chase bierze mnie z troską na ręce i powoli wynosi mnie stamtąd. Alana idzie tuż obok w ciszy.
Z trudem docieramy wreszcie do auta. Zupełnie puszczają mi nerwy i wodospad moich łez rozlewa się bez końca. Alana trzyma mnie mocno w ramionach. Ja głośno płaczę i bezwiednie brudzę łzami materiał jej cudownej sukni.
Nim w ogóle jestem w stanie cokolwiek zarejestrować, znajdujemy się z powrotem w domu. Chase zanosi mnie delikatnie do mojego pokoju i bardzo ostrożnie kładzie w łóżku.
„Bardzo cię przepraszam, Ky. Dec jest potwornie wściekły i kazał mi szybko wracać. Naprawdę muszę tam jechać”. Kiwam tylko w milczeniu głową na zgodę. On daje Alanie małego, szybkiego buziaka i pędem znika za drzwiami.
Alana pomaga mi położyć się w taki sposób, by moja głowa opierała się spokojnie na jej kolanach. „Co tam się do jasnej cholery wydarzyło?” Delikatnie, jedna po drugiej, wyciąga spinki z moich gęstych, kasztanowych włosów.
Głośno pociągam nosem. „Alfa Redd okazał się tym jedynym. Właśnie pieprzył jakąś tanią laskę, kiedy w końcu na siebie wpadliśmy. Bezczelnie zapytał mnie, czy mam ochotę na dołączenie do trójkąta. Uderzyłam go i uciekłam do środka”.
Alana błyskawicznie podaje mi paczkę chusteczek. „O bogowie, Kya. Tak mi potwornie przykro, słoneczko. Chwila, czy ty właśnie powiedziałaś, że walnęłaś samego alfę? Mam szczerą nadzieję, że nie wpadniesz przez tę sytuację w jakieś ogromne kłopoty”.
Tylko kręcę smutno głową. „Uderzyłam go aż dwa razy. Nie może wyrządzić mi niczego gorszego od tego dzisiaj. Jestem już absolutnie, całkowicie rozbita w samym środku. Żaden fizyczny ból nigdy nie będzie gorszy niż takie odrzucenie przez kogoś przeznaczonego”.
Alana relacjonuje całą tę historię Chase'owi przez telefon. Ja płaczę z bólu, dopóki wycieńczenie nie pozwala mi w końcu zasnąć.














































