
Miliarder Grey: Sekrety i kłamstwa
Autorzy
Lektury
652K
Rozdziały
49
Rozdział 1
NIEZNANY
Upper East Side, Nowy Jork
Apartament Chrisa Lannistera
Chris Lannister rzadko bywa w tym głośnym mieście. Jednak duża liczba spotkań w ostatnich miesiącach wyciągnęła go z jego cichego życia. Ściągnęła go do samego centrum Lannister Industries.
To jego siostra, Camille, zawsze zajmowała się klientami i inwestorami. Z kolei Chris świetnie odnajdywał się w tle jako honorowy członek zarządu. Zawsze wolał tę rolę.
Ale ponieważ Camille jest teraz zajęta swoimi projektami, Chris musi sam zarządzać wszystkimi sprawami Lannister Industries.
Ich ojciec, C. Lannister Senior, przeszedł na emeryturę kilka lat temu. Zostawił firmę swoim dzieciom. Camille szukała sławy i nowych możliwości. Z kolei Chris, znany również jako CJ, wolał spokojniejsze, bardziej prywatne życie.
Mimo że woli prywatność, ludzie wciąż go rozpoznają. Nie tak często jak Camille. Ale trudno nie zauważyć jego zielonych oczu, przystojnej twarzy i wytatuowanego rękawa.
Obsługa hotelowa dzwoni do jego drzwi. Kupił ten apartament dwa lata temu jako miejsce na wakacje. Dobił targu z właścicielem restauracji na dole. Dostarczają mu jedzenie, kiedy tylko tu przyjeżdża. W zamian on promuje ich restaurację w swoich mediach społecznościowych.
Dzwonek do drzwi go nie budzi. Chris już nie śpi. Nie potrafi zasnąć, wiedząc, że Reece jest na wyciągnięcie ręki.
Spędził pół nocy, martwiąc się, że może ją przypadkiem przytulić. Drugą połowę nocy walczył z erekcją, wywołaną jej cichymi jękami przez sen.
Wymyka się z łóżka i na palcach idzie do salonu. Daje napiwek dostawcy. Następnie szybko odkrywa tace z jedzeniem i robi kilka zdjęć na swoje profile w mediach społecznościowych.
Dodaje hasztag #superbservice. Wie, że za kilka minut stanie się on niezwykle popularny.
Ponownie przykrywa tace, zostawia telefon na kanapie i wraca do sypialni.
Nie spodziewa się, że ona nie śpi. Ku jego zdziwieniu, Reece już wstała i jest w łazience.
„Wszystko tam u ciebie w porządku?” woła, żeby sprawdzić, co u niej.
„Tak, tylko myję zęby!” Głos Reece wyraźnie do niego dociera.
Chris korzysta z okazji, żeby sprawdzić swój własny oddech. Zawsze go dziwiło, jak to możliwe. Wieczorem myje zęby przez dziesięć minut, a rano budzi się z nieświeżym oddechem. To prawdziwa zagadka. Pociesza go jednak myśl, że zdarza się to każdemu.
Sięga do szafki nocnej i wyciąga zapasową szczoteczkę do zębów. Puka do drzwi łazienki.
Apartament ma tylko jedną łazienkę i jedną sypialnię. Salon i kuchnia są przestronne, ale meble nie są dość wygodne do spania. Na szczęście Reece nie ma nic przeciwko dzieleniu z nim łóżka.
Kiedy zaprosił Reece, żeby pojechała z nim do Nowego Jorku, nie pomyślał o noclegu. Może po cichu właśnie tego chciał.
Kiedy się zgodziła, poczuł nadzieję. Czuł nadzieję, chociaż wiedział, że nie powinien. Między nimi nic nie może się wydarzyć. To by nie wypaliło. On ma kogoś innego w sercu. Nie chce wciągać Reece w swoje skomplikowane życie. Zbyt mocno ją szanuje.
„Mogę wejść?” pyta po zapukaniu.
Zamek klika i drzwi się otwierają.
„Dzięki” mówi, wchodząc do łazienki.
Reece stoi przy jednej z umywalek i myje zęby. Jej koszula nocna przylega do ciała, a jej dół sięga kostek. Materiał opina jej przekłute sutki. Chris stara się odwrócić wzrok, żeby nie gapić się na nią zbyt zachłannie.
CJ korzysta z drugiej umywalki. Myje zęby trochę dłużej niż zwykle. Od czasu do czasu zerka w lustro na piękną kobietę obok niego. Uświadamia sobie, że myje je za długo, kiedy Reece nagle pojawia się w pełni ubrana i gotowa na nowy dzień.
Cholera.
Reece zaczyna jeść śniadanie, podczas gdy Chris bierze prysznic. Schodzi mu dłużej niż zwykle. Zamyśla się za każdym razem, gdy przypomina sobie, że ona jest w jego prywatnej przestrzeni.
Wycieczka do Paryża kilka miesięcy temu była szybka i bez jasnego celu. Nie miał tam żadnych interesów. Pojechał tylko po to, żeby się z nią zobaczyć. Chciał sprawdzić, co u niej i upewnić się, że wszystko z nią w porządku. Zastanawia się, czy Reece wiedziała, że nie był tam służbowo.
Nie.
Była zbyt zajęta towarem w sklepie, żeby się domyślić.
Na tę myśl oddycha z ulgą.
W końcu ubieca się w garnitur, którego nienawidzi. Dołącza do niej przy stole śniadaniowym.
Reece skończyła jeść i właśnie odpisuje na maile w telefonie. Przegląda nowe zamówienia internetowe jedno po drugim. Dumny uśmiech pojawia się na jej twarzy.
Chris czuje ukłucie zazdrości. Wie, że jej uwaga skupia się na czymś innym. Od kiedy obchodzą go zawodowe obowiązki jakiejkolwiek kobiety? A co dopiero silna potrzeba, by domagać się jej uwagi? Ta myśl jest całkowicie bez sensu.
„Czy naprawdę aż tak bardzo chcę się z nią przespać? Dlaczego ten pociąg do niej nie mija?” Jego myśli odbijają się głośnym echem w jego głowie.
Frustracja wydaje się być jedynym uczuciem, na jakie go ostatnio stać. Próbuje przypomnieć sobie, kiedy ostatnio uprawiał z kimś seks. Z zawstydzeniem przyznaje przed samym sobą, że nie pamięta, z kim ani kiedy to było.
Przez ostatnie kilka miesięcy skupiał się na otwarciu sklepu. W większości było to udane, z bardzo małymi problemami. Sklep zarobił tyle pieniędzy, że Reece wypisała mu już czek na odkupienie jego części biznesu. Części, którą on w tajemnicy przepisał na nią kilka miesięcy temu. Jednak do tej pory nie znalazł słów, by jej o tym powiedzieć.
On jest właścicielem dużej działki, na której zbudowano sklep. W tej okolicy są też inne budynki, sklepy, a nawet elegancka restauracja. Żadne z tych miejsc nie przynosi jednak tak dużych zysków jak sklep Reece.
Wyglądała tak dumnie, kiedy wypisywała czek, żeby mu oddać pieniądze. Była bardzo szczęśliwa, że odniosła sukces już przy pierwszej takiej próbie. Była dumna, że zrobiła to wszystko sama.
Zamiast powiedzieć jej prawdę, chowa czek do kieszeni i ponownie podpisuje dokumenty. Wydaje się szczęśliwa, że dzięki własnej pracy została pełnoprawną właścicielką. On nie ma serca jej powiedzieć, że już wcześniej oddał jej swoje udziały bez żadnych ukrytych warunków.
Może tak było najlepiej. Oddał jej swoje udziały, ale ona nieświadomie mu za nie zapłaciła. Z jakiegoś powodu pomyślał, że sprawy i tak skończyłyby się w ten sposób. Nawet gdyby wyznał jej prawdę.
„Mogę o coś zapytać?” zbiera się na odwagę, by zacząć rozmowę.
Reece odrywa wzrok od telefonu i patrzy mu w oczy.
„A co, jeśli porwałbym czek, który mi dałaś? Co jeśli po prostu oddałbym ci moje udziały w firmie, bez żadnych ukrytych haczyków? Zgodziłabyś się na to?” pyta z prawdziwą ciekawością.
Na początku wcale nie miał zamiaru jej pomagać. Ale jakoś się w to wszystko wciągnął i nie mógł już tego uniknąć. A może po prostu stał się tym rodzajem Lannistera, który rozdaje pieniądze ludziom, których prawie nie zna.
Nie.
Wcale nie jest takim typem. Co roku unikał każdej aukcji charytatywnej. Wie na pewno, że nie pomógł jej tylko dlatego, że to dla niego normalne. Ani dlatego, że tak należało postąpić. Powód jego decyzji o inwestycji milionów dolarów pozostaje tajemnicą.
Reece rzuca mu mordercze spojrzenie.
„Nie chcę, żebyś robił cokolwiek dla mnie. Spłata długu z odsetkami od samego początku była w planach. Dlaczego w ogóle pytasz mnie o takie pieprzone głupoty?” Jej szczerość jest do bólu bezpośrednia.
Czasami chciałby, żeby chociaż raz skłamała.
„Może pomyślałem, że docenisz, że nie musisz mi oddawać pieniędzy. I tak bym podpisał dokumenty, żebyś miała pełną własność. To nic wielkiego”. Kiedy tylko wypowiada te słowa, od razu ich żałuje.
„Dla mnie to kurwa ogromna sprawa!” krzyczy Reece.
„Nie masz pojęcia, przez co przeszłam, żeby się tu znaleźć. Nie wiesz, co poświęciłam i z jakim gównem musiałam się użerać. Nie wiesz, co musiałam zrobić, by zaoszczędzić pieniądze na ten sklep i na cały ten towar. Nie wiesz, skąd pochodzę ani co musiałam znieść, żeby zamienić to marzenie w rzeczywistość. Znajomości nie spadają z pieprzonego nieba. Ty urodziłeś się w luksusie i z gwarancją sukcesu. Ja musiałam wydrapać sobie drogę ze śmietnika do miejsca, w którym jestem dzisiaj”. Kiedy kończy, ciężko dyszy.
CJ patrzy na nią w szoku. Nigdy wcześniej na niego nie krzyczała. Nie rozumie, co jest takiego złego w pomaganiu przyjaciółce.
Nawet w jego głowie słowo przyjaciółka brzmi dziwnie w stosunku do Reece.
Ma przecież przyjaciół.
Bogatych znajomych, chłopaków i dziewczyny, z którymi dorastał. Jego najlepsza przyjaciółka Charlotte jest supermodelką i dziedziczką rodzinnej fortuny. Ma znajomych z układami i znajomych z taką ilością pieniędzy, że nawet dzieci ich dzieci nigdy nie doświadczą życia w biedzie.
Ale gdzie w tym wszystkim pasuje Reece? Nazywanie jej przyjaciółką wydaje się – nie do końca szczere.
Nie wie o niej prawie nic. Oprócz tego, że jest najlepszą przyjaciółką Drayi i właścicielką luksusowego sklepu.
Szczerze mówiąc, ona też niewiele o nim wie. On ma swoje własne sekrety. Takie, które ma nadzieję ukryć przed światem.
Dlaczego tak bardzo zależy mu na tym, by znaczyć dla niej coś więcej? Nawet gdy zakończyli swoje interesy, on nadal chciał, by przyjechała do niego do Nowego Jorku. Wciąż pragnął jej towarzystwa. Ciągle chciał być blisko niej, choćby przez chwilę.
„Posłuchaj” mówi łagodnym głosem. „Przepraszam, że na ciebie krzyczałam” dodaje szczerze.
„Po prostu jestem bardzo przewrażliwiona na pewne tematy. Dwie rzeczy odpalają mnie szybciej niż pocisk, Chris. Draya i moje interesy. Nie znoszę, kiedy ktoś wtrąca się w sprawy mojej najlepszej przyjaciółki albo moich pieniędzy. Nie mogę wziąć od ciebie darmowej kasy. Już ci wszystko spłaciłam, i to z odsetkami. Po prostu zrealizuj ten czek i zapomnijmy o tym. Kilka tygodni temu kupiłam dom jako inwestycję. Czy zaraz poprosisz mnie, żebym ci go sprzedała, tylko po to, żebyś mógł mi go oddać za darmo?”
Jej sarkazm powinien go urazić. On jednak śmieje się, by rozładować napięcie.
Po wysłuchaniu jej słów dociera do niego absurdalność tej sytuacji. Dać komuś miliony, pozwolić mu oddać z odsetkami, a potem zwrócić te pieniądze i oddać inwestycję po prostu bez powodu. Gdyby jego rodzice lub siostra wiedzieli, że w ogóle o tym myślał, nigdy by mu o tym nie zapomnieli.
Może dla męża i żony takie wymienianie się majątkiem nie byłoby niczym wielkim. Może i dla rodzeństwa. Ale Reece nie jest jego siostrą, żoną, a nawet dziewczyną. Zaczyna dostrzegać, jak kiepską decyzję prawie podjął.
Mimo to wcale nie żałuje. Nawet po tym wszystkim, co usłyszał, nadal chce oddać jej te pieniądze. Wciąż chce jej pomóc, chociaż sam nie rozumie dlaczego.
Cokolwiek palił przez ostatnie miesiące, najwyraźniej wciąż na niego działa.
Postanawia przyznać jej rację. Niechętnie wbija widelec w swój omlet i je w milczeniu.
Pierwsze trzy spotkania tego dnia przeciągają się bardziej, niż przypuszczał. Mężczyźni w sali konferencyjnej przez połowę czasu gapią się na Reece. Okładki z jej zdjęciami zostały wydane w całym kraju. Edycja Sports Illustrated to główna atrakcja. Reece ma też trzestronicową sesję w magazynie modowym.
Z kolei kobiety biznesu przy stole przez drugą połowę czasu pytają o daty premiery nowych szpilek od Reece.
Chris przeważnie przewraca oczami na widok mężczyzn.
„To jest kurwa miejsce pracy, a nie cholerne szybkie randki!” Jego wybuch przywraca wszystkich do rzeczywistości.
Reece chowa wszystkie zebrane wizytówki i numery telefonów do torebki. Nie jest przerażona wybuchem Chrisa. Zamiast tego jej sutki wydają się twardnieć od razu na dźwięk jego głosu.
Zapina żakiet i wstaje. Kilku mężczyzn podnosi się razem z nią z szacunku. Następnie Reece przeprasza i wychodzi.
„Dokąd idziesz?” CJ wręcz warczy zaborczo. Chociaż jego podświadomość każe mu przestać, już go to nie obchodzi.
„Do łazienki, panie Jaskiniowcu. Wyluzuj”. Śmieje się, idąc w stronę drzwi. „Kończcie tutaj. Poczekam na ciebie na dole” mówi do niego z radosnym uśmiechem.
W wyłożonej marmurem łazience Reece opiera się o ścianę i kładzie dłoń na klatce piersiowej.
Jej serce bije tak mocno, jakby nigdy nie miało się uspokoić. „Uspokój się, do kurwy nędzy, Reece! Jest zirytowany tylko dlatego, że pracownicy się nie skupiali. Po prostu chce tu wszystko załatwić i skończyć resztę zaplanowanych spraw. Wcale nie jest zazdrosny i gówno go obchodzi, kto prosi o twój numer!”
Po wygłoszeniu najbardziej ostrej przemowy motywacyjnej w swoim życiu, myje ręce. Wraca do holu, żeby na niego poczekać. Spodziewa się, że minie co najmniej pół godziny. Kiedy tam dociera, on już na nią czeka.
„To już koniec?” pyta, marszcząc brwi.
Chris podaje jej torebkę bez słowa.
Reece bierze swoją kopertówkę Chanel i idzie za nim przez obrotowe drzwi.
„Więc tak zazwyczaj wygląda twój dzień?” pyta Reece, gdy docierają na chodnik.
Chris rzuca jej to samo wrogie spojrzenie, którym rano obdarzyła go ona. Wyraz jego twarzy sprawia, że Reece wybucha śmiechem.
„To nie jest zabawne, Reece. Nigdzie nie mogę cię zabrać. Skoro teraz zachowują się w ten sposób, to co będzie na ceremonii wręczenia nagród w przyszłym tygodniu?” narzeka Chris z wydętymi wargami.
„Nie codziennie dziewczyna, która nawet nie zna swoich biologicznych rodziców i dorastała w rodzinie zastępczej, sprzedaje luksusowe szpilki za sto milionów dolarów w mniej niż sześć miesięcy” mówi z dumą Reece.
Jej sklep zyskał sporą popularność w ostatnich miesiącach. Jej nazwisko pojawia się w magazynach i artykułach w całym kraju. Wiadomości szybko rozchodzą się w świecie mody. Reece dostała już nominacje do wielu nagród na różnych zbliżających się galach.
Chris pomaga jej wsiąść na tylne siedzenie samochodu, a potem wsuwa się obok niej.
Przydzielony kierowca zamyka drzwi i wraca na swoje miejsce. Czeka na instrukcje, dokąd jechać. Chris nie jest typem faceta, który zaprasza kogoś, by towarzyszył mu w sprawach biznesowych. Woli kobiece towarzystwo w sypialni. Sale konferencyjne raczej nie są jego pierwszym wyborem na randki.
Nie żeby to była randka.
„Ja… uh. Mam jeszcze do spotkania jakieś dwie osoby. Z jedną widzę się w restauracji hotelowej, z drugą w barze. Nie musisz tam iść, jeśli nie chcesz. Po prostu pomyślałem, że wygodniej ci będzie przeczekać te dwa spotkania” sugeruje, a ona cicho chichocze.
Jej śmiech nie pojawia się zbyt często. Przynajmniej ten szczery. On uwielbia go słuchać i patrzeć na jej pięknej twarzy ten beztroski, wręcz dziecięcy wyraz.
„Boisz się, że znowu skupię na sobie całą uwagę, co?” pyta między wybuchami śmiechu.
Chris z zachwytem patrzy, jak Reece wygląda przez okno z promiennym wyrazem twarzy. Zastanawia się, jaka była, zanim się poznali. Zanim spotkała Drayę, zanim w ogóle znalazła powód do uśmiechu.
On w życiu nigdy nie miał problemów finansowych. Wszystko, czego kiedykolwiek chciał, dostawał od ojca. Po skończeniu studiów za granicą otrzymał spadek. Zainwestował go w firmę ojca, a także w inne firmy, w które wierzył.
Zdobył szacunek odpowiednich ludzi. Dzięki temu miał decydujący głos przy kupowaniu działek w bardzo popularnych miejscach turystycznych. Czerpał zyski z biznesów, które się tam otwierały. Jego majątek wciąż rośnie. Nigdy nie musiał o nic błagać ani zastanawiać się, kiedy i jak to zdobędzie.
Ale ta kobieta jest inna. Cały czas walczyła i próbowała dotrzeć tu, gdzie jest dzisiaj. Jakaś jego część wcale nie chce znać jej przeszłości. Nie jest pewien, czy to w ogóle ma teraz znaczenie.
Ale jedna rzecz dręczy go najbardziej: jej rodzice. Kto, do cholery, porzuciłby Reece?
Ona jest wszystkim.
Zalewa go fala gniewu. Nie zna jej zbyt dobrze, ale zna ją na tyle. Nie zasłużyła na to. Żadne niewinne dziecko nie zasługuje.
„Byli biedni? Umierali? Czy żałują tej decyzji?” Zastanawia się nad tym, wysyłając e-mail do prywatnego detektywa Lannisterów.
Cornwall potrafiłby odkopać kości dinozaurów, o których istnieniu nikt nie miał pojęcia. Umiał zlokalizować przestępców na wyspach pośrodku oceanu. Na wyspach bez telefonów komórkowych i dostępu do internetu. Potrafił wyśledzić transakcje finansowe sprzed dwudziestu lat.
Ten facet potrafiłby znaleźć Wally'ego w tłumie losowych ludzi. Potrafił znaleźć każdego. A Chris właśnie miał mu zlecić pilne odnalezienie biologicznych rodziców Reece.
Do: cornwallduties@investigation.inc~
Od: lanister.CJr@lanisterindustries~
Temat: Zaginione osoby
Cornwall, musisz dyskretnie czegoś dla mnie poszukać. Nie angażuj w to mojej rodziny ani wspólników.
Christopher sprawdził Reece, zanim ubił z nią interes. Poznał podstawowe fakty: imię, datę urodzenia. Znał krótkie wzmianki o jej życiu w opiece zastępczej. Wiedział nawet, że jej przybrani rodzice zmarli. Zanim zyskała pełnoletność w wieku szesnastu lat, rzucano ją po różnych domach dziecka.
Odkrył też nieważnych partnerów, z którymi spotykała się w czasie ich poznania i tuż przed nim.
Wiedział o jej przywiązaniu do Drayi i o długości ich przyjaźni. Znał jej numer ubezpieczenia, ocenę kredytową, jej dobytek. Wiedział też, jakie nieruchomości planowała zdobyć. Nie mógł zaryzykować i przekazać milionów komuś, kto nigdy by ich nie oddał. W tamtym czasie musiał mieć pewność, że to nie jest ryzykowna inwestycja.
Dołączył wszystkie zebrane przez siebie informacje i wysłał je do Cornwalla razem z nowym zdjęciem. Nie minęło nawet dziesięć minut, a Cornwall od razu odpisał.
Od: Cornwall
Do: CJ Lannister
Temat: Robi się!
Daj mi kilka dni i prześlę ci to, co znajdę.
Christopher uważa, że kiedy spotka biologicznych rodziców Reece, nakrzyczy na nich albo uderzy w twarz. Sam nie jest pewien, co zrobi pierwsze.
Dzisiaj postanowił cieszyć się Nowym Jorkiem razem z nią. Nieczęsto spędzają czas w ten sposób, nawet jeśli on w tej chwili pracuje.
Wcześniej, w Paryżu, zobaczył ją na pokazie mody. Była otoczona projektantami, którzy chcieli sprzedawać u niej swoje buty. Niektórzy mogli myśleć, że był tam, żeby wesprzeć Charlotte w pokazie dla Very Wang. Ale on czuł dumę z powodu Reece. To ona debiutowała wtedy na tym wydarzeniu.
„Co dalej planujesz?” pyta, gdy dojeżdżają do kolejnego celu.
Kierowca zatrzymuje się przed Hotelem Golden. Portier podchodzi, żeby otworzyć drzwi auta.
„Co masz na myśli?” pyta Reece, unosząc brew.
„To znaczy, co chcesz robić dalej? Sklep zaraz się otworzy. Sprzedaż online rośnie jak szalona. Jesteś ambasadorką kilku luksusowych marek. Jaki będzie twój kolejny krok?” Jest naprawdę ciekawy. Nigdy nie widział nikogo, kto by tak ciężko pracował. W tak krótkim czasie spełniła swoje marzenia.
„Możemy wyjść z samochodu, zanim zaczniesz wypytywać mnie o moją przyszłość?” Reece chichocze, popychając go dla żartu.
CJ stara się ignorować gęsią skórkę. Pojawia się ona w chwili, gdy jej miękka dłoń dotyka jego koszuli.
„Mówię poważnie” nalega.
„Poważnie o czym? Wyjdźmy z tego samochodu. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale siedzenie z facetami na tylnym siedzeniu to już nie moja bajka”. Śmieje się pod nosem.
Chris wzdycha ciężko.
Widząc jego zawiedzioną minę, Reece ustępuje.
„Dobra. Projektuję własną linię butów dla kobiet z luksusową marką. Oraz drugą, dla mężczyzn. Zadowolony?” dzieli się z nim swoimi planami.
Wygląda na oszołomionego.
„Jeśli to wypali, chcę mieć własną luksusową markę pod moim nazwiskiem. Cóż, może nie pod imieniem. Shareece brzmi zbyt osiedlowo. A moje nazwisko nawet nie jest prawdziwe. Nie wiem, jak naprawdę się nazywam. Więc może coś wymyślę na potrzeby marki. Coś głębokiego. Coś, co brzmi po brytyjsku albo francusku”. Uśmiecha się na tę myśl.
„Jak, kurwa, ktoś mógł cię porzucić?” zastanawia się Chris, patrząc w jej piękne oczy.
Zauważa, że się na nią gapi. Patrzy tak długo, że w końcu unosi brwi.
„Co? Jestem śliczna, prawda?” Uśmiecha się od ucha do ucha.
Chris bez wahania przyznaje jej rację.
„Tak” odpowiada natychmiast. „Tak. Jesteś bardzo śliczna”.
***
Reece czeka przy osobnym stoliku. Zamówienia mailowe napływają. Kody budowlane zatwierdzone. W końcu może otworzyć drzwi swojego sklepu dla wszystkich.
Zamawia szampana. Wysyła smsa do swojej najlepszej przyjaciółki.
Ona odpisuje.
Reece
Wreszcie się dzieje. Budynek przeszedł inspekcję. Jestem taka szczęśliwa. Oficjalne otwarcie może odbyć się niedługo.
Ona odpisuje bardzo szybko.
Draya
Jestem z ciebie taka dumna. Koniecznie odwiedź mnie w Hamptons przed końcem lata. Czuję się jak wieloryb z tym dzieckiem we mnie. Potrzebuję najlepszej przyjaciółki, żeby mi powiedziała, że wciąż jestem chuda.
Reece uśmiecha się na tę odpowiedź.
Reece
Mam sesje zdjęciowe w przyszłym tygodniu. Ale obiecuję odwiedzić cię zaraz potem. Potrzebuję przerwy od tego biegania. Będziesz zawsze moją idealną księżniczką. Z dzieckiem na pokładzie czy bez.
Draya
Potrzebujesz asystenta albo kogoś do pomocy. Twój biznes to teraz globalne zjawisko. Nie możesz wciąż robić tego sama. Proszę, powiedz, że zamierzasz zatrudnić ludzi do sklepu. I nie będziesz robić tego też sama.
Reece
Brzmisz jak Chris. Właśnie zapytał, co dalej. To nie tak, że sama pakuję i wysyłam zamówienia. Pomagają mi różne firmy. Nie muszę się jeszcze z niczym spieszyć. Wiem jednak, że ma dobre intencje.
Zatrudnię fachowców, gdy wrócę do Miami.
Nie wiem, czy mogę im zaufać.
Ufam tylko tobie.
Draya
Kiedy do jasnej cholery widziałaś Chrisa? Myślałam, że ostatnio widziałaś go w Paryżu z dziewczyną.
Reece
Tak, ale zadzwonił do mnie w zeszłym tygodniu. Zaprosił mnie do NY. Zatrzymuję się u niego na weekend. Poza tym spłaciłam jego część sklepu.
Draya
Słucham... CO!!
Draya
Kiedy do cholery miałaś zamiar mi to powiedzieć?
Reece
Że odkupiłam od niego udziały?
Draya
Nie! Że się z nim pieprzysz!
Reece wybucha śmiechem.
Reece
Lol. Uspokój się, ciężarna pani. Rany. Nic się nie stało, absolutnie nic. On nie patrzy na mnie w ten sposób i jest w porządku. My... budujemy sieć kontaktów biznesowych.
Reece
Poznałam nowych ludzi, to znaczy z jego pracy. Co zabawne, wszyscy do tej pory mnie poznali. Jakie to jest zajebiste?
Draya
Jestem dumna z twojej pracy. Ale nie pomijajmy tematu Chrisa. Myślałam, że on ci się wiesz... podobał?
Reece
Owszem. Lubię go. Ale on mnie tak nie traktuje i jest w porządku. Skupiam się teraz na pracy. Po prostu przestańmy o nim mówić.
Reece
Po prostu pogratuluj mi i chroń mojego chrześniaka w swoim brzuchu. Wiem, że zbliżasz się do terminu. Denerwujesz się?
Draya
Denerwuję? Nie. Jestem przerażona!
Draya
Ale Dani jest bardzo kochany i wspierający.
Draya
Chce, żebyśmy wrócili do domu w Miami. Żeby dziecko nie marzło zimą w NY.
Reece
Nie dziwię mu się. Chciałabym mieć was wszystkich bliżej. Raczej nigdy nie wyjadę z Miami. Uwielbiam to miejsce. Nowy Jork jest fajny, ale to nie South Beach.
Draya
Zgadzam się. Muszę kończyć. Daniel ogranicza mi telefon. Martwi się, że promieniowanie zaszkodzi dziecku. Nie pytaj! On jest szalony! Wiem. Pa, kochana. Kocham cię.
Reece kręci głową na widok głupoty męża swojej przyjaciółki.
Reece
Ja ciebie też. ❤️
CJ marszczy brwi, idąc w stronę stolika Reece. Pierwszą rzeczą, którą zauważa, jest uśmiech na jej twarzy.
Nigdy nie uśmiechała się tak do mnie.
„Chłopak?” pyta, wstrzymując oddech.
Reece przewraca oczami. „To Draya”.
Chris wyraźnie się rozluźnia. „Och, mam nadzieję, że przekazałaś ode mnie pozdrowienia dla Puchatki?”
Reece się śmieje. „Będziesz na nią tak mówił już zawsze?”
On wzrusza ramionami. „Hej, te kapcie na stałe wypaliły mi się w pamięci. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nosiła piżamę i domowe kapcie w miejscu publicznym”.
Reece pochyla się przez stół, by lekko go popchnąć. „Zostaw moją przyjaciółkę w spokoju. W końcu odnalazła swoje miejsce w świecie mody”.
„Nigdy nie wiadomo. Kiedy dziecko się urodzi, może znowu wrócić do puchatych kapci i piżamy” żartuje CJ.
Powrót Drayi do jej starego stylu nikogo by nie zdziwił. Zwłaszcza Daniela. Jest w niej całkowicie i bezgranicznie zakochany. Będzie uważał ją za najważniejszą osobę w swoim życiu, bez względu na ubranie.
Nagle między nimi zapada cisza.
Chris gubi się we własnych myślach. Stara się znaleźć nowe powody, by nie zapraszać Reece na randkę. Ale żadne jego wytłumaczenie nie ma większego sensu.
Spędzili już dwie noce w jego apartamencie. Tę noc też spędzą razem. Nie nazwałby ich przyjaciółmi, ale z pewnością łączy ich coś w tym rodzaju.
Prawie jak przyjaciele.
Czy nie można umówić się z kimś w tym rodzaju? Przecież teraz gdzieś wyszli. Są w restauracji. Dlaczego to nie może dziać się dalej? W czym problem?
„Eee… Chcę cię o coś zapytać”. Chris nerwowo bawi się rękami. Cieszy się, że biały obrus ukrywa drżenie jego palców. Reece opróżnia kieliszek i nalewa sobie kolejną porcję.
„O co chodzi?” Daje mu znak gestem, by mówił dalej.
On bierze głęboki oddech.
Wbrew wszelkim ostrzeżeniom w jego głowie, musiał zapytać. Nigdy nie odnosi się sukcesu, jeśli nie podejmuje się ryzyka. A ta szansa była tego warta. Miał tylko nadzieję, że ona widzi to tak samo. Poznawanie się lepiej, spędzanie więcej czasu, wspólne interesy. Chciał tego wszystkiego.
Przekonuje sam siebie w myślach. Przecież nie proszę jej o rękę ani o seks tu i teraz w restauracji. Więc to nic takiego.
„W przyszłym tygodniu będę gościem honorowym na bankiecie dla kawalerów” zaczyna.
„Wiem” mówi sucho.
Reece nie chce rozmawiać o tym pieprzonym wydarzeniu dla kawalerów.
Super, dostanie wyróżnienie za bycie singlem. Wielka mi kurwa rzecz!
Zirytowana, wypija cały kieliszek do dna.
Kiedy po jej „Wiem” zapada milczenie, on odchrząkuje i mówi dalej.
„Więc, um, chciałem zapytać, czy ze mną pójdziesz” udaje mu się wykrztusić.
„Towarzyszyć ci?” dopytuje zdezorientowana.
„Tak. Ja, eee, zazwyczaj nie wygrywam takich rzeczy. Ale skoro Daniel jest już żonaty, w tym roku nagroda wreszcie trafia do mnie” mówi z podekscytowaniem.
Ponieważ Reece nic nie mówi, on ciągnie dalej.
„Tu nie chodzi tylko o bycie wolnym. Nie nagradzają pierwszego lepszego faceta. Dają to tylko najbardziej szanowanym mężczyznom. Nigdy nie wygrałem, bo przez kilka lat tytuł należał do Daniela. Zawsze się zastanawiałem, jak to jest wygrać i przez jedną noc mieć wokół siebie wzdychające kobiety”. Śmieje się, co brzmi trochę dziwnie.
Nerwowość w jego głosie, połączona z jej milczeniem, tylko pogarsza tę niezręczną sytuację. To trochę tak, jakby ktoś puścił bąka w zatłoczonym pokoju i wszyscy to usłyszeli i poczuli.
Powinien w tym miejscu przestać, ale ten głupiec ciągnie dalej. „Nie żeby dziewczyny zazwyczaj na mnie nie leciały. Haha. Ale to jest wydarzenie znane jednemu procentowi w Stanach. Znowu mogłabyś nawiązać kontakty. Będzie tam wielu bogatych ludzi”. W tym momencie żałuje, że ktoś nie wcisnął mu bułki do ust, żeby go uciszyć.
Reece czeka, aż skończy. Jej twarz nic nie wyraża. Chce bardziej niż czegokolwiek zobaczyć na niej choćby cień irytacji albo rozbawienia. Ale nie ma czego interpretować. Nie ma absolutnie nic.
„Więc... co ty na to? Pójdziesz? Ze mną?” pyta jeszcze raz.
„Nie mogę. Będę zajęta. Mam sesje w przyszłym tygodniu” odpowiada bez emocji.
„Twoje sesje zdjęciowe są w poniedziałek. Impreza jest w przyszły weekend. Daj spokój, będzie fajnie” próbuje ją przekonać.
„Właśnie się dowiedziałam, że miasto wydało zgodę na otwarcie sklepu. Będę zajęta planowaniem tego. Muszę zatrudnić pracowników i chcę osobiście ich przeszkolić, zanim dopuszczę ich do mojej firmy”. Znajduje wymówkę, o której wie, że on ją kupi. Częściowo to prawda, ale ma to też delikatnie przekazać: „Pierdol się razem z tą twoją głupią nagrodą dla kawalerów”, co tak naprawdę chciałaby wykrzyczeć.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to się załatwiło? Wiem, że już nie mam z tym nic wspólnego, ale i tak mogłaś mi przynajmniej o tym powiedzieć”. Robi nadąsaną minę. To nie wygląda dobrze u faceta o wzroście powyżej metra osiemdziesięciu, ale Reece uważa to za irytująco urocze.
„Dowiedziałam się kilka minut temu. Najpierw powiedziałam Drayi, a teraz tobie”.
Wciąż się dąsa, aż w końcu ona się do niego uśmiecha. Ten dupek wie, jak zaleźć jej za skórę, ale też jak ostudzić jej gorący temperament.
„Jesteś jak duże dziecko” narzeka z chichotem.
Kelner podchodzi do nich i zostawia menu. Zostawia wózek z alkoholem w pobliżu i sprząta inne stoliki.
„Możesz mi to wynagrodzić i iść ze mną na tę imprezę. Znajdę ci ludzi do sklepu i pomogę przy rekrutacji” próbuje po raz kolejny ją namówić.
Nie chodzi tylko o samo wyjście na wydarzenie. Pójście tam z nią to doskonała okazja, żeby sprawdzić to całe prawie.
To właśnie ten obszar relacji go intryguje. Przyjaciele mogą spędzać czas wszędzie i nie byłoby to dziwne. Nie denerwowałby się tak, gdyby była tylko przyjaciółką. Poza tym, ona rzuciłaby wszystko, żeby do niego pobiec, gdyby uważała go za przyjaciela.
„Myślisz, że będzie jakoś dziwnie? Jeśli pójdziesz tam ze mną?” pyta wprost.
„Dla mnie liczy się siła kobiet. A nie wychwalanie mężczyzn za to, że pozostają dupkami do końca życia”. Nawet nie próbuje ukryć, że gardzi tą nagrodą.
Chris robi dramatyczny wdech. „Wcale nie o to w tym chodzi, doskonale o tym wiesz”.
„Naprawdę mamy na to teraz czas? Nie masz spotkania z kolejnym klientem?” Próbuje zmienić temat.
„Załatwiłem to przez maila, gdy byłem u drugiego klienta. Jest już pora kolacji. Jestem zmęczony. Nie widzę się dzisiaj z nikim więcej. Nie mam pojęcia, jak dyrektorzy radzą sobie z tym nudnym gównem każdego dnia”. Wyciąga rękę, by wziąć butelkę szkockiej ze stojącego obok wózka z alkoholami. Otwiera ją i napełnia sobie szklankę.
Oczy Reece otwierają się szeroko ze zdumienia.
„Możesz to robić?” pyta cicho, rozglądając się wokół. Chce mieć pewność, że nikt nie patrzy.
„Jestem Lannisterem. Mogę robić to, na co mam ochotę. Czym jest butelka szkockiej za trzysta dziewięćdziesiąt dolarów w porównaniu do pieniędzy, które wydam na tę kolację?” Wypija do dna i nalewa sobie więcej.
„Właśnie tej arogancji zaczynało mi brakować przez ten weekend. Rola grzecznego chłopca w ogóle ci nie pasowała”. Jej sarkazm sprawia, że on się uśmiecha pod nosem.
„Choć trochę podoba ci się moja arogancja”. Patrzy jej w oczy tak długo, aż w końcu spuszcza wzrok.
Jej policzki reagują rumieńcem.
„W ogóle cię nie lubię” mówi, wpatrując się w pusty talerz.
„Pójdziesz ze mną na ten bankiet czy nie? Prawie cię błagam, a wiesz, że ja tego nie robię” stara się po raz ostatni.
Reece nie widzi sensu zgadzać się na to wydarzenie. Po co ma patrzeć, jak inne flirtują z mężczyzną, w którym jest zakochana. W dodatku nawet nie może mu powiedzieć, co do niego czuje. Ale zaprosił ją. Nie musiał. Mógł iść z każdym. Z jakiegoś powodu to właśnie ją wybrał.
Uśmiecha się na myśl o pokazaniu się w jego towarzystwie. Niektórzy nie byliby zachwyceni, zwłaszcza jego siostra. Ta awanturnicza część jej charakteru bardzo polubiła wizję wkurzenia Camille Lannister.
„Myślę, że…” Chciała się zgodzić. On jednak uniósł rękę, by ją zatrzymać, gdy zadzwonił jego telefon.
Szybko wyciąga go z kieszeni. Dzwonek jest inny od typowej melodii, którą ma ustawioną dla reszty.
Reece marszczy brwi na dźwięk tej romantycznej nuty.
Chris się uśmiecha, przesuwając palcem po ekranie.
„Hej”. Wciąż się uśmiecha, słuchając osoby po drugiej stronie.
Czy to podsłuchiwanie, jeśli rozmowa toczy się niecałe pół metra stąd?
„Ja za tobą też” mówi do kogokolwiek po drugiej stronie słuchawki.
W tym momencie Reece wbija paznokcie głęboko w obrus. Nie zdaje sobie sprawy z siły nacisku, dopóki go nie rwie.
„Siedzę w restauracji. A ty co robisz?” dopytuje.
„Kiedy będziesz w Nowym Jorku?” pyta następnie.
„W przyszły weekend odbieram nagrodę na bankiecie, na który chodzimy co roku”.
Oczy Reece rozszerzają się. „Co roku?” szepcze.
Osoba, z którą rozmawia CJ, nie brzmi jak jego siostra czy zwykła znajoma. W Reece aż gotuje się ze złości.
„Czemu, do cholery, mam być zazdrosna? Nie jesteśmy razem. Może robić, co tylko chce” przypomina sobie.
Ale te słowa w głowie nie są w stanie ukoić gniewu w jej sercu.
Jego śmiech dociera do jej uszu. Im bardziej wydaje się radosny, tym bardziej ona uświadamia sobie, że musi się od niego odciąć. Zakochanie się w kimś, komu podoba się ktoś inny, nigdy dobrze się nie kończy.
„Zadzwoń do mnie później… Ja ciebie też kocham”. Chris rozłącza się i chowa telefon.
Dolewa sobie whisky do szklanki i powoli pije. Uśmiech na jego twarzy jest jeszcze szerszy.
„Więc, idziesz ze mną? Nie chcę iść sam”. Wraca do przerwanej rozmowy.
„Nie będę kurwa twoim zastępstwem, zanim wróci panna Ja Ciebie Też Kocham” - to właśnie powinna była powiedzieć.
Ale zamiast tego...
„Dokończmy tylko to, po co tu przyszliśmy, i wracajmy do naszych prac i żyć. Nie chcę mieszać biznesu z czymś innym. Jestem zbyt zajęta na imprezowanie. Szczerze mówiąc, mam lepsze rzeczy do roboty”. Jej ostre słowa wywołują absolutną ciszę przy stole.
Nawet składanie zamówienia na kolację odbywa się w milczeniu. Oboje po prostu pokazują dania w menu, żeby nie musieć odzywać się do siebie.
Chris zerka ukradkiem na chodzące utrapienie przed nim.
W głowie wypowiada cztery słowa i postanawia dać sobie spokój.
„A pieprzyć to! Próbowałem”.
Tydzień Później
Bankiet dla najlepszych kawalerów z nowojorskiego Upper East Side to najbardziej wystawne wydarzenie w roku. Prezesi, dziedzice wielkich fortun, miliarderzy, milionerzy, a czasami modele z całego świata zapraszani są tu jako goście honorowi.
Wydarzenie jest sponsorowane przez Pepsi, Tidal, Apple i Budweisera. Pięciogwiazdkowe hotele po tej stronie miasta zapełniały się przez cały weekend. Wszyscy przygotowywali się na tę wyjątkową noc. Apartamenty na najwyższych piętrach w każdym hotelu zostały zarezerwowane z tygodniowym wyprzedzeniem.
Chris Lannister jest w tym roku jednym z nagrodzonych. Postanawia wynająć pokój w hotelu niedaleko imprezy, zamiast spać u siebie w mieszkaniu.
„Jak to się stało, że zatrzymujemy się w hotelu?” pyta jego najlepsza przyjaciółka Charlotte. Będzie mu dziś towarzyszyć. Upuszcza swoje torby w nieskazitelnie czystym apartamencie.
Ponieważ moje mieszkanie pachnie nią i wolałbym tam nie wracać, żeby o niej nie myśleć, tym bardziej będąc z tobą.
„Brudne” przyznaje ostatecznie.
Chris zaczyna się rozbierać. Zdejmuje marynarkę, koszulę, buty i dżinsy. Zostają mu tylko skarpetki i bokserki Calvina Kleina. Jego wytatuowane ciało jest odsłonięte.
Pokój jest idealnym mieszkaniem kawalera. Czarne ściany, nowoczesny aneks kuchenny i skórzana sofa z uchwytami na kubki. Smart TV, ogromne łóżko obite skórą u wezgłowia. Łazienka z dwiema umywalkami, kabina z deszczownicą, wanna z hydromasażem. Poza tym sejf, stojaki na ręczniki i prywatna toaleta.
Charlotte przygląda się sypialni z odrobiną rozczarowania. Nigdy nie była w hotelu z Chrisem, pomijając podróże zagraniczne. To dziwne, że wybrał hotel zamiast własnego mieszkania. W końcu pomagała mu je urządzać.
„Jak minął lot?” pyta, a jego chłodny oddech delikatnie muska jej skórę.
„Długo” to wszystko, co mu odpowiada.
Charlotte ma duże brązowe oczy, ciemne kręcone włosy, świetną figurę i bardzo gładką skórę. Swój wyjątkowy odcień opalenizny zawdzięcza mamie Hindusce i ojcu z Rosji. Ich związek na początku nie spodobał się jej dziadkom, ale rodzice nie pozwolili nikomu układać sobie życia.
W młodości Charlotte czasami doświadczała dziwnych spojrzeń i złośliwych komentarzy na temat swojego koloru skóry od bogatych dzieciaków. Ale nigdy od Chrisa. Zaakceptował ją od razu, kiedy tylko się poznali. Chronił ją i darzył wielką miłością, odkąd tylko pamiętała.
„Mogłam pomóc ci posprzątać w apartamencie, C. Bardzo lubię tam być. Dlaczego nie pójdziemy właśnie tam? Wiesz przecież, że nienawidzę zmian” narzeka Charlotte delikatnym głosem. Jemu ciężko jest mu się oprzeć.
Odgarnia jej długie i kręcone włosy. Składa pocałunek na jej odsłoniętym ramieniu.
„Dopiero co wróciłaś. Nie pozwoliłbym ci sprzątać u mnie” mówi swoim niskim, zachrypniętym głosem, który ona tak uwielbia.
Składa kolejny pocałunek obok pierwszego. Przesuwa językiem aż do jej ucha.
Cichy jęk opuszcza jej usta.
„Już kiedyś widziałam tam bałagan. Co ty tam chowasz?” pyta. Jej słowa są drżącym szeptem, a nie zarzutem.
Pochyla się, łapie ją w ramiona i przerzuca przez ramię. „Najpierw buziaki, potem pytania” to jedyne, co mówi, rzucając ją na łóżko.
Charlotte wesoło chichocze. Zapada się w materacu, a on kładzie się nad nią.
Oplata go rękami za szyję, a nogami obejmuje w pasie.
Pochyla się, żeby znów całować jej szyję. Składa kolejne buziaki na ramieniu. Zostawia ścieżkę pocałunków aż do ucha.
„Jesteś uroczy, kiedy tylko chcesz” mówi Charlotte, gdy ją rozbiera. Jej jasnobrązowe sutki stają się twarde. Są gotowe na wszystkie pocałunki i muśnięcia językiem.
„Jestem uroczy dla ciebie przez cały czas” warczy, po czym bierze do ust jej sutek. Charlotte wydaje z siebie głośny okrzyk na intensywność jego mokrych warg, ciepłego języka i narastającej wilgoci w swojej bieliźnie.
Odwraca ich tak, żeby siedziała na nim okrakiem. Pod tym kątem on może jednocześnie ssać jej sutki i zsuwać swoje bokserki.
Na szczęście była w sukience i wszystko, co musiał zrobić, to zedrzeć z niej majtki.
Jego wzwód ociera się o jej wejście, a ona uderza go w klatkę piersiową w ramach protestu. „Gumka” domaga się.
Przewraca się na bok i chwyta swoje zdjęte spodnie, nie pozwalając jej zejść z niego. Szybko zakłada prezerwatywę na penisa. Wchodzi w nią bez żadnego ostrzeżenia.
Tego popołudnia Chris zostaje w łóżku. Rozmawia przez telefon w sprawach służbowych. Gardzi tymi natrętnymi głupkami. Jednak dopóki Camille nie będzie mogła wrócić do rodzinnego interesu, on ma robotę do wykonania.
Jego garnitur z kolekcji Balmain na ten wieczór przywieziono godzinę szybciej. Wisi na środku sypialni w pokrowcu. Nie musi poświęcać wiele czasu na szykowanie się.
Jego krótkie, ciemnobrązowe włosy wyglądają gorąco, nawet gdy są zmierzwione. U niego coś takiego jak problem z ułożeniem fryzury w ogóle nie występuje... zresztą tak samo jak problem z jakąkolwiek inną częścią ciała.
Po wysłaniu ostatniego maila klika ikonę na Twitterze. Chce wejść na swój profil.
Przewija powiadomienia, aż trafia na... powiadomienie od niej.
Reece opublikowała zdjęcie bez góry od bikini, zrobione obok basenu w luksusowej wilii w Hamptons. Po zeszłotygodniowej podróży roboczej wróciła na Florydę. Od razu po zakończeniu sesji zdjęciowych oraz reszty spraw pojechała na imprezę do Hamptons z udziałem gwiazd.
Chris przewraca oczami. Jej piersi wyglądały tak perfekcyjnie, mimo że jej sutki były ukryte za naklejkami emotek z lodami.
Zazdrość i skrywana złość płyną w jego żyłach. CJ zdał sobie sprawę z czegoś istotnego po zakończeniu ich wspólnego tygodnia. Był nią bardzo zainteresowany. I to nie tylko jej perfekcyjnymi oczami, przepięknym uśmiechem, ślicznym śmiechem i pociągającym ciałem. Interesował się nią także jako osobą.
Kiedyś może i pozwoliłby sobie na ten eksperyment. Może wtedy w porządku by było spróbować. Gdyby tylko Cornwall nie spieprzył wszystkiego tym ostatnim e-mailem.
Półprawdy przetaczają się przez jego umysł po otwarciu tej strasznej wiadomości. Nic nie jest do końca potwierdzone na sto procent. Ale zdobyte informacje zaszokowały go. Był wstrząśnięty aż do granic rozpaczy.
Nie jest do końca pewien, czy chce, by Reece faktycznie była tą osobą, o której mówił Cornwall. Jej biologiczni rodzice zwyczajnie nie mogli być ludźmi z ustaleń. Jakie były na to pieprzone szanse?
Blokuje telefon i kładzie go obok. Odwraca się do brunetki leżącej tuż przy nim. Charlotte Muir. Dziewczyna ze szkoły średniej i wieczna przyjaciółka. Nie byłoby możliwe ubrać tego w słowa lub wręcz opisać, jak duże ma dla niego znaczenie Charlotte. Ale z jakiego cholernego powodu w ogóle nie był o nią zazdrosny? Bez względu na to, jak bardzo wiele lat ją zna albo ile kłopotów do tej pory przeszli osobno oraz obok siebie. On w ogóle nie odczuwał zazdrości. Nawet jeden raz.
Zazdrość uderzyła w niego dopiero przy Reece. Była u niego na pierwszym miejscu pod względem randki na bankiecie dla kawalerów. Do cholery, to był wręcz jedyny wybór. Nawet mimo że nic nie mogło z tego wyjść. Po prostu chciał samolubnie zgarnąć z nią w ogóle każdą wspólną chwilę.
Lecz ona odmówiła. Użyła wymówki, że była zajęta.
„Ją to całkowicie pieprzy, gdyż nawet nie spróbowała pisać i dzwonić z chwilą ukończenia wyjazdu roboczego. To tak samo jakbym wręcz wyparował. Z kolei ja cały czas nad nią dumam. Oraz tęsknię. Chyba już mi kurwa odwaliło!” Mógł uciec przed mnóstwem różnorakich problemów. Jednak myśli zawsze go dopadały.
CJ znów sięga po telefon. Odciąga z siebie kołdrę. Leży w łóżku. Zsuwająca się pościel przy jego biodrach obnaża seksowne wcięcie V na brzuchu.
Robi sobie selfie za pomocą iPhone’a i od razu ładuje na Twittera. Wiedział przecież, że go obserwuje. Miał jednak przeogromną nadzieję w tym, że ona na nie natrafi.
Dopisuje jeszcze tekst na dole u boku dobranych hasztagów.
Przejmujemy miasto w ten weekend. #BankietDlaKawalerówDziśWieczorem #NYC #KażdyKtoSięLiczyTamBędzie!
Stuka Wyślij, a łobuzerski uśmieszek błyszczy na jego ustach.
















































