
Ulegając żądzy miliardera
Autorzy
Jhenny Pink
Lektury
33,6K
Rozdziały
64
1
RUE
Zmusiłam się do gorzko-słodkiego uśmiechu, gdy mężczyzna, który był dla mnie całym światem — mój chłopak od dwóch lat — szedł właśnie do ołtarza z moją siostrą, Daisy. Brawa wszystkich wokół nie potrafiły zagłuszyć dźwięku mojego serca, które pękało na milion kawałków.
Bardzo się starałam wziąć w garść. Próbowałam oddychać normalnie, żeby nikt nie zobaczył, jak to wszystko mnie niszczy. Ale kogo ja chciałam oszukać? Wszyscy w tej sali wiedzieli o mnie i Davidzie. Wszyscy wiedzieli, że od lat byliśmy razem.
Kiedy David przechodził obok mnie, nasze spojrzenia się spotkały. Zobaczyłam w jego oczach żal. Trzymał moją siostrę za rękę. Jednak jego oczy opowiadały mi zupełnie inną historię.
Moja mama mocno szturchnęła mnie w żebra. Posłała mi ostrzegawcze spojrzenie. Na jej twarzy wciąż gościł sztuczny uśmiech. „Przyklej ten cholerny uśmiech do twarzy i nawet nie próbuj robić scen”, syknęła pod nosem.
Zrobiłam to, co kazała. Zawsze robiłam to, co kazała. Ale to i tak nie miało znaczenia. Wszyscy tutaj i tak wiedzieli o mnie i Davidzie. Jak mogli nie wiedzieć? Przez dwa lata byliśmy nierozłączni.
Podczas ceremonii mój ojczym zaczął szeptać do mamy. Nie mogłam tego nie usłyszeć. „Mówiłem ci, że powinniśmy posadzić ją z tyłu. Albo po prostu zostawić w domu”.
Odpowiedź mojej mamy zadała mi ogromny ból. „Zaczynam myśleć, że miałeś rację. Ona w niczym nie przypomina naszej cudownej Daisy. To tylko gówniara, której trzeba pokazać, gdzie jej miejsce”.
Wow. Słuchanie, jak własna matka mówi o tobie takie rzeczy, nigdy nie staje się łatwiejsze. A najgorsze w tym wszystkim? To moja mama w zasadzie zmusiła Davida do ślubu z moją siostrą. A Daisy z radością na to przystała.
Zawsze brakowało nam pieniędzy, ale rodzina Davida była bogata. Kiedyś obiecywał mi, że będzie moją przepustką do wyjścia z tego toksycznego domu. Ale jakimś sposobem moja siostra przejrzała moje plany. Wkroczyła do akcji i po prostu mi go ukradła.
Zaledwie miesiąc temu Daisy wróciła do domu z szokującą wiadomością — była w ciąży i twierdziła, że ojcem jest David. Powiedziała, że potajemnie się w sobie zakochali i sypiali ze sobą za moimi plecami.
David, którego uważałam za honorowego faceta, natychmiast się jej oświadczył — powiedział, że musi postąpić właściwie. Zostałam z tym wszystkim jak idiotka, czując w głębi duszy, że coś tu bardzo nie gra.
Próbowałam powiedzieć Davidowi o swoich podejrzeniach. Czułam, że moja rodzina coś knuje. Można by pomyśleć, że po dwóch latach związku zaufa mi na tyle, by chociaż mnie wysłuchać. Każdego dnia błagałam go, by dostrzegł, jaka naprawdę jest moja rodzina. Chciałam, żeby zrozumiał, że są zdolni do wszystkiego.
Ale on nie chciał tego słuchać. I tak kontynuował przygotowania do ślubu. Prosiłam go nawet, żeby ze mną uciekł. Chciałam, żebyśmy po prostu zostawili ten cały dramat za sobą, ale odmówił.
Wyglądało to tak, jakby całkowicie wyciął mnie ze swojego życia. Żadnych więcej odwiedzin, żadnego troszczenia się o mnie — a wszystko dlatego, że tak kazały mu moja siostra i mama. David był jedyną stałą w moim życiu, jedyną osobą, przy której kiedykolwiek czułam się ważna. Był moją pierwszą miłością i kochałam go z całych sił.
Z biegiem dni zaczęłam się zastanawiać, czy miłość Davida do mnie była naprawdę tak prawdziwa, jak myślałam. Patrzenie, jak trzyma moją siostrę za rękę, było jak wyrywanie mi serca z piersi raz za razem.
David był dla mnie wszystkim. Był moim księciem z bajki, moją ucieczką, moją przyszłością. A teraz wymykał się prosto w idealnie zadbane dłonie mojej siostry.
Jasne, może i jestem przeciętnego wzrostu, mam brązowe włosy i piwne oczy, a moje konto bankowe świeci pustkami. Ale przynajmniej nie jestem wysoką, piwnooką brunetką i puszczalską lalą o ciele modelki, tak jak moja siostra. Podła suka.
Boże, posłuchaj tylko siebie. Jak ja w ogóle mówię o własnej siostrze. Ona ma dopiero dwadzieścia lat, a ja dwadzieścia dwa, i wyzywam ją, jakbyśmy wciąż były dziećmi kłócącymi się o zabawki.
Musiałam wysiedzieć cały ich ślub. Musiałam patrzeć na ten zadowolony uśmieszek mojej siostry. Wyglądała, jakby właśnie wygrała na loterii. Kiedy ceremonia w końcu się skończyła, wszyscy ruszyli na salę weselną.
Wszyscy przyjaciele i cała rodzina poszli świętować z młodą parą, zostawiając mnie z rodzicami i chaosem emocji, od którego nie mogłam uciec. Możecie się zastanawiać, dlaczego po prostu stamtąd nie wyszłam, ale dokąd miałam pójść? Nie miałam przy duszy złamanego grosza, a nasza okolica nie była miejscem, w którym chciałoby się samotnie spacerować po nocy.
Moja matka pragnęła mojego absolutnego posłuszeństwa. Zagoniła mnie w róg. „Posłuchaj no, ty suko!” warknęła, a jej głos kipiał z wściekłości. „Przykleisz ten cholerny uśmiech do swojej głupiej twarzy. Zrobisz to dla swojej siostry. Udało jej się zdobyć to, czego ty nie potrafiłaś. Pogódź się z tym i przestań być taką marudną krową”.
Jej wściekłość rosła. Podniosła rękę, gotowa mnie uderzyć. Interweniował mój ojczym. Delikatnie, ale stanowczo chwycił jej dłoń. To uchroniło mnie przed ciosem.
„To nie jest odpowiedni moment. Choć w sumie bardzo na to zasługuje. Nie chcielibyśmy, żeby pojawiła się na weselu z odciskiem dłoni na twarzy, prawda?” powiedział mój ojczym z przebiegłym uśmiechem. Odszedł, ciągnąc moją matkę za sobą. „Wszyscy wiemy, że wesele byłoby o wiele przyjemniejsze bez niej”.
„Masz absolutną rację”, odpowiedziała moja mama. Jej głos był pełen goryczy i determinacji. „Ale zajmiemy się nią inaczej. Dopilnujemy, żeby dostała nauczkę w domu”.
Moja matka była kiedyś szaleńczo zakochana w moim ojcu. On jednak złamał jej serce, gdy uciekł z inną kobietą. W tym okropnym czasie matka odkryła, że jest ze mną w ciąży. Nieświadomie stałam się ucieleśnieniem jej żalu. Czasami zastanawiałam się, dlaczego nie zdecydowała się na aborcję. Przecież tak bardzo nienawidziła mojego istnienia.
Z biegiem lat jej wrogość do mnie tylko rosła. Mniej więcej rok po odejściu ojca moja matka spotkała Pana Kokainę. Tak nazywam mojego ojczyma, Petera Dickersona. On również poczuł do mnie wielką niechęć i to bez żadnego powodu.
Przynajmniej moja siostra, Daisy, wydawała się na początku promykiem nadziei. Właściwie była dość miła. Myślę, że była po prostu dzieckiem, które wtedy jeszcze niczego nie rozumiało. Nie miałam pojęcia, jak to się skończy. Przez lata była manipulowana przez ojczyma i matkę, którzy mną gardzili. W końcu Daisy zamieniła się w mojego największego wroga.
Otarłam łzy i wzięłam się w garść, po czym ruszyłam w stronę sali. Zajęłam miejsce na samym końcu pomieszczenia, z moim imieniem wypisanym na tabliczce — bolesne przypomnienie o mojej samotności. Siedziałam daleko od mojej okropnej rodziny, podczas gdy matka i ojczym zajmowali dumnie miejsca na samym przodzie sali.
Ten wyraźny kontrast między naszymi miejscami boleśnie przypominał mi o mojej pozycji w tej rodzinie. „Jako żona pana młodego chciałabym wznieść pierwszy toast”, odezwała się moja siostra głosem pełnym radości, delikatnie stukając w swój kieliszek z winem.
Mój wzrok zatrzymał się na jej sukni. Bardzo przypominała tę, którą kiedyś naszkicowałam. Nie mogłam opędzić się od myśli, że ukradła mój pomysł. Spojrzałam na Davida. Wydawał się niezwykle zadowolony. Wpatrywał się w swoją nową żonę z prawdziwym podziwem. W tym momencie poczułam ukłucie zazdrości i żalu.
„Więc, dla tych z was, którzy jeszcze nie wiedzą... jestem w ciąży!” promieniała Daisy. Goście odpowiedzieli na to ogłoszenie głośnym chórem gratulacji.
Usłyszenie tej wiadomości po raz kolejny wywołało u mnie łzy. Moja klatka piersiowa zacisnęła się z bólu. Zastanawiałam się, jak oni wszyscy mogą być tak ślepi.
Daisy kontynuowała: „Aby wyrazić głęboką miłość i wdzięczność dla mojej wspaniałej siostry, bez której to wszystko nie byłoby możliwe... David i ja postanowiliśmy nazwać naszą córeczkę Ruella. To w hołdzie dla niej”. Kiedy te słowa do mnie dotarły, poczułam, że zaraz zemdleję. Ziemia usuwała mi się spod nóg, a wszyscy goście wyglądali na zszokowanych.
Pamiętajcie o jednym. Moja matka nadała mi imię Rue Bamford, które w zasadzie oznacza żal lub ruinę.
Kiedy spojrzałam na siostrę, zobaczyłam na jej twarzy triumfalny uśmieszek. Salę wypełniły głośne brawa reszty gości.
Zdrada i ból zawirowały w moim ciele. Stworzyły burzliwą mieszankę emocji, która przytłoczyła moje zmysły. Miałam wrażenie, że ściany pokoju się zaciskają. Groziło mi, że pochłonie mnie ciemność.
„Jak oni mogli?” zdołałam wyszeptać. Mój głos drżał z niedowierzania i bólu.















































