Cover image for Przeznaczony alfa

Przeznaczony alfa

Zagubiona, potem odnaleziona

RYDER

Wyszłam z chatki i przeciągnęłam się.
Dziś minęło dziesięć lat od zniszczenia mojego stada. Przez dziesięć lat ukrywałam się w tej chacie.
Stanęłam przed drzwiami i spojrzałam na otaczający mnie las. Po dziesięciu latach życia tutaj wyglądał jak coś normalnego. Wróciłam do środka i zaparzyłam herbatę.
Nauczyłam się sama o siebie dbać. Za domem miałam mały ogródek, gdzie uprawiałam warzywa, liście i zioła do herbaty oraz gotowania.
Polowałam w okolicy na mięso – najczęściej jadłam króliki, a czasem jelenia. Nigdy nie zapuszczałam się za daleko, wiedząc, że jeśli mnie złapią, pewnie potraktują jak łotra, a nie kogoś, kto po prostu ucieka.
Siedziałam w chacie i czytałam książkę. Kilka razy wracałam do starego domu stada po różne rzeczy. Zabrałam kilka książek, przybory do gotowania i sprzątania oraz ważne przedmioty.
Gdy dorastałam, wzięłam stare ubrania ojca, które wciąż wisiały w szafie, pokryte cienką warstwą kurzu z lat nieużywania.
TRZASK.
Odwróciłam się w stronę okna. Siedziałam nieruchomo i cicho, nasłuchując, czy to coś innego niż zwierzę.
Kiedy nic więcej nie usłyszałam, wróciłam do czytania, odpychając niepokojące uczucie, że coś się zaraz wydarzy.
Po chwili postanowiłam zająć się obowiązkami. Wyszłam na zewnątrz i zaczęłam rąbać drewno do pieca w chacie. Ogrzewał mnie i gotował wszystkie posiłki.
Podczas rąbania znowu usłyszałam jakiś ruch. Zatrzymałam się i spojrzałam na gęste drzewa.
Nagle zobaczyłam trzech mężczyzn wychodzących zza linii drzew i idących w stronę chaty. Ukryłam się przy ścianie domu, mając nadzieję, że po prostu odejdą.
„Co to za miejsce?” zapytał jeden z mężczyzn.
„Nie mam pojęcia. Nie wiedziałem, że tu coś jest. To tuż za granicą” powiedział drugi.
Trzeci stał cicho, po czym spojrzał w górę i zobaczył dym unoszący się z komina. „Ktoś tu mieszka...”
Kominek... Wciąż się pali! powiedziała moja wilczyca, gdy obie to zrozumiałyśmy.
Trzymałam się płasko przy chacie, mając nadzieję, że mnie nie wywęszą. Nie miałam ochoty zostać znaleziona. Było mi tu wygodnie.
Ukrywałam się przy budynku, gdy przeszukiwali dom. Słyszałam, jak rozmawiają ze sobą, zgadując, że to pewnie obozowicze.
Opuścili dom, a ja nadal się ukrywałam, dopóki ich nie usłyszałam. Powoli wychyliłam się zza boku domu, wyglądając w stronę drzew.
Westchnęłam z ulgą, po czym chwyciłam drewno na opał i ruszyłam z powrotem do domu. Dotarłam do drzwi, gdy ich znowu usłyszałam.
„Odwróć się powoli i trzymaj ręce w górze” powiedział jeden z patrolujących.
Stałam nieruchomo, odmawiając odwrócenia się, próbując wymyślić sposób, jak się z tego wywinąć bez konieczności ich zabijania.
„POWIEDZIAŁEM, ODWRÓĆ SIĘ, ŁOTRZE!” powtórzył mężczyzna.
Odwróciłam się powoli ze złym wyrazem twarzy, wciąż trzymając drewno w ramionach.
Drugi mężczyzna wystąpił do przodu. „Upuść drewno i chodź z nami.”
„Nie jestem na waszym terytorium, nie macie prawa tu być na mojej posesji ani zmuszać mnie, żebym z wami poszła” odpowiedziałam, a mój głęboki głos zakończył się warknięciem.
„Chodź bez walki, łotrze, a nasz alfa może być łaskawy” powiedział trzeci ze złym wyrazem twarzy.
Warknęłam na nich, po czym upuściłam drewno. Rzuciłam się na pierwszego mężczyznę, tego najbliższego mnie, i uderzyłam go mocno, przewracając na ziemię.
WYPUŚĆ MNIE!! PODRĘ ICH NA STRZĘPY!!! wrzasnęła moja wilczyca w mojej głowie.
Nie mogę – pomyślałam. Jeśli dowiedzą się, że jestem alfą, na pewno nas zabiją.
Rzuciłam się na drugiego, kopiąc go mocno w środek klatki piersiowej, przez co upadł ciężko na drzewo i stracił przytomność. Trzeci przemieniał się w wilka i rzucił się na mnie z wyszczerzonymi zębami.
Usunęłam się z jego drogi i owinęłam ramiona wokół jego szyi, trzymając go w duszeniu, aż stracił przytomność. Wstałam ponownie, moja klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy próbowałam uspokoić oddech.
Znowu usłyszałam ruch i warknęłam, gdy zorientowałam się, że jestem całkowicie otoczona.
Musieli wezwać pomoc przez połączenie umysłowe, gdy nas znaleźli – mruknęła moja wilczyca.
Odwróciłam się w stronę wyraźnego przywódcy grupy. Był dużym brązowym wilkiem z niewielką ilością mocy bijącej od niego. Z pewnością był urodzony jako alfa, ale jeszcze nim nie był.
Przemieniał się z powrotem i stanął przede mną z niezadowolonym wyrazem twarzy. „Łotrom nie wolno wchodzić na nasze ziemie, a ty zaatakowałaś trzech naszych patrolujących. Chodź z nami teraz, jeśli chcesz zachować życie.”
Zaśmiałam się złośliwie. „Wolałabym umrzeć, niż spędzić resztę życia w jakiejś ciemnej celi w waszej piwnicy. Nie przekroczyłam waszych ziem, nie macie tu żadnych praw. Mój dom jest poza waszymi granicami.”
Mężczyzna zaśmiał się. „Nie masz żadnych praw, kropka.” Skinął na swoich ludzi i zaczęli się zbliżać.
Wypuść mnie!! – wrzasnęła moja wilczyca, próbując się przebić.
Oczyściłam głowę z jej obecności, przyjmując agresywną postawę, zanim zaatakowało mnie sześciu wojowników. Stoczyłam dobrą walkę, zadając ciosy i kopniaki, aż w końcu mnie obezwładnili.
Przycisnęli mnie twarzą do ziemi, trzymając za ręce i nogi, gdy sięgali po srebrne kajdanki, by skrępować moje dłonie. Skrzywiłam się ze złością, gdy je zakładali – srebro paliło moje nadgarstki.
Prowadzili mnie przez ich ziemie do domu stada. Zostałam zaprowadzona przez zewnętrzne drzwi piwnicy do ich cel, gdzie wrzucono mnie do jednej z cel z srebrnymi prętami.
Szybko odzyskałam równowagę i warknęłam na nich, przypominając im, że już pokonałam kilku ich ludzi i żeby się ze mną nie zadzierali.
„Ręce” zawołał jeden ze strażników. Wsunęłam ręce przez pręty, a on zdjął kajdanki.
Cofnęłam się, pocierając obolałą skórę, która wciąż bolała od kontaktu ze srebrnymi kajdankami.
„Jak długo tu będę?” zapytałam ze złym wyrazem twarzy, rozglądając się po brudnej celi.
„Dopóki alfa nie zdecyduje, czy cię zabić, czy wypuścić. Radzę współpracować” powiedział strażnik zirytowanym głosem, po czym odszedł.
Uderzyłam pięściami w ścianę, uwalniając część narastającej we mnie złości.
Powinnaś była pozwolić mi się tym zająć... wtedy nie byłybyśmy w tym bałaganie – narzekała ze złością moja wilczyca.
Masz rację, nie byłybyśmy w tym bałaganie. Byłybyśmy martwe – odpowiedziałam.
Moja wilczyca prychnęła z irytacją, a ja usiadłam na zakurzonym materacu, z którego uniósł się mały obłoczek kurzu, gdy opadłam.
Przypomniało mi to dzień, gdy uciekłam do chaty. Materac tam zrobił to samo.
Warknęłam na wspomnienia, a potem znowu, gdy mężczyzna wszedł do korytarza przed celą.
Continue to the next chapter of Przeznaczony alfa