
Złap mnie
Autorzy
Daphne Watson
Lektury
8,9M
Rozdziały
20
Rozdział 1.
Ostrzeżenie o treści erotycznej
Grób mojej mamy był z pięknego czarnego marmuru.
Wyglądał dokładnie tak, jak by sobie tego życzyła, odzwierciedlając jej gust.
Uklękłam przed ciemnym kamieniem i postawiłam starannie ułożony bukiet w wazonie po prawej stronie. Potem położyłam dłoń na jej imieniu, wyrytym na froncie nagrobka.
– Tęsknię za tobą – szepnęłam cicho.
Smutek i chłód przeszyły mnie na myśl, że już nigdy jej nie zobaczę.
Nigdy nie przypuszczałam, że stracę mamę tak wcześnie. Była moim wzorem, osobą, na której się wzorowałam dorastając. A teraz jej zabrakło.
Tata i ja byliśmy załamani. Była światłem naszej rodziny, a teraz to światło zgasło. Miesiąc po pogrzebie tata wciąż bardzo ciężko to znosił.
Przyzwyczaił się do powrotów do domu i widoku jej. To była najlepsza część jego dnia przez ostatnie 20 lat. A teraz wracał tylko do pustego, zimnego domu. I jutro ja też go opuszczałam.
Starałam się nie płakać, powoli wstając. Pogoda robiła się chłodna tutaj w Nowym Jorku.
Biorąc głęboki wdech, by się uspokoić, poczułam ziemisty zapach wilgotnej gleby. Unosił się też aromat świeżo skoszonej trawy.
Rozejrzałam się po cmentarzu. Kilka osób stało przy różnych grobach, pogrążonych w żałobie jak ja. Mój telefon zabrzęczał, przypominając o czasie. Musiałam iść, zanim zacznie się ulewa.
Spojrzałam jeszcze raz na grób mamy i pożegnałam się.
– Do widzenia, mamo. Zawsze będę cię kochać. Nawet teraz, gdy nie będę mogła cię często odwiedzać.
Gdy ocierałam łzy z twarzy, poczułam czyjąś obecność za sobą i znieruchomiałam.
A potem ciepła dłoń dotknęła mojego ramienia.
– Nie martw się, kochanie. Zawsze będę z tobą.
***
Obudziłam się, gdy samolot mocno zatrząsł.
Podskoczyłam, przez co starsza pani na środkowym siedzeniu obok mnie rozlała kawę.
Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie, gdzie jestem.
Potem zobaczyłam mapę na ekranie przede mną, pokazującą mały samolot w połowie drogi przez Atlantyk.
No tak. Leciałam z Nowego Jorku do Londynu. Czekało na mnie nowe miejsce, miasto i praca.
To była świetna okazja. Projektowanie wnętrz to trudny kawałek chleba, więc musiałam łapać każdą szansę, nawet jeśli była za oceanem.
Przetarłam oczy i przeciągnęłam się, a moje obolałe ciało zaprotestowało po godzinach siedzenia w ciasnym, niewygodnym fotelu.
Kobieta obok wciąż patrzyła na mnie krzywo, wycierając rozlaną kawę. Starając się ją ignorować, włożyłam słuchawki i nacisnęłam przycisk „Live TV” na moim ekranie.
To był brytyjski kanał informacyjny. Prezenter miał bardzo wytworny akcent, ale nie to przykuło moją uwagę. To było zdjęcie obok prezentera.
Zdjęcie przedstawiało mężczyznę. Jednego z najprzystojniejszych facetów, jakich kiedykolwiek widziałam. Był bardzo umięśniony, a jego szczęka wyglądała na bardzo silną.
Ale to, co naprawdę przykuło mój wzrok, nawet na tym kiepskim ekranie samolotowym, to były jego oczy. Wyglądały na dzikie i potężne. Wydawało się, że mógłby stopić metal samym spojrzeniem.
Zadrżałam, patrząc na niego. Potem wsłuchałam się w to, co prezenter mówił o nim.
– Xavier Lexington, najpotężniejszy CEO w Wielkiej Brytanii, został ponownie powiązany z londyńską mafią w tym tygodniu, ale rzecznik pana Lexingtona odmówił komentarza.
To nie pierwszy raz, gdy pojawiają się pytania dotyczące interesów pana Lexingtona. Jego wrogowie znikali, a mówi się, że nawet Król nie mógłby mu się przeciwstawić.
Wyjęłam słuchawki, patrząc ze zdumieniem na obraz Xaviera Lexingtona. Ten niezwykle przystojny mężczyzna był także bossem mafii? W co ja się pakowałam, przeprowadzając się do tego miejsca?
***
Długo potem mój samolot wylądował na Heathrow, a ja odebrałam bagaże, zanim wezwałam taksówkę.
Londyn bardzo różnił się od Nowego Jorku. Ludzie czekali na przejście przez ulicę, gdy światło się zmieniało, w przeciwieństwie do Amerykanów, którzy po prostu idą, nawet jeśli nadjeżdża samochód. A akcent był fascynujący. Uwielbiałam brytyjski akcent.
Gdy wjeżdżaliśmy do miasta, przyglądałam się wszystkim budynkom, zastanawiając się, który z nich był moim apartamentem. Jedną z zalet przeprowadzki do Londynu było to, że firma, dla której miałam pracować, zapewniała mi mieszkanie.
Z przesłanych mi zdjęć wynikało, że budynek był nowy i nowoczesny, z co najmniej dziesięcioma piętrami. Na każdym piętrze znajdował się tylko jeden apartament, i to bardzo duży. Nie mogłam się doczekać, aby go zobaczyć.
Moje stare mieszkanie nie było małe, ale też nie było aż tak duże.
Głośny klakson samochodu i kilka przekleństw wyrwały mnie z zamyślenia. Taksówka gwałtownie skręciła. Chwyciłam się siedzenia, gdy kierowca zwolnił.
– Przepraszam. Samochód właśnie skręcił i prawie nas uderzył.
Odpowiedziałam cichym „W porządku”.
Taksówka w końcu dotarła do budynku i pomogła mi z bagażami.
Osiemnaście funtów później i „miłego dnia” od kierowcy, wchodziłam do lobby mojego nowego domu.
Pierwsze spojrzenie na to miejsce odebrało mi mowę. Lobby było ogromne, z nowoczesnymi wzorami. Podłogi były z czarnego marmuru, a duże okna wpuszczały naturalne światło.
Portier podszedł, by mnie przywitać, wyrywając mnie z zamyślenia. Miał schludną brodę i nosił ciemnoniebieski mundur. Ale to, co mnie zadziwiło, to jego głęboko niebieskie oczy. To było wszystko, co mogłam zobaczyć.
– Dobry wieczór. Panna Carlone, jak sądzę?
– Tak, jestem Katherine Carlone. Jak się pan miewa?
Portier, którego plakietka głosiła „Williams”, uśmiechnął się. – Bardzo dobrze, dziękuję.
Wszystkie pani rzeczy zostały przeniesione do apartamentu, a pani asystentka, Arabella Brown, wszystko przygotowała. Pozwoli pani, że wezmę bagaże i zaprowadzę panią do nowego apartamentu.
– Dobrze. – Podążyłam za uprzejmym portierem do windy, która zawiozła nas na górę.
Westchnęłam, gdy otworzył drzwi mojego nowego apartamentu. Portier uśmiechnął się, stawiając moje torby na podłodze, zanim wręczył mi klucz i kody bezpieczeństwa.
– Zostawię panią teraz. Życzę miłego wieczoru. – I zniknął, zostawiając mnie w osłupieniu.
Wciąż stałam nieruchomo, wpatrując się w piękny apartament. Zmusiłam się do ruchu i ruszyłam, by obejrzeć miejsce.
Weszłam z przedpokoju do dużej przestrzeni - połączonego salonu i jadalni.
Zajrzałam do ładnej kuchni - w której z przyjemnością bym gotowała - zanim udałam się do głównej sypialni. Miała dużą łazienkę i największą garderobę, jaką można sobie wyobrazić. To miejsce było naprawdę jak z marzeń.
Była też druga sypialnia z łazienką.
Apartament miał widok na Tamizę, a widok z salonu był niesamowity.
Wszystkie pudła, które wysłałam, zostały rozpakowane, a moje rzeczy starannie poukładane, nadając miejscu nowoczesny, ale przytulny wygląd.
Otwierając lodówkę, zobaczyłam, że była pełna wszelkiego rodzaju dobrych produktów. Szafki też były pełne. Musiałam podziękować mojej nowej asystentce, gdy ją spotkam. Wszystko było już gotowe, a przyjazd do Londynu w piątek oznaczał, że miałam cały weekend na zaaklimatyzowanie się.
***
Kiedy obudziłam się w poniedziałkowy poranek, wiedziałam, że mam kłopoty.
Nie obudziłam się na dźwięk budzika i ze strachem zdałam sobie sprawę, że jeszcze go nie podłączyłam.
Patrząc na telefon, zaklęłam. Mój pierwszy dzień pracy zaczynał się za pół godziny, a biuro było 25 minut stąd.
Wyskoczyłam z łóżka i pospiesznie ubrałam się, nakładając szybko makijaż. Na szczęście przygotowałam ubrania poprzedniego wieczoru i wyglądały bardzo elegancko. Miałam na sobie obcisłą czarną spódnicę do kolan i ciemnoczerwony top z dwoma rozpiętymi guzikami u góry.
Czerwona szminka, czarne szpilki Louis Vuitton i pasująca torebka dopełniały stroju. Nie miałam czasu na ułożenie włosów, ale na szczęście naturalnie opadały w długich, pełnych lokach.
Dziesięć minut później wybiegłam na zewnątrz i ruszyłam ulicą.
Cholera, cholera, cholera. Nie mogłam się spóźnić pierwszego dnia.
Przyspieszyłam kroku, próbując zmusić nogi do szybszego ruchu lub zegar do wolniejszego tykania. Co by o mnie pomyśleli, gdybym spóźniła się pierwszego dnia?
Zaczęłam biec, gdy nagle mężczyzna wyszedł z restauracji tuż przede mną. Nie miałam czasu, by go ominąć, więc wpadłam na niego.
– Och, bardzo przepraszam – szybko powiedziałam, próbując go wyminąć.
Ale zanim zdążyłam, poczułam, jak chwyta mnie za łokieć.
– Czekaj, kim ty jesteś? Wpadasz na mnie i po prostu uciekasz. – Brzmiał na złego i zirytowanego.
Wyrwałam rękę z jego uścisku i odwróciłam się, by mu powiedzieć, co myślę.
Ale w momencie, gdy zobaczyłam jego twarz, poczułam, jak żołądek mi się przewraca.
To był on. Mężczyzna, przed którym ostrzegali w wiadomościach. Xavier Lexington.
I patrzył na mnie, jakbym była jego następną ofiarą.













































