
Mój mąż jest prezesem Książka 4: Kochając prezesa
Autorzy
Lektury
297K
Rozdziały
34
Rozdział 1
Zamknęłam na chwilę oczy, a potem znów je otworzyłam. Myślałam, że widok przed moimi oczami się zmieni. Ale wielki budynek szpitala nadal tam stał. To potwierdzało, że to nie był sen. Naprawdę tu byłam.
Szpital Główny Mascare.
„Wierzysz w to, Angie? Naprawdę tu jesteśmy! Potrzebowałam dwóch dni, żeby w ogóle pojąć, że nas przyjęli”, paplała Magnolia, a jej głos przepełniała ekscytacja.
„Wiem, to wręcz nierealne”, przytaknęłam.
Szpital Główny Mascare był najlepszą placówką w kraju. Zdobycie tu pracy przypominało wygraną na loterii. A ja stałam tu, trzymając swój zwycięski los. Mimo to nie potrafiłam zebrać się na odwagę, aby przekroczyć te drzwi i rozpocząć swoją drogę jako lekarka rezydentka.
„Czuję się teraz niezwyciężona! Chodź, Angie, wejdźmy do środka, zanim stchórzymy”, ponaglała mnie moja najlepsza przyjaciółka. Oplotła swoje ramię wokół mojego i pociągnęła mnie do przodu. Byłam jej wdzięczna za ten impuls. Bez niego mogłabym nigdy nie znaleźć w sobie odwagi, żeby wejść do środka.
Wnętrze szpitala bardziej przypominało luksusowy hotel niż placówkę medyczną. Wzdłuż marmurowych korytarzy ciągnęły się kawiarnie i sklepy z pamiątkami. Starałam się ogarnąć wzrokiem to otaczające mnie bogactwo.
„To w ogóle nie wygląda jak szpital”, mruknęłam, stwierdzając oczywistość.
„Wiem. Przy takich pieniądzach, jakie mają Maslowowie, wcale mnie nie dziwi, że nie trzymali się tradycyjnego wyglądu szpitala. Słyszałam, że planują rozbudować to miejsce i otworzyć filie w innych miastach”, skomentowała Magnolia.
Nazwisko Maslow nie powinno we mnie niczego budzić. Ciągle powtarzałam sobie, że tak właśnie jest. Ale drżenie mojego serca było wyraźnym znakiem, że tylko się oszukuję.
Nie mogę o nim myśleć. To nie ma sensu. Nie jest już częścią mojego życia i na pewno ruszył do przodu.
***
„To prawda, ale moim głównym celem jest pomóc jak największej liczbie osób”, powiedziałam, zerkając na restaurację wciśniętą w kąt. Hol nie był jedynym miejscem, w którym mieściły się lokale gastronomiczne i kawiarnie. Były one rozsiane po całym szpitalu. Każde piętro miało w sobie coś wyjątkowego, a sale pacjentów przypominały apartamenty w ekskluzywnym hotelu.
„Wszyscy to wiedzą, Angie. A ci, którzy nie wiedzą, wkrótce się o tym przekonają. Ale ty też musisz się czasem rozerwać. Słyszałam, że otworzyli tu mini galerię handlową i po prostu muszę ją zobaczyć”, powiedziała, wciskając przycisk windy.
„Najpierw obowiązki, potem zabawa. Tak to powinno wyglądać”, przypomniałam jej, czekając na przyjazd windy.
„Jasne, jasne”, przewróciła oczami. „Ale musisz znowu zacząć chodzić na randki, Angie. Mówię poważnie”, dodała, zanim zdążyłam zaprotestować. „Wiem, że trudno ci się przed kimś otworzyć, ale nie możesz spędzić życia tylko na ratowaniu innych. Byłoby miło, gdybyś miała do kogo wracać do domu. Kogoś, z kim mogłabyś dzielić życie”.
„Nie ma się czym dzielić. Potrafię sama o siebie zadbać”, odparłam.
Magnolia posłała mi sceptyczne spojrzenie, ale nie zawracałam sobie głowy obroną. Nie było takiej potrzeby. Znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny i doskonale wiedziała, kiedy kłamię i dlaczego.
Winda wreszcie przyjechała, a my weszłyśmy do środka. Była to największa winda, jaką kiedykolwiek widziałam. Miała bordowy dywan i mały żyrandol.
„Wow! Wiedziałam, że to miejsce jest eleganckie, ale to ociera się o ekstrawagancję. Jak lekarze są w stanie w ogóle tu pracować w takim luksusie?”, zastanawiała się na głos, gdy wjeżdżałyśmy na szóste piętro, gdzie znajdowały się biura administracyjne. Miałyśmy zaplanowane spotkanie z właścicielem i dyrektorem generalnym szpitala. Próbowałam znaleźć o nim jakieś informacje w internecie, ale niczego nie odkryłam. Plotki głosiły, że bardzo cenił sobie prywatność. Według pogłosek niedawno przejął stanowisko, ale mało kto wiedział, kim on jest, a ci nieliczni trzymali język za zębami.
„Gdyby sobie nie radzili, ten szpital by nie istniał. Mamy szczęście, że będziemy się szkolić pod ich okiem”, odpowiedziałam.
„To prawda”, przerwała na chwilę, podziwiając przepych windy. „Myślisz, że dyrektor mógłby odrzucić nasze podania?”
„Dlaczego miałby to zrobić?”
Wzruszyła nonszalancko ramionami. „Nie wiem. A co, jeśli ma zły humor i postanowi nas wyrzucić, zanim jeszcze zaczniemy pracę?”
Nie mogłam powstrzymać się od przewrócenia oczami. „Nie dramatyzuj, Mags. Nie zrobiłby tego. Może i jest nowy, ale na pewno to profesjonalista. Tak przy okazji, masz jakiś pomysł, kim on może być?”
Pokręciła głową. „Próbowałam trochę poszperać w sieci, ale w mediach społecznościowych nie ma o nim ani słowa. Pan Maslow był bardzo tajemniczy, jeśli chodzi o przekazanie pałeczki nowemu szefowi. Nie znam nawet jego nazwiska”.
„Czy to nie trochę dziwne, że nikt nie wie, kim on jest? A co, jeśli jest jakimś przestępcą?”, wypaliłam, natychmiast żałując tego głupiego stwierdzenia. Sądząc po spojrzeniu, jakim obdarzyła mnie Magnolia, uznała to za równie absurdalne.
„Nie jest przestępcą. Przestępcy nie marzą o zostaniu dyrektorami szpitali. Wkrótce się dowiemy, kim on jest”, odpowiedziała, a ja starałam się uspokoić moje bijące serce. Nie potrafiłam dokładnie określić źródła mojego niepokoju. Dręczył mnie on jednak od chwili, gdy postawiłam stopę w szpitalu.
Winda wysadziła nas na szóstym piętrze. Byłam zaskoczona miękkimi dywanami pod stopami i żyrandolami nad głową. Drogie dzieła sztuki zdobiły ściany, gdy razem z Magnolią szłyśmy do biura dyrektora. Według mapy szpitala znajdowało się ono na samym końcu korytarza.
„Jest tu tyle biur. Aż mnie korci, żeby zobaczyć, co kryje się za tymi drzwiami”, dumała Magnolia, a ja szybko złapałam ją za ramię i przyciągnęłam do siebie.
„Nigdzie nie wejdziesz. Chcesz wylecieć pierwszego dnia?”, syknęłam.
„Nie wylecę. Sama przed chwilą mówiłaś, że dyrektor nas nie zwolni”, odparła, a na jej ustach igrał psotny uśmieszek.
„Nie, ale na pewno to zrobi, jeśli zaczniesz tu węszyć”, odgryzłam się.
Przewróciła oczami. „Węszyć, Angie? Naprawdę? Teraz to ty dramatyzujesz. Chcę tylko zobaczyć, kto tu pracuje i czym dokładnie się zajmuje”.
„Możesz się tego dowiedzieć, czytając tabliczki na drzwiach”, zauważyłam. Wskazałam na złotą plakietkę przymocowaną do ściany obok solidnych, drewnianych drzwi. Widniało na niej nazwisko, którego nie potrafiłam wymówić, oraz stanowisko osoby pracującej w środku.
„Wolałabym zapytać ich osobiście”, odparowała, ale nie próbowała już więcej podchodzić do żadnych drzwi.
Wreszcie dotarłyśmy pod drzwi dyrektora. Miałam wrażenie, że trwało to całą wieczność. Korytarze w tym szpitalu zdawały się ciągnąć w nieskończoność.
„Zapukaj do drzwi”, poinstruowałam ją. Cichy głos z tyłu mojej głowy błagał mnie, żebym się odwróciła i odeszła. Ale nie mogłam tego zrobić. Każdy nowy pracownik musiał spotkać się z dyrektorem generalnym przed rozpoczęciem pracy.
Magnolia uniosła rękę i delikatnie zapukała w lite drewno. Czekałyśmy równe dwie minuty. Kiedy nie doczekałyśmy się żadnej odpowiedzi, pomyślałam o wyjściu. Dokładnie tak, jak sugerował mi głos w mojej głowie.
„Zapukaj jeszcze raz. Ale tym razem zrób to głośniej”, szepnęłam.
„To nieuprzejme”, odparła.
„A co, jeśli nas nie usłyszał?”
„Niedosłyszy? Nic mi o tym nie wiadomo”.
„Nic o nim nie wiemy. A teraz zapukaj ponownie. Najwyraźniej nie słyszał”, ponagliłam ją.
Uniosła rękę i zapukała jeszcze raz. Tym razem drzwi się otworzyły, a ze środka wyjrzał mężczyzna mniej więcej w naszym wieku. Miał potargane blond włosy i przyjazne niebieskie oczy. Był ubrany na luzie. Miał na sobie jasnoniebieską koszulkę polo i dżinsy, a na nogach niebieskie trampki Converse. Mimo najszczerszych chęci nie potrafiłam wyobrazić go sobie w roli dyrektora generalnego.
„Cześć, wy na pewno jesteście nowymi rezydentkami. Wchodźcie śmiało”, zaprosił nas mężczyzna, szerzej otwierając drzwi, abyśmy mogły wejść.
„Pukałyśmy wcześniej, ale chyba nas nie słyszałeś”, wyjaśniła Magnolia. Ja w tym czasie przyglądałam się wnętrzu biura. Nagle uświadomiłam sobie, że zapomniałam przeczytać nazwisko z plakietki na zewnątrz.
Biuro było bardzo przestronne. Miało okna od podłogi aż po sam sufit, z których roztaczał się wspaniały widok na London Eye. W jednym kącie stały zebrane razem rośliny. Całą jedną ścianę zajmował rząd regałów z książkami. Na masywnym biurku leżał stos książek. Obok stały komputery iMac i MacBook Pro oraz różne przybory biurowe. Po jednej stronie biurka ustawiono dwa krzesła dla gości. W pobliżu regałów znajdowała się sofa i dwa dwuosobowe fotele. Stały one wokół szklanego stolika kawowego, na którym porozrzucano czasopisma medyczne.
„Wejdźcie i rozgośćcie się. Pan Gardner wkrótce do nas dołączy”, poinformował nas mężczyzna.
Na dźwięk tego nazwiska moje serce zabiło mocniej. Mój umysł nagle wypełnił się wspomnieniami o mężczyźnie, który zdobył moje serce, mimo że ja nigdy nie zdobyłam jego.
Czy to mógł być on? Wydawało się to niemożliwe. Mężczyzna, którego znałam, miał inne aspiracje. Nie potrafiłam wyobrazić go sobie jako dyrektora szpitala. Nie, to musiał być inny Gardner. W końcu to było popularne nazwisko.
Nie, wcale nie.
Ale to mógł być czysty przypadek. Ludzie często noszą takie same nazwiska. Musiałam przestać o nim myśleć i skupić się na pomaganiu tym, którzy mnie potrzebowali. On najwyraźniej wcale mnie nie potrzebował.
„Gdzie poszedł? Czy jest spóźniony?”, zapytała Magnolia. W tym samym czasie ja odłożyłam torebkę i usiadłam na jednym z krzeseł dla gości. Na biurku nie było żadnej tabliczki z imieniem, więc tożsamość dyrektora wciąż pozostawała tajemnicą.
„Wyszedł na chwilę. Powiedział, że ma ważne spotkanie”, odpowiedział mężczyzna.
„A jak ty masz na imię, jeśli mogę zapytać?”, rzuciłam.
„Jestem Ryan”, odpowiedział, posyłając nam promienny, biały uśmiech.
„Miło mi cię poznać, Ryan. Jestem Angela, ale możesz mi mówić Angie. A to moja najlepsza przyjaciółka, Magnolia”, przedstawiłam nas.
„Wspaniale. Chętnie bym tu został i z wami pogadał. Mam jednak stertę dokumentów do przejrzenia. Muszę też odłożyć te czasopisma, zanim przyjdzie szef”, powiedział, wskazując na magazyny rozrzucone na stoliku kawowym.
„Potrzebujesz pomocy?”, zaoferowała Magnolia. Odłożyła swoją teczkę na biurko i ruszyła w stronę stolika kawowego, żeby pozbierać czasopisma. „Gdzie to wszystko położyć?”
„O, właśnie tam”. Ryan wskazał na dolną półkę, która była po brzegi wypełniona różnymi czasopismami medycznymi. Było jasne, że nowy dyrektor lubił czytać. Zaczęłam się zastanawiać, skąd on bierze na to czas.
„Co jeszcze mogę zrobić?”, zapytała Magnolia, po tym jak odłożyła czasopisma na właściwe miejsce.
„Nie, powinnaś usiąść i odpocząć. To twój pierwszy dzień. Do twoich obowiązków nie należy załatwianie spraw szefa. Nie martw się, poradzę sobie”, zapewnił ją Ryan z uśmiechem na twarzy.
Magnolia przewróciła oczami i posłała mu jeden ze swoich popisowych uśmiechów. Taki, który jasno dawał do zrozumienia, że jest nim zainteresowana.
„Jeśli masz więcej książek do przeniesienia, to chyba przyda ci się pomoc. W czym jeszcze mogę ci pomóc?”, zapytała. Teraz, kiedy jej zainteresowanie było oczywiste – przynajmniej dla mnie – wiedziałam, że spędzi z nim każdą wolną chwilę. Zastanawiałam się, tak jak zawsze, jak ona może tak szybko się w kimś zakochiwać. W ciągu moich dwudziestu sześciu lat życia interesowałam się tylko jednym mężczyzną, a on nawet mnie nie chciał. Próbowałam zainteresować się innymi facetami, ale z jakiegoś powodu nie potrafiłam. Moje serce tęskniło tylko za jednym mężczyzną, i miałam przeczucie, że umrę jako singielka.
„Muszę zrobić smoothie dla szefa”, przyznał Ryan, wyglądając na nieco zmieszanego. „Naprawdę chcesz mi w tym pomóc?”
Twarz Magnolii wręcz zajaśniała. „Robię zabójcze smoothie. Po prostu powiedz mi, co do niego wrzucić, a ja zajmę się resztą”.
Ryan się roześmiał. „Dobra. Pokażę ci kuchnię, a ty pokażesz, co potrafisz”.
Mieli właśnie wyjść, kiedy ich zatrzymałam. „Dlaczego teraz wychodzicie? A co, jeśli zjawi się dyrektor?”
„Porozmawiam z nim później. Przecież nigdzie nie ucieknie. Możesz się z nim spotkać i zacząć swoją pracę”, powiedziała, po czym razem z Ryanem wyszli z biura.
Westchnęłam, zamknęłam oczy i oparłam się na krześle. Miałam nadzieję, że mój nowy szef wkrótce się pojawi. Lada chwila miały się zacząć pierwsze obchody, a ja chciałam poznać jak najwięcej pacjentów. Nienawidziłam patrzeć na ludzkie cierpienie. Chciałam im pomóc poczuć się lepiej najszybciej, jak to tylko możliwe.
Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że otworzyłam oczy. Moje serce zamarło po raz drugi w ciągu niecałej godziny. Zobaczyłam mężczyznę, który bez wątpienia był moim nowym szefem.
O Boże, dlaczego on tu jest?
Nasze spojrzenia się spotkały. Ja potrafiłam tylko patrzeć na niego w szoku. Z kolei w jego zielonych oczach dostrzegłam prawdziwy wir emocji. Chwilę później znów zagościł w nich ten sam, dobrze mi znany spokój.
„Dzień dobry, Angie”, przywitał się Nico. Podszedł do swojego biurka i usiadł na fotelu zarezerwowanym dla szefa.
„Czekaj, to ty jesteś nowym dyrektorem szpitala?”, wypaliłam, nie mogąc powstrzymać zdziwienia.
Skinął tylko głową w odpowiedzi. Wtedy to do mnie dotarło. Ta rezydentura będzie o wiele trudniejsza, niż początkowo zakładałam.










































