
Odkrywając siebie 4: Błogość
Narodziny Cudu
VIOLET
Patrzę na nią jak zaczarowana. Jej oczy są różnokolorowe. Porusza się z szeroko otwartą buźką. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak niezwykłego.
Ma włosy w tym samym odcieniu co moje, ale rysy twarzy głównie po Tylerze. Usta ma większe, a nosek mały jak ja. Jest do niego podobna jak dwie krople wody, tylko kolor włosów i oczu ma inny.
Jedno oko może z czasem przybrać jego jasnobrązową barwę.
To moja córeczka, nasze maleństwo.
Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Mogę myśleć tylko o niej. Moje serce pęcznieje, by pomieścić tę nową miłość.
Bóle porodowe, zmartwienia, lęk – to wszystko teraz nie ma żadnego znaczenia. Cały mój świat kręci się wokół tej maleńkiej istotki, która właśnie przyszła na świat.
Moja mała dziewczynka.
Moja El.
Będę cię kochać do końca świata i jeszcze dłużej.
CALLUM
To jest najbardziej niezwykły, fascynujący, niesamowity i jednocześnie obrzydliwy moment w moim życiu.
Czy to w ogóle możliwe, żeby coś było tym wszystkim naraz?
Patrzenie, jak nasze maleństwo o rudych włoskach wychodzi z ciała Violet, było czymś, czego nigdy nie spodziewałam się zobaczyć i szczerze mówiąc, nie mam ochoty oglądać tego ponownie.
Następnym razem zrobię to, co Zach. To chyba łatwiejsze.
Zaczynam płakać, owijając jej malutkie ciałko wilgotnym ręcznikiem. Płacze głośno, z szeroko otwartymi oczkami. Z mojego miejsca wydaje mi się, że ma oczy różnego koloru, ale nie jestem pewna.
Delikatnie pocieram jej plecki, tak jak uczyła nas położna na zajęciach.
Dobrze, że Violet mogła urodzić w domu w wodzie, choć ledwo zdążyliśmy na czas.
Patrzy na maleństwo ze łzami w oczach.
Wszyscy milczymy. I płaczemy.
Rozglądam się i widzę, że inni też mają łzy w oczach.
W pokoju panuje mieszanka podekscytowania i strachu. O mały włos, a przegapilibyśmy to wszystko, bo poszliśmy coś przekąsić. Mówiłam, że nie powinniśmy wychodzić.
Dlaczego Violet była sama? Nie wiemy.
Czemu do nas nie zadzwoniła?
Tyler ostrożnie czyści naszą małą dziewczynkę, wycierając krew i maź z jej buzi.
Trochę przypomina jego, gdy był niemowlęciem, z wyjątkiem noska.
Jej nosek jest malutki, a usta większe niż jego.
Przestaje płakać, mrugając często, jakby nie widziała wyraźnie.
– Czy ona ma oczy różnego koloru? – pyta, przypominając mi o tym, co zauważyłam wcześniej. Przyglądam się uważniej.
– Wygląda na to, że tak – mówi Zach, spoglądając na nią.
– Jest przepiękna – mówię, odzywając się po raz pierwszy.
I naprawdę jest, taka śliczna.
Tak piękna, że będziemy musieli mieć na nią oko, gdy pójdzie do liceum. Wystarczająco piękna, by trzymać chłopaków na dystans.
Zaraz, ona ma dopiero minutę.
Rany. Patrzę na zegar na piekarniku, który wskazuje 16:57.
Kiedy się urodziła?
Ile minut minęło?
Dlaczego czas tak pędzi?
Jako pierwsza wychodzę z basenu, biorąc ręczniki i wodę dla Violet.
Tyler wychodzi, jak tylko zauważa czerwoną, brudną wodę. Wychodzi w pośpiechu.
Rozumiem go. Czuję się okropnie brudna po siedzeniu w tej wodzie, ale cieszę się, że tam byłam, by to zobaczyć.
Narodziny naszej córeczki.
Mojej córeczki.
TYLER
Wsunęła się prosto w moje ramiona, gdy uniosłem ją do piersi Violet.
Nasza córeczka ma bardzo jasną cerę.
Jej główkę pokrywają jaskrawo rude włosy, a brwi mają taki sam kolor.
Jest maleńka jak okruszek.
Tak drobna, że mieści się w jednej mojej dłoni, a w rękach Zacha czy Calluma będzie wyglądać jeszcze mniejsza. Główka jest okrągła, a linia szczęki przechodzi w ostry podbródek.
Usta ma pełne i wygięte jak Violet, a nosek mały i zadarty.
Jej oczy są niezwykłe. Jedno jest bardzo ciemne, a drugie może być ciemnoniebieskie lub zielone. Wyglądają zupełnie inaczej. Nie mogę się doczekać, by zobaczyć jak się zmienią, gdy będzie dorastać.
Płacze, oczyszczając płuca, po czym milknie i rozgląda się. Szuka piersi Violet.
– Tutaj – mówi Zach, pomagając przystawić sutek Violet do ust maleństwa.
Pomaga Violet przysunąć ją do piersi. Mimo że woda jest brudna, dziecko otwiera usta i zaczyna ssać.
Violet czuje lekki dyskomfort, ale maleństwo dalej je, ssąc łapczywie.
– Była głodna – śmieje się Zach, całując szyję Violet. Dziwi mnie, że nie przeszkadza mu woda. Nie wiemy, co w niej jest.
Czuję się bardzo nieswojo na samą myśl o tym. Nigdy nie czułem się tak brudny. Ale nie zmieniłbym tego, co się stało.
– Ja też – mówi Violet, a Callum zaczyna robić dla niej koktajl. Słyszymy odgłosy krojenia i miksowania w pokoju.
– Nic zbyt ciężkiego. Pamiętaj, Karen mówiła, że możesz czuć się niedobrze po porodzie – mówi, podając jej słomkę, którą włożył do kubka blendera.
– Dzięki, Cal – uśmiecha się, a potem otwierają się drzwi. Callum idzie otworzyć, dając mi kubek, żebym mógł pomóc Violet pić.
Myślę, że to będzie jedna z położnych, ale to Carla i Jerry wchodzą i zatrzymują się przy blacie kuchennym. Kiedy Jerry spogląda na Zacha lub Violet, odwraca się z powrotem, twarzą do piekarników i szafek.
Carla zatrzymuje się za nim, rozglądając się po pokoju. Cisza prawdopodobnie mówi jej, co się dzieje, bo jej twarz zmienia się z zaciekawionej w rozpromienioną.
– Co my tu mamy? – radosny głos Carli wypełnia pokój, gdy podchodzi do nas, niemal podskakując z radości. Patrzy na Violet i maleństwo, klękając obok nich.
– Och, spójrz Jerry, ma rude włosy jak Violet – mówi, ale Jerry tylko kiwa głową, nie ruszając się z miejsca. Kiwa głową zanim się odezwie i wydaje mi się to zabawne.
– To cudownie, gratulacje – mówi radośnie.
– W porządku, Jerry. Jestem przykryta ręcznikiem, nic nie zobaczysz – mówi mu Violet. Ale się myli. Górna połowa jej piersi wciąż jest widoczna, zwłaszcza ta, z której karmi dziecko, która jest na wierzchu stanika.
– Chyba usiądę na kanapie – mówi, obchodząc pokój. Upewnia się, że patrzy na podwórko, gdy siada tyłem do nas.
– Zostawiłaś telefon u nas w domu. Przynieślibyśmy go wcześniej, ale Lynn dopiero co wyjechała do hotelu – mówi Carla, a Violet kiwa głową.
Rany, jak długo Violet była sama w takim stanie? Będę musiał ją o to później zapytać.
– Gdzie jest zespół położnych? – pyta Carla, rozglądając się.
– Jadą. Zadzwoniliśmy do nich dopiero jakieś dwadzieścia minut temu – mówię jej, a ona wygląda na zaniepokojoną.
– Jak długo trwał poród?
– Godziny. Wszystko jest zapisane na moich karteczkach – wzrusza ramionami Violet, więc podchodzę, podczas gdy woda kapie z mojej bielizny na drewnianą podłogę.
Wow. Ma rację.
Karteczki przyklejone do stołu mają zapisane godziny zaczynające się od 2:37, z coraz krótszymi odstępami, aż dochodzę do paczki karteczek, która jest w połowie zużyta, a na górnej jest mały znak.
Wygląda na to, że była sama przez prawie dwie godziny, przechodząc poród w samotności.
– Rany, Vi, musisz pamiętać o telefonie. Czy to cały czas trwania porodu? – pytam. Wzrusza ramionami.
Spoglądam na nasze dziecko, które zasnęło na jej piersi, z usteczkami ułożonymi w kształt O i zamkniętymi oczkami.
– Zasnęłam z skurczami, kiedy wróciłam do domu, ale obudziłam się z bólem – mówi, a Zach wygląda na zmartwionego.
– Kochanie, jak długo trwały skurcze? – pyta, a ona odpowiada od razu.
– Obudziłam się rano z nimi. – Wow, była w porodzie cały dzień?
– Chwila, gdzie byliście wtedy? – pyta Carla Zacha i mnie, prawdopodobnie rozumiejąc naszą rozmowę. Gdzie poszedł Callum? Nie ma go tu.
– Poszliśmy na lunch do miasta... wróciliśmy w samą porę – mówi Zach. Wow, Callum powiedział, że powinniśmy zostać w domu. Kto by pomyślał, że będzie miał rację?
– Pójdę się ubrać – mówię, a wszyscy kiwają głowami, a Carla proponuje, że zrobi kawę.
Kiedy dochodzę do naszej sypialni, znajduję Calluma, który się ubiera. Właśnie przeciąga koszulkę przez głowę, jego mięśnie poruszają się przy tym. Widok jego ciała sprawia, że czuję podniecenie.
– Znalazłem cię – mówię, podchodząc do niego i przyciągając go blisko. Całujemy się, ale on trzyma swoje ciało z dala od mojego. Odsuwam się, śmiejąc się, i patrzę na siebie.
– Jesteś brudny – mówi wzruszając ramionami.
– Wezmę szybki prysznic.
I to właśnie robię, myjąc krew ze skóry trzy razy. Ale wciąż nie czuję się czysty. Wydaje się, jakby wsiąkła w moją skórę, pod paznokcie, we włosy.
***
Pomoc przy narodzinach naszej córki była czymś, czego nigdy nie zapomnę, ale nie chcę tego robić ponownie. Zach wydawał się z tym w porządku. Może to zrobić następnym razem.
Nie ubieram się elegancko, wybierając wygodne spodnie i starą koszulkę, którą kiedyś nosiłem do spania w zimne noce.
Schodzę na dół, niosąc strój, który Violet wybrała na pierwszy dzień naszego dziecka na świecie.
To maleńkie body dla noworodka, białe z ładnym koronkowym kołnierzykiem. Przynoszę też pasującą czapeczkę i rękawiczki oraz kocyk.
Kiedy wchodzę do salonu, widzę położną siedzącą na kanapie z naszym dzieckiem. Violet nie ma.
– Gdzie jest Vi? – pytam, czując się zaniepokojony.
– Jest w łazience na dole, bierze prysznic – odpowiada Callum. Stoi nad położną, z założonymi rękami, gdy ona mierzy długość, główkę i brzuszek naszego dziecka.
Widzę, że pępowina dziecka została przecięta i zaciśnięta. Czy Zach to zrobił? Miał to zrobić.
Nasza córeczka leży spokojnie na ręczniku, naga i rozglądając się. Zauważam, że Zacha też nie ma. Muszą brać prysznic razem.
– Wybraliście już dla niej imię? – pyta położna.
– Jeszcze nie – odpowiadam. Ale Ella to imię, o którym ciągle myślę, odkąd Callum je zasugerował.
Callum naprawdę dobrze wybiera imiona...
– Cóż, wydaje się zdrowa. Jest mała, ale to nic złego. Dobre rzeczy czasem przychodzą w małych opakowaniach, prawda, kochanie? – mówi łagodnie do naszego dziecka, po czym patrzy na nas. – Ma czterdzieści pięć centymetrów długości. Jej brzuszek ma dwadzieścia osiem centymetrów obwodu, a główka dwadzieścia dziewięć. Waży dwa i pół kilograma. – Odwraca się z powrotem do naszego dziecka, delikatnie dotykając jej policzka.
– Chcesz ją ubrać? – Wskazuje na ubrania w mojej ręce.
Kiwam głową. Na szczęście robiłem to już wcześniej. Ale Ava zawsze była dużym dzieckiem. Nasza córeczka jest szczupła, z małymi rączkami i nóżkami, smukłym ciałkiem i małą główką. Ava miała dużo fałdek tłuszczu.
Zaczynam od pieluszki. To łatwa część.
Ostrożnie kładę maleńkie body na kanapie, po czym delikatnie podnoszę naszą córeczkę, upewniając się, że podtrzymuję jej delikatną główkę. Kładę ją z powrotem na kanapie, ostrożnie wkładając jej maleńkie rączki i nóżki w body, zapinając je po drodze. Wkrótce jest całkowicie ubrana. Podnoszę ją ponownie, biorąc głęboki oddech, wąchając jej włoski.
Ma specyficzny zapach, mieszankę krwi i czegoś słodkiego, czego nie potrafię opisać. Chyba tak pachną noworodki.
Odsuwam ręcznik stopą i siadam na kanapie, kładąc ją na brzuszku na mojej piersi, tak jak kiedyś robiłem z Avą. Upewniam się, że jej mała główka jest obrócona na bok, po czym się relaksuję.
To pierwszy raz, kiedy trzymam nasze dziecko.
Miałem takie chwile z dzieckiem mojej siostry, nawet z dzieckiem przyjaciela, ale to jest inne. Tym razem to moje własne dziecko. Moja własna córka. Córka, którą będę kochał na zawsze.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że w końcu jesteśmy rodzicami.
Continue to the next chapter of Odkrywając siebie 4: Błogość