
Dziedziczka
Autorzy
Tori R. Hayes
Lektury
149K
Rozdziały
22
Rozdział pierwszy: Akt buntu
„To współczesna wersja mojej historii, Marked.”
***
Urodziłam się z pasmem włosów białym jak śnieg wirujący na zimowym wietrze.
Mój poród był długi i trudny, a komplikacje prawie mnie zabiły.
Mama czasem żartuje, że to białe pasmo to wynik stresu, który przetrwałam jako silne niemowlę.
Wiem, że to nieprawda.
Cierpię na przypadłość zwaną poliosą. To brak pigmentu, który pozbawia dany obszar koloru.
Poza tym ta wada jest niegroźna. Jednak moi rodzice i brat nie mieli tej cechy, więc zawsze czułam się inna.
Moi rodzice zrobiliby wszystko, by chronić mnie i mojego brata. Kochałam ich za to, ale czasem ich nadopiekuńczość wymykała się spod kontroli.
Nigdy nie pozwalano mi zakładać kont w mediach społecznościowych.
Mój telefon ledwo dzwoni. Wszelkie zdjęcia, które trafiły do sieci, były usuwane, gdy tylko rodzice je odkryli.
Praktycznie nie istniałam w internecie.
Gdy byłam mała, mama mówiła mi, że jestem zbiegłą księżniczką ze złego, odległego królestwa. Jeśli złamię ich zasady, straż króla mnie znajdzie i zabierze.
Kiedyś ta historia mnie przerażała. Dziś podejrzewałam, że po prostu zbytnio wierzyli w teorie spiskowe.
Jednak ich sekret okazał się znacznie gorszy niż zwykła teoria spiskowa. Zmusił mnie do wyboru między miłością mojego życia a mężczyzną, którego od zawsze miałam poślubić.
***
Miałam chyba dziewięć lat, kiedy po raz pierwszy zapytałam, czy mogę nocować u koleżanki. Rodzice spojrzeli na mnie z przerażeniem na twarzach. Zachowywali się tak, jakbym poprosiła o najbardziej oburzającą rzecz na świecie.
Krzyczeli na mnie przez pół godziny. Nigdy nie podali mi jednak powodu odmowy ani swojego zachowania.
Powiedzieli tylko, że mam być w domu o siódmej wieczorem. Dodali, że równie dobrze mogę w ogóle nie wychodzić, jeśli nie będę przestrzegać tej zasady.
Raz spóźniłam się o pół godziny. Gdy dotarłam do domu, oni właśnie dzwonili na policję, żeby wysłano za mną grupę poszukiwawczą.
Nigdy więcej nie złamałam tej zasady.
Do piętnastego roku życia nie bywałam nigdzie, gdzie nie musiałam być. Nigdy nie spałam poza domem, nie byłam na imprezie i nie wyjechałam z miasta.
Ta rutyna trwała przez całe moje życie. Nawet teraz, tuż przed moimi osiemnastymi urodzinami, nie wiem dlaczego.
Od prawie osiemnastu lat tkwię w domu moich rodziców i w końcu mam dość.
Nasze małe miasteczko, Timberlane Creek, należało do rodziny Timberlane od jego założenia wieki temu. Jednak około miesiąc temu rodzina Reagan nagle ogłosiła zainteresowanie wieloma posiadłościami w mieście. A kiedy pieprzona rodzina Reagan oferuje małą fortunę za całe miasteczko, tylko głupcy by im odmówili.
Nie wiedziałam, dlaczego rodzina Reagan nagle zainteresowała się naszym miastem. Może odkryli złoża ropy albo diamentów. Szczerze mówiąc, mało mnie to obchodziło, dopóki nie zniszczą naszego pięknego miasteczka.
W zeszłym tygodniu rodzina Reagan ogłosiła w całym mieście, że organizuje w swojej posiadłości coś w rodzaju parapetówki. Zaprosili wszystkich powyżej szesnastego roku życia. Od tamtej pory wszyscy o tym mówili, a ja tym razem nie zamierzałam tego przegapić.
Amber, moja najlepsza przyjaciółka, i ja wydałyśmy połowę oszczędności na najpiękniejsze sukienki, jakie widziałam. Kupiłyśmy do nich pasujące buty i biżuterię. Byłam gotowa udawać wielką damę przez całą noc. Nie mogłam wyobrazić sobie ciekawszego sposobu na spędzenie osiemnastych urodzin.
Poza tym, Andreas też tam będzie, ubrany w swój najbardziej luksusowy smoking.
Moje serce zabiło mocniej na samą myśl o nim.
Byliśmy trójką przyjaciół od podstawówki, ale ja zawsze uważałam go za kogoś więcej. Po prostu nie byłam pewna, czy on czuje to samo. Może jednak coś wydarzy się tej nocy. Amber była pewna, że pomoże mi to osiągnąć.
Ja miałam mniej pewności siebie, ale przecież mogłam pomarzyć. Ta noc i tak miała być magiczna.
Kiedy tak marzyłam, usłyszałam wibrację telefonu…
Andreas
Hej, jesteś gotowa na dzisiejszy wieczór, jubilatko?
Moje serce uderzało szybko. Przez chwilę myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
Przyszła nowa wiadomość.
Andreas
Amber i ja będziemy czekać na końcu ulicy o 23:15.
Poczułam ukłucie winy.
Chciałam wyjść tej nocy. Naprawdę chciałam. To była szansa jedna na milion, ale nienawidziłam okłamywać rodziców. Poza tym, na myśl o nakryciu przechodziły mnie dreszcze.
Gdyby tylko… Wyrzuciłam tę myśl z głowy. Mama za nic by mnie nie puściła. Musiałam się wymknąć. Nie mogłam tego przegapić.
Moje serce prawie wyskoczyło z piersi, gdy ktoś zapukał do moich drzwi. „P-proszę”, powiedziałam, a mama weszła do środka.
„Skończyłaś już zadanie domowe?” zapytała.
„Zobaczyłam moje łóżko i wyglądało o wiele lepiej niż zadanie domowe”, przyznałam.
Zaśmiała się. „Znam to uczucie.”
„Pomyśleliśmy, że może chcesz dostać swój prezent”, powiedziała. Podniosłam wzrok.
„Niestety nie mieliśmy czasu nic kupić, a twój ojciec jeszcze nie skończył swojego dzieła, więc… uznaliśmy, że w tym roku sama wybierzesz sobie prezent. Osiemnaście lat to wielki krok.”
Moje oczy zabłysły. „Z pewnymi ograniczeniami”, dodała szybko. Moje ramiona opadły z rozczarowania.
Zaśmiała się.
Musiałam chwilę pomyśleć, zanim znalazłam odpowiedź. „Dobra”, powiedziałam w końcu. „Chcę ufarbować włosy.”
Mama spojrzała na mnie, jakbym postradała zmysły.
„Dlaczego? Twoje włosy wyglądają świetnie, Sophia. Są wyjątkowe, tak jak ty.”
„Nie chcę być wyjątkowa. A przynajmniej nie w ten sposób. Chcę wyglądać jak wszyscy inni w szkole…”, wymamrotałam.
Westchnęła. „W porządku, ale bez szaleństw. Inaczej równie dobrze mogłabyś zostawić swoje włosy takie, jakie są”, poddała się. Pisnęłam z radości i mocno ją przytuliłam.
„Na początku nic na stałe”, dodała szybko. „Nie chcę, żebyś żałowała swojej decyzji.”
„Zgoda.” Na początek taki kompromis mi odpowiadał.
„Przyjdź do łazienki za godzinę, zobaczę, co da się zrobić”, powiedziała i wstała.
„Myślałam, że włosy farbuje fryzjer?” zapytałam.
„Zazwyczaj tak, ale ja też sama farbuję swoje włosy, więc myślę, że damy radę.” Zaśmiała się.
„Jasne, bo nie chcesz, żeby ludzie zauważyli twoje siwe włosy”, zażartowałam.
„Sama też nie młodniejesz, młoda damo”, odgryzła się ze śmiechem i zeszła na dół. Musiała przygotować wszystko do farbowania moich włosów.
Znowu rzuciłam się na łóżko. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę pozwoliła mi pofarbować włosy. Przynajmniej teraz nie będę się tak rzucać w oczy.
Amber i Andreas będą tacy zaskoczeni dzisiejszego wieczoru. Chwyciłam telefon i odpisałam na wiadomość Andreasa.
***
Godzina minęła i mój prezent urodzinowy był gotowy. Zbiegłam na dół do łazienki, gdzie czekała na mnie mama.
Stała już w rękawiczkach, z butelką farby do włosów w dłoni i szerokim uśmiechem na twarzy.
„Gotowa, jubilatko?” zapytała.
Skinęłam głową i usiadłam.
Kiedy nakładała resztę farby, słyszałam głośne bicie własnego serca. Nie było już odwrotu.
„Gotowe. A teraz nie zdejmuj tego czepka, dopóki czasomierz nie wskaże zera. Potem wskocz pod prysznic, ale pamiętaj, żeby tylko spłukać włosy. Możesz się umyć wieczorem, kiedy kolor już się utrwali.”
Czekanie trwało długo. Zbyt długo. Alarm w końcu jednak zadzwonił. Zerwałam czepek i pozwoliłam, by woda spłukała nadmiar farby.
Kiedy skończyłam suszyć włosy, nadeszła ta chwila. Tego właśnie chciałam, prawda? Zwykłego koloru włosów.
Dlaczego tak się denerwowałam?
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się, by spojrzeć w lustro. To było tylko małe pasmo włosów, ale i tak robiło wielką różnicę.
Mama usłyszała, że wyłączyłam suszarkę i weszła do łazienki.
„Co myślisz?” zapytała.
Ledwie się rozpoznałam. Niesamowite, jak odrobina włosów może zmienić wygląd człowieka. „To trochę dziwne, ale w dobrym sensie”, przyznałam. Moje oczy wydawały się jaśniejsze w kontraście z ciemnymi włosami.
Wcale mi to nie przeszkadzało. Lubiłam swoje oczy bardziej niż włosy. Ludzie je lubili.
„Jesteś zadowolona?” zapytała.
„Tak, podoba mi się”, odpowiedziałam. „Myślę, że mi pasuje.”
Zaśmiała się lekko i mnie objęła. „Zgadzam się, ale to nie znaczy, że wcześniej mi się nie podobało.”
Odwzajemniłam uśmiech, a ona pocałowała mnie w policzek.
„Zostawię cię na chwilę samą z lustrem, żebyś mogła przyzwyczaić się do nowego wyglądu.”
Zamknęła za sobą drzwi, a ja zostałam sama z moim nowym wyglądem.
Znów poczułam się trochę źle, że zamierzam się dzisiaj wymknąć. Kochałam mamę i wiedziałam, że chce mnie tylko chronić.
Otrząsnęłam się z tego, zbiegłam na dół i weszłam do salonu.
Tata siedział w swoim ulubionym fotelu i czytał książkę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, mama odezwała się pierwsza. „Jak ci się podoba jej prezent urodzinowy, James?”
Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął. „Wyglądasz zupełnie jak twoja mama, kiedy była młoda.”
„Schlebiasz mi, James.” Słyszałam jej śmiech z kuchni. „Sophia jest o wiele ładniejsza.”
„Może”, podroczył się tata i zaśmiał. Ścierka kuchenna przeleciała przez pokój prosto w jego stronę. Ich małżeństwo nigdy nie było nudne.
„Wyglądasz pięknie, Sophia”, powiedział w końcu.
„Dzięki, tato.”
„Kto to jest?” usłyszałam za sobą głos małego chłopca. Odwróciłam się, a on zrobił wielkie oczy.
„Sophia?”
„Tak. Podoba ci się, Luca?” zapytałam i wyciągnęłam do niego ramiona. Miał dopiero dziesięć lat. To spora różnica wieku, ale i tak bardzo go kochałam.
Wpadł w moje ramiona i mocno mnie przytulił.
„To dziwne. Wyglądasz jak mama.”
Zaśmiałam się. „Naprawdę tak myślisz?”
„Tort gotowy”, krzyknęła mama i weszła do jadalni z jednym ze swoich słynnych ciast.
„Ja pierwszy, ja pierwszy!” krzyknął Luca. Puścił mnie i pobiegł do tortu. Zaśmiałam się i ruszyłam za nim.
Po wystawnej kolacji poszłam na górę do swojego pokoju, żeby przygotować się na dzisiejszy wieczór.
Zanim położyłam się do łóżka, napisałam do Andreasa i Amber. Poinformowałam ich, że mam dla nich niespodziankę na wieczór.
Ustawiłam budzik w telefonie i włożyłam do ucha jedną bezprzewodową słuchawkę.
Wiedziałam, że mama pozna, jeśli będę tylko udawać, że śpię. Musiałam podjąć środki ostrożności.
Zasnęłam od razu. Nie wiedziałam jeszcze, że ta noc zmieni wszystko.
***
Kilka godzin później zadzwonił budzik i musiałam szybko wyrwać słuchawkę z ucha. Głośność była ustawiona na maksimum, czego nie zauważyłam przed snem.
Spojrzałam na telefon.
23:00.
Wstałam w pośpiechu i wyciągnęłam błyszczącą, chabrową sukienkę z głębi szafy.
Zapięcie zamka na plecach zajęło mi kilka minut, bo miałam zesztywniałe stawy. Udało mi się to jednak, a potem założyłam na wierzch spodnie dresowe.
Wzięłam biżuterię i od tego momentu po prostu czekałam.
Mój telefon zawibrował – dostałam wiadomość od Amber.
Amber
Jesteśmy.
Poczułam dreszczyk podekscytowania na skórze. Przygotowałam się do pokonania pierwszej przeszkody w moim planie: wyjścia z domu.
Na szczęście przez lata poznałam każdą głośną deskę w podłodze i każdy skrzypiący kąt. Bezszelestnie zeszłam po schodach i minęłam sypialnię rodziców.
Kiedy wyszłam do lasu otaczającego nasz dom, ucieszył mnie chłód nocnego powietrza. Towarzyszył mu dreszcz pełznący po moich plecach.
W moim ciele buzowała adrenalina, gdy po raz pierwszy łamałam zasadę rodziców.
Szłam szybko ścieżką w stronę miejsca spotkania, skradając się w ciemnościach na palcach.
„Tu jest!” Radosny głos Amber sprawił, że moje serce zabiło szybciej z ekscytacji. Jej ogniste loki podskakiwały, gdy pobiegła w moją stronę.
„Spóźniłaś się. Musimy się pospieszyć, bo będziemy na miejscu o wiele za późno, by nazwać to modnym spóźnieniem.”
Zaśmiałam się, gdy pociągnęła mnie w stronę skał, gdzie wcześniej tego dnia zostawiłyśmy rowery.
„Hej”, powiedział Andreas. Opierał się o swój czarny skuter, prawie wtapiając się w cienie. W moim brzuchu pojawiły się motyle, kiedy zobaczyłam go w tym przystojnym, lekko znoszonym smokingu. Jego złote włosy były zaczesane do tyłu. Jego jasne, bursztynowe oczy błyszczały w słabym świetle.
Dawno temu wmówiłam sobie, że ktoś musiał starannie dobrać ich kolor, by tak idealnie pasowały do jego blond włosów.
„Cześć”, powiedziałam. Moje policzki płonęły.
„Hej.” Amber dźgnęła mnie palcami między żebra. Skuliłam się, sycząc z bólu. „Nie teraz. Jesteśmy spóźnieni. Pamiętasz?”
„Kurde, Amber”, powiedziałam, masując obolałe żebra. „Nie musisz być taka złośliwa.”
Andreas zaśmiał się i odpalił skuter, gdy Amber i ja dotarłyśmy do naszych rowerów.
„A tak przy okazji”, powiedziała Amber, delikatnie odgarniając pasmo kasztanowych włosów, które opadło mi na oczy. „Pofarbowałaś włosy?”
Uśmiechnęłam się, gdy Andreas zatrzymał się obok nas. Zrobił wielkie oczy, kiedy on także zauważył brak białego pasma. „Owszem”, powiedziałam, zakładając kosmyk za ucho.
„Mama w końcu pozwoliła mi to zrobić jako prezent urodzinowy w tym roku. Nie przeszkadzają mi moje włosy, ale czasem zwracają na siebie zbyt dużą uwagę. Pomyślałam, że fajnie byłoby choć raz wtopić się w tłum.”
Patrzyli na mnie, jakby wyrosła mi trzecia ręka. Zaśmiałam się. „Nie podoba wam się?”
Andreas odchrząknął. „Wyglądają… wyglądają dobrze. To znaczy, tak. Wyglądają dobrze.”
Moje policzki znów zapiekły, oblewając się różem. „Naprawdę?” Próbowałam powiedzieć to tak, żeby nie zabrzmieć na zawstydzoną.
Andreas odwrócił wzrok i skinął głową.
Moje serce zabiło trochę szybciej, a na skórze poczułam dreszczyk przyjemnej ekscytacji. Całkowicie zabrakło mi słów.
Amber znów wbiła mi łokieć w żebra, dokładnie w to samo miejsce co wcześniej. Jęknęłam i odepchnęłam ją od siebie.
„Poważnie, Amber?”
Na pewno zostanie mi po tym siniak.
„Wyglądasz świetnie. A teraz jedźmy”, powiedziała, wypychając mnie na drogę.
Zacisnęłam zęby, ale wsiadłam na rower bez narzekania. Miała rację.
Musieliśmy się spieszyć, jeśli nie chcieliśmy dotrzeć na miejsce jako ostatni.
Pędziliśmy więc przez ciemność i zatrzymaliśmy się dopiero, gdy dotarliśmy do Timberlane, posiadłości rodziny Reagan.
Dom górował za ogromną bramą. Z otwartych okien płynęła muzyka i strumienie delikatnego światła.
Zostawiłyśmy rowery obok setki innych u podnóża wzgórza.
Amber i ja zdjęłyśmy spodnie i koszulki, by zaprezentować nasze długie do ziemi sukienki. Następnie upchnęłyśmy ubrania do torby Amber.
„Wyglądasz olśniewająco”, powiedział Andreas, łapiąc oddech.
„Myślę, że patrzy na ciebie”, szepnęła Amber, trącając mnie w ramię z zabawnym uśmiechem.
W moim brzuchu zatrzepotały motyle. Zignorowałam ją, ale zauważyłam, że wzrok Andreasa spoczął na mojej sukience, kiedy to mówił.
Ucieszyłam się, że ona też to zauważyła.
„Jesteście gotowe, drogie panie?” zapytał Andreas, gdy złote bramy posiadłości otworzyły się przed nami.
Skinęłam głową. To była moja pierwsza impreza i zamierzałam cieszyć się każdą jej sekundą.
Jednak gdy zrobiłam pierwszy krok na ścieżce, mój obcas utknął w szczelinie i potknęłam się.
Na szczęście Andreas miał niesamowity refleks. Złapał mnie, zanim upadłam. Uratował mnie przed koszmarem zniszczenia nowej sukienki, jeszcze zanim weszliśmy na teren posesji.
„Dzięki”, wymamrotałam, wciąż trzymając się jego ramienia.
„Nie ma sprawy. Wiem, że nie możesz się doczekać wejścia do rezydencji, ale nie spiesz się i może patrz też pod nogi”, zaśmiał się.
Chciałam go odepchnąć za to, że się ze mnie śmiał. Moje nogi jednak tak trzęsły się w tych obcasach, że chyba bym upadła, gdybym go puściła. Dlatego trzymałam się go, aż weszliśmy do środka.
Stanęliśmy na końcu długiej kolejki, która prawdopodobnie prowadziła do sali balowej, gdzie odbywała się impreza.
Westchnęłam i puściłam Andreasa, by oprzeć się o ścianę. Szpilki to był zły wybór.
Kolejka posuwała się wolno. Tak wielu ludzi pchało się do środka, że szybko straciłam z oczu Amber i Andreasa.
Westchnęłam. Znajdę ich, kiedy dotrę na miejsce. Nie było sensu ich stąd wołać.
Kilka minut później zauważyłam, jak jeden z gości nieco dalej przypadkowo nacisnął klamkę drzwi.
Kolejka ruszyła, a drzwi zostały lekko uchylone.
Przepchałam się tam i sięgnęłam do klamki, by je zamknąć. Wtedy zerknęłam do środka pokoju.
Obrazy… Tak wiele obrazów. Zarówno stare, jak i nowe, duże i małe.
Rozejrzałam się, by sprawdzić, czy ktoś zwraca na mnie uwagę. Kochałam sztukę bardziej niż cokolwiek na świecie.
Obrazy i kolory, rzeźby i płaskorzeźby.
Pojedyncze pociągnięcie ołówka potrafiło wywołać we mnie najbardziej intensywne uczucia. Ta kolekcja musiała być czymś niezwykłym.
Szybko znów rozejrzałam się dookoła. Wślizgnęłam się do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
Zachwycałam się tą krainą czarów. Obrazy pokrywały każdy centymetr ścian, od podłogi aż po sufit.
Nigdy nie widziałam takiej kolekcji.
Jeden obraz szybko przykuł moją uwagę. Podeszłam bliżej, uważając, by nie stanąć zbyt blisko i niczego nie zniszczyć.
Kontrastujące kolory zderzały się na płótnie.
Artysta użył warstw farby, by stworzyć iluzję abstrakcyjnych postaci. Były one ostre i miękkie zarazem. Zdawały się wyskakiwać z ramy, jakby chciały wciągnąć cię do swojego chaotycznego świata.
„Widzę, że ktoś zgubił się w drodze na imprezę.”
Wciągnęłam głośno powietrze i instynktownie odwróciłam się na pięcie.
Z cienia wyszedł mężczyzna. Miał plecy proste jak deska, lekko uniesiony podbródek i krzywy uśmiech.
Kruczoczarne włosy opadały mu na czoło, gdy podszedł bliżej. Jego przenikliwe, niebieskie oczy patrzyły prosto na mnie.
Przełknęłam nerwowo ślinę, a moje dłonie już drżały.
Theodore Reagan.
```















































