Cover image for Uciec przed przeznaczeniem

Uciec przed przeznaczeniem

Walcz lub uciekaj

AVA

Moje życie przypomina film, gdy Alfa James czeka na odpowiedź Davida, zanim mnie ukarze. Czuję się bezsilna i nie mogę się bronić.
David spogląda na mnie z namysłem. Mój rzekomy partner stoi bezczynnie, pozwalając mojemu ojcu trzymać moją twarz. Pewnie uważa, że jestem zbyt słaba, by być jego partnerką.
Mój brat szczerzy zęby w uśmiechu, ciesząc się z upokorzenia słabej siostry. Zaczynam się irytować, gdy ludzie w tłumie śmieją się, szepczą lub uśmiechają na widok mojego wstydu.
– Tak, Alfo James. Wybieram ją – mówi David, raniąc tymi słowami Alfę Blacka. Ten patrzy gniewnie na mojego ojca, stojąc wyprostowany z założonymi rękami.
– To niemożliwe! – krzyczy mój brat, stając obok ojca i Alfy Blacka. – Wybierasz niewolnicę na swoją partnerkę. Ona jest nic niewarta!
– Dlaczego miałoby mieć znaczenie, kogo wybieram na partnerkę? – odpowiada David. – Czy nie byłoby korzystne dla rodziny alfy, gdyby ją zabrano? Podjąłem decyzję, gdy wróciłem wczoraj.
– Musieliście wszyscy wyczuć mnie na niej. Naznaczyłem ją zeszłej nocy.
Mój brat patrzy na mnie z obrzydzeniem, a oczy Alfy Blacka ciemnieją.
– Chcesz zaszkodzić swojej reputacji i pozycji w watasze? – mówi Crystal, stając obok swojego partnera za moim ojcem. – Jesteś naszym najlepszym Łowcą i jednym z najsilniejszych wojowników, ale chcesz słabą niewolnicę jako partnerkę?
Ojciec puszcza moją twarz i upadam na podłogę. Szybko łapie mnie za włosy, podnosząc, by pokazać wszystkim.
– Alfo James – zaczyna David. – Pytałeś, czy jej chcę. Nigdy nie sprzeciwiłem się tobie ani tej watasze. Po prostu chcę, żeby była matką moich dzieci.
– Może nie widzisz jej wartości, ale ja widzę. Robi wszystko w tej watasze - gotuje, sprząta, uprawia ziemię, opiekuje się wszystkimi i kocha nasze dzieci całym sercem.
– Naznaczyłem ją, by pokazać, że jej chcę. Może mnie nienawidzić do końca życia, jeśli chce - wiem, że ja bym tak zrobił na jej miejscu po zeszłej nocy. Ale jestem tu, Alfo, mówiąc, że chcę tę wilczycę jako swoją.
Jego oczy zaczynają się szklić, jakby miał się rozpłakać.
– Nie! Nie mogę być niczyją partnerką – krzyczę, wyrywając się ojcu.
Tłum nerwowo szemrze, obawiając się reakcji mojego ojca. Jak można się było spodziewać, uderza mnie mocno, powalając na ziemię. Czuję krew w ustach od uderzenia, ale podnoszę się.
Czuję dłoń Davida za sobą, pomagającą mi wstać.
– Ja, Ava Blood, oświadczam, że nie jestem już częścią tej rodziny – mówię zimno, zaskakując Davida. – Nie jestem już córką alfy. Nie chcę być w tej watasze. – Alfa Black patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.
– Kim myślisz, że jesteś bez mojej krwi? – mówi złośliwie mój ojciec. – Jeśli to zrobisz, zostaniesz wyrzucona z tej watahy i będziesz sama.
Ignoruję ojca i odwracam się do Davida.
– Główny Łowco Davidzie, nie mogę być twoją partnerką. Nie mogę mieć dzieci z powodu mojego stanu. Twoja rodzina musi pozostać silna, a ja tylko bym ją osłabiła. – Lekko się uśmiecham i kłaniam głową na znak szacunku.
Patrzę bez strachu na Alfę Blacka i podchodzę bliżej, gdy wszyscy patrzą w szoku.
Nigdy wcześniej nie sprzeciwiłam się alfie, ani nikomu innemu. Ale mam dość tego życia. Jeśli mnie to zabije, trudno. Moje życie i tak niewiele jest warte.
– Alfo Black, nie chcę być twoją partnerką. Mówię nie. Nie będę z tobą sypiać, nie urodzę twoich dzieci. Ja, Ava Blood, odrzucam Alfę Blacka jako mojego przeznaczonego partnera, dopóki żyję.
Patrzę mu prosto w oczy. Jego ludzie otoczyli mnie na wypadek, gdybym zaatakowała.
– Cóż, mała wilczyco, najwyraźniej mnie nie znasz, jeśli myślisz, że zaakceptuję twoje „nie” – mówi pewnie, wycierając krew z moich ust dłonią.
– Możesz tego nie akceptować, ale więź się zerwie – mówię, gdy przyciąga mnie bliżej za talię.
– Prosisz się o złamanie ręki? Zabieraj ją! – warczę, mój głos brzmi jak warkot.
Śmieje się. – Spróbuj teraz uciec.
Przyglądam się uważnie jego twarzy, szukając słabego punktu.
Nagle przesuwa rękę na moje plecy. Wykorzystuję tę okazję, by wytrącić go z równowagi i powalić na ziemię. Przygwożdżam jego rękę pod nim, prawie ją łamiąc.
Jego ludzie biegną mu pomóc, ale mój ojciec tylko się śmieje.
– Stać! Nikt ma jej nie skrzywdzić – rozkazuje Alfa Black, jego oczy patrzą na mnie figlarnie. Puszczam jego rękę i cicho warczę, pokazując zęby. Zostaje pode mną, patrząc na moją twarz, jakby próbował rozwiązać trudną zagadkę.
– Dlaczego się nie uspokoisz i nie pokażesz swojemu partnerowi, że jesteś wilczycą wartą kochania? W tej chwili zachowujesz się jak słaba, zużyta suka. Masz krew alfy, ale pozwalasz tym nisko urodzonym mężczyznom cię wykorzystywać.
Głaszcze mnie po plecach, uśmiechając się. – Wybaczę ci to, bo nie wiedziałaś, kim jest twój partner, ale nie rób tego więcej.
– Wyjaśnijmy sobie jedno. Bogini Księżyca mogła nas połączyć, ale ja nie chcę słabego alfy, którego może pokonać mała wilczyca - i którego beta jest związany z wilczycą, którą chciałabym zobaczyć martwą.
– Żyj dalej swoim życiem, jakbyśmy się nigdy nie spotkali. – Mój głos staje się głośniejszy. – Czułam cię przez lata, sypiającego z wilczycami co kilka nocy. Nie obchodziło cię wtedy, żebym była kochająca!
Leży pode mną, wściekły, chcąc mnie skrzywdzić jak wszyscy inni.
– Jak śmiesz tak lekceważyć alfę! – krzyczy moja siostra, chwytając mnie za ramię. Ale zanim zdąży mnie uderzyć, przewracam ją na plecy i warczę, pokazując zęby.
Przytrzymuję ją i wciskam kolano w jej nogę. Słychać głośny trzask. Czyjeś ręce chwytają mnie, odciągając.
– Dość! – krzyczę, gdy David przyciąga mnie do swojej piersi. – Nie obchodzi mnie, jaka krew płynie w waszych żyłach. Ta wataha tylko mnie krzywdziła przez całe życie.
– Codziennie mówicie mi okrutne rzeczy, a ja to znoszę, żeby mnie nie zabito. Ale mam dość bycia słabą wilczycą! Następna osoba, która mnie dotknie, zginie!
Moja krew alfy pomaga, sprawiając, że inne wilki pochylają głowy na dźwięk mojego silnego głosu.
– Uspokój się, Ava. Doprowadzisz do tego, że cię zabiją. Po prostu oddychaj, nikt cię nie skrzywdzi, jeśli będziesz moja – mówi cicho David, trzymając mnie blisko.
Patrzę na niego, czując, że chcę go zabić za to, co mi zrobił - ale tego nie robię. Czuję, że mnie kocha. To nie jest w porządku, ale chciał mnie naznaczyć, żeby mnie chronić.
Przyciąga moją twarz do swojej i całuje mnie mocno. Moje ręce są unieruchomione przy jego brzuchu, więc nie mogę go odepchnąć. Wdycham głęboko, przypominając sobie jego zapach.
Przez korytarze niesie się warkot. – Zabieraj ręce od mojej partnerki!
David patrzy na mnie z niepokojem w oczach. Wie, że nie może pokonać Alfy Blacka. Może i jest silny, ale nie jest alfą.
– Jak już powiedziałam, nie jestem twoją partnerką. Po raz pierwszy w życiu zrobię to, co chcę – mówię słodkim głosem, ale z nieprzyjemnym uśmiechem.
– Nie szukaj mnie – szepczę do ucha Davida, upewniając się, że tylko on to słyszy. Od razu rozumie i kręci głową.
Rozglądam się po pomieszczeniu, szukając najlepszej drogi ucieczki, i widzę kuchnię po prawej stronie.
David znowu mnie całuje, trzymając blisko, gdy powoli odsuwa nas od tłumu. Wszyscy zaczynają panikować, gdy Alfa Black zaczyna się przemieniać, szykując się do ataku.
Odpycham Davida i uciekam. David zostaje na ziemi, powstrzymując wszystkich, by dać mi szansę na ucieczkę.
Wyskakuję przez okno, tłukąc szkło, i turlam się po ziemi. Słyszę za sobą krzyki i warczenie, więc zmieniam się w wilka tak szybko, jak potrafię. Alfa Black mnie goni.
Warczy, próbując zmusić mnie do posłuszeństwa, ale nawet się nie oglądam. Po prostu zaczynam biec tak szybko, jak mogę, skręcając w lewo i w prawo, by uniknąć drzew.
Wataha nie jest daleko w tyle i dogania mnie. Widzę, że David stara się jak może, by prowadzić ich w złym kierunku, ale tak, by samemu nie zginąć.
Wykorzystując mój mały rozmiar, ukrywam się i zmieniam z powrotem w człowieka, po czym wspinam się na drzewo, upewniając się, że moje ciało jest ukryte wśród liści.
Staram się ukryć swój zapach, a brak wiatru mi w tym pomaga.
Wataha przebiega obok, nie wiedząc, że jestem na drzewie. Ostrożnie przemieszczam się po koronach drzew, uważając, by nie spaść, poruszając się tak cicho, jak to możliwe.
Przechodzę przez las, pozostając wysoko i w ukryciu, obserwując ich poszukiwania pode mną.
Gdy w końcu przeskakuję poza nasze granice, spoglądam na to, co miało być moją rodziną i partnerem. Rozglądają się, warcząc ze złości.
”Żegnaj, Czerwony Pazurze” – mówię przez połączenie umysłowe, zrywając więzi i oficjalnie stając się samotnym wilkiem. Rozłączam więź, zanim ktokolwiek zdąży odpowiedzieć, i kontynuuję wędrówkę po koronach drzew.
Gdy jestem wystarczająco daleko, opieram się o pień drzewa i zastanawiam nad tym, co zrobiłam. Nie zostało mi nic, ale uczucie nowej wolności jest ekscytujące.
Nie jestem włóczęgą, bo nie zostałam wygnana. Choć to nie ma znaczenia.
”Lyro, dokąd powinnyśmy się udać?” – myślę, rozglądając się. Wydaje się, że to nieduży las, bo słyszę hałas miasta, ludzi rozmawiających i klaksony samochodów.
”Z tego, co czuję, zmierzamy w stronę neutralnego terytorium. Wyczuwam ludzi i wampiry. Musimy być gotowe, by wtopić się w miasto i żyć przez jakiś czas jak ludzie” – radzi, nerwowo chodząc tam i z powrotem.
Gdy zapada zmrok, schodzę z drzewa, by poszukać czegoś do ubrania. Widzę dwie osoby pływające nago w małym jeziorze. Cicho podchodzę bliżej, upewniając się, że nie wiedzą o mojej obecności.
Zaczynają się ochlapywać wodą, a ja wykorzystuję tę okazję, by zabrać ich ubrania i uciec do pobliskiego krzaka.
Moje włosy są splątane po wszystkim, co się dziś wydarzyło, więc szybko zaplatam je w warkocze po obu stronach głowy. Zakładam niebieską koronkową sukienkę w małe różowe kwiatki.
Sukienka mocno pachnie perfumami i ledwo zakrywa mój biust. Czyszczę stopy i wkładam złoto-brązowe sandały nieznajomej, które są o dwa rozmiary za duże.
Słysząc hałas z lasu za mną, decyduję, że czas ruszać. Nie mogę ryzykować, że zostanę zaskoczona.
Opuszczam las i idę ścieżką w kierunku miasta. Na ścieżkach jest kilka osób, ale nikt nie wydaje się zdziwiony moją obecnością, co jest najlepszym, na co mogłam liczyć.
Gdy docieram do miasta, idę przez tłum, uciekając od wszystkiego, co znam. Znajduję się przed klubem, z głośną muzyką i kolejką ludzi czekających na wejście.
Zastanawiam się, czy wejść, gdy młoda kobieta chwyta mnie za ramię, jej oczy proszą, bym za nią poszła.
– Hej, siostro, przepraszam za spóźnienie. Alec nie przestawał gadać – mówi żartobliwym tonem, jej zielone oczy patrzą w moje.
Jej kręcone czarne włosy opadają z wysokiego koka na lekko opaloną twarz. Ma piegi i pełne, różowe usta.
– W porządku. Jesteś już tutaj – mówię, podejmując grę. Zmuszam się do uśmiechu, a ona kiwa głową w stronę mężczyzny, który nas obserwuje.
– Chodźmy do domu, zanim chłopcy zaczną za nami tęsknić. – Prowadzi mnie z dala od tłumu.
Idziemy przez kilka minut, zanim się zatrzymuje i odwraca do mnie z zatroskaniem.
– Jestem Mara. Nie jesteś stąd, prawda? – Nerwowo się porusza, czekając na moją odpowiedź.
– Nie, dopiero dziś tu dotarłam. Nawet nie wiem, gdzie jest to „tu”. Wiem tylko, że to neutralne terytorium... w większości.
– Jesteś w Coral City – mówi Mara. – To mały neutralny obszar, ale jest nadzorowany przez Watahę Krwawego Księżyca. Alfa jest właścicielem większości miasta i nie lubi włóczęgów. Musisz szybko przejść przez ten obszar.
– Wyruszę dalej o świcie. Biegłam przez wiele godzin i potrzebuję krótkiej przerwy. Ale dziękuję za pomoc – mówię, lekko się uśmiechając.
– Dokąd zmierzasz? Mogę ci pomóc tam dotrzeć. Mój brat prowadzi mały pensjonat i mogę załatwić ci pokój na noc, za darmo. – Mara odwraca wzrok, jej twarz nie zdradza emocji. – Ja też chcę stąd uciec.
Znowu na mnie patrzy. – Ten facet? Śledził cię. Widziałam, jak cię obserwował przez jakiś czas. Albo ktoś z twojego domu tropił cię aż tutaj, albo miał własne plany.
– Nie rozpoznaję go z terenów mojej watahy. Ale czułam, że ktoś mnie obserwuje, gdy przechodziłam przez las. I gdy się ubierałam.
Wzruszam ramionami. – Nie jestem pewna, dokąd zmierzam. Chcę po prostu dotrzeć do miejsca, gdzie będę mogła się sobą zająć i wtopić w tło.
– Znajdźmy ci miejsce na noc – proponuje. – Ale musimy porozmawiać o twoich planach rano.
Patrzę, jak odchodzi, zastanawiając się, czy powinnam zaufać tej nieznajomej. Nie znam jej, ona nie zna mnie, i nie jestem nawet pewna, czy ten mężczyzna mnie śledził. Może to pułapka.
”Ava, to nie jest bezpieczne. Powinnyśmy uciec, zanim się odwróci i zobaczy, że nas nie ma” – ostrzega Lyra.
”Myślałam o tym samym. Ukryłyśmy nasz zapach, ale musimy znaleźć bezpieczne miejsce na noc.” Czuję, jak Lyra zaczyna biec.
Cicho się wymykam, mając nadzieję, że dziewczyna nie zauważy mojego zniknięcia.
Ale ona orientuje się, że mnie nie ma, w ciągu kilku sekund. Słyszę, jak woła mnie i wiem, że mówi komuś, że zniknęłam.
Obserwuję ją z ukrycia kilka przecznic dalej. Ktoś do niej dołącza i wydają się rozmawiać o tym, gdzie mnie szukać, gdy czuję, że ktoś mnie obserwuje.
Odwracam się i widzę mężczyznę, około metr osiemdziesiąt wzrostu, z ciemnoniebieskimi włosami, bladą skórą i czerwonymi oczami. Wiatr się wzmaga i rozpoznaję go. Wampir.
Patrzy na mnie z ciekawością, ale stara się nie zaalarmować wilków.
Daje mi znak, żebym za nim poszła. Zerkam za róg i widzę, że dwa wilki wciąż tam są, kłócąc się, więc ostrożnie wychodzę z kryjówki, obserwując go w poszukiwaniu sygnałów.
Gdy do niego dochodzę, zakłada na mnie swoją skórzaną kurtkę i obejmuje mnie ramieniem, ukrywając mój zapach. Milczy, prowadząc mnie do pobliskiego budynku mieszkalnego.
Bez słowa wpuszcza nas do swojego mieszkania i idzie do kuchni. Nalewa mi szklankę wody, a sobie kubek krwi, stawiając je na stole.
Siada naprzeciwko mnie, jego oczy przyglądają mi się, sprawdzając moje rany.
W końcu przerywa ciszę. – Te wilki są z Watahy Krwawego Księżyca. Polują na włóczęgów. To może być neutralne terytorium, ale ich alfa jest znany z krzywdzenia włóczęgów.
Kładzie dłoń na mojej. – Nie wiem, dlaczego tu jesteś, ale musisz odejść, jak tylko się wyleczysz.
– Przepraszam, że ci przeszkadzam – mówię cicho. – Nie wiedziałam, gdzie jestem. Uciekłam z mojej watahy i trafiłam tutaj, potem przyszłam do miasta, bo myślałam, że jest neutralne.
Staram się powstrzymać łzy, myśląc o tym, w co się wpakowałam. – Powinnam wyzdrowieć niedługo... może za kilka dni. Dziękuję.
– Nie przejmuj się tym. Śledziłem cię, gdy zobaczyłem, jak odchodzisz z tą wilczycą. Nasze gatunki mogą się nie lubić, ale widziałem, że jesteś ranna, co oznacza, że albo uciekasz, albo jesteś ścigana.
– Nie będę prosił, żebyś mi wszystko opowiedziała, ale możesz mi powiedzieć, skąd jesteś? – Pije ze swojego kubka, drugą ręką wciąż mnie pocieszając.
– W porządku, ale może łatwiej będzie po prostu opowiedzieć ci moją historię. Nazywam się Ava Blood i pochodzę z Watahy Czerwonego Pazura. Jestem trzecim dzieckiem alfy i luny. Oni i wataha krzywdzili mnie przez całe życie, tylko za to, że się urodziłam.
– Byłam karana za wszystko, co poszło nie tak. Ale dzisiaj była ostatnia kropla. Spotkałam mojego przeznaczonego partnera, alfę Treetop, a on narzekał na coś, czego nie mogłam kontrolować.
– Wojownicy trenowali i weszli do domu, sprawiając, że pachniało wilkiem. Narzekał tylko dlatego, że dotknął mnie wilk. Chyba był zazdrosny, ale chciał, żebym została ukarana.
Odchyla się na krześle, zastanawiając się nad tym, co mu właśnie powiedziałam. Biorę głęboki oddech i kontynuuję.
– Albo musiałam walczyć i uciekać, zostać zabita przez własnego ojca, albo zostać zmuszona do związku z kimś, komu już powiedziałam „nie”. Najgorsze? Gdyby mój przeznaczony partner poświęcił choć chwilę, by naprawdę mnie zobaczyć, zauważyłby, że jestem ranna.
– Nawet po tym, jak wilk powiedział, że mnie wykorzystał, mój przeznaczony partner patrzył na mnie, jakbym zasługiwała na karę. Byłam ranna, a mój przeznaczony partner uważał, że powinnam zostać za to ukarana.
Łzy spływają po moich policzkach. Moje serce bije szybko i mam problemy z oddychaniem. Mężczyzna wstaje i klęka przede mną, biorąc moją twarz w swoje dłonie.
– Jestem Abel Crest – mówi, ocierając moje łzy. – Jestem zastępcą w moim sabat. Obiecuję, że dopóki jesteś pod moją ochroną, nikt cię nie skrzywdzi.
– Nie potrafię zrozumieć, jak przetrwałaś tak długo - nie mogę nawet zacząć pojmować, przez co przeszłaś - ale teraz jesteś bezpieczna. Wataha Krwawego Księżyca nie będzie w stanie cię tu znaleźć.

ABEL

. . Mój umysł jest niespokojny, gdy patrzę na tę drobną, poranioną dziewczynę przede mną. Jej twarz tonie we łzach, ukryta w dłoniach. Przyklękam i obejmuję ją, próbując dodać otuchy.
Ale jak mam to zrobić? Jej własna wataha skrzywdziła przyszłą przywódczynię. Ślady na rękach i nogach są tego dowodem. Wilki zwykle lepiej traktują swoich.
Ma może dziewiętnaście lat i jest wychudzona jak na wilka. Policzki i oczy ma zapadnięte, a ramiona tak cienkie, że wyglądają, jakby miały się złamać.
Musiała stoczyć ciężką walkę podczas ucieczki, bo na ustach i skroni ma zaschniętą krew. Jej ciało powinno już się goić, ale chyba jest zbyt osłabiona.
– Tutaj jesteś bezpieczna – mówię.
Kręci głową. Rozumiem, dlaczego mi nie wierzy. Przeszła piekło w ciągu ostatniej doby.
Po godzinie płaczu w końcu milknie i zasypia, zwinięta w fotelu.
Jej piękne rude włosy wymykają się z niedbałych warkoczy, więc delikatnie je odgarniam i związuję w kucyk, uważając, by jej nie zbudzić. Potrzebuje odpoczynku.
Obserwuję ją, gdy śpi. Wygląda tak krucho, jakby mogła się rozsypać od dotknięcia. To smutny widok. Chyba nie zdaje sobie sprawy, jak wygląda.
Jej twarz pokrywają piegi na nosie, a skóra jest bardzo jasna jak na wilka. Jest inna – rude włosy, fioletowe oczy, jasna cera.
Biorę ściereczkę i lekko ją zwilżam. Napełniam małą miskę wodą i przynoszę mydło do salonu. Nie drgnęła, odkąd zasnęła.
Znów siadam przed nią i delikatnie zmywam krew z jej głowy, wycierając wszystko. Nakłuwam swój palec i nakładam moją krew na jej ranę, by przyspieszyć gojenie.
Zakładam bandaż na jej głowę i zaczynam czyścić zaschniętą krew z ust i szyi.
Gdy jej twarz jest już czysta, zabieram się za wycieranie błota z jej nóg. Ostrożnie zdejmuję jej sandały i kładę je przy drzwiach, cicho się uśmiechając. Są ogromne, musiała je pożyczyć.
Po umyciu jej, zanoszę ją do mojego pokoju i układam w łóżku. Przebieram ją, wkładając na nią jedną z moich koszul – jest tak duża, że wygląda na niej jak sukienka.
Nie ma na sobie bielizny, ale bardzo się staram nie patrzeć na jej ciało. Nie chcę, by czuła się nieswojo lub przestraszona. Zakładam na nią parę moich bokserek, wiążąc je z boku, by pasowały.
Nakładam skarpetki na jej zimne stopy i delikatnie okrywam ją moim szarym kocem. Patrzę, jak uśmiecha się przez sen i obraca na bok.
– Ciepło – mruczy przez sen.
Coś, co dla nas jest oczywiste, dla niej jest wyjątkowe. Zostaję z nią, aż się wygodnie ułoży, potem wychodzę, by zadzwonić do mojego przywódcy.
Zostawiam drzwi sypialni lekko uchylone, żebym mógł usłyszeć, gdyby Ava mnie potrzebowała, po czym wracam do salonu i wyciągam telefon z szuflady pod starym telewizorem. Ale zanim zdążę zadzwonić, słyszę coś na zewnątrz mieszkania.
Przykładam ucho do drzwi i słyszę głosy – to te dwa wilki z wcześniej, wyczuły w pobliżu innego samotnego wilka. Uciekają w dół alejki.
Moje palce wybierają numer mojego przywódcy i po kilku sygnałach odbiera.
– Abel, co się stało? Nie powinieneś już spać? – Jego głos brzmi sennie.
– Szefie, wiem, że kazałeś mi tylko obserwować wilki, nie angażować się. Ale nie mogłem po prostu patrzeć. Była ranna, a oni zastawiali pułapkę. Nie przeżyłaby – mówię cicho, uważając, by jej nie obudzić.
– Gdy poczuje się lepiej, odeślij ją. Nie możemy ryzykować, że nas odkryją – odpowiada.
– Ale szefie, ona się nie leczy. Jej wilk jest poważnie ranny, a ona jest słaba. Nie jest wystarczająco silna, by jej wilk mógł ją uzdrowić. Musiałem użyć mojej krwi, by pomóc jej ranie na głowie. To tylko mała, młoda dziewczyna...
Mój głos się urywa. Mój przywódca nigdy specjalnie nie dbał o wilki, ale nie mogę pozwolić jej umrzeć bez powodu.
– Dlaczego ryzykujesz? – pyta, podnosząc głos. – Narażasz wszystko dla stworzenia, które odwróci się przeciwko tobie, gdy tylko poczuje się lepiej.
Biorę głęboki oddech, spoglądając z powrotem na pokój, mając nadzieję, że się myli. Wiem, że wilki nienawidzą wampirów, ale ona nie wydaje się takim wilkiem.
– Abel, wiem, że jesteś dobry. Jeśli uważasz, że warto ją uratować, zaufam ci. Ale gdy wyzdrowieje, musi do nas przyjść.
Z tymi słowami kończy rozmowę. Odkładam telefon i kładę się na kanapie, zasypiając.
Continue to the next chapter of Uciec przed przeznaczeniem