
Fetysz traumy
Autorzy
Lektury
277K
Rozdziały
27
Rozdział 1
GRAYSON
„Kurwa, mój mały diamencie, jesteś istną świętą.”
Chwytam włosy Laury obiema rękami i odciągam jej głowę do tyłu. Mam swojego kutasa tak cholernie głęboko w jej cipce, że chyba zaraz rozwalę jej szyjkę macicy.
Chciała ostro, więc daję jej dokładnie to, czego sobie życzyła. Piekielnie gorącą sesję, podczas której dostaje to, na co zasłużyła.
Laura to moja stała partnerka do seksu, która rozładowuje cały mój stres i pomaga mi dojść. Nazywam ją moją zbieraczką spermy, ale ona woli określenie „maszyna do dojenia”.
Zaakceptowałem to i rozbawiło mnie, kiedy mnie poprawiła. Ależ się myliłem, nazywając ją zbieraczką spermy.
Siedzi na stole i patrzy na mnie niewinnymi oczami. Przyciągam jej twarz do swojej. Delikatnie muskom wargami jej usta, owijam prawą dłoń wokół jej szyi i czuję, jak jęczy.
Przeczesuję palcami jej rozczochrane czarne włosy, a wilgoć przykleja się do moich opuszków. Uwielbia, jak ją dobrze biorę, a ja chętnie jej to daję.
„Jesteś… gotowa… zbierać?” pytam ją, a mój urywany oddech łamie mi zdanie. Kiwa głową.
Pot spływa jej po twarzy z czoła na górną wargę. Zlizuję go, wpychając jej język głęboko do tych ślicznych ust. Jest brudną suką, ale te jej usta potrafią mnie uszczęśliwić w mgnieniu oka.
Czuję, jak jej ścianki zaciskają się wokół mnie, gdy wbijam się w nią głęboko, tam i z powrotem, a moje biodra podążają za rytmem. Nie wytrzymuję dużo dłużej, zanim spuszczam się w jej słodką, ciasną cipkę, dojąc z siebie wszystko do ostatniej kropli.
Ciekawe, czy tak właśnie czuje się krowa, kiedy wydoi się z niej całe mleko? Nie wiem, ale wyciągam się z niej i trzymam kutasa w dłoni.
„Czas na sprzątanie.” Wyszczerzam się do niej z wystawionym językiem, a ona natychmiast zeskakuje ze stołu, klęka i zaczyna mnie lizać.
Zamykam oczy, nogi mi się trzęsą. Kładę dłoń na czubku jej głowy i głośno jęczę.
„Grzeczna dziewczynka.” Odrzucam głowę do tyłu, delektując się każdą chwilą, kiedy jej usta są wokół mnie, zlizując bałagan, który sama stworzyła w tym seksownym, błękitnym komplecie bielizny.
W chwili, gdy weszła przez drzwi, wiedziałem, że to ona będzie tą, którą dzisiejszej nocy przelecę.
Zobaczyłem niebieskie stringi wystające zza paska jej spódnicy i natychmiast poczułem, jak twardnieję w moich czarnych spodniach.
Pyszności, pomyślałem, obserwując ją przez cały wieczór. Dostałem to, czego chciałem. Laura nie jest trudną dziewczyną do zadowolenia, więc zdobyłem ją, bo była łatwa.
„Zadowolony?” pyta mnie, a ja kiwam głową, odgarniając jej włosy.
„Bardzo.” Puszczam do niej oczko i chichocze.
Chwytam koszulę, zapinam ją i naciągam bokserki na biodra. Zapinając czarne spodnie w pasie, wpycham koszulę do środka i biorę kamizelkę, zakładając ją.
Po narzuceniu marynarki na ramiona sprawdzam godzinę. Mam robotę do zrobienia.
Całuję Laurę w policzek, klepię ją po głowie i wychodzę. Sama się zaspokoi i posprząta pokój. Szczerze? Mam to totalnie w dupie, co zrobi.
Świetnie się z nią pierdoli i mogę jej używać, kiedy mi się podoba.
Koniec końców sama siebie uważa za nic niewartą, co sprawia, że ja myślę dokładnie tak samo. Gdyby podniosła swoją wartość, traktowałbym ją jak kobietę, a nie jak dziwkę.
Wychodząc z pokoju, zasłaniam oczy. Jasne pomarańczowe i czerwone światła mnie oślepiają. Część uległych tańczy przy barze, a inne uczą się dyscypliny.
Kieruję się do wyjścia z klubu. Tyrone czeka na mnie z Mochim.
„Ile ci właściwie zajmuje dojście?” pyta mnie Tyrone, a ja wzruszam ramionami.
„Wytrzymuję dłużej, co poradzę?” uśmiecham się, a Mochi klepie Tyrone'a w ramię.
„Nie wkurwiaj mnie!” ostrzega mnie Tyrone, a ja się śmieję.
„Chodźcie, mamy gówno do ogarnięcia.” Tyrone odchodzi, a ja idę tuż za nim z Mochim, zapalając papierosa.
Nie musicie wiedzieć, dokąd poszedłem ani dlaczego w ogóle opuściłem Societa Oscura. Odszedłem od mojej rodziny z ważnego powodu i była to jedna z najlepszych decyzji, jakie kiedykolwiek podjąłem.
Bycie drugim dzieckiem w mojej rodzinie było dla mnie ciężkie, a nie zgadzałem się z tym, jak Kenzo traktował Rebeccę. Szczerze mówiąc, wkurzało mnie to bardziej, niż powinno.
W mojej głowie byłem dla niej lepszym bratem, ale nie mylcie tego, kim jestem teraz, z chłopcem, jakim byłem kilka miesięcy temu.
Byłem dla niej wspaniały jeszcze parę miesięcy temu. Teraz, kiedy zszedłem na złą ścieżkę, wątpię, żeby chciała znów mnie spotkać.
Podnoszę ręce do góry, błagając, żebyście nie strzelali mi w łeb. Przyjmijcie mnie takim, jakim jestem.
Mimo że miałem trudną przeszłość, jestem silniejszy niż Kenzo kiedykolwiek będzie. A jeśli przyjrzycie się temu, co tak naprawdę dzieje się za kulisami, odkryjecie, że to ja dostarczam mu broń i amunicję z mojego magazynu.
Nie dorósłby do mojego poziomu, nawet gdyby próbował. Podpowiedź: Chesterfield.
„Co to, kurwa, jest?” Patrzę na czarną farbę mojego pickupa. Jest na nim rysa. Przecieram lakier ręką i czuję, jak ściska mi się gardło. Potężna wściekłość narasta gdzieś głęboko we mnie.
„Pytam się… co to, kurwa, jest?” warczę tym razem.
Jestem jak lew gotowy pożreć swoją ofiarę, ale jest jedna duża różnica… Tyrone to mój najlepszy przyjaciel, brat i bratnia dusza. Jesteśmy nierozłączni i to nie jest przesada.
„Hej, wy dwaj, do głównej bramy. Nie powinniście się tu kręcić!” krzyczę na Mochiego i Louiego, wskazując w kierunku bram.
Obaj kiwają głowami i przepraszają za zignorowanie surowych rozkazów, które im wydałem przed rozpoczęciem zmian. Dostaną ode mnie w twarz, jak skończą dzisiejszej nocy.
„Torba. Czemu ciągle pytasz?” Tyrone otrzepuje ręce, a ja kręcę głową i wskakuję do pickupa.
Jaka torba? Pytałem go o rysę na pickupie, a nie o torbę. Ale odwrócił moją uwagę. Co jest w środku tego pickupa?
Odrzucam torby z drogi i szturcham czarną, która rzuca mi się w oczy.
W pickupie jest ich więcej. Trzysta, żeby być dokładnym. Ale ta jedna przyciąga moją uwagę. Wszystkie pozostałe torby są brązowe, więc czemu mam czarną z tyłu mojego pickupa?
„Przyjechała z magazynu?” zerkam przez ramię na Tyrone'a, który wzrusza ramionami. Bezużyteczny! Kopię ją i cofam się. Czemu się poruszyła?
Właśnie widziałem na własne oczy, jak się poruszyła. Nie mam halucynacji, nawet jeśli wczoraj jarałem jointa. Pytałem o rysę, nie o torbę.
Teraz rysa mnie nie obchodzi. Na razie. Chcę wiedzieć, co jest w tej torbie.
„To się rusza. Dlaczego?” unoszę prawą brew podejrzliwie i krzyżuję ręce, cofając się.
„Skąd, kurwa, mam wiedzieć?” Tyrone wskakuje do środka, chwyta torbę i wyciąga ją z pickupa po podłodze. Spada na cegły, które położyłem w zeszłym tygodniu.
Ze środka dochodzą pomruki. Tyrone i ja patrzymy na torbę przez co najmniej trzydzieści sekund, zanim podnosimy głowy i wpatrujemy się w siebie.
„Co tam jeszcze jest oprócz broni i amunicji?” mrużę oczy i warczę.
„Jak powiedziałem… nie wiem.” Kręcę głową, rzucam Tyrone'owi spojrzenie i kucam. Pociągam zamek na górze, otwieram torbę. Tyrone trzyma pistolet nad nią, gotowy strzelać.
„Co jest, kurwa?” Patrzę w dół z przerażeniem. To nie powinno się zdarzyć. Czemu mam dziewczynę w jednej z moich toreb? To znaczy, że brakuje mi dwunastu karabinów! W torbie są tylko trzy.
Gdzie podziały się reszta? Leżą na podłodze w magazynie? Jutro musi wyjść dostawa i nie może opuścić tej posiadłości, dopóki nie będę miał wszystkich dwunastu ciężkich karabinów maszynowych zapakowanych.
To znaczy, że teraz muszę jechać do działu dostaw i je odebrać. To jest, kurwa, jakiś żart!
„Co ty, kurwa, robisz w mojej torbie?” Ma szczęście, że broń nie była załadowana!
Patrzę w dół na kobietę z kasztanowymi włosami i bladą skórą. Patrzy na mnie przerażonymi zielonymi oczami. Całe jej ciało się trzęsie i wiem, że się mnie boi. Dobrze, powinna.
Nie mogłaby być bledsza, nawet gdyby chciała. Piegi rozciągają się na obu policzkach, a włosy lśnią w świetle lamp, które sam ustawiałem.
„Proszę, nie krzywdź mnie. Proszę, nie chcę niczego złego.” Unosi ręce przed sobą, potem obejmuje ramionami kolana i zaczyna skomleć.
Nie mam czasu ani cierpliwości, żeby się nią teraz zajmować. Wzdycham, kręcę głową i wskazuję palcem na torbę.
„Ogarnij to gówno. To nigdy nie powinno się wydarzyć.” Odwracam się, podchodzę do mojego czarnego Forda Focusa i otwieram go kluczykiem. Nie obchodzi mnie, co myślicie, kocham ten samochód.
Jest w nim coś, czego nie potrafię określić. Chyba chodzi o dźwięk silnika. Z Fordem Focusem RS nie można się pomylić.
Jadę do domu, piętnaście minut drogi, i robię sobie kawę, ledwo przekraczam próg. Siadam przy biurku, przeczesuję włosy rękami i zamykam oczy. Jestem cholernie wykończony.
Przecieram oczy i słyszę dzwoniący telefon. Odbieram i włączam głośnik.
„Szefie, mówi, że ucieka od Caponde.” Nie mówię ani słowa. Siedzę przy biurku i myślę. Czy on właśnie powiedział Caponde?
„Caponde, czyli mój kuzyn z Teksasu? Caponde Caponde?” Marszczę brwi.
„Tak, szefie.” Jamie brzmi na poirytowanego. Musi być upierdliwa. To przywołuje wspomnienia.
„Czemu uciekła od mojego kuzyna i trafiła do mnie? To ryzykowna gra.” Odchylam się na krześle, odrzucając głowę do tyłu.
Ziewam i czekam na odpowiedź. Pyta ją.
„Mówi, że wskoczyła do najbliższej torby, jaką znalazła w magazynie.”
W moim magazynie? Co Caponde robił w moim magazynie?
Nie mam się czego obawiać, jeśli chodzi o Caponde, i ufam mu bezgranicznie. Mimo to zastanawiam się, czemu tam był. Jego dziewczyna będzie musiała do niego wrócić. Nie zamierzam nadużywać jego zaufania.
„Jak mój kuzyn poznał tę dziewczynę?”
„Jej koleżanka była mu winna pieniądze i ją zabrał.” Prostuję się na krześle i stukam długopisem o biurko.
„Dlaczego? Nie rozumiem! Po co ją zabierał, skoro to był dług jej koleżanki? To nie ma z nią nic wspólnego” pytam go spokojnie.
„Weszła do pokoju podczas transakcji, wszystko usłyszała, teraz ucieka. Caponde chce ją zabić.”
„Kurwa mać!” warczę. Zrobiła coś, co go wkurwiło, to oczywiste. Mimo to nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
„Co mam z nią zrobić?”
„Zabij ją!” wrzeszczę. Wciągają mnie w to, kiedy nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Ten spór jest między Caponde, dziewczyną i jej koleżanką, a ja nie mam ochoty walczyć z własną rodziną.
Potrzebuję drinka. Podchodzę do szafki, nalewam sobie ciemnego rumu i siadam z powrotem na krześle.
„Jest niewinna!” krzyczy Jamie. Mrugam, bo nie spodziewałem się, że na mnie naskoczył.
„Nie wiem, kurwa. Odeślij ją!” Próbuję go teraz spławić. Wzdycham, piję łyk drinka i zamykam oczy. Mam dość tego gówna. To się nigdy nie kończy!
„Ona wie, gdzie jesteśmy.”
„Chesterfield, San Digiuez!” krzyczy, a ja jęczę. Czy ta suka chce dziś w nocy umrzeć?
W tym momencie jestem niemal pewien, że tak. Jeśli masz szansę być wolna, nigdy nie mówisz przystojnym, twardym facetom, że znasz lokalizację miejsca, w którym cię przesłuchują.
„Przyprowadź ją do mnie.” Rzucam telefon na biurko, wstaję i przewracam krzesło.
Co jest z kobietami i moją rodziną?













































