
Uciec przed przeznaczeniem Księga 2
Autorzy
Lektury
83,1K
Rozdziały
25
Powrót do domu
„Pospiesz się, Adira, nie możemy się spóźnić!” ponagla Lillith.
Kompletnie zapomniałam o dzisiejszym ognisku watahy, ale moja siostra jest już ubrana i gotowa do wyjścia. W pośpiechu wrzucam na siebie jakieś ciuchy i byle jak ogarniam włosy.
„Adira, chyba nie zamierzasz iść w czymś takim!” wykrzykuje, grzebiąc w mojej szafie w poszukiwaniu czegoś lepszego. „Josiah i Adrian nie będą zadowoleni, jeśli nie będziemy wyglądać jak należy. Jesteśmy rodziną alfy, pamiętasz?”
Siadam na krawędzi łóżka, podczas gdy ona gorączkowo przeszukuje moją komodę. Ktoś puka do drzwi. Szybko wstaję i widzę Kirę, sztuczną jak zawsze.
Jest zwykłą karierowiczką, próbującą omotać zarówno moich braci, jak i syna wuja Matta, który również ma szansę zostać alfą.
Lillith wychodzi z mojej szafy, rzuca mi nowy zestaw ubrań i mierzy Kirę wzrokiem. „Czego chcesz, Kira?” warczy, wciągając mnie z powrotem do pokoju i wpychając do łazienki, żebym się przebrała.
Niechcący trzaskam za sobą drzwiami, słysząc, jak moja siostra kłóci się z Kirą. Jest to zabawne, biorąc pod uwagę, że kiedyś były najlepszymi przyjaciółkami — dopóki Kira nie spróbowała uwieść naszego najstarszego brata, Adriana, następnego w kolejce do tytułu alfy.
Ma przejąć władzę za kilka miesięcy, ale właśnie wrócił z treningu. Dlatego organizujemy ognisko — żeby powitać go w domu.
Szybko się rozbieram i przyglądam się strojowi, który dała mi Lillith. To złota, obcisła sukienka na cienkich ramiączkach, z czarnym wykończeniem. Pasuje na mnie dobrze, ale jest odrobinę bardziej odkrywająca, niż zwykle wolę.
Słyszę trzask drzwi, kiedy wychodzę z łazienki, poprawiając sukienkę. Podchodzę do szafy i biorę czarną skórzaną kurtkę, żeby trochę się zakryć, oraz parę uroczych czarnych botków na obcasie.
Lillith wyczuwa mój dyskomfort i pomaga mi założyć kurtkę, uśmiechając się, po czym zabiera się za moje włosy.
„Wyglądasz olśniewająco”, mówi, a w jej oczach błyszczą łzy. „Nasza wataha padnie na kolana przed swoją ukochaną główną tropicielką. Nie zawsze się zgadzamy, ale cieszę się, że jesteś moją siostrą.”
Uśmiecham się do niej, rozumiejąc, co czuje. Nasza mama zginęła kilka lat temu, broniąc naszej watahy. Nasz ojciec próbował ją uratować, ale mu się nie udało. Kiedy umarła, odebrał sobie życie — nie potrafił żyć bez niej.
Ojciec Lillith jest odrażającym człowiekiem. Jest tyrańskim przywódcą sabatu, przynajmniej tak wielu mówi.
Kiedy nasza matka odrzuciła go za niewierność — a stało się to, gdy chroniła sabat — zmienił się. Ból po jej utracie i fakt, że jego kuzyn został jej prawdziwą bratnią duszą, doprowadziły go do szaleństwa.
Patrzę w lustro i widzę swoje ciemnoniebieskie, lekko podkręcone włosy i małe diamentowe kolczyki mamy. Uśmiecham się, walcząc ze łzami na myśl o niej. Lillith przytula mnie pokrzepiająco i pomaga mi wstać, po czym wyprowadza za drzwi.
***
Ruszamy na ognisko w samym sercu lasu. Wszyscy już rozmawiają i tańczą.
Podchodzę do Josiaha, mojego drugiego najstarszego brata, i przytulam go. Nie widziałam go od dwóch tygodni, bo był na szkoleniu dla bet.
Jest niesamowicie wysoki, prawie dwa metry, z umięśnioną sylwetką i oliwkową cerą. Jego oczy są czerwone i migdałowe, a kwadratową szczękę pokrywa lekki zarost. Czarne włosy opadają mu na ramiona.
Większość dziewczyn szaleje za nim — albo za Adrianem, moim drugim bratem.
Wyglądają niemal identycznie, z tą różnicą, że Adrian ma heterochromatyczne oczy — jedno czerwone, drugie fioletowe. Można by pomyśleć, że Lillith, jako jedno z trojaczków, powinna mieć podobne rysy. Ale wygląda zupełnie inaczej.
Ma oliwkową skórę, piegi, niebieskie oczy i naturalnie jasne, czerwone, pełne usta w kształcie pąka róży. Jej włosy są jasny blond i niemal zupełnie proste.
Patrzę w górę na brata, który śmieje się ze mnie, bo ledwo sięgam mu do klatki piersiowej. Jestem dość niska, ale nie karłowata. Mierzę zaledwie metr sześćdziesiąt pięć, co jest nietypowe dla wilków.
Nie są pewni, czy to moja królewska wampirza krew sprawia, że jestem taka drobna. Moja hybrydowa krew jest zagadką, bo wilki i wampiry zazwyczaj się nie łączą.
A jednak proszę — czwórka hybrydowych dzieci, z których każde wygląda zupełnie inaczej.
Podskakuję i łapię gałąź nad głową brata, podciągam się — pilnując, żeby sukienka nie odsłoniła za wiele — i siadam na drzewie, obserwując wszystkich.
„Jak się miewasz? Jak trening?” pytam, nie kryjąc podekscytowania.
Patrzy na mnie, a z jego piersi wydobywa się śmiech. „Czemu u ciebie zawsze chodzi o robotę, robotę i jeszcze raz robotę?” Jego chichot jest głęboki i donośny.
Wzruszam ramionami, a mój śmiech miesza się z jego, gdy obserwuję Lil zatopioną we własnym świecie tańca. Cieszę się, że wszyscy dobrze się bawią, ale nie mogę przestać tęsknić za Adrianem. Mam nadzieję, że niedługo się pojawi.
„Masz jakieś wieści od niego?” pyta Josiah, popijając z czerwonego plastikowego kubka i obserwując tłum.
„Nie, liczyłam, że ty będziesz coś wiedział”, przyznaję, a w moim głosie pobrzmiewa nuta niepokoju.
„Więc słyszałem, że zostaniesz naszą nową główną tropicielką”, mówi z dumnym uśmiechem. To nie jest częste, żeby kobieta zajmowała takie stanowisko w naszej watasze.
„Tak, kiedy ty i Adrian obejmiecie swoje role, ja też. Obecny tropiciel chce przejść na emeryturę i spędzać czas ze swoimi szczeniętami”, wyjaśniam, uśmiechając się do brata. Opieram się o drzewo, patrząc, jak coraz więcej ludzi gromadzi się wokół ogniska.
Przez jakiś czas po prostu rozmawiamy, aż dołącza do nas Megan, partnerka Josiaha. Odchodzą razem potańczyć, a ja zostaję na swoim miejscu, zadowolona z obserwowania watahy ze swojej gałęzi.
„Co ty tam robisz?”
Odwracam się i widzę Adriana, mojego brata, który zdołał się wślizgnąć niezauważony. Wspina się na drzewo i siada na gałęzi po mojej lewej stronie.
„Po prostu cieszę się widokiem.” Gestem zachęcam go, żeby przyjrzał się krajobrazowi z mojego punktu obserwacyjnego. Księżyc jest prawie pełny, gwiazdy rozsypane po niebie, ogień trzaska, a wataha tętni śmiechem i tańcem.
„Masz rację. Ładny widok”, przyznaje głębokim, poważnym głosem. Zawsze taki był — poważny, skupiony. Nie może sobie pozwolić na luz, nie będąc następny w kolejce do przywództwa.
„Adira, znalazłaś już swoją bratnią duszę?” pyta z nieodgadnioną miną.
Uśmiecham się do niego. „Nie. A czemu pytasz?” Przekręcam się na gałęzi, żeby na niego spojrzeć, zaciekawiona jego nagłym zainteresowaniem.
„W tym roku odbędzie się tu bal”, ujawnia. „To bal dla niesparowanych wilków, żeby mogły znaleźć swoje bratnie dusze. Co roku organizuje go inna wataha, a w tym roku nasza kolej.”
Opiera dłonie na kolanach i przenosi wzrok na Lillith. „Chcę, żebyś ty i Lil tam poszły. To będzie bal maskowy.”
Waham się, rozważając jego słowa. Czy w ogóle chcę mieć bratnią duszę? Wiem, że gdzieś tam musi być ktoś dla mnie, ale czy ta osoba by mnie zaakceptowała? Patrzę na brata i dostrzegam niepokój wyryty na jego twarzy.
Nagle do mnie dociera — martwi się, że jeśli zostaniemy bez partnerów, to gdy przejmie władzę, ktoś może spróbować narzucić nam bratnie dusze albo nas wykorzystać.
Wzdycham, rozumiejąc ciężar, który dźwiga. „Pójdę, Adrian. Dla ciebie. Wiem, że się o nas martwisz przez to, czym jesteśmy. Po prostu nigdy nie chciałam bratniej duszy — widziałeś, co więź zrobiła z naszymi rodzicami.”
Zerkam na Josiaha i Megan, wtulonych w siebie przy ognisku. Mój brat opiera głowę o jej głowę i rozmawiają, odcięci od reszty świata. Więź może być błogosławieństwem albo przekleństwem. Nasza mama kochała z całego serca i zapłaciła za to najwyższą cenę.
Nasz ojciec spotkał ten sam los. Przynajmniej ich ojciec wciąż żyje, mimo że stracił wszystko.
„Adira, byliśmy wtedy tylko dziećmi. Nie możesz winić siebie ani więzi za ich śmierć.” Jego głos jest szczery, ale pobrzmiewa w nim frustracja.
Unikając jego wzroku, biorę głęboki oddech. „Wiem, że nie powinnam się obwiniać, ale wy nie widzieliście, jak nasz ojciec się rozpadał po śmierci mamy. Widziałam, jak mój ojciec łamie się po utracie swojej bratniej duszy.
„Zabił się, Adrian. Znalazłam ciało własnego ojca w wannie. Wasz ojciec może i jest dupkiem, ale wciąż was kocha. Więc nie udawaj, że rozumiesz, przez co przechodzę.”
Zirytowana całą sytuacją, zeskakuję z drzewa i wracam do domu, żeby ochłonąć. Gdy odchodzę, wataha zauważa mojego brata i obsypuje jego i moje rodzeństwo serdecznościami.
Wycofuję się do swojego pokoju, przebieram w sportowy stanik i krótkie spodenki od jogi, i idę na siłownię. Zaczynam okładać worek treningowy, wyładowując skumulowaną frustrację. Drzwi skrzypią i zerkam w bok — stoi tam Alfa Matt.
Kłaniam się z szacunkiem i wracam do treningu.
„Co się stało, maleńka?” pyta łagodnym głosem. Zamyka za sobą drzwi na klucz, rozumiejąc moją potrzebę samotności.
Alfa Matt jest moją ostoją od czasu, gdy straciłam rodziców. Wie, że nie żywię urazy do rodzeństwa, ale wie też, że oni nie potrafią zrozumieć, jak to jest stracić oboje rodziców tak nagle.
Góruje nade mną — dwumetrowy olbrzym o głębokich, czarnych oczach, oliwkowej skórze i kruczoczarnych włosach. Niedawno skończył czterdzieści dwa lata i marzy o przejściu na emeryturę, żeby znaleźć swoją bratnią duszę.
„Masz ochotę na przyjacielską walkę ze starym wilkiem?” żartuje, wiedząc, że muszę się wyładować.
Rozkładamy maty i ustawiamy się naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem. Atakuje pierwszy, ale uchylam się i przerzucam go na plecy. Szybko siadam na nim okrakiem, przyciskając jego ręce nogami.
Na jego ustach pojawia się uśmieszek, gdy orientuje się, że jest w pułapce. „Jesteś coraz silniejsza z każdym dniem.” Jego czarne oczy ciemnieją, gdy przesuwa po mnie wzrokiem.
Jestem drobną wilczycą, z długimi, falującymi, ciemnoniebieskimi włosami i jasną, karmelową skórą. Moje oczy są wyjątkowe — nie dwukolorowe, lecz z czerwienią wokół źrenicy i fioletem na zewnętrznej warstwie tęczówki.
Moje rzęsy są naturalnie długie, policzki pełne i wyraźne, a usta pełne i różowe, podobne do ust Lillith.
„Jesteś oszałamiająca, Adira.” W jego głosie pobrzmiewa pożądanie — coś rzadkiego u Alfy Matta, człowieka znanego z powagi i braku romantycznych uwikłań.
Owszem, ma dziecko, ale to było z jego pierwszą partnerką, która zmarła, kiedy mieliśmy zaledwie pięć lat.
„Naprawdę?” żartuję, muskając wargami jego szyję.
Jego ciało sztywnieje pode mną, a z piersi wydobywa mu się niski pomruk.
„Gdybym nie wiedziała lepiej, Alfo, pomyślałabym, że ze mną flirtujesz.” Spotykam jego wzrok, a moje dłonie wędrują po jego klatce piersiowej. Jego ciało napina się jeszcze bardziej.
Nagle przewraca mnie na plecy — moje nogi wciąż oplatają jego biodra — i całuje mnie namiętnie.
Jedną ręką wplatam palce w jego włosy, drugą przyciągam go za szyję. Jego pomruki nabierają na sile, a ja ocieram się o niego, czując jego podniecenie.
„Chodź do mojego pokoju”, mruczy zachrypniętym głosem, pełnym pożądania, patrząc na mnie, pragnąc mnie.
Wstaje i wyciąga do mnie rękę, pomagając mi się podnieść. Wychodzimy razem, a dom jest upiornie cichy — wszyscy zebrali się przy ognisku.
Kiedy docieramy do jego pokoju, trzaska drzwiami, bierze mnie na ręce i całuje mnie dziko.
Z moich ust wyrywa się cichy jęk, na który odpowiada warknięciem. Zanosi mnie na łóżko, kładzie i zaczyna całować mnie po szyi, a jego dłonie wędrują po moim ciele. Przyciskam się do niego, odwzajemniając dotyk.
Pociągam jego spodenki w dół, odsłaniając jego podniecenie. Zaczynam go gładzić, a jego jęki stają się coraz głośniejsze.
„Podoba ci się?” pytam głosem ciężkim od pożądania. Pcham go na łóżko, całując drogę w dół jego ciała, podczas gdy jego oddech staje się coraz bardziej urywany. Kiedy docieram do jego męskości, drażnię czubek językiem, a potem biorę go w usta.
Odchyla głowę w rozkoszy, gdy biorę go głębiej, a łzy napływają mi do oczu, kiedy sięga dna mojego gardła. Przyspieszam tempo, wydobywając z tego zazwyczaj opanowanego mężczyzny kolejne jęki.
Czuję, że zbliża się do szczytu — jego biodra szarpią się, gdy dochodzi. Dyszy ciężko, a ja przełykam. Potem się wysuwa.
Szybko kładzie mnie z powrotem na łóżku, a jego wzrok zatrzymuje się na moim czarnym sportowym staniku, podkreślającym moje pełne piersi. Ściąga moje spodenki, odsłaniając umięśniony brzuch, krągłe uda i maleńkie stringi.
Obejmuje wzrokiem moje ciało, po czym zębami ściąga mi stringi i odrzuca na bok. Jego usta odnajdują moje wnętrze, a język i wargi pracują nad moim wrażliwym punktem, wydobywając ze mnie jęki i westchnienia.
Wsuwa we mnie palce, wyginając je, poruszając nimi, napierając na moje ściany, wyrywając ze mnie coraz głośniejsze jęki. Gdyby ktoś tu był, na pewno by nas usłyszał. Zaciskam się wokół jego palców, gdy fala rozkoszy mnie zalewa.
Kiedy czuje mój szczyt, układa się nade mną, rozsuwając moje uda. Unosi lekko moje biodra i wchodzi we mnie, wyrywając mi z ust jęk rozkoszy.
„Kurwa, to jest niesamowite”, jęczę, wbijając paznokcie w jego plecy.
Uśmiecha się, poruszając się we mnie, dając mi poczuć go całego. Stopniowo przyspiesza, uważając, żeby nie posunąć się za szybko i nie sprawić mi bólu. Jego pomruki narastają, gdy zatraca się w chwili.
„Boże, jesteś taka ciasna i mokra dla mnie”, warczy, pochłonięty pożądaniem. Jęczę, całując go po szyi, gdy mnie bierze.
W szale rozkoszy wzmacnia rytm, a moje urywane jęki rozbrzmiewają w odpowiedzi. Moje ciało reaguje, zaciskając się wokół niego, gdy nabrzmiewa we mnie.
Ostatnim, mocnym pchnięciem wchodzi we mnie głęboko, dochodząc. Porusza się jeszcze przez chwilę, smakując każdą ostatnią sekundę.
„Adira, to było... niesamowite”, wydusza z siebie, opadając obok mnie. Opieram głowę na jego piersi, wsłuchując się w szaleńcze bicie jego serca.
Do moich uszu docierają odgłosy życia za drzwiami pokoju — wyraźny sygnał, że nie byliśmy tak dyskretni, jak myśleliśmy. Wyczuwając mój niepokój, unosi moją twarz ku sobie i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
„Nie przejmuj się, Adira. Niech sobie gadają. Jesteś piękną, silną, wrażliwą hybrydą. Nie trzeba się długo zastanawiać, dlaczego tu wylądowaliśmy.”
Jego oczy są pełne ciepła i szczerości. Wiem, że próbuje mnie uspokoić.
„To nie chodzi o to, że wiedzą, że byliśmy razem. Moi bracia będą wściekli, ale to te ciągłe gadki na mój temat mnie dobijają.” Przesuwam palcami po linii jego szczęki i pochylam się, żeby go pocałować.
Śmieje się cicho i oddaje pocałunek.
„Gadają, bo zazdroszczą, Adira”, mówi. „Twoja rodzina to wilki alfa z królewskim wampirzym rodowodem. Wszystko, co robicie, jest tematem rozmów. Po prostu żyj swoim życiem i olej ich.”
Wplata palce w moje włosy, patrząc na mnie z czułością. „A teraz połóżmy się spać, maleńka”, proponuje, delikatnie mnie szturchając.
Układam się z powrotem na jego piersi, zarzucając jedną nogę na jego biodro, a drugą wyciągając. I tak, po prostu, zasypiamy.

















































