
Seria Niewidzialnych Książka 2
Autorzy
Lektury
47,8K
Rozdziały
15
Rozdział 1
„Dahl, wystarczy. Zgłosimy to radzie za złamanie traktatu”, mówi Cane, chwytając monetę ze stołu i wsuwając ją do kieszeni. Wzrok Dahlii podąża za nim, gdy mężczyzna przenosi się na miejsce po drugiej stronie baru. Jej oczy po raz ostatni spotykają się ze spojrzeniem czarownicy z Illios. Potem Dahlia uśmiecha się i każe jej odejść.
Zajmę się nią później. Każda magia ma swoją cenę.
„Nie zrobisz niczego, co mogłoby zagrozić naszemu traktatowi”, rozkazuje.
„Oczywiście, że nie”, odpowiada, a jej uwaga wraca do menu. Mężczyzna zabiera jej kartę z rąk.
„Mówię poważnie”. Dahlia podnosi wzrok, by spojrzeć mu w oczy.
„Zrozumiałam, Cane”, mruczy. Przechyla głowę na znak uległości. Intensywne spojrzenie mężczyzny sprawia, że dziewczyna prawie oblewa się rumieńcem.
Kiedy kelnerka wraca, on zamawia za nią jedzenie. Jej to nie przeszkadza. Zakłada, że Cane wie, co jest tutaj dobre. Jedzą w ciszy. Kiedy kończą, mężczyzna zawozi ją do sklepu. Płaci za jej zakupy bez słowa. Nawet nie pyta, po co jej te rzeczy.
„Dahlia”, pyta cicho w drodze powrotnej, „czy ty naprawdę zabiłaś swoich rodziców?”
Dziewczyna prycha. Śmieje się, patrząc na niego, jakby właśnie powiedział najzabawniejszą rzecz na świecie.
„Oczywiście, że nie, głuptasie. Dlaczego w ogóle tak pomyślałeś?” Dahlia chichocze.
„Clayton wydaje się być tobą, no wiesz, przerażony. Jakbyś miała go zaatakować w każdej chwili”, wyznaje Cane.
„O to chodzi? Och, zabijałam ludzi. Bardzo wielu ludzi. Sprawiam, że po prostu znikają”. Dziewczyna uśmiecha się szeroko. Cane nie wie, czy ona żartuje.
„Nie żartuję. Zarobiłam na tym mnóstwo pieniędzy. Możesz zapytać o to Rydera. On wie”. Mówi o tym tak zwyczajnie, że Cane może tylko gapić się na nią ze strachem i wielką fascynacją. „Ale nigdy nie skrzywdziłabym swoich rodziców”, dodaje cicho.
„Więc w takim razie”, zaczyna, ale nie potrafi dokończyć zdania.
„On się boi, że jeśli za bardzo mnie wkurzy, to zabiję jego małą dziewczynę”. Dahlia przewraca oczami. „Przyznaję, że chciałam sprawić, by zniknęła. Ale nie jestem aż tak zła. Poza tym, myślę, że zabawniej będzie po prostu zabrać mu całą moc, którą mu dałam”.
„Czekaj, potrafisz to zrobić?”
„Jasne, to tylko trochę bardziej bolesne, bo będzie stawiać opór”, stwierdza zwyczajnie.
Cisza przeciąga się, dopóki nie docierają pod jej budynek. Dahlia zbiera swoje rzeczy i dziękuje mu za podwózkę. Wysiada z samochodu. Czeka, aż mężczyzna odjedzie. Potem idzie do lasu.
Gdy wchodzi głębiej, robi się ciemniej i ciszej. Zarośla są bardzo gęste, a dookoła słychać tylko odgłosy natury. Znajduje miejsce z miękkimi liśćmi. Rozkłada tam plastikowe plandeki i wbija kołki w ziemię. Dla wygody kładzie na nich koc. Zaczyna zapalać świece, żeby mieć trochę światła. Nagle czuje, że ktoś na nią patrzy.
„Jesteś tu wcześnie. Spodziewałam się ciebie dopiero późno w nocy”, mruczy. Zapala świece i sypie magiczny proszek z kredy. Robi z niego ciasne koło wokół swojego posłania z plandeki.
„Zakładam, że Virtue cię ostrzegła?” Głos jest gładki. To czyste, silne emocje. Dahlia walczy ze sobą, by na niego nie spojrzeć.
„Świece? Jak romantycznie”. Jego głos przybiera kpiący ton.
„Zaklęcia na widzenie w ciemności są bardzo trudne”, mamrocze. „Poza tym, jestem ukarana za używanie magii. Dlaczego miałabym używać jej więcej?” Prycha.
„Nie mogę się doczekać”, mruczy mężczyzna. „Karanie ciebie to moja ulubiona rozrywka”.
„Rozrywka?” pyta z niedowierzaniem.
„Muszę to robić tak często, że właśnie tym się to stało”. Dahlia słyszy szeroki uśmiech w jego głosie.
„Chyba masz rację. Przepraszam, że psuję twój napięty plan dnia”, mamrocze. „Nie wzięłam ubrań na zmianę. Czy to będzie problem, jeśli pójdę po jakieś?”
„Możesz użyć tego, co masz na sobie. Tym razem ich nie zniszczę”. Dahlia podnosi wzrok bardzo zaskoczona. Cofa się gwałtownie, gdy widzi, że on jest znacznie bliżej, niż myślała. Mężczyzna łapie ją za ramiona i przyciąga mocno do siebie.
„Nie musisz się bać. Robiliśmy to już wiele razy”. Jego rozbawienie jest bardzo wyraźne.
„Rozbierzesz się i położysz na plandece, chyba że potrzebujesz mojej pomocy?”
Dziewczyna kręci głową, a on ją puszcza. Mężczyzna opiera się o najbliższy dąb. Dahlia patrzy na niego, gdy sama się rozbiera. Jest on dziś ubrany bardzo elegancko. Jego garnitur w paski wygląda na świeżo uprasowany, a krawat leży idealnie prosto. Włosy ma gładko zaczesane do tyłu w kucyk. Brakuje tylko czarnych kolczyków, które zawsze nosi. Dahlia marszczy brwi.
„Wystroiłeś się tak z tego powodu?”
„Przyłapałaś mnie”, uśmiecha się szeroko. Patrzy, jak ona składa swoje ubrania i kładzie je z boku. „To bardzo ważna kara. Pamiętasz, jak ostatnio użyłaś magii krwi?” Wzdycha rozmarzony. „Wtedy też się tak elegancko ubrałem”.
„Szczerze mówiąc, w ogóle nie pamiętam samej kary. Pamiętam tylko, jak długo potem spałam”. Gniewny wyraz pojawia się na jego przystojnej twarzy. Przez krótką chwilę jego wygląd jest wręcz przerażający.
„Tym razem to naprawimy”, obiecuje, idąc powoli w jej stronę. Dahlia czuje, jak narasta w niej strach.

















































