
Wojna i Chaos Książka 2: Gravel
Autorzy
Lektury
168K
Rozdziały
16
Rozdział: 1
TOM 2: Gravel
GRAVEL
CZTERY MIESIĄCE TEMU
Opadłem na poduszkę, gdy Mage, Stone, Thrasher i 8Ball wyszli z pokoju. Musiałem tu zostać jeszcze przez kilka dni, zanim mogłem wrócić do domu. Lekarz powiedział, że to cud, że wciąż żyję, biorąc pod uwagę, jak blisko serca przeszła kula.
Zamknąłem oczy, a w mojej głowie kłębiły się niedawne wydarzenia. Problemy klubu, postrzelenie dziewczyny Stone'a, wypadek w magazynie i zdrada Connora, który poświęcił klub dla swojej matki. Wszystko stało się takie przytłaczające.
Właściwie było to tak przytłaczające, że leżenie w ciszy wydawało się czymś niewłaściwym. Od lat obserwowałem chłopaków z klubu. Znałem ich jak własną kieszeń. Nic nie uchodziło mojej uwadze.
Pragnąłem jednak własnego życia. Czułem, że spędzam zbyt wiele czasu z chłopakami, a za mało skupiam się na sobie. Ale takie właśnie było życie w klubie. Samotne, chociaż nigdy nie było się do końca samym.
Moje myśli pędziły jak szalone. Nawet nie zauważyłem, jak ktoś wchodzi do pokoju, dopóki nie usłyszałem cichego pukania. Gwałtownie otworzyłem oczy. Zobaczyłem stojącą w drzwiach Medusę z delikatnym uśmiechem na twarzy. Medusa była jedną z naszych klubowych dziewczyn.
Kiedyś była sweetbutt, ale z jakiegoś powodu Thrasher załatwił jej pobyt w siedzibie klubu bez presji sypiania z chłopakami, chyba że sama tego chciała. Zazwyczaj przebywała z Vikki, żoną Mage'a. Pomagała jej we wszystkim, czego ta potrzebowała.
Spróbowałem usiąść, gdy podeszła do łóżka, wyciągając do mnie rękę.
„Spokojnie. Tylko sobie pogorszysz”, powiedziała łagodnym i cichym głosem.
„Nie spodziewałem się dziś więcej gości”, powiedziałem, patrząc, jak siada na dwuosobowej kanapie przy drzwiach.
„Taak... Ja też nie planowałam przychodzić. Mam nadzieję, że to nic złego, że tu jestem”, powiedziała, nerwowo bawiąc się dłońmi.
„Jasne, że nie”, zapewniłem ją. W pokoju zapadła niezręczna cisza. Wydawało się, że patrzy wszędzie, byle tylko nie na mnie.
„Wszystko w porządku?” zapytałem, przez co poruszyła się niespokojnie na kanapie.
„Tak... Wszystko gra. Po prostu nie wiem, co powiedzieć.”
Skinąłem głową ze zrozumieniem. „Cóż, szpitale potrafią odebrać mowę”, zażartowałem. Udało mi się wywołać u niej delikatny uśmiech, gdy wpatrywała się w swoje dłonie.
„Tak, chyba masz rację”, zgodziła się, zdejmując buty i sadowiąc się wygodnie. „Więc kiedy stąd wychodzisz?”
Rozmawialiśmy wtedy przez całą noc. To był pierwszy raz, kiedy naprawdę miałem okazję z nią porozmawiać.
***
Zszedłem po schodkach mojego ganku. W ustach trzymałem porannego papierosa, a przez jedno ramię miałem przewieszony plecak. Przerzuciłem nogę przez motocykl, przymocowałem torbę z przodu i odpaliłem silnik.
Po założeniu kasku ruszyłem w stronę siedziby klubu. Pojechałem moją stałą trasą przez Bunbury. Wiosna zbliżała się wielkimi krokami. Ciepło słońca i delikatny wiatr muskały moją twarz, sprawiając, że czułem, że żyję.
Patrzyłem, jak miasteczko budzi się do życia, a ludzie wracają do swoich codziennych obowiązków. Moje serce przepełniała miłość do tego miejsca. Kochałem to miasto i uwielbiałem być częścią klubu, który go chronił. Klubu Highway Jokers.
Mimo strachu, jaki wzbudzaliśmy w wielu osobach, nadal pojawialiśmy się na imprezach charytatywnych. Przekazywaliśmy pieniądze na schroniska dla bezdomnych i szpitale, aby zebrać fundusze. Kiedy dotarłem na miejsce, wjechałem na teren klubu.
Nasze klubowe dziewczyny były zajęte dekorowaniem, podczas gdy chłopaki nosili w tę i z powrotem skrzynie i stoły. Przytrzymałem drzwi dla Thrashera i Stone'a, kiedy wnosili do środka ostatnią skrzynię.
„A co to wszystko ma znaczyć?” zapytałem.
„Pomysł Vikki. Zmienia wystrój na zewnątrz siedziby. Twierdzi, że potrzebujemy zmiany”, odpowiedział Thrasher, przewracając oczami.
Zachichotałem. Skierowałem się do baru, gdzie Dihya podała mi kawę. Skinąłem głową w podziękowaniu i patrzyłem, jak wraca do kuchni.
Mój wzrok spotkał się ze spojrzeniem Medusy po drugiej stronie pokoju. Nerwowo przygryzała wargę. Mrugnąłem do niej na bezgłośne dzień dobry. Zauważyłem, że jej policzki oblały się rumieńcem, zanim ktoś ją zawołał.
Wyciągnąłem telefon i wysłałem wiadomość do Medusy, kierując się w stronę schodów do piwnicy.
Gravel
Spotkajmy się w naszym stałym miejscu o trzeciej ;)
Medusa
Do zobaczenia.
Na dole w piwnicy 8Ball podał mi podkładkę z listą naszych nowych zapasów. Postawiłem kawę i podkładkę na blacie w rogu. Zrzuciłem z siebie torbę i ponownie wziąłem listę do ręki.
Spojrzałem na skrzynie, a potem z powrotem na listę. Podszedłem do skrzyń i wyciągnąłem jednego kałasznikowa. Coś było nie tak. Sprawdziłem resztę skrzyń i znalazłem ten sam problem.
„Kurwa”, mruknąłem.
„8Ball, kto to podpisał?” zapytałem, kiedy wrócił z kolejną skrzynią.
„Ja. Dlaczego, coś nie tak?” zapytał.
„Powiedz Thrasherowi, że potrzebujemy zebrania klubu, w tej chwili”, poleciłem. Wyglądał na zmartwionego, ale skinął głową i pospieszył na górę.
Westchnąłem. Przejechałem dłonią po twarzy i zaniosłem skrzynię na górę.
***
„O co chodzi, bracie?” zapytał Thrasher, zajmując miejsce. Wszyscy zgromadzili się wokół stołu, czekając, aż zacznę mówić.
Stanąłem na czele stołu. Otworzyłem skrzynię moim nożem i rzuciłem kałasznikowa przez stół. Thrasher go złapał. Zmarszczył brwi, gdy zobaczył, co mam w rękach.
„Co do kurwy?” warknął.
„Podrobione części. Ta broń jest bezużyteczna”, wyjaśniłem.
„Kto to podpisał?” zażądał odpowiedzi.
„Ja to zrobiłem”, przyznał 8Ball, stojąc obok swojego ojca, Mage'a.
„Wiedziałeś o tym?” zapytał go Thrasher.
8Ball pokręcił głową.
„Żadna ze skrzyń nie była otwarta, dopóki rano ich nie sprawdziłem”, powiedziałem Thrasherowi.
„Co tu się u diabła dzieje?” wściekał się Thrasher, a jego broń z hukiem uderzyła w stół z drewna jarrah.
Wsunąłem się na krzesło obok niego, po jego lewej stronie. „Zadzwoń do Bobby'ego. Dowiedz się, o co chodzi.”
„Weź kilku facetów. Oddajcie to gówno, zanim stracę panowanie nad sobą i go zastrzelę. Od teraz chcę obniżki cen”, rozkazał Thrasher, odpalając papierosa.
„Naprawdę wierzysz, że Bobby by nas wyrolował?” zapytał Mage z drugiej strony stołu.
Thrasher posłał mu długie, ostre spojrzenie. „Nie wiem, czy to on, czy nie. Ale nie będę ryzykować.”
„A jeśli to był on?” zapytałem naszego przywódcę.
„Z Highway Jokers się nie zadziera. To powszechnie wiadomo. Jeśli zrobił to celowo, popełnił wielki błąd. Zajmiemy się tym.”
Skinąłem krótko głową na znak zgody.
Po drugiej stronie placu patrzyłem, jak klubowe kobiety mierzą budynek. Ich śmiech wypełniał powietrze. Medusa była w swoim żywiole. Sam jej uśmiech potrafił rozjaśnić mój świat.
Zawsze uważałem ją za atrakcyjną, ale nigdy nie zrobiłem pierwszego kroku. Nawet kiedy była sweetbutt. Stanowiła klubową zagadkę.
Pojawiała się i znikała. Potem wracała, jakby nic się nie stało. Zawsze mnie to zastanawiało.
Pamiętałem, kiedy po raz pierwszy pojawiła się w klubie. To było podczas imprezy, którą zorganizowaliśmy z okazji objęcia przez Thrashera funkcji prezydenta kilka lat temu. Był prezydentem już od kilku miesięcy, zanim mogliśmy to uczcić. Rywalizacje i chaos zajmowały nam wcześniej cały czas.
Przyszła z inną sweetbutt i od tamtej pory byłem nią urzeczony. Po prostu miała w sobie to coś.
W tamtych czasach zmagała się z wieloma problemami i było to po niej widać. Ale teraz nigdy byś nie zgadł, że to ta sama dziewczyna, która przeszła przez te drzwi i wywróciła mój świat do góry nogami.
Medusa i ja spotykaliśmy się od kilku miesięcy. Głównie tylko się poznawaliśmy, ale czasami lądowaliśmy razem w łóżku.
Poczułem dłoń Stone'a na ramieniu. Dał mi znać, że jest gotowy do drogi. Skrzynie wróciły na ciężarówkę. Musiałem dowiedzieć się, co dzieje się z naszym towarem.
Włożyłem kask i odpaliłem motocykl. Pojechałem za Stone'em i kilkoma innymi chłopakami z klubu. Ruszyliśmy w stronę doków.
***
Zdjąłem kask i zsiadłem z motocykla. Skierowałem się w stronę biura, a Stone szedł tuż za mną.
„Bobby! Masz nam coś do wyjaśnienia”, zawołałem, wchodząc do środka. Bobby poderwał się zza biurka, rozlewając na siebie całe jedzenie.
„Cholera... O-o czym wy mówicie?” Próbował zetrzeć z ubrań resztki jedzenia.
„Ktoś majstrował przy naszym towarze”, stwierdziłem, patrząc, jak się poci. To było odrażające.
„Ja... Nie wiem, o czym mówisz...”, wyjąkał, pocierając kark.
Westchnąłem i przewróciłem oczami. Wyciągnąłem broń zza paska dżinsów. Bobby zamarł ze strachu.
„Dobra, dobra. Ja... Nie byłem w stanie zdobyć żadnych produktów.”
„Dlaczego nic nie powiedziałeś, Bobby? Teraz Thrasher grozi, że cię zastrzeli”, wtrącił się Stone, krzyżując ramiona na piersi.
„Ja... Ja...”
„Thrasher chce, żeby wszystko zostało wymienione. I chce zniżki.”
„Co? Nie, nie, nie. Ja... Nie mogę dać wam więcej zniżek. Stracę na tym pieniądze.” Pokręcił głową.
Uniosłem ramię. Wymierzyłem w niego broń, przez co znowu zamarł.
„Trudno, Bobby. Wystawiłeś nas. Thrasher żąda krwi, a ty jesteś pierwszy w kolejce”, powiedziałem mu.
Bobby westchnął i skinął głową. „W porządku. Pięćdziesiąt procent zniżki, ale to najwięcej, co mogę zrobić.”
Spojrzałem na Stone'a. Właśnie rozmawiał przez telefon z Thrasherem.
„Thrasher mówi, że zgoda. Ale jeśli jeszcze raz z nami zadrzesz, jesteś martwy”, przekazał Stone, chowając telefon do kieszeni.
Bobby pokiwał głową.
„Chce też nowej dostawy do końca tygodnia. Tym razem wszystko ma być w pełni legalne.”
„Zaraz się tym zajmę”, zapewnił nas Bobby, sięgając po telefon, by zamówić nową dostawę.
Wychodząc ze śmierdzącego biura, westchnąłem i schowałem broń z powrotem za pasek dżinsów. Sprawdziłem telefon i zorientowałem się, że spóźniłem się na spotkanie z Medusą.
„Cholera”, mruknąłem, szybko wsiadając na motocykl.
„Dokąd to lecisz?” zawołał Stone.
„Mam coś do załatwienia. Spotkamy się później w klubie”, odkrzyknąłem. Odpaliłem motocykl i szybko wyjechałem z placu, zostawiając chłopaków w tyle.















































