
Wojna i Chaos Księga 3: Thrasher
Autorzy
Lektury
166K
Rozdziały
17
Rozdział 1
Księga 3: Thrasher
TILLY
Niekończące się godziny za kierownicą powinny były uspokoić mój umysł, ale zamiast tego tylko spotęgowały wir chaotycznych myśli z ostatnich kilku lat. Otwarta droga, wbrew powszechnemu przekonaniu, wcale nie przynosiła mi spokoju. Ludzie często nazywali mnie niezrównoważoną, a nawet szaloną, bo wybrałam taką, a nie inną ścieżkę kariery.
Widziałam, jak się cofają, kiedy mówię, czym się zajmuję. Nikt nie wyobraża sobie blondynki takiej jak ja w roli technika kryminalistyki. Ale odrobiłam swoje, zdobyłam licencjat i teraz jestem jedną z najlepszych w swoim fachu.
Gdy wjechałam do miasteczka, w którym się wychowałam, ogarnął mnie niepokój. Moją uwagę przyciągnął warkot silnika samochodu, a może to dudniąca muzyka z głośników. Westchnęłam, przeczesując palcami blond włosy na czerwonym świetle, czując narastający lęk na myśl o powrocie.
„Hej!” – zawołał głos z samochodu obok. Zerknęłam w tamtą stronę i zobaczyłam dwóch facetów wychylonych przez okna, z wywieszonym językiem jak psy.
Uniosłam brew, a oni odpowiedzieli uśmieszkami. Znałam to miasteczko i jego mężczyzn aż za dobrze. Różnili się od miejskich facetów, ale głupota była uniwersalna.
Zerknęłam na sygnalizację, potem z powrotem na tych dwóch.
„Następne światła!” – krzyknął jeden z nich. Mocniej zacisnęłam dłonie na kierownicy, patrząc, jak zapala się zielone.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, pędziłam już w stronę następnego skrzyżowania. Miałam przeszłość, o której nikt nie wiedział. Miałam długi po studiach i znajomości, które, jak się okazało, mogły mi się kiedyś odbić czkawką.
Dojeżdżając do następnych świateł, wcisnęłam gaz do dechy na żółtym i skręciłam tam, gdzie musiałam, zostawiając tamten samochód na czerwonym.
***
Gdy zaparkowałam na parkingu komisariatu, wyciągnęłam odznakę ze schowka i wysiadłam z samochodu. Drzwi zatrzasnęły się za mną, kiedy ruszyłam w stronę wejścia. Przyjechałam tu do śledztwa — poprzedni technik zrezygnował.
Mimo że nie postawiłam nogi w tym miasteczku od ponad dziesięciu lat, praca była moim priorytetem.
„W czym mogę pomóc?” – zapytała młoda kobieta, gdy podeszłam do kontuaru. Czułam, jak jej wzrok skanuje moje widoczne tatuaże.
Czy mnie to obchodziło? Ani trochę.
„Muszę porozmawiać z komendantem” – odpowiedziałam, pokazując jej odznakę. Skinęła głową i podniosła słuchawkę, żeby do niego zadzwonić.
Z końca korytarza dochodziły podniesione głosy.
„Zaraz do pani przyjdzie” – poinformowała mnie. Skinęłam krótko głową i usiadłam pod ścianą. Kilka miejsc dalej siedziała dziewczyna, drapiąc się po ramieniu. Ślady na jej skórze mówiły mi, dlaczego była taka niespokojna.
Ciężkie kroki rozległy się na korytarzu, a potem pojawił się wysoki mężczyzna.
„Pani Moss.” Wstałam, żeby przywitać komendanta, ale zanim zdążył odpowiedzieć, krzyk z korytarza sprawił, że odwrócił głowę i westchnął, mamrocząc przeprosiny.
„Miło pana znów widzieć, panie Cameron” – powiedziałam, ściskając mu dłoń, zanim zaprowadził mnie do swojego gabinetu.
„Dziękuję, że pani przyjechała” – powiedział, wyciągając teczkę z szafki.
„Nie ma sprawy. Jadę tam, gdzie jest robota” – odpowiedziałam. Uśmiechnął się lekko, po czym usiadł w fotelu.
Przez następne dwie godziny siedziałam z komendantem Cameronem, przeglądając szczegóły sprawy. Dowodów było niewiele, ale jedno było jasne — ofiarami były młode kobiety, które zostały uduszone.
***
Rozluźniłam ramiona, wychodząc z windy i idąc korytarzem do pokoju, który miał być mój do czasu zamknięcia sprawy. Odblokowałam drzwi, rzuciłam torbę na łóżko, a teczkę ze sprawą położyłam na stole.
Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic, mając nadzieję, że zmyję z siebie stres. Ale on się trzymał, nie chciał spłynąć z wodą.
Kiedy się dokładnie wyszorowałam, sięgnęłam po jeden z puszystych ręczników i owinęłam się nim ciasno. Potem wróciłam do łóżka i zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu ciuchów.
Wciągnęłam dżinsy i obcisły top na ramiączkach, a potem nałożyłam buty i kurtkę. Odznakę i teczkę schowałam do torby, którą wrzuciłam do szafy.
Zerknęłam na zegar i westchnęłam. Wiedziałam, co muszę zrobić. Musiałam się z nim zobaczyć. Z kolejnym westchnieniem wyszłam z pokoju hotelowego i ruszyłam do samochodu.
Jadąc wzdłuż wybrzeża, obserwowałam zachodzące słońce. Niebo płonęło odcieniami pomarańczu i różu — ognisty spektakl na australijskim niebie. To była moja ulubiona pora dnia. Piękno zachodu słońca było nie do opisania.
Gdy wyjechałam nieco za miasto, w zasięgu wzroku pojawił się teren Highway Jokers. Mocniej zacisnęłam dłonie na kierownicy i zanim się zorientowałam, moja noga mocniej wcisnęła gaz. Skręciłam na teren klubu, a opony zapiszczały, gdy gwałtownie zahamowałam.
Kiedy wysiadłam z samochodu, wszystkie oczy skierowały się na mnie. Zauważyłam dziewczyny wiszące na członkach klubu, wpatrujące się we mnie. Zatrzasnęłam drzwi samochodu, a dźwięk poniósł się echem.
„Wow, ale laska.”
„Kim ona jest?”
„O kurwa!”
Ale to głos starszej kobiety zatrzymał mnie w miejscu. Vikki stanęła przede mną z uśmieszkiem na ustach.
„No, no. Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze tu wrócisz.” Zmierzyła mnie wzrokiem. „Co cię tu sprowadza, kochana?”
„Jest mój brat?” – zapytałam, ignorując jej pytanie.
„Hmm.” Wzruszyła nonszalancko ramionami. Jak na matkę klubu, wyglądała zaskakująco dobrze. „Nie powiem, dopóki nie odpowiesz na moje pytanie, kochana.”
Krążyła wokół mnie, oceniając mnie wzrokiem, a ja nie odrywałam oczu od drzwi klubu. Zobaczyłam, jak się otwierają. Wyszedł mój brat z grupą mężczyzn za sobą i zapalonym papierosem w dłoni.
„To sprawa rodzinna” – odpowiedziałam w końcu, mijając ją. Ale zdążyłam usłyszeć, jak Vikki szepnęła do innej dziewczyny: „Kłopoty.”
„Nigdy bym nie pomyślała, że zobaczę cię z naszywką wiceprezesa” – powiedziałam, stojąc kilka kroków dalej z rękami wepchniętymi w tylne kieszenie dżinsów.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, ale to te znajome ciemne oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Zbladł, papieros wypadł mu z ust. Zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej, zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
„Kurwa mać, Tilly!”
„Nie… mogę… oddychać…” – wydusiłam z siebie, gdy mnie ściskał.
Postawił mnie z powrotem na nogi i cofnął się o krok, żeby mnie obejrzeć. „Cholera, siostrzyczko. Czemu nie powiedziałaś, że wracasz do domu?”
„Chciałam ci zrobić niespodziankę.” Wzruszyłam ramionami.
„Wyrosłaś, co?”
Odwzajemniłam jego uśmiech.
Daniel i ja byliśmy blisko jako dzieci, ale kiedy dołączył do Highway Jokers MC, nasze drogi się rozeszły. Wyjechałam na studia, a Daniel został tutaj, w Bunbury.
„Dobrze, że wróciłaś, siostrzyczko” – powiedział, przyciągając mnie do kolejnego mocnego uścisku.
„Tylko nie wiem, na jak długo” – szepnęłam mu do ucha.
Kiedy Daniel się odsunął, widziałam już smutek w jego oczach.











































