
Piękna zasługuje na bestię
Autorzy
V. J. Villamayor
Lektury
1,2M
Rozdziały
30
Rozdział 1
RAY
„Za mężczyznę, który przez dziesięć lat ciężko pracował w swoim fachu – chwała ci, Ray!”
Tom Shaw, mój najlepszy kumpel, wzniósł toast na moją cześć w barze niedaleko naszej bazy. Wszyscy, którzy akurat nie byli na służbie, również podnieśli kieliszki, by uczcić moje dziesięciolecie w wojsku. Zaśmiałem się, zrobiłem to samo i skinąłem głową z wdzięcznością, zanim wszyscy wypiliśmy.
„Kiedy wreszcie znajdziesz sobie kobietę i sprawisz mi chrześniaków?” zażartował Tom.
„A kto powiedział, że to ciebie zrobiłbym ojcem chrzestnym moich dzieci?” odparłem ze śmiechem, klepiąc go w plecy tak, że się zachwiał.
Wypiłem więcej wody, czując ulgę, gdy zimny napój spłynął mi gardłem. Nawet o północy było piekielnie gorąco i duszno, a przecież siedzieliśmy w klimatyzowanym pomieszczeniu!
Trochę mi było żal nowych oficerów, którzy musieli pracować, ale nie przejmowałem się tym zbytnio. Sam harowałem szesnaście godzin w upale i wilgoci w ciągu dnia; praca w nocy była niczym w porównaniu z tym.
„Jasne, że zrobiłbyś mnie ojcem chrzestnym! Chroniłbym twoją córkę przed złymi chłopakami i nauczyłbym twojego syna wszystkich moich najlepszych sztuczek!” wykrzyknął Tom z szerokim uśmiechem, patrząc na mnie poważnie.
„Zobaczymy… Na razie planuję zostać w Siłach Powietrznych jeszcze długo. Nie sądzę, żebym miał dzieci w najbliższym czasie”.
Skończyłem swoją wodę i zobaczyłem, że Tom już poszedł zagadać do jednej z pielęgniarek. Zaśmiałem się i pokręciłem głową na widok tego, jak szybko stracił koncentrację.
Wziąłem kolejne piwo i podszedłem do okna z widokiem na ocean. Patrzenie na morze zawsze sprawiało, że czułem się bliżej domu.
Nie byłem w rodzinnych stronach od lat, ale mama wciąż przysyłała mi lokalną gazetkę i trochę swoich wypieków. Moje rodzinne miasteczko, Byzantine Bay, było niewielką nadmorską miejscowością, ale uważałem, że ma najpiękniejszy ocean – choć mogłem być stronniczy.
Lubiłem czytać gazetkę i śledzić, jak otwierają się nowe biznesy, na przykład siłownie.
Cieszyłem się, że spełniam swoje marzenie, idąc w ślady dziadka w Siłach Powietrznych. Nigdy go nie poznałem, ale mama zawsze opowiadała mi historie o tym, jaki był szanowany, zdeterminowany, silny i oddany.
Mówiła o swoim ojcu w tak niesamowity sposób, że od piątego roku życia marzyłem o wstąpieniu do Sił Powietrznych. Ciężko pracowałem i nim się obejrzałem, stałem się szanowanym Oficerem Obrony Naziemnej, nigdy nie pozwalałem nikomu sobą pomiatać.
Chciałem być „tym gościem”, o którym ludzie mówiliby tak, jak moja matka mówiła o moim dziadku. Spojrzałem na swoje odbicie w oknie i zobaczyłem za sobą Toma całującego pielęgniarkę. Sprawdziłem zegarek.
12:30 w nocy.
No, szybko mu poszło. Przyjrzałem się swojemu odbiciu i zobaczyłem, jaki byłem wysoki i szeroki, dwa razy szerszy niż przeciętny facet.
Ze względu na mój wzrost i posturę, a także dlatego, że zwykle wyglądałem poważnie podczas pracy, ludzie często nazywali mnie „Bestią”, co stało się swego rodzaju przezwiskiem w okolicy.
Nagle ziemia się zatrzęsła, a przez okno zobaczyłem wielu mężczyzn w czarnych ubraniach atakujących bazę. Z łatwością pokonali nowego oficera, który przysnął na warcie.
„Jesteśmy atakowani!” krzyknąłem i pobiegłem bronić mojej bazy i moich rekrutów. Wszyscy odrzucili swoje drinki i przygotowali się do walki.
Wkrótce potem nastąpiła kolejna eksplozja; była tak głośna, że dzwonienie w uszach nie ustępowało. Poczułem ostry ból, gdy odłamki metalu wbiły się w moje ciało, nogę i ramię.
Wyciągnąłem duży kawałek metalu ze skóry, z rany sączyła się krew, i odrzuciłem go, ale noga piekielnie mnie bolała. Nie słyszałem nic, a mój wzrok zamglił się przez chwilę, zanim znów mogłem wyraźnie widzieć.
Tom był nade mną, wyciągając rękę, by mi pomóc wstać. Coś mówił, ale nie mogłem usłyszeć. Zamiast krzyków, płaczu, eksplozji i strzałów, które były wokół mnie, słyszałem tylko wysokie dzwonienie. Wskazałem na ucho i pokręciłem głową, pokazując, że nie słyszę.
„Bestia! Uważaj!” usłyszałem jego krzyk, ale brzmiało to, jakby dobiegał spod wody.
Spojrzałem w dół i zobaczyłem mężczyznę całego w czerni celującego we mnie z pistoletu. Patrzyłem prosto w lufę, gdy szybko kopnąłem zdrową nogą, a jego strzał poszedł w powietrze.
Gdy był rozproszony, kopnąłem go w kolano i z przerażeniem patrzyłem, jak upada na moją zranioną nogę.
Obaj krzyknęliśmy z bólu, ale jego krzyki ustały, gdy kula trafiła go w pierś, ochlapując mnie jego krwią. Upadł z powrotem na moją już zranioną nogę, sprawiając, że znów wrzasnąłem.
To było za dużo. Ostry ból przeszył moje ciało, uniemożliwiając mi ruch. Krwawiłem jak zarzynany i wiedziałem, że jeśli pielęgniarka lub lekarz nie pomogą mi natychmiast, wykituję.
Czarne plamy pojawiły się w moim polu widzenia; wszystko stało się rozmazane, zanim całkowicie pociemniało.
Mogłem tylko mieć nadzieję, że mój zespół też nie pójdzie do piachu.
KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ
Siedząc na łóżku szpitalnym, wpatrywałem się w list, który przysłał mi Tom. Czytałem go wiele razy od czasu, gdy obudziłem się ze śpiączki tydzień temu.
Po tym, jak straciłem przytomność z powodu utraty krwi, nasi oficerowie pokonali terrorystów i uznali, że to był tylko plan zniszczenia naszej bazy – atak samobójczy.
Tom pisał o tym, jak znaleźli mnie leżącego w kałuży własnej krwi i pośpiesznie zabrali do lekarza na bazie, by sprawdzić, czy można mnie uratować, bo moje tętno było ledwo wyczuwalne. Jakimś cudem byłem na tyle stabilny, by odesłać mnie z powrotem do Byzantine Bay, bym wrócił do zdrowia.
Powiedział mi, że gdybym po „odpowiednim czasie” chciał wrócić do Sił Powietrznych, musiałbym przejść badania, by sprawdzić, czy jestem wystarczająco sprawny, by wrócić do mojej dawnej pracy.
Warknąłem cicho, myśląc o ostatniej części. Co oznaczało odpowiedni czas”? Jak długo to miało trwać?
Co miałem zrobić, jeśli nie mógłbym wrócić? Zbudowałem całe swoje życie wokół bycia w Siłach Powietrznych. Żyłem i oddychałem moją pracą – a dowiedzieć się, że mogę nie być w stanie tego robić… Nie mogłem nawet pomyśleć, czym miałbym się zająć.
Westchnąłem i spojrzałem na moją lewą nogę. Pod szpitalną koszulą i bandażami mogłem sobie wyobrazić dwie okrągłe blizny, które utrudniały mi teraz poruszanie się. Tylko jedna kula przeszła na wylot, zostawiając kolejną bliznę z tyłu uda, ale lekarze musieli szukać tej, która utknęła w środku.
Dwie kule, które trafiły w moje udo, wyrządziły poważne szkody, i z tego powodu odczuwałem straszny ból.
Niski mężczyzna z przerzedzonymi brązowymi włosami wszedł do mojej sali szpitalnej i uśmiechnął się do mnie życzliwie. Spojrzałem na niego bez emocji. Byłem w podłym nastroju od czasu przebudzenia.
Byłem dużym facetem, a łóżka szpitalne ledwo były dla mnie wystarczająco szerokie. Jedzenie, choć trochę lepsze niż na bazie, było do kitu i nie miało składników odżywczych, których potrzebowałem. Ciągły ból w nodze był gorszy niż w reszcie ciała.
„Doktorze Mitchell”, przywitałem go głębokim, beznamiętnym głosem.
„Dzień dobry, poruczniku Hodges. Jak noga?” zapytał, patrząc na moją kartę.
Mruknąłem i skrzywiłem się, próbując się lekko cofnąć. „Wciąż dość bolesna, jak widzę. Może będę musiał dać panu więcej środków przeciwbólowych”, powiedział cicho.
Mamrotał do siebie, gdy sprawdzał mój ogólny stan i mobilność nogi, sprawdził też, jak goją się moje pozostałe rany. Miałem kilka szwów, które wkrótce zmienią się w blizny na całych ramionach, nogach i tułowiu.
Pomyślałem o tym, co moja matka zwykła mi mówić, gdy zdobywałem kolejną bliznę, To tylko czyni cię silniejszym, kochanie. Wkrótce spojrzysz wstecz i zobaczysz, przez ile przeszedłeś. Nawet gdybyś był pokryty bliznami od stóp do głów… to będzie tylko oznaczać, że masz wiele historii do opowiedzenia.
Oszczędny uśmiech pojawił się na mojej twarzy, zanim znów się zmarszczyłem. Siedziałem cicho, gdy Dr Mitchell kończył swoją pracę.
„Więc jakie są wieści, Doktorze Mitchell?” zapytałem.
„Cóż, pana szwy na ciele, ramionach i prawej nodze goją się dobrze. Rana na boku od kawałka metalu była zakażona, ale też goi się dobrze i nie powinna już być problemem”. Westchnął i kontynuował, „Teraz… jeśli chodzi o pana lewą nogę, poruczniku. Jak pan wie, został pan postrzelony dwa razy. Kula, która utknęła w pana nodze, była w kości udowej i musiała zostać usunięta operacyjnie”.
„Uderzyła w pana kość udową na tyle mocno, by utknąć, ale na szczęście nie złamała jej ani nie doprowadziła do pęknięcia. Druga kula, która przeszła na wylot, uszkodziła ścięgno przywodziciela wielkiego…”
„Czego? Doktorze Mitchell… Nie jestem lekarzem, nie znam medycznych terminów… więc proszę, niech pan mi to wyjaśni po ludzku. Tak, żebym mógł zrozumieć”. Przerwałem Dr Mitchellowi. Nie chciałem słyszeć, jak dużo lekarze wiedzą o moich obrażeniach i chciałem po prostu wiedzieć, jak źle jest, żebym mógł pracować nad powrotem do zdrowia.
„Oczywiście. Przepraszam, poruczniku. W skrócie, kula przeszła na wylot i zostawiła dużą dziurę, którą trzeba było naprawić”, uśmiechnął się na na własne proste słowa. „Obie rany po kulach będą potrzebowały co najmniej sześciu miesięcy na wygojenie, potem ma pan co najmniej rok fizjoterapii, aby przywrócić ciału normalną sprawność. I to jeśli będzie pan zdrowieć szybciej, niż oczekiwano i nie będzie żadnych problemów”.
Powoli skinąłem głową i mocno się zastanowiłem nad tym, co właśnie usłyszałem.
Miesiące… Rok…? Co najmniej!
Mój powrót do zdrowia miał zająć miesiące, zanim byłbym nawet gotowy na fizjoterapię. Co miałem robić przez cały ten czas?!
SEYCHELLES
Wbiegłam do wody, ściskając deskę surfingową. Chłodna, słona woda obmyła moją opaloną skórę. Z uśmiechem na twarzy zaczęłam wiosłować w głąb morza. Pozwoliłam umysłowi się wyciszyć, a ciału poczuć swobodę, siedząc okrakiem na desce z nogami zanurzonymi po kolana.
To była moja ulubiona chwila dnia.
Siedzenie w morzu, kołysanie się na małych falach i podziwianie wschodu słońca nad plażą. To był jedyny czas tylko dla mnie i zawsze starałam się cieszyć nim, jakby był ostatnim.
Od dziecka kochałam plażę. Uwielbiałam wszystko, co z nią związane – morze, piasek, morskie stworzenia i kolorowe muszelki, z których robiłam naszyjniki. Widziałam zdjęcia plaż z całego świata, ale nadal najbardziej lubiłam te w mojej rodzinnej Byzantine Bay. To była jak ukryta perełka, czysta i wolna od tłumów turystów.
Wzięłam głęboki wdech, chłonąc zapach soli, gdy wiatr delikatnie muskał moją twarz.
„Dzień dobry, świecie” powiedziałam do siebie, zanim znów pochyliłam się, by popłynąć w stronę większych fal.
Gdy fale rosły, skierowałam deskę w stronę brzegu i przyspieszyłam, zanim wstałam z ugiętymi kolanami, sunąc po jej grzbiecie. Wiatr rozwiewał moje włosy, a gładki ruch deski po wodzie wywoływał szeroki uśmiech na mojej twarzy, dopóki nie wypłynęłam z fal.
***
Weszłam do Shell’s Gym, wciąż lekko pachnąc morzem mimo prysznica, i uśmiechnęłam się do Naomi za recepcją.
„Cześć, Mimi” przywitałam się.
Podniosła wzrok, odgarnęła czarne włosy z twarzy i odwzajemniła powitanie.
Wkroczyłam do siłowni, z której byłam dumna jako właścicielka, cicho ciesząc się, że cała ciężka praca wreszcie się opłaciła i spłaciłam budynek. Nikt nie rozumiał, dlaczego posiadanie siłowni było moim marzeniem, a ja nigdy nie wyjaśniałam dlaczego.
Było tuż po ósmej rano, ale już pojawiła się zwyczajowa grupa stałych bywalców, głównie biegających na bieżniach przed pracą. Kochałam swoją pracę jako trenerka personalna. Uwielbiałam pomagać ludziom osiągać cele i poprawiać formę, a wielu klientów trafiało do mnie, bo robiłam wszystko, by czuli się swobodnie, jednocześnie motywując ich do wysiłku.
Niektórzy stali bywalcy bez słuchawek w uszach przywitali się ze mną, gdy szłam do swojego biura – w rzeczywistości małego pomieszczenia przy szatni, wystarczająco dużego na biurko, szafkę, kilka krzeseł i schowek. Nie musiałam być w pracy przed dziesiątą, ale lubiłam zająć się papierkową robotą za Naomi, by czuć, że naprawdę zarządzam siłownią, a nie tylko jestem jej właścicielką.
Bardzo cieszyło mnie, że z każdym dniem coraz więcej osób wybierało moją siłownię zamiast konkurencji. Według małej ankiety na dole umowy każdego klienta, większość dołączała ze względu na dobre opinie od innych.
Zrobiłam mały taniec radości, na ile pozwalało siedzenie na krześle, myśląc o klientach polecających moją siłownię znajomym.
„Do zobaczenia, Mimi. Mam dziś kilka sesji treningowych w parku, więc pewnie zobaczymy się dopiero przy twojej następnej zmianie” powiedziałam, wychodząc z siłowni z torbą pełną sprzętu na ramieniu.
Choć kochałam swoją siłownię, wolałam prowadzić treningi w parku lub na plaży, chyba że klienci prosili o coś innego. Wrzuciłam torbę na tylne siedzenie, wsiadłam do samochodu i ruszyłam w kierunku Macintosh Park.
Przeprowadziłam pięć sesji i wreszcie mogłam wrócić do domu. O tej porze było jeszcze wystarczająco jasno, by widzieć drogę, ale drzewa tworzyły ciemne kształty po bokach żwirowej drogi.
Zaparkowałam przed starym domkiem na plaży, który ojciec zostawił mi w spadku, i weszłam do środka, prawie wlokąc za sobą torbę.
Rzuciłam ją na bok i padłam na kanapę, wsłuchując się w delikatny szum morskiego wiatru dobiegający przez szczeliny w oknach. Mój dom zdecydowanie nie był w najlepszym stanie. Kiedyś pomalowany na oceaniczny błękit i solidny jak skała, teraz był po prostu stary.
Zbudowany przez pradziadka mojego ojca i przekazywany w rodzinie, trafił w końcu do mnie, gdy był już na skraju rozpadu. Skupiona się na spłacie kredytu na siłownię, nie miałam dodatkowych pieniędzy na remonty, ale miałam nadzieję, że wkrótce się to zmieni.
Cieszyłam się, że dziś nie padało. Nie musiałam ustawiać jedenastu wiader na wodę cieknącą przez dach. Nawet gdy padało, nie musiałam już czekać na pojawienie się przecieków, by rozstawić wiadra – znałam już wszystkie miejsca, gdzie należało je ustawić.
To było dość przygnębiające…
Mój żołądek zaburczał i jęknęłam, trzymając się za brzuch przez luźny top. Zapomniałam kupić jedzenia w drodze do domu! W końcu zwlekłam się z kanapy i powlokłam do lodówki. Otworzyłam ją w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i wyciągnęłam talerz z resztkami kurczaka, które wyglądały w miarę dobrze.
Ostrożnie powąchałam i uśmiechnęłam się, gdy okazało się, że są w porządku. Podgrzałam je i przyniosłam na blat kuchenny, po czym szybko zjadłam.
Po skromnej kolacji wzięłam długi, gorący prysznic i poszłam do łóżka.
Była dopiero dwudziesta pierwsza, ale czułam się wykończona. Nie należałam do osób, które mogą nie spać godzinami. Lubiłam poranki i ceniłam ten czas między nocą a dniem, gdy większość ludzi jeszcze spała.
Zamykając oczy, wsłuchiwałam się w szum fal uderzających o piasek. Po co komu telewizja czy muzyka, skoro za drzwiami rozbrzmiewają kojące dźwięki natury? Ocean zawsze mnie uspokajał i relaksował, a z dala od plaży nigdy nie sypiałam dobrze.
Czułam, jak powieki mi ciążą, a umysł powoli odpływa, gdy kojące fale za oknem kołysały mnie do snu.















































