
Dziedzic alfy Spin-off: Odrzucając mojego alfę
Autorzy
Lektury
781K
Rozdziały
39
Rozdział 1
ARTHUR
Spin-off: Odrzucając mojego Alfę
Obudziłem się oszołomiony. Moja głowa pulsowała bólem z powodu wczorajszego picia. Głośne pukanie do drzwi wcale nie pomagało. Poczułem lekki ruch w łóżku i przypomniałem sobie o dziewczynie, którą przyprowadziłem na noc.
„Archie, twój tata czeka. Wyjeżdżacie za pięć minut” – odezwał się głębokim głosem John, Beta mojego ojca. Przegrałem z nimi w pokera. Stawką w grze był mój udział w dzisiejszym spotkaniu.
Nie miałem innego wyjścia, musiałem tam iść.
Delikatnie szturchnąłem wciąż śpiącą brunetkę. Całkowicie zapomniałem, jak ma na imię. Pocałowałem ją lekko w czoło i wyszeptałem: „Muszę iść. Możesz wypić kawę na dole. Do zobaczenia”.
Wstałem z łóżka i patrzyłem, jak przeciąga swoje długie nogi, zsuwając z siebie prześcieradło. Widok jej nagiego ciała sprawił, że prawie zrezygnowałem ze spotkania.
„Arthur” – głos mojego ojca odbił się echem w pokoju.
„Zaraz przyjdę, tato. Muszę tylko założyć koszulkę” – odpowiedziałem, otwierając komodę.
„Włóż chociaż koszulę, Arthur. To ważne spotkanie” – rozległ się słaby głos mojego ojca.
Zamknąłem komodę i otworzyłem szafę. Chwyciłem pogniecioną, niebieską koszulę. Nie miałem czasu, żeby ją wyprasować.
Szybko wciągnąłem spodnie i buty. Narzuciłem koszulę na ciało i zapinałem guziki, idąc w stronę drzwi, gdzie czekał mój ojciec. Był znacznie niższy ode mnie i łysiał. Jego jasne, zielone oczy, które po nim odziedziczyłem, patrzyły na mnie z rozczarowaniem.
„Dopiero się obudziłeś?” – zapytał, nie czekając na odpowiedź.
Wskazał na dziewczynę w moim pokoju. Zbyłem to wzruszeniem ramion. Objąłem go za ramię i razem zeszliśmy po schodach.
Mój ojciec od kilku miesięcy zmagał się z rakiem. Właśnie dlatego wezwał mnie z powrotem ze studiów w Europie. Nie było mnie przez dziesięć lat. Skakałem tylko z jednego kierunku na drugi.
Prawda była taka, że byłem przerażony przejęciem stada. Dlatego w wieku dwudziestu dwóch lat postanowiłem studiować po trochu wszystkiego. Trzymałem się z daleka tak długo, jak tylko mogłem, i korzystałem z życia.
Jednak choroba ojca przyspieszyła mój powrót. Przyjechałem tydzień temu.
Dziś mieliśmy spotkanie z sąsiednim stadem. Było to stado Alfy Ethana Troffenholla. Ethan nie miał swojej Luny. Zmarła podczas porodu ich jedynej córki, Clair.
Pamiętałem ją jako małe dziecko, kiedy wyjeżdżałem wiele lat temu. Podróż do ich stada była szybka. Wkrótce mój ojciec i ja dotarliśmy na miejsce.
Na miejscu było wielu Alfów i ich synów, którzy szkolili się do przejęcia władzy. Wspaniale było znów zobaczyć Tommy'ego. Był wysokim, szczupłym młodym mężczyzną o ciemnobrązowych włosach i niebieskich oczach.
Był moim najlepszym przyjacielem z dzieciństwa. Już kilka lat temu przejął stado swojego ojca.
„Archie, kopę lat” – powiedział, mocno mnie przytulając.
„Tommy, wspaniale cię widzieć” – odpowiedziałem i również go uściskałem.
Usiadłem między Tommym a moim tatą. „Masz jakieś rady na to spotkanie? O czymś powinienem wiedzieć?” – zapytałem. Oparłem się wygodnie na krześle i skrzyżowałem nogi.
Tommy spojrzał na mnie, a potem na mojego ojca. „Mówiłeś mu o Clair?” – zapytał.
Mój ojciec pokręcił głową i uszczypnął się w nasadę nosa.
„A co jest nie tak z Clair? Musiała już dorosnąć, prawda? Pamiętam ją jeszcze jako małą dziewczynkę…” – powiedziałem, zawieszając głos.
Tommy się zaśmiał. „Dorosła, i to jak. Jest prawdziwą wojowniczką, istnym gladiatorem” – stwierdził, poprawiając się na krześle.
„Posłuchaj, Archie. Ona i Ethan długo przygotowywali się na moment, gdy przejmie władzę. Przeszła wszystkie możliwe szkolenia, od strażniczych po administracyjne. Spędziła też miesiące w Radzie na szkoleniach prawniczych. Pracowali tak ciężko, żeby utrzymać jej rodzinę przy władzy. Udało im się nawet zmienić prawo, według którego tylko mężczyźni mogą samodzielnie rządzić stadem. Będzie pierwszą kobietą Alfą, która samotnie przejmie stery, i w dodatku najmłodszą. Planuje przejąć władzę jeszcze w tym roku” – wyjaśnił Tommy ściszonym głosem.
„Ale jest już wystarczająco dorosła, żeby pójść na bal, prawda? A co, jeśli znajdzie sobie przeznaczonego, zanim zdąży zadebiutować?” – zapytałem.
Kiedy kończyliśmy dwadzieścia dwa lata, mogliśmy wziąć udział w Księżycowym Balu i poznać naszych przeznaczonych.
„Wybiera się w tym roku. To będzie jej pierwszy bal. Ale krążą plotki, że odrzuci swojego przeznaczonego, kimkolwiek by on nie był” – powiedział cicho Tommy.
„Po prostu z nią nie żartuj, Archie. Clair jest twarda. Traktuj ją jak każdego innego starszego Alfę tutaj, a wszystko będzie dobrze”.
„Nie bez powodu nazywają ją Żelazną Damą. Proszę cię, Arthur, zachowuj się” – dodał mój ojciec.
Miałem ochotę odgryźć się czymś w stylu „przecież zawsze grzecznie się zachowuję”, ale drzwi do pokoju się otworzyły, odwracając moją uwagę.
Do środka weszło kilku Alfów, w tym Christopher, Levi, Vincent, Brad i Brennon. A potem weszła ona.
Rozpoznałem ją po rudych włosach. Kiedyś zawsze były upięte i rozczochrane od treningów. Teraz opadały miękkimi falami na jej ramiona. Jej ciało naprawdę dojrzało.
Kurwa, perfekcyjne ciało.
Poprawiłem się na krześle. Przez moje ciało przepłynęła fala gorąca, która skupiła się między moimi nogami. Przyglądałem się jej krągłościom. Były mocno podkreślone przez mundur strażniczki, który miała na sobie. Kabury, broń, sztylety i miecz tylko dodawały jej uroku.
Była drobna, ale pod ubraniem widać było jej mięśnie. Świadczyło to o intensywnym treningu. Jej twarz była szczupła i delikatna. Pełne wargi tworzyły niemal anielski kontrast dla jej groźnego wyglądu.
Jej błękitne oczy omiotły salę. Przez chwilę zatrzymała wzrok na mnie, a potem przeniosła go na koniec stołu. Pozostali Alfowie zajęli swoje miejsca. Ethan usiadł po prawej stronie. Clair stanęła na końcu stołu z dokumentami w dłoniach.
„Dobrze, Alfowie, zacznijmy to spotkanie” – ogłosiła Clair. Odwróciła się twarzą do zebranej wokół niej grupy.
„Po pierwsze, musimy upewnić się, że Luny zaangażują się w planowanie balu w przyszłym tygodniu. Po drugie, dokumenty dotyczące tymczasowego związku strażników muszą zostać podpisane. Należy je dostarczyć do Rady do końca tego tygodnia”.
Nachyliłem się do Tommy'ego i szepnąłem: „To ona tu wszystkim dowodzi?”.
Szturchnąłem go łokciem i dodałem: „Chyba sobie żartujesz?”.
Tommy nawet nie zawracał sobie głowy odpowiedzią. Posłał mi tylko spojrzenie i kiwnął podbródkiem w stronę Clair. Bez słowa dał mi do zrozumienia, żebym uważał.
Kiedy się odwróciłem, Clair patrzyła prosto na mnie, nie przerywając swojej przemowy.
„Dodatkowo obserwujemy wzrost liczby zatrzymań niezidentyfikowanych wilków w strefach neutralnych. Prawdę mówiąc, tylko wczoraj zatrzymaliśmy trzech…”
„Ale czy w strefie neutralnej nie chodzi właśnie o swobodę przemieszczania się?” – wypaliłem głośniej, niż zamierzałem.
Miało to być pytanie do Tommy'ego. Zamiast tego przyciągnęło uwagę całej sali, a zwłaszcza Clair.
„Słucham?” – odparowała Clair. Zmarszczyła brwi i wbiła we mnie groźne spojrzenie.
„Nieważne, przepraszam” – próbowałem się wycofać.
„Nie, skoro już mi przerwałeś, Arthur, to mów śmiało”. Jej ton był jeszcze bardziej stanowczy i władczy niż podczas prowadzenia spotkania.
„Czy kiedyś strefa neutralna nie pozwalała na swobodne przemieszczanie się między stadami?” – dokończyłem swoje pytanie na głos. Mój ojciec tylko z niedowierzaniem pokręcił głową.
Clair westchnęła ciężko. Oparła dłonie na stole i wzięła głęboki oddech, zanim odpowiedziała.
„Wiesz, Arthur, gdybyś nie zniknął na dziesięć lat, albo chociaż zadał sobie trud przeczytania zaktualizowanych praw przed spotkaniem, wiedziałbyś, że zmieniliśmy zasady strefy neutralnej ponad siedem lat temu. Są wyznaczone szlaki, po których wilki mogą podróżować bezpiecznie i bez ryzyka. Sąsiednie stada są monitorowane przez strażników, a każdy wilk, który zboczy z tych ścieżek, może zostać zatrzymany i przesłuchany, bez względu na przynależność do stada.
„Dotyczy to również tych trzech, których zatrzymaliśmy wczoraj. Byli wygnańcami. Mamy powody, by sądzić, że planowali atak na stado Ironclaw lub stado Hausen. A ponieważ twój ojciec jest Alfą stada Hausen, ta trójka mogła stanowić dla was zagrożenie”. Jej słowa były ostre i stanowcze, co sprawiło, że zacząłem się wiercić na krześle.
„Proszę, powstrzymaj się przed kolejnym przerywaniem mi lub pustą gadaniną. Okaż trochę szacunku dla tego spotkania. Jeśli pragniesz kiedyś zostać Alfą, zacznij się jak on zachowywać. I na litość boską, weź prysznic, zanim przyjdziesz na spotkanie, pachnąc seksem”. Zakończyła reprymendę i sięgnęła po kolejną kartkę.
Zaniemówiłem z wrażenia, ale najbardziej bolało mnie to, że miała rację. Mój ojciec siedział bez ruchu na swoim krześle. Patrzył prosto przed siebie, ale i tak czułem jego potężne rozczarowanie.
Tommy również nie odważył się drgnąć. Słyszałem jednak, jak tłumi śmiech. Wiedziałem, że całkowicie na to zasłużyłem.















































