
Urodzona jako człowiek
Błąd zmiany
Kiara poczuła, że jej kręgosłup łamie się, a łzy spływają po jej twarzy. Ból był czymś, do czego była przyzwyczajona, ale to nie znaczyło, że nie bolało jak diabli.
Za każdym razem, gdy została ugryziona, miała nadzieję, że to ją zabije. Jakimś cudem nigdy tak się nie stało. Kości w jej biodrach łamały się. Zagryzała gałąź, żeby nie krzyczeć, ale było to prawie niemożliwe.
Zacisnęła oczy, wiedząc, że nic nie może zrobić, aby powstrzymać ból. Pękały kości w jej ramionach, rękach, palcach i nogach, a ona wydała z siebie miażdżący duszę krzyk.
Nie mogła tego dłużej znieść. Ból był zbyt silny. Nie mogła poruszyć ciałem i jedyne, co mogła zrobić, to krzyczeć. “Błąd zmiany" nigdy nie trwał długo, ponieważ jej ciało nie pozwalało na zmianę.
Ale było to dwa razy bardziej bolesne niż dla wilkołaka przy pierwszej przemianie.
Blake usiadł prosto na swoim łóżku. Rozejrzał się wokół siebie, żeby sprawdzić, skąd dobiegł krzyk. Oddech mu drżał, a on od razu pomyślał o dziewczynie.
Dlaczego nie mógł pozbyć się z głowy myśli o niej?
Czy ten krzyk był jej?
Czy Dominic ją skrzywdził?
Potrząsnął głową i wstał. Dlaczego tak się czuł?
Dlaczego miał wrażenie, że łączy go z nią jakaś więź?
Zdjął koszulę i wyszedł na zewnątrz, a potem zdjął spodnie i bokserki. – Ok, Callum. Chodźmy. – Zmienił się w swojego wilka, Calluma, i zaczął biec.
– Nie mogłeś spać? – ziewnął Callum.
– Nie. Muszę ją odzyskać. Muszę wiedzieć, dlaczego ta wataha trzymała ją w niewoli.
Callum ominął drzewo. – Po prostu zadaj pytanie, które wiem, że jest w naszej głowie. Przeskoczył nad zwalonym drzewem.
– Dlaczego ona ma na mnie wpływ? Nie mogę przestać o niej myśleć. Ona jest człowiekiem, nie może być moją partnerką. Nigdy o czymś takim nie słyszałem.
Callum ominął kolejne drzewo. – Może nie jest do końca człowiekiem – ziewnął znów Callum.
– Nie bądź śmieszny. Gdyby nie była człowiekiem, to bym ją wywąchał...
Mike pobiegł w stronę jeziora i rozejrzał się za nią. Usłyszał krzyk i od razu zaczęła go boleć klatka piersiowa. Wydał z siebie skowyt i pobiegł w kierunku dźwięku.
Kiara usłyszała skowyt i wiedziała, że jest blisko. Nie mógł jej zobaczyć w takim stanie. Gdyby ją zobaczył, wiedziałby, że jest inna niż zwykły człowiek. Ale co mogła zrobić?
Czuła, że kości w jej ciele zaczynają się goić. To był już prawie koniec. Proszę, aby tylko trzymał się z daleka!
Nie minęło wiele czasu, gdy Mike zobaczył ją leżącą na ziemi. Podbiegł do niej. Otworzyła oczy i zobaczyła go biegnącego w jej stronę.
Jej kręgosłup wrócił na swoje miejsce i mogła znowu używać rąk i nóg. Ból zaczął słabnąć, gdy stanął przed nią.
Kiara odczołgała się do tyłu, ale drogę zagrodziło jej drzewo. Mimo że "błąd zmiany" został dopełniony, nadal nie mogła poruszać się tak, jak powinna.
Jedynymi częściami ciała, których mogła używać, były ręce i nogi, ale nie dłonie, palce ani stopy.
– Jakim cudem do diabła ona jest jeszcze człowiekiem!? – Nie otrzymał żadnej odpowiedzi. – Nic, jesteś tam? Jak to możliwe, że nie stała się zdziczała!? – Wciąż brak odpowiedzi. – Nic?
– Ja…Ja nie wiem – to było wszystko co Dominic mógł powiedzieć. Usłyszał za sobą warczenie wilka i obejrzał się za siebie. – Cześć, Dean.
Dean był wilkiem Zacka. Był dużym, złotym wilkiem z niebieskimi oczami. Był duży, ale nie tak duży jak Mike. Spojrzała na te dwa wilki, wiedząc, że wszystko zacznie się od nowa.
Znęcanie się.
Torturowanie.
– Jakim cudem, do cholery, ona jest jeszcze człowiekiem!? W watasze słychać było, jak łamią się jej kości.
– Nie wiem. Nawet Nic nie wie. Ale ona nie jest normalną istotą ludzką. Nie może być.
Mike spojrzał na nią i zobaczył, że się wzdrygnęła. – Oczywiście boi się wilków, ale dlaczego? Jest tyle rzeczy, których o niej nie wiemy, a wszystko wydaje się dziwne.
Dean poszedł naprzód i zatrzymał się obok Mike'a. – Hej, Mike, zauważyłeś kiedyś jej zapach? – Spojrzeli na siebie.
– Wiem. Ona go nie ma.
Każda istota na świecie miała swój zapach. Wilk zawsze mógł go wyczuć i wiedział, z jakim stworzeniem ma do czynienia, ale ona go nie miała.
Nie miała nawet małego, ulotnego śladu zapachu.
To napięcie ją dobijało. Wiedziała, że rozmawiają ze sobą i że chodzi o nią, ale niewiedza, co mówią, dobijała ją.
– Wracaj do stada. Dopilnuję, żeby ją zabrać – powiedział Mike.
Dean pochylił głowę i pobiegł z powrotem w kierunku, z którego przyszedł.
Mike skupił się na niej. – Nic, wiem, że jesteś zszokowany. Ja też jestem, ale...– Nie zdążył dokończyć zdania.
– Nie jestem zszokowany, Mike. Po prostu nie wiem, czym ona do cholery jest i to mnie frustruje. – Mike i Kiara spojrzeli na siebie. – Nie zamierzam się niczego dowiadywać, gdy jesteśmy wilkami, Mike. Odwróć się.
Mike wszedł za drzewo i zmienił się z powrotem w człowieka. Dominic wziął spodnie, które podrzucił mu Dean i założył je.
Wyszedł zza drzewa. Była zahipnotyzowana pięknym, półnagim mężczyzną, który stał przed nią. Musiała trzymać usta na kłódkę, żeby się nie ślinić.
– Podoba ci się coś, co widzisz?
Wyrwała się z transu. – Nie, a powinno? – Dominic uśmiechnął się i podszedł do niej.
Miał sześciopak i piękną, jasną skórę. Jego czarne włosy były w nieładzie, a orzechowe oczy wyglądały na zatroskane, ale i surowe. Przykucnął obok niej.
Chciała się ruszyć, ale mogła poruszyć tylko rękami. Jej nogi znowu się poddały, a czucie w rękach jeszcze nie wróciło.
– Jak to możliwe, że jesteś jeszcze człowiekiem? – zapytał Dominic.
Miała dwie możliwości.
Po pierwsze: mogła powiedzieć mu prawdę i prawdopodobnie zostałaby zabita.
Po drugie: mogła trzymać gębę na kłódkę i prawdopodobnie będzie torturowana, dopóki nie powie mu wszystkiego.
Zawsze chciała zostać zabita, ale teraz może miała szansę na wolność i życie z ludźmi.
Tortury były czymś, do czego była przyzwyczajona i może utrzymają ją przy życiu na tyle długo, że będzie mogła zaplanować ucieczkę. Musiała spróbować.
Kiara spojrzała na niego, ale nic nie powiedziała. Jego oczy rozbłysły na pomarańczowo, jak zachodzące słońce. Były w nich czerwone linie, co sprawiało, że wyglądały, jakby płonęły.
Kiara zamarła w miejscu, od razu wiedząc, co one oznaczają.
Przez większość czasu oczy wilkołaka były takie same, niezależnie od tego, czy był człowiekiem, czy wilkiem.
Ale kiedy emocje stawały się zbyt silne, zmieniały kolor na prawdziwy – taki, który wskazywał na ich pozycję w stadzie.
– Jesteś alfą – wyszeptała do siebie, ale wiedziała, że on ją słyszy.
– Tak, jestem, a ty nie jesteś zwykłym człowiekiem, prawda?
Kiara nie mogła nic powiedzieć. Wiedziała, że on musi być kimś wysoko postawiony w stadzie, ale nie spodziewała się, że jest alfą.
W jej oczach pojawiły się łzy i spojrzała w dół. Nie chciała, żeby pomyślał, że jest słaba, co byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby mogła się poruszać.
– Jak to możliwe, że jesteś jeszcze człowiekiem? – zapytał Dominic. Zadał jej to samo pytanie. Nadal nie odpowiedziała. Usłyszała niskie dudnienie i wiedziała, że pochodzi ono od Dominica. Jego wilk był coraz bardziej sfrustrowany.
Kiara spojrzała na swoje dłonie i spróbowała poruszyć palcami. Nic.
Zamknęła oczy i skupiła się na stopach. Spróbowała nimi poruszyć i udało się. Skupiła się na swoich dłoniach i znów spróbowała poruszyć palcami.
– Jak to możliwe, że jesteś jeszcze człowiekiem? – zapytał ponownie. Jego głos brzmiał surowo.
Nie zwracam na niego uwagi.
Ruszajcie się!
Rozkazała swoim palcom, a one posłuchały. Otworzyła oczy i spojrzała prosto w niego.
– Spierdalaj – powiedziała. Chwyciła leżącą obok gałąź i wbiła mu ją w ramię.
Nie wiadomo, skąd wzięła na to siłę. Warknął i upadł na plecy. Korzystając ze wszystkich sił, jakie jej zostały, wstała i zaczęła biec.
Nogi nadal były trochę nieposłuszne, a deszcz też jej nie pomagał, ale musiała to zrobić. Musiała od niego uciec.
Biegła tak, jakby od tego zależało jej życie, co zresztą miało miejsce, ale nie była wystarczająco szybka.
Dominic złapał ją za ramię i trzasnął nią o drzewo. Całe ciało znów zaczęło ją boleć, a po twarzy spłynęła krew.
Upadła na kolana i mrugała, aż jej wzrok przestał być zamazany. Dominic złapał ją za gardło, podciągnął do góry i mocno przycisnął do drzewa.
Spojrzała na jego ramię i zobaczyła, że rana się zasklepia. Chwyciła go za nadgarstek i wiedziała, że to już koniec.
– Przestań być taka uparta i odpowiedz na moje pytanie! – krzyknął do niej. Ona jednak nie odpowiedziała. Pociągnął ją do przodu i po raz trzeci trzasnął nią o drzewo.
Jedyne, co widziała, to jezioro, które zaczęło się rozmywać.
– Spencer! – Callum połączył się ze Spencerem, który wybiegł na zewnątrz w tym samym czasie, kiedy Callum wrócił do domu. Zmienił się, a Blake podszedł do Spencera.
Nagość była czymś, do czego każdy wilkołak był przyzwyczajony. – O co chodzi alfo? – zapytał Spencer.
Blake założył spodnie, które leżały na ziemi. – Znalazłeś sposób, żeby ją odzyskać!?
Spencer potrząsnął głową. – Nie; nie ma mowy, żebyśmy przedostali się za ich granice.
Blake warknął, powodując, że Spencer cofnął się nieco. – Musimy ją odzyskać. – Blake przeszedł obok Spencera.
– Alfo – powiedział Spencer. Blake odwrócił się. – Moje ugryzienie musiało już zrobić swoje. Nie ma mowy, żeby ona jeszcze żyła.
Blake podszedł do Spencera. – To prawda. Nie czuć żadnego zapachu. – Spencer wyglądał na zdezorientowanego, ale wiedział, że Blake ma rację.
– Ona nie jest człowiekiem. Jest czymś innym i musimy się dowiedzieć, czym. Dowiemy się, czym. Zabierzcie ją z powrotem, natychmiast! – warknął Blake, wymawiając ostatnią część, sprawiając, że Spencer pochylił głowę.
Blake wszedł do środka, a za nim jego beta, na ich widok wszyscy łotrzykowie skłonili głowy. – Czego dowiedziałeś się o stadzie? – zapytał Blake zwiadowcę łotrów.
– Niektóre wilki poszły tam, gdy nie było nas w watasze – odparł zwiadowca.
– Zabrały jakieś rzeczy, ale nie wiemy, co. Nie znaleźliśmy nic na temat dziewczyny. Żadnych ubrań, żadnych rzeczy, nic, co wskazywałoby na to, że w ogóle tam była.
Oczy Blake'a zmieniły kolor na ognisty, jak u alfy i łotr pochylił głowę. – Musi tam być coś, co może nas naprowadzić na trop! – warknął głośno.
Wszyscy łotrzykowie cofnęli się o krok. Blake zwrócił się do Spencera – znajdź ją. Odzyskaj ją, nawet jeśli to będzie ostatnia rzecz, jaką zrobisz! Muszę ją odzyskać! – warknął ponownie.
Spencer kiwnął głową i szybko się wycofał. Blake wiedział, że był surowy dla swojego stada, ale potrzebował jej z powrotem. Musiał ją odzyskać.
Dominic spojrzał na Kiarę leżącą u jego stóp. Jej rude włosy zaczynały nabierać krwistoczerwonego odcienia. Poczuł ból w całym ciele, a jego oczy wróciły do normalnego stanu.
Jaki ból?
Spojrzał na swoje ramię, które było całkowicie wyleczone, bez żadnej blizny. Spojrzał zdziwiony na Kiarę. To nie może być...
Podniósł jej nieprzytomne ciało i zaczął iść z powrotem do watahy. Czuł ten sam ból, gdy ona krzyczała z bólu, a teraz jeszcze to.
– Czym jesteś i dlaczego na mnie działasz? – wyszeptał do niej, wiedząc, że go nie słyszy.
– Czy musiałeś ją tak potraktować? Przecież to tylko człowiek!
– Nie, nie jest człowiekiem! Jest czymś innym, a ja się dowiem czym!
– Posłuchaj sam siebie! Mogła umrzeć z powodu obrażeń, jakie jej zadałeś, kiedy trzasnąłeś nią o to cholerne drzewo! – Głos kobiety.
– Ona mnie dźgnęła! – odpowiedział głos mężczyzny. Znajomy głos.
– To daje ci prawo prawie zabić człowieka!? – Nie jest to znajomy głos. Kim ona jest?
– Nie chciałem jej zabić!
Dominic.
– Więc o czym ty do cholery myślałeś!?
– Ja...
– Przestańcie krzyczeć, oboje! Ona leży tu z dwoma ranami na głowie, a wasze krzyki przy łóżku nie pomogą jej wyzdrowieć! – powiedziała inna kobieta.
Kiara powoli otworzyła oczy i zobaczyła jasne, białe światło. Jej wzrok był zamazany.
– Upewnij się, że się obudzi! – powiedział Dominic.
Dlaczego on tu jest, do cholery!?
Odwróciła lekko głowę i jęknęła z bólu. Wszystkie głosy przestały mówić, a ona zobaczyła trzy coraz wyraźniejsze kształty.
Był to Dominic, kobieta w białym fartuchu, prawdopodobnie lekarka stada i jeszcze jedna, starsza kobieta, która patrzyła na Kiarę z zatroskanym wyrazem twarzy.
Kim ona jest?
Kiara nie chciała zostać, żeby się tego dowiedzieć. Podparła się na łokciach, próbując wstać, ale ból w jej głowie był zbyt silny.
– Połóż się z powrotem, moja droga. Masz dwie rany na głowie i prawdopodobnie wstrząs mózgu. Musisz odpocząć. – Lekarka pomogła jej położyć się z powrotem. – Jestem doktor Rosa. Ale wszyscy mówią na mnie po prostu doktor.
Kiara uśmiechnęła się lekko. Przesunęła dłonie na brzuch i zdała sobie sprawę, że wciąż ma na sobie to samo ubranie. Bezwiednie, odetchnęła z ulgą.
– Doktorze, zaprowadzisz Corę na zewnątrz? Muszę porozmawiać z dziewczyną – powiedział Dominic. Kiara spojrzała na Dominica, którego oczy znów były normalne.
Cora spojrzała na niego surowo, ale posłusznie się zgodziła. Ona i doktor wyszli za drzwi, a Kiara została sama z Dominicem. Znowu...
– Przepraszam, że cię skrzywdziłem – powiedział. Jej brwi uniosły się. To było coś, czego się nie spodziewała.
– Ale nie dałaś mi wyboru. Zamierzam dowiedzieć się czym jesteś i dlaczego Blake cię torturował. Od ciebie zależy, czy ta rozmowa pójdzie łatwo, czy boleśnie.
Czy on jej właśnie groził?
– Odpocznij teraz. Wrócę jutro.
Zebrała wszystkie swoje siły, aby ułożyć zdanie. – Ja…
Zanim zdążyła powiedzieć, o co jej chodzi, przerwał jej. – Nie możesz już więcej uciekać. Już się o to postarałem. – Zerknął na koniec jej łóżka, gdzie znajdował się łańcuch.
Powoli zdjęła koc i zobaczyła drugi koniec wokół swojej kostki. – Naprawdę przykułeś mnie do łóżka? – zapytała. Uśmiechnął się, nic nie powiedział i po prostu odszedł.
Zabiję go.
Continue to the next chapter of Urodzona jako człowiek