
Hybryda: Księga 2
Autorzy
Lektury
227K
Rozdziały
45
Rozdział 1
MAE
Odrętwienie.
To jedyne słowo, jakim mogę opisać ostatnie dziesięć lat. Odrętwienie. Odarta z wszelkiej radości i szczęścia. Wszystko dlatego, że on został mi odebrany.
Nie zrozumcie mnie źle. Są chwile, kiedy życie wydaje się trochę mniej szare, ale potem ten miażdżący ból i tak mnie dopada...
Zawsze mnie dogania, bez względu na to, jak szybko uciekam.
Stoję przy oknie w sypialni, patrząc na pałacowe błonia. Widzę Ali i Anyę – obie mają już po dwadzieścia trzy lata – jak zarzucają swoimi lśniącymi, miedzianymi włosami i flirtują z kilkoma wojownikami ze stada.
Nie znalazły jeszcze swoich przeznaczonych partnerów. Amber i Eddie planują wkrótce wysłać je w podróż, żeby zwiększyć ich szanse.
Wygląda na to, że cieszą się resztkami niewinnego flirtu, zanim zostaną połączonymi w pary wilczycami.
Widzę Huntera i Ozzy'ego – teraz siedemnastoletnich – jak chodzą za naszym ojcem, gdy ten szuka nowych talentów na zajęciach z walki.
Od trzynastego roku życia uczą się, jak rządzić stadem, trenując na wszystkich najlepszych terytoriach.
Nasz tata robi, co w jego mocy, żeby nauczyć ich, jak być sprawiedliwymi i opanowanymi przywódcami, ale też bezlitosnymi, gdy to konieczne.
Kiedy Hunter skończył trzynaście lat, dowiedzieliśmy się, że to on będzie następnym królem; odziedziczył po ojcu złote oczy wilka, co oznacza, że jest pierwszy w kolejce do tronu.
Odkąd to wyszło na jaw, wilczyce zlatują się do niego jak mewy na plażowy piknik – biedny Hunter.
Większość wilków uwielbiałaby taką uwagę ze strony pań, ale Hunter jest inny.
Nie w głowie mu zabawy z dziewczynami, chociaż czasami widzę pokusę w jego oczach.
Potrafi wzbudzać strach, bo emanuje z niego siła i dominacja... ale kiedy cię do siebie dopuści, okazuje się wielkim, pluszowym misiem!
Z kolei Ozzy'emu pisane jest bycie zupełnie innym władcą. Zainteresowanie ogarów piekielnych jego osobą tylko rośnie; teraz są nierozłączni i towarzyszą mu w każdej minucie każdego dnia.
Założę się, że nie może nawet w spokoju sikać, bez ich wycia po drugiej stronie drzwi. Gdy nadejdzie czas, zostanie następnym królem demonów.
Nasz dziadek, Dominic, zgodnie z planem ustąpi miejsca prawowitemu królowi, chociaż Ozzy wymyka się, kiedy tylko może, pomagając dziadkowi w jego obowiązkach przy każdej okazji.
Jako młody nastolatek był prawdziwym łobuzem. Wiele razy widziałam, jak mojej mamie ze złości leci para z uszu, bo Ozzy wymykał się przez jeden ze swoich portali.
O tak... potrafi tworzyć portale do królestwa demonów, kiedy tylko zechce. Całkiem fajna umiejętność, jeśli o mnie chodzi!
Ja tymczasem siedzę w swoim pokoju lub przez większość czasu trzymam się na uboczu, obserwując, jak świat toczy się dalej.
Nie jest mi pisane nic wielkiego, mam być nikim... a już na pewno nie jest mi pisane bycie czyjąkolwiek... księżniczką i starą panną w jednym?
Albo może po prostu stanę się jedną z tych zgorzkniałych starszych pań, które nienawidzą wszystkiego i wszystkich, ale narzekają, że są samotne. Tak, to brzmi jak moja przyszłość.
Kiedyś miałam marzenia. Marzyłam o wielkiej, białej ceremonii połączenia w blasku pełni księżyca, o królewskiej sukni i całym stadzie świętującym nasz związek.
Marzyłam o własnym domu i o tym, jak bym go urządziła. Nie potrzebowałam niczego luksusowego, tylko wystarczająco dużo miejsca dla mojego przeznaczonego i naszego szczeniaka.
Ale wszystkie moje marzenia zostały mi odebrane, kiedy zniknął on. Teraz mam tylko nadzieję na szybki koniec mojego bólu.
Obserwuję inne wilki z mojego stada w moim wieku, jak spędzają razem czas i rozmawiają.
Chcę tam być z nimi. Chcę się śmiać i czuć szczęście. Och, jak bardzo chcę być szczęśliwa! Albo po prostu poczuć cokolwiek pozytywnego!
Próbowałam znowu być „normalna”. Ostatnim razem, gdy spróbowałam, dołączyłam do grupy, kiedy śmiali się i świetnie się bawili... dopóki nie usiadłam.
Uśmiechnęłam się do nich i wszyscy zamilkli. Siedziałam tak przez jakieś piętnaście minut pełnych niezręcznych spojrzeń i sztywnej rozmowy, aż w końcu się poddałam i odeszłam.
Ali i Anya mnie dogoniły. Machałam rękami, sapiąc i dysząc z powodu zmarnowanego wysiłku. Można to nazwać mini-załamaniem.
Powiedziały mi, że emanuję zabójczą aurą i posyłam lodowate spojrzenia. Aha, i ten przyjazny uśmiech, którym ich obdarzyłam... to tak naprawdę było warczenie. Mój błąd.
Ze wszystkich wilków w moim wieku, tylko Ali i Anya nigdy ze mnie nie zrezygnowały.
Nie zmuszają mnie do włączania się w rozmowy, ale pozwalają mi po prostu z nimi być w ciszy.
Nazywają to terapią przyjacielską. Wiedzą, jak bardzo mój wilk potrzebuje więzi ze stadem, ale odkąd zabrano jego, ona w pewnym sensie też została mi odebrana.
Wycofała się głęboko do mojego wnętrza... Od tamtej pory jej nie czuję.
Bez mojej wilczycy, Sierry, nie mogę się przemienić, więc teraz jestem w zasadzie tylko demonem, i to na dodatek bardzo słabym.
Moje demoniczne zdolności są żałosne w porównaniu z czystą mocą mojej mamy.
Ledwo potrafię stworzyć na dłoni mały płomyk. Jest wielkości ognia z małej zapalniczki. To fajna sztuczka na imprezę dla człowieka, ale dla każdego innego jest po prostu żałosna.
Mimo to, Ali i Anya wciąż mają nadzieję, że ich wilczyce będą w stanie wywabić moją z ukrycia.
Nawet jeśli nie zawsze to pokazuję, doceniam ich wysiłki i przyjaźń.
Uświadamiam sobie, że znowu za dużo o nim myślałam, kiedy w mojej głowie pojawiają się jego roześmiane, bursztynowe oczy, przez co moje serce znów się ściska i pęka na nowo.
Kiedy po raz pierwszy go straciliśmy, zwijałam się z bólu. Czułam, jakby ktoś miażdżył mi serce, czasem nawet wymiotowałam...
Odrętwienie wzięło górę, więc prawie już nie odczuwam bólu. Ale obraz jego oczu... Oczu Rexa... wystarczy, by łza uciekła i spłynęła po moim policzku.
Mojego Rexa.
Dinah wciąż wierzy, że on gdzieś tam jest. Mówi, że czuje to w kościach jako matka i jako czarownica.
Kiedy byłam młodsza, napełniało mnie to nadzieją, ale z biegiem lat zaczęłam tracić wiarę w bajkowe spotkanie.
Teraz, kiedy mówi takie pełne nadziei rzeczy, zmuszam się do uprzejmego uśmiechu i kiwam głową... choć to pewnie bardziej przypomina grymas.
Oczywiście, wciąż pragnę, by Rex wrócił cały i zdrowy. Ale widząc, ile wysiłku mój tata włożył w jego odnalezienie i jak wszystkie tropy prowadzą donikąd – moja nadzieja zgasła.
Mój tata jest zdeterminowany, by dotrzymać obietnicy. Nie przestaje go szukać, by sprowadzić go do domu. Nigdy nie spocznie, dopóki nie uzyskamy odpowiedzi... nawet jeśli nie będą to odpowiedzi, jakie chcielibyśmy usłyszeć.
Domknięcie. Potrzebujemy zakończenia tej sprawy, czymkolwiek by ono nie było.
Ktokolwiek był w to zamieszany, wiedział dokładnie, co robi.
Nie zostawili żadnego zapachu, żadnych śladów, dokąd mogli się udać poza promieniem trzydziestu stóp od miejsca zbrodni. Co bardziej niepokojące, wiedzieli, jak obezwładnić likana...
Mógł być wszędzie.
Wracam myślami do chwili, w której został porwany. Jego oczy były pełne szczęścia i obietnic przyszłości – naszej przyszłości.
A potem, w ciągu kilku sekund, wszystko – cały mój świat – uległo zmianie.
***
Później tego samego wieczoru, przed naszym niedzielnym rodzinnym posiłkiem, idę do gabinetu taty. Zwykle odwiedzam go w większość wieczorów.
Kiedy zbliżam się do dużych, mahoniowych drzwi, słyszę dźwięk przypominający rwanie papierów i pełne frustracji okrzyki mojego taty.
Popycham drzwi dokładnie w momencie, gdy jego pięść uderza w biurko.
„Kurwa!” – krzyczy, gdy duży kawałek drewna spada na podłogę.
Chyba będę musiała później powiedzieć mamie, że tata potrzebuje kolejnego, nowego biurka.
Opadając z powrotem na krzesło, z frustracją przeczesuje dłonią włosy i wzdycha.
„Przepraszam, Mae-Mae, nie mam dziś najlepszego wieczoru” – mówi przepraszającym tonem, chociaż tak naprawdę ma na myśli to, że nie znalazł żadnych nowych tropów w sprawie Rexa.
Tata spędza większość wieczorów, próbując złożyć w całość wszelkie potencjalne nowe dowody, jakie się pojawiają. Mimo to mama i tata prawie każdego dnia chodzą na „spacery”.
Teraz już wiem, że to kryptonim na „poszukiwanie nowych dowodów”. Muszę im to przyznać – nigdy się nie poddali. Odmawiają poddania się.
Tata przysiągł, że znajdzie winowajcę i dokładnie to zamierza zrobić. Jego wilk nie spocznie, dopóki nie wypełni tej przysięgi.
Wiem, że dla niektórych może to zabrzmieć egoistycznie... ale martwię się, że jeśli nie zadbam nawet o swoje podstawowe potrzeby, powróci depresja i pustka.
Boję się, że pochłonie mnie to do tego stopnia, że niechcący zagłodzę się na śmierć.
Na początku całymi dniami siedziałam w łóżku, tępo wpatrując się w ścianę. Trwało to około miesiąca.
Tylko sen potrafił przerwać to puste spojrzenie. Moi rodzice byli tak zmartwieni, że obserwowali mnie przez całą dobę. Wynajęli nawet zespół opiekunów, by dbali o moją higienę i karmili mnie na siłę.
Chciałabym móc bardziej pomóc. Chciałabym, żeby mój wilk wrócił, abym mogła włożyć więcej energii w poszukiwania, ale jak na razie, dziesięć lat później... wciąż nie mam szczęścia.
„Mogę w czymś pomóc?”
Śmieję się z samej siebie w duchu.
Co za głupie pytanie. Nie ma nic, w czym mógłby pomóc wilk pozbawiony wilka.
Mam takie same możliwości jak człowiek, na litość boską: żadnej dodatkowej siły, zwinności, słuchu czy węchu. Tylko ludzkie podstawy... ale mam szczęście.
„Nie, skarbie, wszystko w porządku. Może pójdziesz przygotować się do kolacji?” – mówi czule. Widzę, że bardzo się stara ochronić mnie przed swoim złym nastrojem.
Kiwam głową. Kiedy odwracam się, żeby wyjść, mój wzrok przykuwa pewna kartka. Jest do niej dołączone zdjęcie: fotografia zakrwawionej trawy z miejsca, gdzie zniknął Rex.
Żołądek podchodzi mi do gardła i robi mi się niedobrze.
Czuję, że zaraz zwymiotuję. Było tam tak dużo... krwi.
To przenosi mnie prosto do wydarzeń sprzed dziesięciu lat. Znowu czuję się jak przerażona czternastolatka, a fizyczny ból po jego stracie przeszywa każde zakończenie nerwowe w moim ciele.
Przykładam dłoń do ust, gdy kolana się pode mną uginają. Silne, pocieszające ramiona łapią mnie, zanim uderzam o podłogę. Tata.
Widzicie, tata plus wilcza prędkość równa się pomoc. Ja plus brak wilka równa się ciężar.
Wtulam się w niego, gdy kojąco gładzi mnie po kasztanowych włosach i zanosi z powrotem do mojego pokoju. Znowu czuję się jak mała dziewczynka.
Kocham moją mamę i uwielbiam ją ponad wszystko, ale na zawsze pozostanę córeczką tatusia.
Kładzie mnie delikatnie na łóżku, a w tym samym czasie pałacowa służba wchodzi z dużą szklanką wody i czymś, co wygląda jak przekąska przed kolacją.
„Zjedz i wypij, kochanie. Kiedy poczujesz się lepiej, zejdź na dół i dołącz do nas na kolację... Och, i nie mów mamie o tej przekąsce. Zabije mnie, jeśli dowie się, że popsułem ci apetyt”.
Uśmiecha się do mnie łobuzersko.
„Obiecuję”. Odwzajemniam uśmiech, po czym on odwraca się i wychodzi z mojego pokoju.
Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że czasem wciąż traktują mnie jak dziecko, ale wiem, że robią to z miłości.
Wiedzą, że z trudem przychodzi mi dbanie o samą siebie, więc ponownie weszli w rolę troskliwych rodziców, żeby upewnić się, że nie chodzę głodna.
Około czterdziestu pięciu minut później udaję się do jadalni. Jemy tu z naszą rodziną w wybrane wieczory w ciągu tygodnia, ale obowiązkowo w każdą niedzielę.
Mówiąc o rodzinie, mam na myśli mamę i tatę, braci – Huntera i Ozzy'ego – Betę Dinah i Idrisa, Amber i Eddiego, Ali i Anyę, Gammę Jude'a, jego partnerkę Marię oraz ich syna Hectora, który ma dwadzieścia pięć lat.
Kiedy popycham duże drzwi, otwierają się z głośnym trzaskiem i skrzypieniem. Głowy odwracają się w moją stronę, a wszystkie spojrzenia krzyżują się z moim.
Opuszczam głowę i próbuję posłać słaby uśmiech, przepraszając w ten sposób za spóźnienie.
Kiedyś uwielbiałam te rodzinne posiłki, ale od tamtego dnia i faktu, że go tu już nie ma... stają się dla mnie prawie nie do zniesienia.
Czuję na sobie te sporadyczne, pełne smutku spojrzenia... współczujące mi... Nie mogę tego znieść. Rozumiem, że nie mają zamiaru wprawiać mnie w zakłopotanie.
Zapewne ja też sprawiam, że oni czują się nieswojo. Nikt nie wie, co powiedzieć dziewczynie, która straciła potencjalnego przeznaczonego partnera. Osobę, która mogła być jej drugą połówką.
Co tu można w ogóle powiedzieć? Zakładam, że ludziom jest ciężko udawać, że nic się nie stało wobec dziewczyny, która każdego dnia jest wciąż rozbita i załamana z powodu tej straty.
Siadając na swoim miejscu, wzdycham w duchu, zastanawiając się, jakie nowe koszmary będą tematem dzisiejszej rozmowy.

















































