
Królowie imperium 2: Pojmana przez króla
Autorzy
Lektury
513K
Rozdziały
35
Rozdział 1
Księga 2: Schwytana przez Króla
HILDRED
Przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej, starając się zająć jak najmniej miejsca. Pragnęłam, by ściana za mną po prostu się otworzyła i pochłonęła mnie w całości. Zacisnęłam mocno powieki i przygryzłam wargę, gdy kolejny krzyk rozdarł powietrze, odbijając się od kamiennych murów. Nieważne, ile razy słyszałam te wrzaski, zawsze wywoływały u mnie ciarki na plecach, a strach krążył w moich żyłach. Chciałam płakać nad losem tych dziewcząt. Chciałam płakać nad samą sobą.
Tak wyglądała nasza codzienność. Sojusznicy króla często tu zaglądali, by się zabawić. A to zazwyczaj kończyło się łzami i krwią kobiet. Nie postrzegano nas jako ludzi; byłyśmy jedynie przedmiotami. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale wcale mi się to nie podobało. Nienawidziłam tych mężczyzn z całego serca, a moja nienawiść rosła w siłę z każdym mijającym dniem.
Pewnego dnia. Pewnego dnia się z tego uwolnię.
Często powtarzałam sobie to kłamstwo, by nie załamać się tak jak inne kobiety, gdy mężczyźni z nimi kończyli. Wiedziałam, że nie mogę uciec, nie mogę być wolna. I wcale nie chciałam tej wolności. To był mój dom, a to było moje życie. Chociaż pragnęłam lepszego losu, w którym nie byłabym tylko zabawką do zaspokajania męskich żądz, pogodziłam się z faktem, że to moje przeznaczenie i że jestem tylko zwykłą dziwką.
„H-Hil-Hildred?” Mój wzrok padł na dziewczynę, która przez lata stała mi się bardzo bliska. Bił od niej strach, a jej piękne, niebieskie oczy szkliły się od powstrzymywanych łez. Jej włosy były burzą ciemnych loków, podobnych do moich.
„Ethel? Co się stało?” zapytałam. Mimo że sama byłam przerażona, nigdy bym tego po sobie nie pokazała. Te kobiety były złamane — zaakceptowały swoje życie takim, jakie było. Nie mogłam jednak okazywać przy nich słabości. Potrzebowały siły, kogoś, na kim mogłyby się oprzeć, i to właśnie ja byłam dla nich tą osobą. Ponieważ odmawiałam płaczu w ich obecności, nie okazywałam też strachu.
Ethel usiadła naprzeciwko mnie i ujęła moje dłonie. „Hildred, ja... właśnie usłyszałam, że lord Aboloft zawarł sojusz z nowym królestwem i po zachodzie słońca przybędzie tu król, aby się z nim spotkać”.
Zaparło mi dech w piersiach, a w sercu zrodziło się przerażenie. Lord Aboloft zawierał sojusze z najgorszymi władcami. Paktował tylko z takimi, którzy byli do niego podobni. To oznaczało, że jeśli nowy król odwiedzi Quopię, na pewno zajrzy też do nas.
„Skąd o tym wiesz?” zapytałam.
„Od jednego ze strażników stojących na zewnątrz; rozmawiali o tym, że nowy król przyjeżdża odwiedzić najnowszą niewolnicę lorda Abolofta” – odpowiedziała.
Dlaczego król miałby odwiedzać niewolnicę? Jeśli był to mężczyzna, którego nie znałyśmy, musiałoby to oznaczać, że sojusz jest świeży. A nowe sojusze nie kończyły się na spotkaniach z niewolnicami. Może i byłam zwykłą dziwką, ale wiedziałam, jak działają sprawy w królestwie. Nie, to nie był nikt nowy, to był ktoś, kogo już znałyśmy.
„Znasz imię tego króla?” dopytywałam. Znałam kilku władców, którzy tu przyjeżdżali. Jeden z nich ukradł niewolnicę i nigdy nie zapytał lorda Abolofta o zgodę na jej zabranie.
Ethel pokręciła głową. „N-nie do końca. Usłyszałam tylko połowę jego imienia”.
„Jakie to imię? Powiedz mi natychmiast”. Gdybym wiedziała, kim jest ten król, mogłabym się odpowiednio przygotować.
„Lord Ban, tylko tyle usłyszałam. Nie chciałam zostać przyłapana na podsłuchiwaniu, bo by mnie ukarali” – wyjaśniła Ethel, ale już jej nie słuchałam. Szok i przerażenie rozerwały moją duszę, sprawiając, że straciłam poczucie rzeczywistości.
„Nie” – szepnęłam, mając nadzieję, że jej słowa nie są prawdą. Nie potrzebowałam pełnego imienia, by wiedzieć, że zmierza tu lord Bancroft z Sodory. Nie był nikim nowym; często odwiedzał Quopię. Człowiek, który trzymał mnie w nieustannym strachu, ilekroć był w pobliżu, nie był kimś, kogo chciałabym widzieć. Lord Bancroft był uosobieniem terroru. Był samym mrokiem.
Po raz pierwszy zobaczyłam lorda Bancrofta, gdy miałam czternaście lat. Przyjechał odwiedzić lorda Abolofta i upewnił się, by zejść także tutaj. Rozmawiałam z Ethel, gdy drzwi się otworzyły i wszedł do środka, emanując potęgą i królewskim majestatem. Kiedy tylko go zobaczyłyśmy, natychmiast padłyśmy na kolana. Żadna z nas nie odważyłaby się okazać braku szacunku królowi.
Dopiero gdy pozwolił nam wrócić do tego, co robiłyśmy wcześniej, po raz pierwszy ujrzałam te ciemnozielone oczy i zrozumiałam, że nie był zwykłym królem. W jego spojrzeniu krył się niepokojący mrok, przez który moje serce chciało się schować. Wtedy właśnie postanowiłam unikać go za wszelką cenę. Robiłam więc, co w mojej mocy, by stać się niewidzialną, chowając się po kątach. Ale bez względu na to, jak bardzo się starałam, zawsze zdawał się mnie odnajdywać. Za każdym razem, gdy ośmieliłam się spojrzeć w jego stronę, te ciemnozielone oczy zawsze były utkwione we mnie. I to mnie przerażało. Lord Bancroft napawał mnie lękiem.
Jednak on tylko na mnie patrzył. Nigdy mnie do siebie nie wezwał ani do mnie nie podszedł. Po prostu mnie obserwował, podczas gdy bawił się z inną dziwką. Nie rozumiałam, dlaczego to robił, i wcale mnie to nie obchodziło. Cieszyłam się tylko, że nie muszę znosić bólu i koszmaru, jakie lord Bancroft zadawał dziewczynom, którymi się bawił.
„Tak, on tu przyjeżdża. A co, jeśli mnie skrzywdzi, Hildred? Mój nadgarstek wciąż boli po tym, co spotkało mnie dwa tygodnie temu” – zapytała Ethel, a z jej słów kapał niepokój.
„Nie martw się, Ethel. Nie zrobi ci krzywdy. Są tu inne dziewczyny, wykorzysta je” – powiedziała jej. Nie wiedziałam, kogo tym razem wybierze lord Bancroft, ponieważ za każdym razem brał sobie inną dziwkę do zabawy.
„On mnie skrzywdzi. Wszyscy mnie ranią. Ten ból nigdy się nie kończy. Myślę, że jedyną drogą do wolności jest śmierć” – załkała.
„Nie bądź taka pesymistyczna, Ethel” – upomniałam ją. „Nic ci się nie stanie. Król cię nie skrzywdzi, osobiście o to zadbam. I nie mów o swojej śmierci. Jesteśmy bratnimi duszami i nie chcę cię stracić. Jesteś powodem, dla którego wciąż żyję”.
„Wybacz mi, Hildred. Nie chciałam cię zdenerwować” – przeprosiła.
Uśmiechnęłam się łagodnie. „Nie przepraszaj. Po prostu nie wyobrażam sobie, że mogłabym cię stracić. To by mnie zniszczyło”.
„Wiem. Czuję to samo. Nigdy więcej nie powiem czegoś takiego” – obiecała Ethel. Jej słowa sprawiły, że poczułam się o wiele lepiej. Dopóki miałam Ethel, mogłam znieść każdą trudność, jaką zsyłało mi życie.
***
Otworzyłam oczy, gdy poczułam, że ktoś mną potrząsa. Co się działo? Dlaczego ktoś budził mnie w środku nocy?
„Hildred, wstawaj! Lord Bancroft nadchodzi!” syknęła mi do ucha Ethel. Na te słowa zerwałam się na równe nogi i przeczesałam włosy palcami.
„Kiedy przyjechał? I dlaczego schodzi tu w środku nocy?” zapytałam, przeklinając moje ciemne kosmyki, gdy nie chciały się ułożyć.
„Nie wiem, ale jest królem i nie mamy prawa mu odmówić. Jak myślisz, kogo wybierze tym razem?” zapytała moja przyjaciółka, poprawiając moją sukienkę.
„Nie wiem. W tej chwili muszę tylko upewnić się, że wyglądam pożądanie” – powiedziałam jej, ignorując łomotanie mojego serca. Lord Bancroft lada chwila miał tu być i Bóg jeden raczy wiedzieć, co dzisiaj zrobi. Nie chciałam, żeby patrzył na mnie tak, jak to miał w zwyczaju, gdy tylko się tu zjawiał. Może uda mi się schować w najdalszym kącie.
„Nie rozumiem, dlaczego musimy wyglądać pięknie, skoro królowie i tak zostawiają nas we krwi i siniakach. Jak można wyglądać atrakcyjnie w siniakach?” zapytała Ethel, a jej strach przeradzał się we frustrację.
„To nie my o tym decydujemy. Takie są zasady i nie mamy wyboru, musimy ich przestrzegać. Złamanie reguł może i na pewno zakończy się śmiercią, dobrze o tym wiesz” – odpowiedziałam, w chwili gdy zza drzwi, które trzymały nas w zamknięciu, dobiegła ostra komenda.
„Lord Bancroft przybył! Na kolana, powitajcie Jego Wysokość!”
„O nie! On tu jest!” krzyknęła Ethel, po czym pobiegła w stronę wejścia z resztą kobiet, by powitać króla. Wzięłam głęboki oddech, po czym ruszyłam za nią i natychmiast padłam na kolana, spuszczając głowę i wbijając wzrok w podłogę.
Dźwięk otwieranych, ciężkich drzwi sprawił, że przygryzłam wargę. Kilka sekund później usłyszałam przerażający odgłos zbliżających się kroków. Potęga bijąca z tych kroków mówiła mi, że do środka wkroczył nikt inny, jak sam lord Bancroft.
„Możecie wstać i wrócić na swoje miejsca”. Głos lorda Bancrofta odbił się echem wewnątrz haremu i sprawił, że każda z kobiet pospiesznie wróciła na swoje miejsce.
Nie zwlekałam. Gdybym to zrobiła, stałabym się kolejną zabawką lorda Bancrofta. Podniosłam się i rzuciłam do ucieczki, zostawiając lorda Bancrofta w tyle. Miałam paskudne przeczucie, że czerpał przyjemność z patrzenia na uciekające kobiety, wiedząc, że ma nad nimi władzę.
Z moich ust wyrwało się westchnienie ulgi, gdy dotarłam do bezpiecznego łóżka. Moje oczy były ciężkie, błagały o sen, więc postanowiłam się poddać. Ziewnięcie tylko potwierdziło moją decyzję. Lord Bancroft nigdy wcześniej mnie nie szukał, więc mogłam spać bez strachu, że mu czegoś odmówię.
Zaledwie zdążyłam się ułożyć, gdy nade mną wyrósł cień. Myślałam, że to Ethel chce położyć się w moim łóżku, ale kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam lorda Bancrofta. Moje serce zabiło mocniej, gdy spojrzałam w górę na króla Sodory. Dlaczego tu był? Nigdy wcześniej do mnie nie przyszedł. Co się zmieniło?
„M-mój p-panie”. Sen uleciał, zastąpiony przez terror, gdy wygrzebałam się z łóżka, by uklęknąć przed nim. Próbowałam ukryć swój strach, ale drżące ciało mnie zdradzało.
„Powiedz mi, jak masz na imię, dziewczyno” – zażądał, a jego głos wywołał dreszcz na moich plecach.
Dlaczego chciał poznać moje imię? Nikt wcześniej o to nie dbał; obchodziły ich tylko własne potrzeby i pragnienia. Dlaczego ten król był inny?
„Nie słyszałaś mnie? Powiedziałem: powiedz mi, jak masz na imię”. Jego ton był ostry, aż się wzdrygnęłam. Lord Bancroft nie lubił być ignorowany, to było jasne.
„Hi-Hil-Hildred, mój panie” – wydukałam, ignorując głos w mojej głowie, który krzyczał, żebym uciekała.
„Bardzo dobrze; potrafisz mówić i słyszeć”. Jego kpiący ton sprawił, że policzki zapłonęły mi rumieńcem. „A teraz wstań, Hildred”.
Tym razem nie wahałam się ani chwili, szybko podnosząc się na nogi, ale trzymając wzrok spuszczony. Byłam pewna, że spojrzenie mu w oczy zarobiłoby mi policzek.
„Dobrze. Cieszę się, że potrafisz wykonywać rozkazy”.
Ugryzłam się w język, powstrzymując ciętą ripostę.
Podskoczyłam, gdy dłoń lorda Bancrofta zacisnęła się na moim nadgarstku. Przeklinałam się za tę reakcję; zwykłym dziwkom nie wolno było wydać dźwięku ani wykonać ruchu bez zgody króla.
„Boisz się. To dobrze, naprawdę bardzo dobrze” – powiedział, a jego głos ociekał niegodziwymi zamiarami.
Z moich ust wyrwał się okrzyk, gdy lord Bancroft popchnął mnie, rzucając mnie na łóżko. Zanim zdążyłam się podnieść, był już nade mną, przyciskając moje ręce nad głową.
Strach dławił mnie w gardle, gdy lord Bancroft pochylił się blisko. Co on robił? Dlaczego teraz, po tylu latach zostawiania mnie w spokoju, zamierzał mnie skrzywdzić?
Zaśmiał się mrocznie i przeciągnął palcem po mojej twarzy. Chciałam spojrzeć mu w oczy, zobaczyć, o czym myśli. Mówią, że oczy są oknem do duszy, ale ja byłam tylko dziwką. Nie miałam prawa patrzeć w oczy komuś, kto był tak wysoko nade mną.
„Tyle lat. Pamiętasz, ile minęło od dnia, w którym po raz pierwszy cię zobaczyłem?” Jego wargi musnęły moje, wywołując u mnie dreszcz. „Pamiętasz?”
„N-nie, mój p-panie” – skłamałam. Dokładnie wiedziałam, ile lat minęło.
„Cóż, w takim razie cię oświecę. Minęło dokładnie dziewięć lat od dnia, kiedy po raz pierwszy cię ujrzałem. Moim zdaniem dziewięć lat to mnóstwo czasu. I zamierzam zrekompensować sobie te wszystkie lata, podczas których trzymałem się od ciebie z daleka” – oświadczył.
Co miał na myśli, mówiąc, że trzymał się z daleka? Królowie brali, co chcieli, nie dbając o zgodę. O czym on w ogóle mówił?
„Twoje szare oczy mówią mi, że jesteś zdezorientowana. Zgadza się?”
Spojrzałam mu w oczy bez namysłu, po czym szybko odwróciłam wzrok, a strach ścisnął mi żołądek. Miałam nadzieję, że nie ukarze mnie za ten błąd.
„S-skąd wiesz, mój panie?” zapytałam, trzymając wzrok spuszczony.
„Widzę twoje oczy, nawet jeśli nie patrzę bezpośrednio na nie. I nie bój się, mój delikatny kwiecie, bo nie ukarzę cię za spojrzenie mi w oczy. Chcę, żebyś teraz na mnie spojrzała”. Jego polecenie było dezorientujące, ale posłuchałam, odwzajemniając jego spojrzenie.
„Dobra dziewczynka. Taka posłuszna z ciebie dziewczynka. To mnie bardzo cieszy”.
Jego słowa powinny złagodzić mój niepokój, ale zamiast tego zamieniły go w coś gorszego. Lord Bancroft był zagadką, której nie potrafiłam rozwiązać. Nie wiedziałam, czego ode mnie chciał. Ale jego następne słowa wszystko wyjaśniły.
„A teraz chcę, żebyś uważnie mnie wysłuchała, bo nie lubię się powtarzać”.
„Tak, panie”.
„Jesteś moja. Byłaś moja od chwili, gdy tylko na ciebie spojrzałem. I chociaż przez dziewięć lat nie zamieniłem z tobą słowa, teraz to się zmieni. Nie przyjdę tu po żadną inną kobietę, tylko po ciebie. Będziesz jedyną kobietą, która zaspokoi moje potrzeby i dostarczy mi przyjemności, jakiej pragnę. A jeśli odważysz się w jakikolwiek sposób mi sprzeciwić, ukarzę cię w najgorszy z możliwych sposobów. Zrozumiałaś?”
Nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam pojąć, co on mówi. Czułam, jakby to było straszne kłamstwo. Chciałam, żeby to było kłamstwo. Ale to był król Bancroft. To nie był sen.
Przez dziewięć lat byłam wolna od mężczyzny, który tak bardzo mnie przerażał.
A teraz, nagle...
Byłam jego.










































