Cover image for Nieskończoność 2

Nieskończoność 2

No cóż, to jest nowe.

Zayla

Opuszczam dom Sorena po raz ostatni sama. Następnym razem, gdy tu zawitam, mój partner będzie u mego boku.
Choćby był przerażony czy niepewny, pragnę go mieć przy sobie. Nie dbam o to, co podpowiada mi dusza ani o jego obawy!
Zmuszam się do odejścia od jego domostwa i powolnego powrotu do własnego.
Idę okrężną drogą wzdłuż granicy naszego terytorium, ciesząc się powrotem do ludzkiej postaci.
Lubię być wilkiem, ale gdy nie można wrócić do ludzkiej postaci, szybko ogarnia mnie nuda.
Podczas beztroskiego spaceru moje myśli błądzą swobodnie.
Wspinam się na powalone drzewo i o mało co nie spadam, gdy dobiega mnie głośne warczenie z oddali.
Zeskakuję i pędzę w kierunku hałasu.
Na miejscu dostrzegam moich braci, ojca i kilku członków stada atakowanych przez około pięćdziesiąt łotrów.
Rozglądam się, ale nigdzie nie widzę matki. Gdzie ona się podziała?
Szukam dalej, aż ją znajduję. Leży na ziemi, przytrzymywana przez ludzi i wilki.
Widzę ojca próbującego do niej dotrzeć, zanim zostaje powalony na ziemię.
Z całych sił próbuję przemienić się w wilka, ale ona nie chce wyjść.
– No dalej, potrzebuję cię! – wołam, łapiąc się za głowę, gdy patrzę, jak wbijają igły w moich rodziców.
Gdy tylko rodzice zasypiają, mój wilk nagle wyskakuje ze mnie.
Tym razem czuję się inaczej. Spoglądam w dół i widzę, że nasze futro nie jest czarne jak zwykle.
Zamiast tego nasze futro jest miejscami przypalone, jak u Sorena.
Czekam tylko chwilę, zanim atakuję, ściągając wilki z moich braci. Patrzą na mnie z niepokojem, gdy moje ciało staje w ogniu.
„Zabierzcie mamę i tatę!” przekazuję im przez połączenie umysłowe, skupiając ich uwagę. We trójkę ruszamy naprzód.
Z bratem po każdej stronie przedzieramy się przez wilki i ludzi, aż docieramy do taty.
Śpi, ale ciągle go trącam, próbując obudzić. Robię to przez chwilę, podczas gdy moi bracia mnie osłaniają i próbują dotrzeć do naszej matki, która jest otoczona.
Przywołuję członka stada i biegnę pomóc braciom. Gdy mam ich już prawie dosięgnąć, widzę portal otwierający się na polu.
Wychodzi z niego mężczyzna w garniturze. Zatrzymuję się, obserwując, jak zabiera duszę martwego wilka.
Powoli kręci głową, patrząc na walkę, zanim spogląda na mnie.
Widzę w jego szarych oczach pożądanie i aprobatę, zanim wraca do portalu. Skupiam się znowu, gdy słyszę krzyk braci.
– Zayla, pomóż nam! Co ty wyprawiasz?!
Spoglądam z powrotem na braci w samą porę, by zobaczyć więcej wilków przytrzymujących ich, a ludzi wkładających moją matkę do vana.
Atakuję błyskawicznie, zabijając wilki na moim bracie Draxelu.
Pomagam mu wstać i biegniemy do mojego drugiego brata, Draydena. Ale gdy on krzyczy z bólu i upada, ogarnia mnie wściekłość.
Do tej pory martwiłam się o rodzinę. Ale teraz czuję ogromną złość, a moje ciało robi się gorące...
Nie, moje ciało płonie.
Gryzę ostatniego wilka w pobliżu, a on wyje, gdy jego ciało zaczyna się palić.
Czuję zapach palonego mięsa. Nadal gryzę już martwego wilka, gdy słyszę kolejny krzyk braci.
– Nie, mamo! – Patrzę na vana, który właśnie odjeżdża z piskiem opon, a moi bracia biegną za nim.
Biegnę najszybciej jak potrafię, wyprzedzając vana.
Staję przed nim, obserwując przerażone twarze mężczyzn w środku. W ich szybie widzę swoje odbicie.
Moje ciało jest całe w ogniu, z fragmentami brakującej skóry i mięśni, a nowy ogień jasno świeci przez pęknięcia.
Moje oczy płoną, każde innym kolorem. Jedno oko jest jaskrawoczerwone, drugie jaskrawofioletowe. Ciało innego wilka wciąż zwisa z moich szczęk.
Rzucam martwego wilka na ziemię, jego ciało trzeszczy jak drewno w ognisku, dopalając się.
Skaczę na przód vana, moje łapy wgniatają i topią metal.
Moi bracia są przy drzwiach vana, gryząc i warcząc na mężczyzn w środku.
Członkowie stada, którzy właśnie przybyli, pilnują tylnych drzwi, podczas gdy inny próbuje je otworzyć.
Mężczyźni w vanie wykrzykują rozkazy, niektórzy są przy telefonach, inni wyciągają broń.
Zmęczona ich gierkami, uderzam głową w szybę – mocne szkło nie pęka, topi się, gdy moja głowa przepala się przez nie.
Uderzam łapami w szybę raz za razem, aż w końcu pęka.
Wskakuję do vana, atakując jak dzikie zwierzę, odrywając ręce i nogi od ciał, gdy krzyczą o pomoc i litość.
Po zabiciu mężczyzn z przodu zabieram się za przebijanie ściany do tyłu vana, gdzie jest moja matka. Moi bracia podążają za mną do przodu vana.
Mój wilk jest wściekły; instynkty przejęły kontrolę. Widzi tylko swój cel.
Gdy w końcu przebijam się przez ścianę, widzę tylko czterech mężczyzn i ciało mojej matki.
Skaczę na tego najbliżej mnie, zabijając go szybko. Moje zęby wgryzają się w jego szyję i jednym szybkim ruchem głowy rozrywam skórę z jego ciała.
Atakuję następnych dwóch, którzy są blisko siebie. Moje pazury rozcinają ich brzuchy, zęby gryzą każdy kawałek skóry, który mogę dosięgnąć.
Podczas gdy walczę z tymi dwoma, moi bracia atakują ostatniego mężczyznę. Jestem zbyt zajęta własną walką, by obserwować ich...
Aż słyszę głośny dźwięk wystrzału z broni.
Continue to the next chapter of Nieskończoność 2