
Jej Wybawiciel
Autorzy
Mandy M.
Lektury
904K
Rozdziały
19
Wstęp
HARPER
Musiał ją zobaczyć na swoich kamerach. Albo jego ludzie mu o niej powiedzieli.
„Wiem, że byłaś dziś w aptece.”
„Potrzebowałam kilku rzeczy.” Kupiła makijaż, żeby ukryć ślady na skórze. Sukienka, którą kazał jej włożyć na dzisiejsze przyjęcie, odsłaniała ramiona. Pokazałaby siniaki z wczorajszej nocy.
Nienawidziła Morrisa. Harper wiedziała, że ojciec sprzedał ją Morrisowi, żeby ratować własną skórę. Ojciec nie przejmował się tym, co się z nią dzieje. Spłacenie długów z kart i zdobycie pieniędzy na narkotyki było dla niego ważniejsze niż wszystko inne.
Kiedy miała osiemnaście lat, zaraz po liceum, została wysłana, żeby zamieszkać ze swoim mężem, Morrisem. Był kilka lat starszy od jej ojca. Kontrolował wszystko, co robiła, i krzywdził ją. Był człowiekiem, który za bardzo dbał o to, jak wygląda. Często brał zastrzyki z botoksu i farbował włosy, żeby wyglądać młodziej.
Podniosła wzrok na kamery w pokoju. Każda część domu miała kamery. Nigdy nie wolno jej było nigdzie chodzić samej. Raz próbowała uciec. Dotarła do drogi, zanim ją z powrotem zaciągnęli. Kara była tak okrutna, że nigdy więcej nie próbowała.
„Czy prosiłaś o pozwolenie? Wiesz, że nie możesz wychodzić sama.”
„Przepraszam.”
Uśmiechnął się. „Pokaż mi, jak bardzo ci przykro.”
Harper wzięła kilka szybkich, głębokich oddechów, żeby się uspokoić. Potem podeszła, uklękła i wzięła go do ust.
Złapał ją za włosy i zmusił, żeby wzięła go całego. Zakrztusiła się.
„Dwa lata, a wciąż nie nauczyłaś się obciągać mi kutasa” – powiedział, popychając biodrami do przodu. „To nie jest kurwa takie trudne.” Każde słowo przyszło z mocnym pchnięciem bioder, które sprawiło, że oczy napełniły jej się łzami.
Morris trzymał jej głowę, poruszając się szybko i mocno w jej ustach. Przez to Harper trudno było oddychać. Wiedziała, że jeśli spróbuje się bronić, będzie tylko gorzej. Mogła tylko zamknąć oczy i mieć nadzieję, że to się szybko skończy. Jego uchwyt się zacieśnił, gdy jęknął i doszedł.
„Oczyść się.” Odepchnął ją.
Nie rozmawiali podczas jazdy na przyjęcie. Starała się być cicho i trzymać z boku, podczas gdy on rozmawiał z ludźmi. Przez chwilę nikt jej nie zaczepiał.
Potem podeszła do niej żona jednego z jego partnerów biznesowych. „Twoja sukienka jest po prostu piękna, Harper, gdzie ją kupiłaś?”
„Morris kupił mi ją.” Widziała, jak się w nią wpatruje, szybko do niej podchodząc.
Kobieta się uśmiechnęła. „Ma dobry gust.”
„Dziękuję.” Morris złapał Harper za rękę. „Proszę nas wybaczyć. Muszę na chwilę porozmawiać z żoną.”
„Musiałam jej odpowiedzieć, Morris. Nie mogłam być niegrzeczna.”
Wciągnął ją do pustego pokoju. „Pochyl się.” Spuścił spodnie. Uderzył ją kilka razy mocno w tyłek, zakładając prezerwatywę. „Wiesz lepiej.”
Harper wiedziała, że nie powinna krzyczeć, gdy ktoś mógłby usłyszeć. Jej ciało szarpnęło się bez jej kontroli, gdy w nią wszedł. Była sucha i każde pchnięcie bolało bardzo mocno. Nie był delikatny. Nigdy nie był.
Trzymała się z dala od ludzi przez resztę wieczoru. Ale to nie uratowało jej przed kolejną karą w domu.
Morris pozwalał jej nosić makijaż i zakrywać siniaki ubraniem tylko wtedy, gdy wychodziła z domu. Lubił widzieć swoją „pracę”, jak to nazywał. Świeże siniaki i spuchnięta warga doszły do tych z wczorajszej nocy.
„Gdybyś tylko mnie słuchała, kochanie” – wsunął jej włosy za ucho. „Wiesz, że nienawidzę zostawiać śladów na tej twojej pięknej twarzy.”
„Przepraszam.”
„Zawsze tak mówisz, ale nigdy się nie uczysz.”
Jego uchwyt zacieśnił się wokół jej szyi, gdy położył ją na łóżku. Zabrał jedną rękę na tyle długo, żeby się ustawić i mocno w nią wejść. Potem od razu wrócił ręką na jej szyję. Ostatnią rzeczą, którą Harper zobaczyła, zanim ciemność ją ogarnęła, był jego okrutny uśmiech.
Kiedy się obudziła, już go nie było. Jej brzuch i piersi były pokryte wyschniętym nasieniem, a ona czuła się tam na dole jak w ogniu. Spojrzała w lustrze na ślad jego dłoni wokół szyi. Starała się nie płakać. Była pewna, że pewnego dnia umrze przez niego.
MORRIS
Morris był w znakomitym nastroju, gdy przyszedł do pracy. Zazwyczaj tak się czuł po nocach spędzonych na krzywdzeniu żony.
„Jesteśmy blisko zdobycia tego kontraktu” – uśmiechnął się do niego Arthur, jego wspólnik. „Poprosił, żebyśmy spotkali się z nim dziś wieczorem na kolacji. Z żonami.”
„Obawiam się, że Harper nie czuje się najlepiej.”
„Szkoda. Wydawało się, że naprawdę przypadła mu do gustu wczoraj wieczorem. Powiedział, że przypomina mu córkę.”
„Nie wiedziałem, że ze sobą rozmawiali.”
Arthur pokręcił głową.
„Nie sądzę, żeby rozmawiali. Po prostu powiedział, że wygląda jak ona.”
To oznaczało, że spędził trochę czasu, przyglądając się jej. Morris wpadł w furię. Była jego własnością. Może wczoraj w nocy nie nauczył jej wystarczająco dobrze tej lekcji.















































