
Seria To tylko… 3: To tylko święta
Autorzy
Vesper Nadine
Lektury
64,8K
Rozdziały
6
Rozdział 1
Księga 3: To tylko święta
ANA
Minął miesiąc, odkąd Aron i Becky wzięli ślub, a dziś w końcu wracali z miesiąca miodowego. Z trudem mogłam usiedzieć w miejscu – tak potwornie za nimi tęskniłam.
Szczerze mówiąc, brakowało mi brata, ale chyba jeszcze bardziej tęskniłam za Becky. Jest pierwszą prawdziwą przyjaciółką, jaką kiedykolwiek miałam. Nigdy wcześniej nie łapałam tak dobrego kontaktu z innymi dziewczynami.
Okej, to nie do końca prawda. Z Vicky przyjaźnimy się od dziecka, ale ona wiecznie zajęta jest prowadzeniem własnego biznesu. Nienawidzę zawracać jej głowy moimi problemami, więc zazwyczaj duszę wszystko w sobie.
Ostatnio jednak coraz trudniej mi to wszystko utrzymać wewnątrz. Te wszystkie zmartwienia, które gładko przełykałam, zaczynają teraz bulgotać i wypływać na wierzch. Kilka miesięcy temu w końcu opowiedziałam Rachel i Becky o moim byłym chłopaku.
Przynajmniej wydaje mi się, że tak powinnam go nazywać.
Cofnijmy się nieco.
Ma na imię Will – skrót od William. Można by pomyśleć, że to była jakaś wskazówka, prawda? Ale nie, kompletnie nie dodałam dwa do dwóch.
Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów i od razu zaiskrzyło. Dotrwałam aż do trzeciego roku, zaledwie kilka egzaminów końcowych dzieliło mnie od dyplomu z biznesu.
Wtedy, pewnego dnia na kampusie, gdy unosiłam się na chmurze szczęścia, podeszła do mnie ta kobieta. Wyglądała, jakby zmierzała na wybieg, a nie na teren uczelni.
Jej strój był onieśmielający, ale starałam się nie oceniać. W końcu Becky też kiedyś była modelką i nadal kocha modę, ale nigdy nie zachowuje się tak, jakby była lepsza od innych.
Ta kobieta jednak… była niesamowicie dumna i opryskliwa. Patrzyła na mnie z góry, jakbym była czymś brudnym przyklejonym do jej buta.
A potem otworzyła usta i zrujnowała mi dzień.
Oświadczyła, że William – mój William – ma zaaranżowane małżeństwo. Tak, dobrze zgadliście. To ona była tą kobietą, którą miał poślubić.
Kiedy jej nie uwierzyłam, wyciągnęła zaproszenie na ich ślub. Musiałam zebrać w sobie wszystkie siły, żeby nie rozpłakać się na miejscu. Fakt, że dowiadywałam się o tym od niej, a nie od mojego chłopaka, był wystarczająco upokarzający. Nie zamierzałam dać jej tej satysfakcji i pokazać łez.
Posłałam jej więc uśmiech, powiedziałam, żeby cieszyła się małżeństwem, i odeszłam. Czułam jej palący wzrok na plecach; pewnie była zszokowana, że się nie załamałam.
Kilka dni później spakowałam walizki i rzuciłam studia. Dzięki Bogu moi profesorowie lubili mnie na tyle, że nie pozwolili mi tak po prostu zrezygnować. Opracowaliśmy plan, dzięki któremu mogłam zdać egzaminy końcowe w trybie zdalnym.
Dzisiaj napisałam ostatni z nich i dostałam już wyniki – sto procent, tak jak w przypadku pozostałych. Oficjalnie skończyłam szkołę i jestem gotowa, by założyć własny biznes.
Ale żeby to zrobić, potrzebuję pomocy mojej najlepszej przyjaciółki i bratowej.
Właśnie dlatego znalazłam się na lotnisku, wyczekując Arona i Becky.
Zaczynałam się już martwić; wszyscy pasażerowie z ich lotu dawno opuścili strefę przylotów, a ich nigdzie nie było widać.
I wtedy nagle się pojawili – wychodzili razem z toalet. Włosy Becky były w totalnym nieładzie i nie musiałam być geniuszem, żeby domyślić się, co tam robili. Parsknęłam śmiechem.
Becky spłonęła rumieńcem, ale Aron tylko wyszczerzył się jeszcze szerzej.
Ci dwoje naprawdę są dla siebie stworzeni.
Gdy tylko podeszli bliżej, wciągnęłam ich oboje w mocny uścisk.
„Tęskniłam za wami, wy niewyżyci nastolatkowie”.
Policzki Becky przybrały jeszcze głębszy odcień szkarłatu, a ja nie mogłam powstrzymać chichotu.
„Przestań, Ana! To nie moja wina, że twój brat tak mnie zepsuł”.
Próbowała zachować powagę, ale w chwili, gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
„Tak dobrze, że wróciliście. Musicie mi opowiedzieć absolutnie wszystko o wyjeździe… a potem mam dla ciebie propozycję biznesową”.
Oczy Arona rozszerzyły się ze zdumienia.
„Czekaj. Masz pomysł na biznes dla mojej żony, ale nie zamierzasz angażować w to własnego brata?”
Posłałam mu tylko uśmiech. Wiedziałam, że chce dla mnie jak najlepiej, ale pragnęłam zbudować coś samodzielnie – dokładnie tak jak on.
Oboje mieliśmy ten sam uparty charakter, więc wiedziałam, że w końcu odpuści.
„Aron, wiesz, że doceniam twoją chęć pomocy”. Powiedziałam, starając się nadać głosowi łagodny ton. „Ale naprawdę chcę to zrobić sama. Muszę mieć pewność, że zbudowałam to własnymi rękami”.
Westchnął ciężko, a jego ramiona opadły, jakbym właśnie oznajmiła mu, że jego ulubiona drużyna piłkarska przegrała mecz. W jego oczach dostrzegłam jednak zrozumienie.
Becky natomiast aż podskakiwała z ekscytacji. Pochyliła się w moją stronę z szeroko otwartymi oczami, wyglądając, jakby miała zaraz eksplodować, jeśli natychmiast nie zdradzę jej szczegółów.
„Dobra, dobra, spokojnie!” Roześmiałam się, unosząc ręce w obronnym geście. „Chodzi o mój biznes… To marka kosmetyczna. Wszystkie produkty powstają na bazie kwiatów, roślin i naturalnych ekstraktów. Żadnej chemii czy dziwnych ulepszaczy. Sama natura. Chyba można to nazwać bio. A teraz potrzebuję twarzy do mojej kampanii promocyjnej i miałam cichą nadzieję, że zgodzisz się zostać moją główną modelką?”
Jej uśmiech był tak promienny, że mógłby rozświetlić cały Londyn. Zanim zdążyłam zareagować, ścisnęła mnie tak mocno, że ledwo mogłam złapać oddech.
„O mój Boże! Oczywiście, że tak! Jestem z ciebie taka dumna. Stworzymy najlepszy zespół w historii. Zaciągnę też Rachel do pomocy przy telefonach i papierkowej robocie!”
Natychmiast zaczęła układać plany, wyrzucając z siebie słowa z prędkością światła, a ja, szczerze mówiąc, chłonęłam każdą sekundę tego entuzjazmu.
Świadomość, że przy starcie biznesu będę miała u boku najlepszą przyjaciółkę, była czymś magicznym.
Z ich pomocą mogłabym wprowadzić pierwsze produkty na rynek jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Czułam, że wszystko wreszcie układa się w jedną całość.
Czego więcej dziewczyna mogłaby sobie życzyć na Gwiazdkę?
Cóż, może jednej rzeczy. A raczej, będąc szczerą, jednej osoby.
Bo nawet po prawie sześciu miesiącach bez Willa, wciąż potwornie za nim tęskniłam. Serce kłuło mnie boleśnie za każdym razem, gdy jego imię przemykało mi przez myśl.
Więc tak, miałam jeszcze jedno, ciche życzenie.
Spojrzałam w górę na zachmurzone londyńskie niebo i pomyślałam: Wszystko, czego pragnę na te święta, to ty.















































