
Królestwo: Księga 2
Autorzy
Lektury
76,2K
Rozdziały
31
Rozdział 1
Księga 2: Integracja
ISABELLE
„Minęło sześć miesięcy, Iz. Ona odeszła” – powiedziała ostrożnie Amy.
„Wiem, ale żyje, gdzieś tam jest. I nie mogę pozbyć się uczucia, że dopóki nie jest martwa, wróci po mnie. Po nas” – odpowiedziała Izzy.
Spojrzała na Jamesa, Lucasa i mężczyzn, którzy kopali piłkę w ogrodzie pałacu. Silian coraz lepiej radził sobie z piłką nożną, a mimo że Mikhlas lubił pozwalać dzieciakom wygrywać, sam też grał naprawdę dobrze.
„Słuchaj, Iz, jeśli będzie na tyle głupia, żeby wrócić i coś spróbować, daleko nie zajdzie. Masz każdy centymetr tego królestwa pod kontrolą. W chwili, gdy pokaże twarz, dorwiemy ją. Nie może się ukrywać wiecznie.”
„Wiem. Po prostu trudno się czasem skupić.”
„Tak, rozumiem, ale jest mnóstwo rzeczy, które wymagają twojej uwagi tutaj. Porządki w dokach idą dobrze, ale jest kilka spraw, w których musisz podjąć decyzję. Silian się tym zajmuje, ale część kupców nie jest zadowolona.”
„Musisz zacząć myśleć o problemach tutaj. Jeśli wróci, w co wątpię, zajmiemy się tym wtedy. Nie możesz odwracać się plecami do królestwa” – powiedziała Amy.
„Masz rację. Nie mogę pozwalać jej dalej wygrywać. Najpierw były koszmary, potem ataki paniki i strach. Nie chcę już tak żyć. Idę dalej. Od teraz. Koniec z zamartwianiem się na myśl o niej.”
Izzy uśmiechnęła się do Amy, a przyjaciółka położyła dłoń na jej nodze.
„Hej, mamo, chodź!” – krzyknął do niej James. Odmachała mu i uśmiechnęła się.
„Myślałaś o tym, o co prosiła cię Ali?” – zapytała Amy.
„Tak, myślałam. Naprawdę chcę, żeby mogła tam pójść, ale przekonanie szlachty do zaakceptowania buntowniczki w Akademii jest dużo trudniejsze, niż sądziłam.”
„Wszyscy się zgodzili, ale na mieście mówią, że jeśli tam pójdzie, każą ją zabić. Nie mogę tak ryzykować jej życiem.”
„Powiedziałaś jej ojcu?”
„Tak. Uważa, że da sobie radę.”
„Może i da. Poza tym w Akademii są strażnicy. Jeśli każesz im chronić ją tak jak chłopców, powinna być bezpieczna.”
„Myślałam o okresie próbnym. Pozwolić jej pojechać na tę sześciotygodniową wyprawę, którą mają przed sobą. Zobaczyć, jak to pójdzie.”
„Tak, to mogłoby zadziałać. James się ucieszy. Chyba trochę się w niej podkochuje” – zażartowała Amy. Izzy roześmiała się. Wiedziała, że tak jest. To było widoczne jak na dłoni.
„Dorasta, Aims. Gdzie się podział mój mały chłopiec?” – zapytała Izzy, patrząc na grającego Jamesa.
Ostatnie sześć miesięcy w pałacu dobrze mu zrobiło. Trenował codziennie z Mikhlasem i Silianem, a jego ciało zaczęło nabierać kształtów. Nie był już chudym patyczakiem. Wyrastał na przystojnego młodego mężczyznę.
„Wciąż tam jest, kopie piłkę. Musisz tylko przyjrzeć się bliżej” – powiedziała Amy. Izzy trąciła ją lekko ramieniem i uśmiechnęła się.
„Jesteś gotowa na dzisiejszy wieczór?” – zapytała Amy.
„Ani trochę. Ale takie są tu zasady, więc chyba trzeba to zrobić” – odpowiedziała Izzy, a uśmiech zniknął z jej twarzy.
„No dalej, nie jest aż tak źle. Która dziewczyna nie chciałaby być obsypana darami piękna i wspaniałości?” – Amy przedrzeźniała ton jednego z doradców. Izzy zachichotała.
„To będzie wieczór klejnotów i podarunków, jakich jeszcze nie widzieliście!” – Izzy naśladowała ten sam ton.
Obie się roześmiały i nie zauważyły, że mężczyźni przestali grać. Dopiero gdy Amy została nagle porwana przez Siliana, a Izzy przez Mikhlasa, zorientowały się, że gra dobiegła końca.
„Nie! Silian, nawet się nie waż! Postaw mnie!” – krzyknęła Amy, gdy szedł w stronę dużego niebieskiego basenu, który Izzy kazała zainstalować kilka miesięcy temu. Mikhlas stanął obok niego, podczas gdy Izzy próbowała się wyrwać z jego uścisku.
„Jak myślisz, będziemy mieli za to kłopoty, bracie?” – zapytał Silian Mikhlasa.
„Tak! Wielkie, wielkie kłopoty!” – odpowiedziała Amy, a kiedy Izzy spojrzała w górę, wiedziała, że to koniec. James i Lucas skradali się za nimi, gotowi wepchnąć ich wszystkich do wody.
Przygotowała się i czekała na uderzenie wody. James mocno popchnął Mikhlasa w plecy, a Lucas zrobił to samo z Silianem. Mężczyźni specjalnie się nie bronili i wszyscy wylądowali w basenie, w pełni ubrani i śmiejąc się.
„Ahh! Zabiję cię, ty mały łobuzie! Chodź tu!” – krzyknęła Amy do Lucasa i zaczęła go gonić w wodzie.
„A jak się dziś miewa moja królowa?” – zapytał ją Mikhlas. Objął ją ramionami i uniósł do siebie. Jej stopy dyndały w wodzie.
„Dobrze. Lepiej niż wczoraj” – powiedziała cicho.
„Opowiesz mi, co się wtedy stało?” – zapytał. Uśmiech Izzy zniknął i odwróciła twarz.
„Straciłam kontrolę. Nie mogłam opanować złości i wymknęła mi się. Czuję się jak potwór” – powiedziała.
„Jesteś wszystkim, tylko nie potworem. Jesteś sprawiedliwą i uczciwą królową. To, co zrobiłaś, było nieco niespodziewane, ale zasłużone. Ten mężczyzna był okrutny dla swoich dzieci i kobiety, a sposób, w jaki do ciebie mówił… Sam bym to zrobił, ale byłaś szybsza.”
„Dzięki, ale mimo to, zakatować człowieka na śmierć, przed wszystkimi, kamiennym posągiem… Ja ratuję życie, Mikhlas. Nie odbieram go.”
„Czasem trzeba odebrać jedno życie, żeby uratować inne. Uratowałaś Tilarię i jej matkę, Ameret. Żyją dzięki temu, co zrobiłaś.”
„Wiem. Po prostu nigdy wcześniej nikogo nie zabiłam. Nie w taki sposób” – powiedziała.
„Od teraz pozwól, że zabijaniem zajmę się ja, jeśli będzie taka potrzeba.”
„Nie chcę, żeby ktokolwiek ginął. Chyba że to nieuniknione albo uzasadnione. Powinnam naprawiać królestwo, a nie je niszczyć.”
„Isabelle, moja słodka, słodka Isabelle. Już tak wiele zrobiłaś dla tego królestwa. Ludzie są szczęśliwi po raz pierwszy od bardzo dawna.”
„Wciąż jest wiele spraw do rozwiązania, ale same zmiany, które już wprowadziłaś, podniosły wszystkich na duchu. Twoi poddani cię uwielbiają, nawet jeśli ty sama w siebie nie wierzysz” – powiedział.
„Wybaczcie, moja królowo, mój królu. Czas się przygotować” – odezwał się cichy kobiecy głos. Izzy spojrzała na Ameret i uśmiechnęła się.
„Obowiązki wzywają” – powiedziała Izzy i opadła z powrotem do wody.
Wyszli z basenu i ruszyli w stronę pałacu. Silian i Amy skierowali się w stronę najmniejszej wieży, James i Lucas do środkowej, a Izzy i Mikhlas na szczyt najwyższej.
Ustalili, że każdy potrzebuje własnej przestrzeni, i takie rozwiązanie sprawdzało się najlepiej.
„Prime, raport” – powiedział Mikhlas, gdy weszli do swojej rezydencji w chmurach.
„Wszystkie czujniki graniczne czyste. Nic niezwykłego nie odnotowano. Nastąpił wzrost handlu w dokach. Coraz więcej sprzedawców przybywa na Homeworld. Kaszel Doków został prawie całkowicie zwalczony.”
„Jest kilka osób, które wciąż odmawiają pomocy floty, ale albo się w końcu zgodzą, albo niedługo umrą…”
„Prime!” – powiedziała Izzy.
„Wybaczcie. Wydam rozkaz flocie, żeby ich odnalazła i rozpoczęła leczenie. Pola uprawne rozwijają się dobrze. Produkcja żywności osiąga optymalny poziom.”
„Wciąż jest poważny problem mieszkaniowy dla wszystkich przesiedlonych dokerów. Nie ma też żadnego śladu Kasany i Zaftara” – zakończył Prime.
„Zwiększ ochronę w dokach. Upewnij się, że wszyscy sprzedawcy i mieszkańcy są bezpieczni. Musimy odnaleźć ostatnich dokerów z kaszlem.”
„Ta choroba musi zostać zwalczona szybko, bo inaczej znów się rozprzestrzeni. Ilu wciąż potrzebuje domu?” – zapytał Mikhlas.
„Potrzeba ponad pięciu milionów domów. Nie jestem w stanie tylu zbudować. Chyba że przekieruję swoje nanity. Jednak to odbierze je innym funkcjom, takim jak oczyszczanie wody, produkcja żywności i regeneracja.”
„Ilu wciąż potrzebuje pracy?” – zapytał.
„Ponad czterdzieści milionów nie ma żadnego źródła dochodu.”
„O Boże. Tak wielu?” – zapytała Izzy.
„To tylko Homeworld. W reszcie królestwa jest ich jeszcze więcej.”
„Jak mamy znaleźć pracę dla tylu ludzi?” – zapytała. Mikhlas podszedł do niej i zaczesał jej kosmyk włosów za ucho.
„Nie myśl o tym, jak daleko jeszcze przed tobą. Skup się na tym, jak wiele już osiągnęłaś. Miliardy ludzi mają teraz czystą wodę, jedzenie i podstawową opiekę medyczną.”
„Szkoły, które postawiłaś, zapewniły milionom dzieci edukację. Prawo nakazujące każdemu zdolnemu do służby wstąpienie do armii po ukończeniu szkoły jest o wiele lepiej przyjmowane niż dawne przymusowe pobory” – powiedział.
„Nie czuję, żeby to wystarczało. Wciąż jest tyle ludzi, którzy potrzebują pomocy.”
„Izzy, nie możesz pomóc wszystkim. Zawsze będą ludzie, którzy wybiorą życie takie jak dotychczas.”
„Wiem. Ale musi być coś, co możemy zrobić dla milionów, które chcą pracować.”
„Robisz już wszystko, co w twojej mocy. Te rzeczy wymagają czasu. Nie ma natychmiastowego rozwiązania.”
„A co z flotą? Kilka dni temu był z nimi jakiś problem. Załatwiłeś to, ale nigdy do końca nie zrozumiałam, co się stało.”
„Tak. Flota była zaniepokojona. Dowódcy są spięci, bo nie wiedzą, jak zamierzasz ukarać tych, którzy wykonywali rozkazy Kasany.”
„Zapewniłem ich, że potraktujesz ich łaskawie, pod warunkiem że przysięgną ci lojalność. Jeśli znów ją złamią, ukarasz ich surowo.”
„Dobrze. Tak, dobrze. Dziękuję.”
„A teraz…” – powiedział, podchodząc bardzo blisko. – „Kapiesz wodą na podłogę. Pozwól, że zdejmę z ciebie te mokre ubrania…” Miał łobuzerski błysk w oczach.
Kątem oka zauważyła, jak Ameret szybko wymknęła się z pokoju.
„Nie mamy na to czasu, Mikhlas. Musimy się przygotować. Wszyscy na nas czekają” – powiedziała z uśmiechem.
„Ty jesteś królową, a ja twoim królem. Wszyscy… mogą poczekać” – powiedział, ściągając z niej mokrą koszulkę.

















































