
Złamana Królowa: Finał
Autorzy
Danni D
Lektury
296K
Rozdziały
20
Czas wolny
ARIEL
. . . . „Chyba popełniłem błąd”.
Podskakuję, kiedy wchodzę do sypialni. Mrugam szybko i widzę Alexa – już tam stoi. Nie mogę ukryć zdziwienia. „Co?”
Myślałam, że to ja nabroiłam. Serce wciąż mnie boli po tych okrutnych słowach, które rzuciłam mu w gniewie. A tymczasem mój partner patrzy na mnie tak, jakby to on zrobił coś złego.
„Przepraszam, że nie powiedziałem ci, że możesz część obowiązków przekazać innym”. Alex wyciąga do mnie ręce i bierze moją twarz w dłonie. Teraz rozumiem, o co mu chodzi.
„Nie przepraszaj za to!” – mówię, a on uśmiecha się lekko.
„Nigdy nie pomyślałem, żeby ci powiedzieć...”
„Alex”.
„A powinienem! Jasne, że próbowałabyś robić wszystko sama i nigdy by ci do głowy nie przyszło, żeby...”
„Alex!” – próbuję ponownie. Zakrywam mu usta dłonią, kiedy nie przestaje mówić. Nie mogę powstrzymać cichego śmiechu. Jego usta poruszają się pod moją dłonią, jakby chciał się uśmiechnąć.
„W porządku. Teraz już wiem”. Ale nie sądziłam, że ucieszy go fakt, że byłam podekscytowana – bo teraz mogłam oddać część papierkowej roboty i spędzić więcej czasu z wojownikami. Jestem pewna, że miał nadzieję, iż zajmę się bardziej obowiązkami luny, a oddam część pracy wojowniczej. Ale po prostu nie mogę tego zrobić.
Alex czekał, aż zabieram rękę. Potem pochylił się i pocałował mnie delikatnie. Trzymał mnie za biodra.
„Jutro jest BBQ”. Dotykam wzorów na jego koszuli. Uśmiecham się na dźwięk jego głębokiego westchnienia. „Nie możemy odpuścić sobie weekendu łączenia się w pary... ale może moglibyśmy potraktować to jak randkę, a nie jak coś, co musimy zrobić?”
Wszyscy inni by tak zrobili. Jeśli Helena i Dom naprawdę chcieli dać nam weekend urlopu, i tak by wszystkim zarządzali.
„Będziemy musieli wykonywać nasze obowiązki króla i królowej” – powiedział Alex. Ale po jego twarzy widać było, że o tym myśli.
„Może moglibyśmy po prostu przerywać naszą randkę na te chwile?” To było lepsze niż bieganie i robienie wszystkiego – niewidzenie się nawzajem, aż wieczór się skończy i padniemy do łóżka kompletnie wyczerpani.
„To mogłoby zadziałać” – mówi swobodnie. Drżę, gdy jego palce dotykają mojej nagiej skóry pod koszulką.
„Jesteś pewien, że nie mówisz tak tylko po to, żeby mnie uszczęśliwić?” Unoszę brew. Jego twarz wygląda figlarnie, uśmiecha się.
„A kiedy ja kiedykolwiek tak robiłem, moja ukochana partnerko?”
Popycham go i śmieję się. Kręcę głową.
„Nie sądzę, żeby to był problem” – mówi. „Dom i Helena już zaczęli wykonywać naszą pracę, więc jestem pewien, że chętnie poprowadzą dla nas weekend łączenia się w pary”.
Przyciąga mnie bliżej. Zbliża nas do siebie i patrzy mi w oczy.
„Poza tym myślę, że muszę dać ci ten czas, bo ostatni był dla nas taki kiepski”.
„Tak naprawdę nie było jeszcze nas...”
Alex przykłada palec do moich ust, żeby mnie uciszyć. Gryzie go lekko i mrużę oczy.
„Było. Po prostu jeszcze tego nie mówiliśmy. Powinien być dla nas, ale ja to też spartaczyłem”.
Pokręciłam głową, ale nie przerwałam mu.
„Więc tym razem zrobimy to jak należy”.
„Nigdy nie robiliśmy tego źle” – powiedziałam, kiedy wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę łazienki. Byłam zaskoczona, widząc pełną wannę z mnóstwem piany.
„Dziś wieczorem spędzimy miły, spokojny wieczór. A od jutra dołączymy do weekendu łączenia się w pary”.
***
ALEX
. . . . Ariel kręci się obok mnie w swojej letniej sukience. Skoro to było BBQ, a nie bal, zdecydowaliśmy się na bardziej swobodne ubrania – choć i tak wyglądała pięknie, rozmawiając z Heleną o planach na weekend.
„Idźcie! Idźcie się bawić ze wszystkimi!” – w końcu mówi druga kobieta, machając rękami i uśmiechając się, gdy Ariel wydaje z siebie cichy dźwięk niepokoju.
„Ale...”
„Żadnych ale! Przestań się martwić i baw się dobrze ze swoim partnerem! Dom i ja damy sobie radę.” – Kciuk w górę od Heleny nie sprawia, że Ariel czuje się lepiej, ale ja biorę to jako znak, żeby delikatnie ją odciągnąć.
„Jesteśmy na randce, moja królowo” – mówię żartobliwie. – „Przekazałaś pracę innym ludziom, więc pozwól im ją wykonać.”
„To nie w porządku” – mówi, a ja nie mogę powstrzymać śmiechu.
„Naprawdę tak jest, prawda?”
„Cieszę się, że się zgadzamy, więc chodźmy...”
„Nie! Dzisiaj żadnej pracy!” – śmieję się głośno, gdy odwraca się, by rzucić Helenie smutne spojrzenie, podczas gdy ta rozmawia z wojownikami, którzy mają pilnować porządku podczas wydarzenia. Dom stoi obok niej, wyglądając jak opiekuńczy partner, gdy przygląda się im wszystkim surowym wzrokiem.
„Chodź, znajdźmy naszych przyjaciół i weźmy talerze.”
Ariel nie protestuje, gdy prowadzę ją po terenie w stronę stołów już pełnych jedzenia.
„Jestem zaskoczona, że nikt nie robi z tego wielkiej sprawy, że tu jesteśmy” – mówi, a ja wzruszam ramionami.
„Pewnie by robili, gdybyśmy wpuścili reporterów, ale w tym roku byliśmy w tej kwestii stanowczy. Jeśli nie bierzesz udziału, nie masz tu wstępu. Dlatego mamy te namioty rozstawione wokół parku.” – Wskazuję, a jej oczy podążają za ruchem. Zrozumienie pojawia się na jej twarzy, zanim osiada tam uśmiech. Gigantyczne białe namioty blokują wszystko, czego nie zasłaniają drzewa i krzewy, sprawiając, że zrobienie dobrego zdjęcia z zewnątrz jest prawie niemożliwe.
„Och, to sprytne.”
Czuję się dumny na jej słowa – skoro to był mój pomysł, choć moja matka narzekała na brak prasy – a ona popycha mnie lekko, kręcąc głową.
„Ile osób będzie brało udział?” – zastanawia się na głos, gdy napełniamy talerze, a ja chwytam jeden z koców piknikowych, wsuwając go pod ramię.
„Jestem pewien, że Dom ma listę, ale powinniśmy się relaksować, moja królowo.”
Ariel wzdycha w przesadny sposób.
„Zrozumiałam, mój królu.”
Śmieję się głośno, gdy rozglądamy się po trawiastym terenie i dostrzegamy zacienione miejsce na skraju parku. Idziemy tam, a ja przygotowuję nasze miejsce, rozkładając koc i wskazując jej, żeby usiadła.
„Och, zapomnieliśmy o napojach.” – Marszczy brwi, a ja odwracam się, dostrzegając jedną z lodówek w pobliżu.
„Przyniosę nam coś.”
„Zwykła woda mi wystarczy.”
Kiwam głową i odchodzę, planując wyciągnąć dwie butelki wody, gdy błysk przyciąga moją uwagę. Odwracając się, dostrzegam samotnego reportera, który przecisnął się między dwa białe namioty z aparatem w ręku. Zanim zdążę stracić panowanie nad sobą, czyjaś dłoń mocno opada na moje ramię.
„Ja się tym zajmę” – obiecuje Dom, po czym przechodzi obok, a twarz reportera robi się biała, gdy zdaje sobie sprawę, że został przyłapany. Zmuszam się, by wrócić do Ariel, walcząc z chęcią zajęcia się problemem. Zadowolona mina mojej partnerki daje mi znać, że mnie przyłapała, a ja opadam obok niej z westchnieniem.
„Dzisiaj żadnej pracy” – mówi żartobliwie, odrzucając moje słowa, a ja jęczę.
„Wiem, wiem!”
Ariel chichoce, biorąc ode mnie wodę z szerokim uśmiechem.
Nie mogę powstrzymać śmiechu, gdy widzę Doma beszającego mężczyznę kilka metrów dalej.
„Zastanawiałam się, gdzie wy dwoje jesteście.”
Odwracam się na dźwięk głosu, próbując go rozpoznać, po czym się uśmiecham.















































