
Na zawsze i na wieczność Książka 4
Autorzy
Lektury
143K
Rozdziały
31
Furia Austina i walka
Księga 4: Zaakceptuj swój los
JAX
Brak mi słów. Kiedy Austin zasugerowała, że mogłaby zabić Giovanniego, początkowo myślałem, że to szok po porwaniu z niej mówi. Ale wystarczył jeden rzut oka w jej oczy i wiedziałem, że się myliłem. Mimo że jej lewe oko było prawie całkiem zapuchnięte, determinacja była w niej aż namacalna.
Była siłą, z którą trzeba się liczyć.
„Kochanie, nie chcę, żebyś miała krew na rękach, chyba że to absolutnie konieczne. Najlepiej tylko w samoobronie.”
„Nie traktuj mnie, kurwa, z góry, Jax! Giovanni mnie porwał, mógł mnie zgwałcić i torturować, ale chciał, żebym go kochała tak, jak kocham ciebie. Przeszłam piekło, odkąd cię poznałam, szczególnie w ciągu ostatnich kilku tygodni. Nie jestem jakimś rozkapryszonym dzieckiem, które musisz pouczać. Jestem dorosłą kobietą. Mam prawo wyrównać rachunki, a chcę zabić Giovanniego własnymi rękami. Zapytaj, kogo musisz zapytać, ale przynieś mi, kurwa, odpowiedź. A przy okazji wynoś się stąd i nie wracaj, dopóki nie będziesz miał odpowiedzi, jakiej chcę. W przeciwnym razie odchodzę, Jax, mówię poważnie. Mam dość siedzenia na ławce. Nikt mnie nie będzie szanował, jeśli dalej będę się zachowywać, jakbym ciągle potrzebowała ochrony.”
„Nie o to chodzi. Po prostu uważam, że jesteś zbyt dobra, żeby udźwignąć ciężar zabicia kogoś. Nie chcę, żeby twoje koszmary obciążały jeszcze i moje sumienie. Sam mam wystarczająco dużo na głowie.”
„Czy ty siebie słyszysz, Jax? Wszystko kręci się wokół ciebie. Gdzie jest moje miejsce w tym wszystkim, skoro jedyne, co słyszę, to 'ja'? Wynoś się stąd, natychmiast, zanim całkiem stracę panowanie nad sobą.”
Chcę zostać, pocieszać ją, trzymać ją w ramionach. Ale gniew, który z niej bije, ostrzega mnie, że tylko dolałbym oliwy do ognia. Nigdy nikomu nie pozwalałem mówić do siebie w taki sposób. To, że jej na to pozwoliłem, mówi samo za siebie, jeśli chodzi o moje uczucia do niej.
Na szczęście jej wybuch nie dotarł do uszu personelu ani moich rodziców. Jest wściekła i słusznie. Byłem egoistą, zawsze stawiając siebie na pierwszym miejscu. Ona zawsze była tuż za mną na drugim.
Muszę porozmawiać z rodzicami, zrozumieć, jak sprawili, że ich małżeństwo funkcjonuje, nie podcinając sobie nawzajem skrzydeł. W przeciwnym razie szybko stracę panowanie nad sobą i stracę Austin — miłość mojego życia.
Odwracam się, żeby wyjść, nie chcąc jej bardziej prowokować.
„Aha, i Jax — jeśli odpowiedź brzmi nie, nie fatyguj się, żeby mi to przekazać. Wyślij Maddoxa z wiadomością. Nie chcę cię widzieć, dopóki nie będziesz miał 'tak'. Jeśli go nie dostaniesz, wychodzę stąd.”
Rzucam Austin ostatnie spojrzenie, zanim zamykam drzwi łazienki. Opieram się o nie, jak zawsze, kiedy ona jest blisko. Ale tym razem moje serce wypełnia nieznane mi uczucie. Gdybym musiał je nazwać, powiedziałbym, że to strach. Pierwszy raz go czuję — strach przed utratą jej.
Muszę porozmawiać z matką, teraz bardziej niż kiedykolwiek. Chwytam jakieś ubrania i idę do pokoju gościnnego na szybki prysznic. Kiedy wychodzę, ubieram się pospiesznie, chcąc jak najszybciej zejść na dół. Wiem, że moi rodzice nie śpią, omawiając wydarzenia dzisiejszej nocy aż do momentu, gdy odnaleźliśmy Austin.
Nie zawodzą mnie. Zastaję wszystkich zebranych w gabinecie matki. Bez zbędnych wstępów wsadzam głowę za drzwi.
„Wszyscy, do mojego gabinetu, natychmiast!” rozkazuję i idę do gabinetu, nie czekając, aż ruszą za mną.
Nalewam hojną porcję whisky do szklanki, wypijam duszkiem i nalewam kolejną. Kiedy siadam za biurkiem, wszyscy już są na miejscu — rodzice na dwóch krzesłach naprzeciwko biurka, reszta rozsiana po pokoju — i czekają, aż się odezwę.
Kipię ze złości. Chcę zejść do piwnicy i zabić Giovanniego gołymi rękami, patrząc, jak życie gaśnie mu w oczach, kiedy będę go dusić. Ale jeśli to zrobię, stracę Austin.
Z drugiej strony nie mogę pokazać wszystkim w gabinecie, jaki jestem słaby, jeśli chodzi o Austin. Zwłaszcza matce. Austin jest moją piętą achillesową. Muszę trzymać gniew na wodzy, jeśli to spotkanie ma przynieść jakiekolwiek efekty.
Matka odzywa się pierwsza. „Jak się czuje, Jax?”
„Nie mam, kurwa, pojęcia. Nie chce ze mną o tym rozmawiać. Powiedziała mi tylko, że jej nie zgwałcił i że chciał, żeby go kochała tak, jak ona kocha mnie. A wisienką na torcie jest to, że chce go zabić. I jeśli zginie z mojej ręki, odchodzi ode mnie. Czy moje życie nie jest cudowne, matko?” odpowiadam sarkastycznie. Chyba jest to jeden z niewielu przypadków, kiedy odezwałem się do niej z taką pogardą i brakiem szacunku.
„Wszyscy, wynoście się, natychmiast!” krzyczy, wstając i mierząc mnie wzrokiem, jakbym był zbuntowanym dzieckiem, które trzeba zrugać bez świadków. Wszyscy uciekają z mojego gabinetu z wyjątkiem ojca. Nawet na niego nie patrząc, każe mu też wyjść.
Nie zamierzam pierwszy odwrócić wzroku. Obwiniam ją za to wszystko. Wiedziała, że nigdy nie chciałem być częścią tego życia. Gdyby nie ona, nie byłbym teraz w tak trudnym położeniu.
Ojciec wychodzi, szepnąwszy matce kilka słów do ucha. Widzę go kątem oka, ale nie przerywam pojedynku na spojrzenia z matką. Jestem na nią wściekły jak nigdy.
Kiedy drzwi za nią się zamykają, każe mi wstać. Wciąż trzymając jej spojrzenie, wstaję bez słowa. Powoli okrąża biurko, a ja przygotowuję się na tyradę. Ale to, co robi potem, zupełnie mnie zaskakuje.
Przytula mnie, szepcząc: „To, co zaraz zrobię, jest dla twojego dobra, synu.”
Cofa się i wymierza potężne kopnięcie w mój brzuch. Ćwiczyliśmy ten ruch niezliczoną ilość razy. Lecę do tyłu, wpadam na wózek z alkoholem i roztrzaskuję go, lądując na podłodze. Gestem nakazuje mi wstać, już gotowa do następnej rundy.
Ale nie jestem w stanie walczyć z własną matką.
Podnoszę się powoli. „Nie ma potrzeby…” zaczynam, ale ucina mi cios w brzuch. Składam się wpół, a ona dobija kolanem w twarz. Jestem prawie pewien, że mam złamany nos.
„Przestań! Nie będę z tobą walczył, mamo.”
„Trzeba było pomyśleć o tym, zanim otworzyłeś usta”, odpowiada. „Myślałam, że zaakceptowałeś swoją rolę nowego szefa. Nawet Austin przystosowała się szybciej niż ty. Możesz mnie nienawidzić, ile chcesz, ale sam się na to zgodziłeś, kiedy przejąłeś stery. A teraz, kiedy robi się ciężko, mazgaisz się, zamiast myśleć trzeźwo. Jestem rozczarowana, Jax. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale dorośnij, kurwa. To jest teraz twoje życie. Nie będę twoim workiem treningowym za każdym razem, kiedy coś pójdzie nie tak. Życie rzuca kłody pod nogi i powinieneś o tym wiedzieć lepiej niż ktokolwiek. A teraz wstań i walcz, albo przysięgam, że będę cię kopać, aż to zrobisz.”
„Zbyt cię szanuję, żeby cię uderzyć, mamo. Wiesz, że nie biję kobiet.”
„Mam gdzieś szacunek, Jax. Jesteś wściekły, więc wyładuj się na mnie — na tej, która to wszystko spowodowała.”
„Tata mnie zabije, jeśli cię skrzywdzę, i dobrze o tym wiesz.”
Prycha pogardliwie, a nim zdążę mrugnąć, znów leżę na podłodze. Trafiła mnie jednym ze swoich firmowych kopnięć z wyskoku, zbijając mnie z nóg. Widzę czerwień, uszy mi dzwonią, ale się powstrzymuję. To w końcu moja matka.
Rusza na mnie znowu, ciosy padają bez przerwy. Udaje mi się złapać jej dłonie i błagam ją wzrokiem, żeby przestała. Nie chcę jej skrzywdzić. Ale ignoruje moje nieme błaganie i kopie mnie z taką siłą, że puszczam jej ręce.
Wiem, że tego pożałuję, ale przyjmuję pozycję obronną. Po raz pierwszy widzę w oczach matki tę dzikość, przypływ adrenaliny, tuż zanim rzuca się na mnie. Ledwo uchylam się przed jej kopnięciem i sam trafiam ją w brzuch. Dochodzi do siebie szybciej, niż się spodziewałem. Ja też się nie oszczędzam, próbując zakończyć to szaleństwo.
Za każdym razem, gdy ćwiczyliśmy, skrywała tę stronę siebie. Teraz czuję ją w każdym ciosie i kopnięciu, które wyprowadza. Jest jak kobieta opętana. Nigdy jej takiej nie widziałem. Może wyobraża sobie kogoś innego, kiedy ze mną walczy.
Wiem, że jeśli będziemy kontynuować, jedno z nas poważnie oberwie. Rusza na mnie ponownie, ale tym razem jestem gotowy. Jakimś cudem udaje mi się chwycić ją w duszenie. Ale wciąż jest taka silna. Padam na kolana, błagając ją, żeby się opamiętała. Drapie mnie po ramionach. Nie widzę jej twarzy, ale wiem, że jest wściekła. Nie chcę jej udusić. Nie mógłbym z tym żyć, a tata by mnie zabił.
„Kurwa! Mamo, przestań!”
Nie przestaje. Nagle jej ciało mięknie, dłonie przestają drapać moje ramiona.
Czy właśnie zabiłem własną matkę?











































