Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Lód pod nami

Lód pod nami

Autorzy
Elara Richards
Lektury
489K
Rozdziały
50
Autorzy
Elara Richards
Lektury
489K
Rozdziały
50
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy⚔️Od wrogów do kochanków🏙️Współczesne💕Romantyczne💪SIlne kobiety

Theo Reid, gwiazdor i kapitan drużyny hokejowej Stormhawks, żyje dla dreszcze emocji na lodzie – dopóki poza nim wciąż nie wpada na kogoś równie porywczego: Victorię Hales, ciętą i konkretną asystentkę trenera ich największego rywala, Thunderwolves. Iskry lecą, emocje biorą górę, a każde spotkanie staje się walką charakterów… i ledwie skrywanego pożądania.

To, co zaczyna się od złośliwych przekomarzanek, przeradza się w kradzione chwile, nocne rozmowy telefoniczne, bolesne wyznania i pasję, której żadne z nich nie potrafi zignorować.

Theo i Tori uświadamiają sobie, że łączy ich coś znacznie głębszego niż rywalizacja. Podczas gdy atmosfera wokół play-offów gęstnieje, ich więź staje się coraz silniejsza. Ich historia jest pikantna i szczera do bólu, a ich relacja – całkowicie zakazana… jednak niektóre granice po prostu trzeba przekroczyć.

Tego nie było w planie gry

TORI

„Powiedz to jeszcze raz”, zażądała Maya. Uniosła swojego drinka, jakby dyrygowała orkiestrą. „Głośniej. Wolniej. Z uczuciem”.
Uśmiechnęłam się szeroko i przeciągałam tę chwilę. „Asystentka trenera Thunderwolves!”
Maya i Cam zapiszczały tak głośno, że kilka osób w barze odwróciło głowy. Żadna z nas się tym nie przejmowała. Ta noc należała do mnie.
Wypijmy za te wszystkie gówniane prace, które brałam, żeby tylko zostać w hokeju – posady asystentki asystenta, montowanie godzin filmów z meczów, których nikt nigdy nie oglądał, przynoszenie kawy i taśm oraz udawanie, że nie słyszę, jak faceci mruczą pod nosem „zatrudniona dla statystyk”. Przez lata walczyłam, by się liczyć w sporcie, który wcale nie witał kobiet z otwartymi ramionami.
„O kurwa, naprawdę to zrobiłaś”, cieszyła się Maya.
„Cholera, pewnie, że tak”. Uśmiechałam się tak szeroko, że aż bolała mnie twarz. Stuknęłam moim kieliszkiem o ich kieliszki.
„Jestem z ciebie taka dumna, Tori”, uśmiechnęła się promiennie Cam. „Mimo że nadal nie do końca rozumiem, czym właściwie zajmuje się asystent trenera”.
„Ona jest jak wiceprezydent do spraw krzyczenia”, wtrąciła Maya.
Przewróciłam oczami z uśmiechem. „Robię coś więcej niż tylko krzyczę”.
„Ale jednak krzyczysz?” zapytała Maya z cwaniackim uśmieszkiem prawniczki.
„O tak”, powiedziałam. Pociągnęłam łyk drinka z dumnym uśmiechem. „Zawodowo”.
Cam przechyliła głowę, a blond włosy spłynęły jej na ramię. „Masz tyle szczęścia. Od poniedziałku będziesz rządzić gorącymi hokeistami”.
„Nie rządzić. Trenować”, poprawiłam. „Prowadzić. Rozwijać. Planować”.
„I krzyczeć”, dodała Maya.
„I krzyczeć”, przyznałam.
Zaśmiałyśmy się. Przez moment pozwoliłam sobie nacieszyć się tą chwilą. Przygaszone światła. Szum muzyki i rozmów. Przyjemna obecność moich przyjaciółek u boku.
Asystentka trenera. Prawdziwy czas na ławce. Spotkania dotyczące taktyki. Noce meczowe, podczas których mój głos wreszcie ma znaczenie. Thunderwolves byli profesjonalną drużyną w lidze ACHL. Nigdy wcześniej nie byłam tak blisko spełnienia swoich marzeń.
„Wiem, że to nie jest NHL”, powiedziałam teraz ciszej. „Ale to moja największa szansa. W końcu będę pracować na lodzie. Będę się liczyć”.
Maya szturchnęła mnie ramieniem. „I poradzisz sobie świetnie. Potem będziesz trenować w NHL, a my będziemy siedzieć w pierwszym rzędzie w błyszczących kurtkach. Będziemy udawać, że rozumiemy, czym jest gra w osłabieniu”.
„Zrobię fiszki do nauki”, powiedziała Cam poważnie.
Uśmiechnęłam się krzywo. „I tak wszystko pomylicie”.
„Ale będziemy przy tym wyglądać gorąco”, powiedziała Cam, promieniując optymizmem wyuczonym w pracy w handlu.
Zaśmiałam się, podnosząc kieliszek. Wtedy ekran za barem się zmienił. W zwolnionym tempie wyświetlono zbiór najlepszych akcji. Czyste podania. Potężne strzały. Bramkarz rozciągnięty do granic możliwości w polu bramkowym.
Tam to było. Zawsze mnie to przyciągało. Hokej w wielkiej lidze.
Ścisnęło mnie w klatce piersiowej.
„Ojej”, mruknęła Cam.
„Spokojnie”, powiedziałam, zsuwając się już ze stołka. „Nie uciekam. Idę tylko… pooddychać przez pięć minut tym samym powietrzem co NHL”.
Maya pomachała na mnie ręką. Jej ciemne loki błyszczały w słabym świetle. „Idź, ty hokejowy nerdzie. Idź szeptać czułe słówka do ekranu”.
Przecisnęłam się przez tłum. Moje oczy były utkwione w powtórce wideo. „Ten strzał oddano za wcześnie”, mruknęłam pod nosem. Usiadłam na pustym stołku barowym. „Bramkarz jeszcze nawet nie podjął decyzji”.
„Dokładnie”.
Głos dobiegł z mojej prawej strony. Był niski, spokojny i rozbawiony. Odwróciłam się.
Ciepłe, brązowe oczy. Ciemne włosy, które wyglądały, jakby ktoś dziś wielokrotnie przeczesywał je palcami. Wysoki. Szeroki w barach. Oparł jedno ramię na barze. A jego uśmiech mówił, że doskonale wie, jak bardzo rozprasza.
„Jesteś fanką Caps?” zapytał. Wskazał podbródkiem na ekran. „Ponieważ ten strzał był prawdziwą zbrodnią”.
Rozbawiona uniosłam brew. „Zazwyczaj nie kibicuję drużynom, które grają tak słabo”.
Zaśmiał się cicho i pokręcił głową. „Ałć. Słusznie”. Jego wzrok wrócił na ekran. „Co myślisz o tej ostatniej grze w przewadze?”
„Była niechlujna”, powiedziałam bez wahania. „Pokazywali swoje podania tak czytelnie, jakby chcieli stracić krążek”.
Uniósł brwi. Powolny uśmiech pojawił się na jego pełnych ustach. „Okej”, powiedział powoli. „Jesteś bardzo pewna siebie albo masz absolutną rację”.
„Jedno i drugie”, odpowiedziałam, odwzajemniając jego uśmiech.
To przyniosło mi kolejny cichy śmiech z jego strony. „Nie jesteś fanką Caps, prawda?” zapytałam swobodnie. „Mam nadzieję, że cię nie uraziłam”.
Przeniósł ciężar ciała i przysunął się trochę bliżej. „Nic się nie stało. Ja też nie wspieram, jak to ujęłaś, drużyn grających słabo”. Na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech. „Ich największym problemem w zeszłym sezonie była dyscyplina. Zbyt wiele potknięć, gdy to miało znaczenie”.
Od razu bardzo się zainteresowałam. „Mecz czterdziesty trzeci”, powiedziałam. „Przeciwko drużynie Rangers”.
Od razu spojrzał z powrotem na mnie. „Dokładnie”, powiedział z podziwem. „Rangersi byli bezlitośni. Oglądałem ten mecz więcej razy, niż powinienem przyznać”.
Czy ten facet czytał w moich myślach?
Cicho wypuścił powietrze z ust. „Kiedy w telewizji leci nudny mecz, po prostu włączam tamten i udaję, że leci na żywo. Szkoda, że ten mecz był...”
„...lepszy niż sam finał”, powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Przez sekundę po prostu na siebie patrzyliśmy. Potem wybuchnęliśmy śmiechem, szczerym i naturalnym. Bar wokół nas wydawał się znikać. Muzyka i brzęk szkła zeszły na dalszy plan.
Spojrzałam na niego. Naprawdę na niego spojrzałam. Zauważyłam, jak wokół jego oczu tworzą się zmarszczki, zanim jeszcze uśmiechnęły się usta. Sposób, w jaki skupiał na mnie całą swoją uwagę. I ja też poczułam bardzo wyraźnie, że na mnie patrzy.
Szukał czegoś wzrokiem. Tak głęboko, że aż ścisnęło mnie w klatce piersiowej.
„Więc”, powiedziałam, chwytając się normalności. Skinęłam głową w stronę telewizora. „Ten sezon powinien być… interesujący”.
„Zobaczymy, kto przetrwa październik”, powiedział. Spojrzał na mnie kątem oka. „Chociaż Blues wyglądają w tym roku całkiem dobrze”.
„To prawda”, zgodziłam się. „Ale bycie ich fanem wymaga cierpliwości. I dużego zaangażowania”.
Przysunął się bliżej. Wystarczająco blisko, żebym poczuła delikatny zapach cedru i czegoś świeżego. „To raczej nie są moje słabe strony”.
Jego oczy zatrzymały się na moich trochę zbyt długo. I w jakiś sposób czułam jego wzrok. Wszędzie.
Moje policzki zrobiły się gorące.
„Tak w ogóle, jestem Theo”. Wyciągnął do mnie rękę.
„Tori”, powiedziałam. Jego ciepła, szorstka skóra otarła się o moją.
„To oficjalnie najlepszy moment mojej nocy”.
„Poprzeczka była nisko zawieszona?” zażartowałam. Nasze dłonie zawahały się, zanim ostatecznie się puściły.
„Tragicznie nisko”.
Zaśmiałam się. Patrzył na mnie tak, jakby podobał mu się ten dźwięk.
Po drugiej stronie baru wysoki blondyn pomachał do Theo. Wskazał na grupę, która już kierowała się do wyjścia. Theo skinął mu krótko głową i odwrócił się z powrotem do mnie.
„Niestety, muszę już iść”, powiedział. Zawahał się, a na jego twarzy pojawił się błysk namysłu.
„Ale...” Jego wzrok opadł na chwilę, a potem znów spotkał się z moim. „Jeśli kiedykolwiek będziesz miała ochotę na drinka... albo na analizowanie naprawdę bolesnych zmian formacji...”
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. „Pozwól, że dam ci mój numer”. Wskazał głową na mój telefon.
Podałam mu go, zanim mój mózg zdążył to przetworzyć. Pisał szybko i pewnie.
„Było fajnie”, dodał cichym głosem. Oddał mi mój telefon.
„Tak”. Mój uśmiech stał się szerszy.
Wstał. Górował nade mną tak bardzo, że moje tętno przyspieszyło. „Do zobaczenia, Tori”.
Jego ciepłe, brązowe oczy zatrzymały się na mnie na jeszcze jedno, ostatnie spojrzenie. A potem zniknął.
Pokręciłam głową, jakby to miało pomóc mi zapomnieć o jego pewnym siebie uśmiechu. Chwilę później wróciłam do swojego stolika.
Twarze Cam i Mayi rozjaśniły się. Oczywiście widziały wszystko.
„Kto. To. Był?” wydyszała Cam w tej samej sekundzie, w której usiadłam.
„Po prostu jakiś facet”, powiedziałam. Próbowałam się nie uśmiechać, ale poniosłam porażkę.
„Facet, który sprawia, że tak się uśmiechasz”, drażniła się Maya.
Z winnym uśmiechem otworzyłam profil Theo. W połowie spodziewałam się zobaczyć jakieś niegroźne, lekko zawstydzające zdjęcie z rybami czy coś w tym stylu. Ścisnęło mnie w żołądku.
„O kurwa”, wyszeptała Maya.
Czerwono-czarna koszulka. Theo Reid. Kapitan drużyny Stormhawks.
Cam przysunęła się bliżej. „Kim są Stormhawks?”
Przełknęłam ślinę. To nie może dziać się naprawdę.
„To najlepsza drużyna w naszej lidze”, wykrztusiłam. „I nasi najwięksi rywale w tym sezonie”.
Wpatrywałam się w ekran. Tętno huczało mi w uszach. Nawet nie zaczęłam mojego pierwszego dnia jako asystentka trenera Thunderwolves, a już flirtowałam z wrogiem.

Odkryj Galateę

Poza bielą i czernią 3: RookW głąb lasuSplątane umysły Książka 3Zapomnij o przeszłościZabawa z morderstwem w tle

Najnowsze publikacje

Luna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorni

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Chętnie wrócę

by BADZIA

liczba książek: 58

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Hot

by goshka

liczba książek: 108

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 165

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 365

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11