
Magia Highlands
Autorzy
Aimee Ginger
Lektury
1,4M
Rozdziały
49
Rozdział 1
GILLIAN
„Gillian?... Gigi?” Cichy głos do niej zawołał, ale nie odpowiedziała. Była zbyt zmęczona i czuła się zbyt pusta, by z kimkolwiek rozmawiać.
Wszystko, czego pragnęła, to cofnąć czas o trzy dni. Chciała błagać go, żeby poszedł do lekarza. Chciała walczyć z chorobą, która go zabrała. Ale wtedy nie wiedziała tego, co wiedziała teraz, a ból był nie do zniesienia.
Czyjaś dłoń dotknęła jej ramienia, a głos ponownie wypowiedział jej imię.
Odwróciła głowę i zobaczyła swoją najlepszą przyjaciółkę, Carrie. Twarz Carrie była mokra od łez. Mąż Carrie, Kurt, obejmował ją ramieniem. Na jego twarzy malował się niepokój i smutek.
„Gigi, kochanie, jesteś gotowa? Wszyscy już wyszli...” zapytała cicho Carrie.
Gillian spojrzała na nią. Starała się zrozumieć, co Carrie mówi. To było tak, jakby Carrie mówiła w obcym języku. Zorientowała się, że próbują nakłonić ją do wyjścia i w końcu skinęła głową.
Była zmęczona i zmarznięta, a przynajmniej tak jej się wydawało. Stała na cmentarzu przez długi czas.
Nic nie czuła.
Kurt stanął z jednej jej strony. Carrie z drugiej. Pomogli jej wsiąść do limuzyny i podkręcili ogrzewanie. Próbowali ją ogrzać, gdy jechali na stypę.
Wprowadzili ją do sali. Ktoś włożył jej w dłonie gorący kubek kawy.
Miała wrażenie, że setki ludzi podchodziły, by powiedzieć, że im przykro. Mówili, że współczują jej stracie. Nie mieli pojęcia, jak wielka była ta strata.
Mike Bryant był czymś więcej niż tylko jej opiekunem. Był jej całym światem. Był jedyną osobą, która kochała ją bez względu na wszystko. Był jedyną rodziną, jaką miała.
Carrie postawiła przed nią talerz z jedzeniem. Spojrzała na nią poważnie, co wyraźnie oznaczało, że musi coś zjeść.
Gillian wzięła głęboki oddech. Podniosła widelec i włożyła do ust najbliższy kawałek jedzenia. Nie wiedziała, co to było, ale było ciepłe.
Jadła dalej, nie myśląc o tym. Wzięła jeszcze kilka kęsów.
„Gillian?” Podniosła wzrok i zobaczyła Harolda Jensona. Był prawnikiem Mike'a. Uśmiechał się do niej łagodnie.
„Kochanie, zobaczymy się jutro w moim biurze, dobrze? Musimy odczytać testament Mike'a i załatwić sprawy. Każę, żeby przesłali mi wszystkie pozostałe rachunki, w porządku?”
Gillian skinęła głową. Wstała, żeby przytulić miłego mężczyznę i szepnęła mu podziękowanie.
Pocałował ją w czubek głowy i uśmiechnął się smutno. Jego żona Janet też ją przytuliła.
Patrzyła, jak wychodzą, i usiadła z powrotem. Wtedy zobaczyła swojego byłego chłopaka idącego w jej stronę. Usiadł obok niej. Położył ramię na oparciu jej krzesła, jak zawsze to robił.
„Gill, chciałem tylko powiedzieć, jak bardzo mi przykro. Mike był dobrym człowiekiem. Jeśli czegoś potrzebujesz, masz mój numer. Zawsze będę dla ciebie.”
„Dzięki, Ian. Doceniam to...” powiedziała. Żałowała, że po prostu nie wyszedł jak reszta ludzi, którzy tam jeszcze byli.
„Słyszałem, jak prawnik Mike'a mówił o jutrzejszym odczytaniu testamentu. Potrzebujesz podwózki do jego biura? Mogę cię zawieźć...” powiedział Ian.
Tak naprawdę było jej wszystko jedno. Skinęła głową i powiedziała: „W porządku, Ian. Dzięki.”
Uśmiechnął się i pochylił. Pocałował ją w pół policzka, w pół w usta. Potem wyszedł. W końcu ostatni goście się pożegnali. Kurt i Carrie pomogli jej wrócić do limuzyny.
Zostawili swój samochód przy jej mieszkaniu. W ten sposób mogli z nią jechać. Podziękowali kierowcy, gdy dotarli na miejsce. Potem zabrali ją na górę, żeby pomóc jej się urządzić.
Carrie widziała, że jest bardzo zmęczona. Pomogła jej przebrać się w dresy i koszulkę z długim rękawem. Luty w Montanie był bardzo zimny, a ona była na dworze zbyt długo.
Kurt nastawił jej budzik na dziesiątą trzydzieści następnego ranka. Dzięki temu mogła wstać i dotrzeć do kancelarii prawnika. Wziął pocztę ze skrzynki i położył ją na stole. Usłyszał, jak rozmawiają.
„Więc zadzwoń do mnie, jak się obudzisz, żebym wiedziała, że nie śpisz. Jesteś pewna, że nie chcesz, żebym cię zawiozła? Zrobię to.”
„Nie, Carrie, już wzięłaś zbyt dużo wolnego. Ian powiedział, że mnie zawiezie, więc chyba mu pozwolę...”
Kurt nie wyglądał na zadowolonego, że Ian znowu się kręci. Ian próbował wrócić do życia Gillian teraz, gdy miała dostać trochę pieniędzy. Może będzie musiał porozmawiać z kilkoma osobami, żeby się upewnić, że to się nie stanie.
Czuli się dobrze, wiedząc, że jest już na noc urządzona. Pocałowali ją i mocno przytulili. Potem zamknęli za sobą drzwi.
Była sama po raz pierwszy od trzech dni. Gillian opadła na kanapę i otuliła się kocem. Była wdzięczna za ciszę.
Zamknęła na chwilę oczy. Poczuła, że zaczyna ją boleć głowa od całego płaczu i zmęczenia.
Poszła do łazienki i wzięła kilka tabletek. Potem wróciła. W drodze powrotnej na kanapę wzięła album ze zdjęciami z regału.
Usiadła z powrotem i zaczęła przeglądać strony. Była wdzięczna za plastikową osłonę na zdjęciach. Łzy spływały jej po twarzy.
Widziała siebie dorastającą z mężczyzną, którego tak bardzo kochała. Zawsze przy niej był. Wspierał ją i kochał. Sprawiał, że czuła się dobrze ze sobą. Od jazdy konnej po lekcje tańca, czytanie, uczenie jej łowienia ryb i polowania – zawsze był przy niej.
Kochała swoje dzieciństwo. Jedyną rzeczą, którą by zmieniła, było to, żeby jej rodzice byli tam z nią.
Przewróciła na ostatnią stronę. Zobaczyła jedyne zdjęcie, które miała z matką i ojcem. Zostało zrobione, zanim jej matka zmarła w szpitalu dzień po tym, jak się urodziła. Przez następne sześć lat ojciec wychowywał ją sam.
Mike był jego szefem i najlepszym przyjacielem. Mike był właścicielem firmy budowlanej, w której jej ojciec pracował jako elektryk. Potem dziwny wypadek odebrał mu życie.
Mike wziął Gillian pod swoje skrzydła. Poprosił o zostanie jej opiekunem, żeby nie trafiła do rodziny zastępczej. Mike był starszy od jej ojca. Niedawno się rozwiódł, gdy kilka lat wcześniej zatrudnił jej ojca.
Dowiedział się, że nie może mieć dzieci. Bardzo kochał Gillian, więc wydawało się słuszne, żeby ją wziąć i wychować. Już go znała i miała z nim bliską relację.
Gillian i jej ojciec mieszkali w mieszkaniu nad garażem w jego domu. Trójka z nich spędzała razem dużo czasu.
Myśli Gillian powróciły do tamtych wypraw na kemping. Pomyślała o pierwszym razie, kiedy złapała rybę. Była taka dumna, ale odmówiła jej patroszyć.
To była ostatnia wyprawa, którą odbyła cała trójka. Ona, jej ojciec i Mike. Zanim poszła do przedszkola. Zanim jej ojciec zmarł.
Jej palce dotknęły brzegów fotografii. Pokazywała jej ojca, jak się śmieje. Śmiał się z miny Gillian. Wyglądała na zniesmaczoną na widok martwej ryby na stole.
Patrząc na zdjęcie, Gillian widziała, że była podobna do ojca. Światło słoneczne na fotografii sprawiało, że ich włosy wyglądały jasno.
Mike i jej ojciec zawsze mówili jej, żeby była dumna ze swoich kasztanowych włosów. Mówili to bez względu na to, co mówiły inne dzieci. Mówili jej, że to najpiękniejszy kolor. Mówili, że jest wyjątkowa, że je ma.
Dopiero gdy była starsza, dowiedziała się więcej. Mike opowiedział jej więcej o jej ojcu. Zdała sobie sprawę, jak mało tak naprawdę o nim wiedziała. Wszystko, co wiedziała, to że pochodził ze Szkocji.
Jej rodzice uciekli do Ameryki, żeby wziąć ślub. Było to dlatego, że matka Gillian była w ciąży z nią. Jej matka pochodziła z bardzo religijnej katolickiej rodziny. Ta wiadomość ich nie ucieszyła.
Znajome uczucie straty zaczęło wracać. Gillian odłożyła album ze zdjęciami na stolik kawowy. Oparła głowę na poduszkach. Poddała się fali bólu, która zdawała się ją pochłaniać.
















































