Cover image for Mój partner, mój wróg

Mój partner, mój wróg

Rozdział Drugi – Prezent

Keegan Stone

Wyszliśmy z namiotu i przeszliśmy przez tymczasową wioskę w Idaho. Mieliśmy wrócić do mojego rodzinnego stanu Oregon.
Odkąd wilkołaki zostały wypędzone z ludzkich miast, żyliśmy w tymczasowych wioskach w lasach Ameryki Północnej. Tylko kilka miast zostało całkowicie przejętych przez wilki.
Mój wuj spojrzał na mnie z uśmiechem. Zawsze był podekscytowany po moich przemowach.
„Cała ta grupa wilków wyglądała, jakby była gotowa zapisać się do sprawy” – powiedział mój wuj.
Tłumaczenie: Właśnie wysłałem kolejnych pięćdziesiąt wilków na śmierć.
Skrzywiłam się. „Cieszę się, że mogę pomóc.”
„Król Sebastian jest zadowolony z twojej pracy. Wiesz, że gdyby twój ojciec jeszcze żył, też by był dumny” – powiedział mi wuj.
Żołądek ścisnął mi się boleśnie. Mój ojciec zginął w pierwszym roku Dzikiej Wojny. Nie był spokojnym człowiekiem.
„Cieszę się, że król jest zadowolony” – odpowiedziałam. Zawsze dbałam o to, żeby mój głos był zimny i pozbawiony emocji, kiedy rozmawiałam z wujem. Gdyby wiedział, co naprawdę czuję, zostałabym zamknięta za zdradę stanu.
Byłam najpotężniejszą mówczynią w społeczności wilkołaków. Potrafiłam sprawić, żeby grupa wilków zrobiła wszystko, czego chciałam. Mój dar słowa uczynił mnie ważną dla króla.
I z tego powodu spotykałam się z nim co kilka miesięcy, żeby zmieniać moje przemowy.
„Czeka na nas w Oregon.”
Poczułam niepokój. To oznaczało, że w wojnie poczyniono jakiś postęp. Czy był dobry, pozostawało nieznane.
„Nie mogę się doczekać rozmowy z nim, kiedy wrócimy do domu” – odpowiedziałam cicho.
Mój wuj się uśmiechnął. „Czeka tam na ciebie też prezent. Postanowiłem pójść na jedną z tych podziemnych aukcji i kupiłem coś, co na pewno ci się spodoba.”
Mój uśmiech stał się napięty. „Nie mogę się doczekać.”
Podeszliśmy do skraju lasu i weszliśmy w ciemność. Lampy gazowe zawieszone na drzewach kończyły się tuż przed linią drzew. Zamrugałam, czekając, aż moje oczy przyzwyczają się do braku światła.
Bardzo szybko zdjęłam ubranie i przemieniłam się. Chwyciłam ubranie w zęby, po czym wytrzęsnęłam ręce i nogi. Minęło trochę czasu, odkąd się przemieniłam.
Mój wuj też się przemienił. Przez chwilę patrzyłam na surową siłę, która przelewała się przez mięśnie jego nóg. Był silnym wilkiem. Był agresywny, jak mój ojciec.
Oboje ruszyliśmy w noc, trzymając się cieni, biegnąc przez autostrady i przez małe połacie lasów. Poruszaliśmy się szybko, nigdy nie zatrzymując się na odpoczynek.
Jednocześnie nieustannie rozglądaliśmy się wokół, upewniając się, że wiemy, co nas otacza. Nie można być zbyt ostrożnym w obecności ludzi.
Po godzinach biegu z pełną prędkością dotarliśmy z wujem na rodzinną ziemię. Mogłam się trochę zrelaksować, widząc znane mi punkty orientacyjne. Mój wuj wypuścił głośno powietrze i zwolnił.
Pół godziny później byliśmy w wielkim lesie otaczającym miasto Portland.
Przemieniłam się i ubrałam. Trzasnęłam kłykciami i przekręciłam ramionami. Mój wuj poklepał mnie po plecach i powiedział: „Dobry bieg.”
Podążyliśmy za lampami gazowymi wzdłuż ścieżki i zostaliśmy zatrzymani przez dwóch strażników. Wilkołaki nas przeszukały, upewniając się, że nie mamy broni. Obwąchały nas, żeby rozpoznać w nas swoich.
Wpuszczono nas do wioski. Od razu spotkaliśmy się z wilkami z Gwardii Królewskiej. „Król Sebastian chce z tobą rozmawiać, Keegan Stone” – powiedział wyższy z nich.
Uśmiechnąłem się lekko. „Dobrze, zaprowadźcie mnie do niego.”
Zaprowadzono mnie do głównego namiotu. Mój alfa, Cole Emerson, luna, Livy Emerson, i ich dwoje dzieci, Deelia i Colton, siedzieli na narożnej kanapie.
Skinąłem głową Cole'owi. Potem zwróciłem uwagę na mężczyznę siedzącego za długim stołem.
Miał ciemnobrązowe włosy, które były potargane, jakby biegał. Jego zielone oczy były ostre i jasne. Wstał i uścisnął mi dłoń. Zaproponował mi miejsce.
Odwróciłem się i spojrzałem na Deelię. Zamknęła jedno oko w mrugnięciu. Jej piwne oczy były figlarnie.
Deelia i ja mieliśmy dziwny rodzaj związku, który ciężko pracowaliśmy, żeby ukryć przed jej ojcem. Nie byliśmy partnerami, ale lubiliśmy spędzać ze sobą czas.
„Minęło trochę czasu, mój królu” – powiedziałem. Mój głos był twardy. Byłem całkowicie skupiony na interesach.
Król Sebastian skinął głową. „Tak, minęło. Jestem tutaj, ponieważ straciliśmy dużą część naszej ziemi w New Jersey. To oznacza, że będziemy potrzebować miejsca dla dotkniętych tym stad.”
„Potrzebuję, żebyś przekonał niektóre sąsiednie stany, żeby przyjęły nowe wilki. Wiem, że to trudne, bo niewielu alfów chce więcej wilków do wykarmienia. Ale musimy dbać o siebie nawzajem.”
Za królem mały chłopiec miał nos wbity w książkę. Okładka była wyblakła, więc nie mogłem zobaczyć tytułu. Ale cokolwiek to było, był całkowicie na tym skupiony.
Chwilę później do namiotu weszła kobieta. Przyciągnęła uwagę wszystkich.
Była wysoka i szczupła, z małymi i delikatnie wyglądającymi nadgarstkami. Była ubrana w niebieski sweter, dżinsy i wysokie brązowe buty. Jej złote włosy dobrze wyglądały z koroną spoczywającą na czubku głowy.
Królowa Serena podeszła do syna i posadziła go na kolanach. Kontynuował czytanie, zupełnie niezakłócony.
Książę Harrison nie był towarzyskim typem. Słyszałem plotki o tym, jak król Sebastian martwił się, że jego syn pewnego dnia nie będzie w stanie przewodzić.
Chrząknąłem i znów skupiłem umysł. „Oczywiście, wyjadę pod koniec tego tygodnia.”
Król się uśmiechnął. „Świetnie. Chciałem tylko dać ci znać, jak bardzo jestem zadowolony z twojej pracy dla naszej sprawy.”
„Cóż, cieszę się, że mogę pomóc.”
Za królem królowa prychnęła i przewróciła oczami. Poczułem, jak policzki mi płoną. Patrzyłem, jak oczy króla się zwężają.
Oprócz plotek o księciu Harrisonie słyszałem, że król i królowa mają problemy. Była niezadowolona z wojny. Była zdenerwowana, że jej partner nie ma planu, żeby prosić o pokój.
„Cóż, jesteś zwolniony, Keegan” – powiedział król z napięciem. Skłoniłem głowę i wstałem. Skinąłem sztywno mojemu alfie.
Wyszedłem z namiotu i wypuściłem długie tchnienie. Zamknąłem oczy. Usłyszałem kroki i zobaczyłem, jak Deelia przechodzi obok mnie, kierując się w stronę mojego namiotu.
Podążyłem ochoczo, zachowując dystans na wypadek, gdyby ktoś patrzył. Wszedłem do namiotu kilka chwil po Deelii. Niemal podskoczyłem, kiedy nagle była na mnie.
Odepchnąłem ją lekko, zdejmując jej usta z moich, gdy ktoś w pokoju chrząknął.
Spojrzałem w tylny róg, żeby zobaczyć mojego wuja z wyrazem władzy na twarzy. Zakląłem w duchu, wiedząc, że teraz może to wykorzystać przeciwko mnie.
Deelia wyglądała na równie zszokowaną jak ja. Jej piwne oczy były szeroko otwarte i pełne strachu. Mój wuj nie był najmilszym człowiekiem na planecie.
„Zapomniałeś, że kupiłem ci prezent, Keegan?”
Pokręciłem głową, lekko odpychając Deelię za siebie. „Nie, przepraszam, po prostu...”
Kiedy nie mogłem dokończyć zdania, mój wuj zrobił krok do przodu. „Ah, cóż, chyba pokażę go teraz.”
„Panno Deelia, powinnaś wrócić do namiotu swojego ojca. Członkowie rodziny królewskiej wkrótce wyjadą, a twój tata będzie chciał, żebyś się z nimi pożegnała.”
Deelia lekko skłoniła głowę i wybiegła z namiotu z ciemnoczerwonymi policzkami.
Odwróciłem się z powrotem do wuja i zacisnąłem ręce w pięści. „To nie jest to, na co wygląda” – powiedziałem chłodno.
Mój wuj uniósł ręce. „Wiem, wiesz, co robisz. Zostawię cię z tym.”
Skinąłem głową. „Więc ten prezent?”
„Tak” – mój wuj klasnął w dłonie. „Tędy.”
Podążyłem za wujem do drugiej części namiotu. Zatrzymałem się całkowicie, kiedy zaszliśmy za róg. Siedząca na podłodze w rogu była młoda dziewczyna.
„Co to, do cholery, jest?” – warknąłem.
Głowa dziewczyny zwisała w dół, więc jej białoblond włosy zakrywały twarz. Była pokryta krwią. Nie byłem pewien, do kogo należała krew, ale zgadywałem, że do niej.
Jej pasujący kostium był podarty i zwisał z niej. Brakowało jej buta i była związana w nadgarstkach.
„To twój prezent” – powiedział mi wuj. „Jest człowiekiem, bardzo wyjątkowym. Kupiłem ją na aukcji.”
Musiałem powstrzymać się od wymiotów. „Co...?”
„Ludzcy słudzy są bardzo popularni, nie słyszałeś? Doug Lott ma dwóch pracujących dla niego.”
Widziałem strażnika stada dumnie spacerującego z dwiema kobietami idącymi za nim. Nigdy nie podnosiły wzroku ani nie mówiły słowa. Ale nigdy nie byłem tu wystarczająco długo, żeby się temu przyjrzeć.
„Żartujesz, Eric” – warknąłem, używając jego imienia. „Nie chcę jej.”
Oczy mojego wuja stały się twarde. „Ludzie zaczęli cię kwestionować, Keegan. Nie jesteś już tak podekscytowany swoimi przemowami, nie jesteś tak oddany. Twoje oczy są puste, kiedy wstajesz, żeby mówić.”
„Szczerze mówiąc, są puste cały czas. Wilki gadają. Mówią, że nie wierzysz w to, co głosisz. W ten sposób pokażemy im, że stoisz z nami.”
Poczułem, jak żołądek mi opada. Myślałem, że przedstawienie, które odgrywałem przez miesiące, było idealne. „Nie zrobię tego.”
Bardzo szybko jego ręka była wokół mojego gardła. „Gdyby nie to, że jesteś dobrym mówcą i masz taką wartość dla króla, zbiłbym cię do krwi.”
„Wiem, że jesteś sympatykiem. Gdybyś nie robił niesamowitych rzeczy dla sprawy, rzuciłbym cię ludziom.”
„Musisz się ogarnąć. Twój ojciec został zabity przez człowieka, a ty stoisz po ich stronie?”
„Nie...” – udało mi się wydusić. „Nie stoję.”
„To co to jest?” – warknął mój wuj.
Złapałem powietrze, gdy jego uścisk się zacieśnił. „Wiem, że idą tam umierać. A ja wysyłam ich na śmierć. To t-trudne.”
Mój wuj całkowicie puścił uścisk. Uklękłem, próbując złapać oddech.
„Cóż, w każdym razie pokażesz swojego nowego sługę. Bardzo jasno dasz do zrozumienia, po której jesteś stronie. Rozumiesz mnie?”
Skinąłem głową. „Tak.”
Warga mojego wuja się wykrzywiła, a jego oczy wyglądały okrutnie. Odwrócił się i bardzo nagle wyszedł z mojego namiotu. Patrzyłem, lekko oszołomiony, jak jego siwo-pieprzowa głowa się oddala.
Opadłem na najbliższe krzesło. Przejechałem rękami przez włosy, szarpiąc kosmyki. Trzasnąłem pięścią w stół. Zacisnąłem zęby, gdy kubek stoczył się, rozlewając na podłogę.
Spojrzałem na dziewczynę i zacisnąłem szczękę. „Podnieś wzrok” – zażądałem. Zadrżała lekko. Musiałem walczyć z falą współczucia, która we mnie wzbierała.
Musiałem być okrutny. Musiałem być pozbawiony emocji. Musiałem być osobą, którą udawałem przez miesiące.
„W górę” – warknąłem.
Pisnęła i pospiesznie wstała na nogi, chwiejąc się. Lekko upadła i miała problem ze stanięciem prosto.
Była niska i solidna. Jej biodra były szerokie, talia mała. Widziałem, że miała mocne nogi przez rozcięcie z boku sukienki.
Ale to nie jej ciało przyciągnęło moją uwagę. To była bardzo duża liczba siniaków i zadrapań pokrywających jej bladą skórę.
Nagły impuls ochronny przyszedł od mojego wilka. Byłem zaskoczony. Nagle martwiłem się o jej przyszłość.
Zacząłem być niespokojny, żeby zobaczyć jej twarz. Wciąż była zakryta białoblond włosami, gdy trzymała wzrok przy ziemi.
Być może wyczuwając moje spojrzenie, a może przez przeznaczenie, podniosła wzrok właśnie wtedy, gdy te uczucia się pojawiły.
Byłem zaskoczony, gdy jej jasne szare oczy całkowicie mnie wciągnęły. Była jasna jak zimowy śnieg. Wszystko w niej było blade, od skóry po włosy i oczy.
Jej twarz była w kształcie serca i urocza. Jej usta były pełne z głębokim łukiem Kupidyna.
Obraz wypełnił mój umysł – ona i ja, lata w przyszłości, razem i szczęśliwi. Nie widziałem nic poza naszym wspólnym życiem. Nic poza szczęściem i miłością.
Głowa mi się kręciła. Serce waliło mi w uszach. Miałem to dziwne uczucie, które rozprzestrzeniało się po moich ramionach i nogach, jakby każda komórka w moim ciele została podpalona.
Najbardziej niesamowite było to, że wyglądała na równie zafascynowaną jak ja.
„Partner.” – Słowo wyślizgnęło się z moich ust jak znajoma melodia. Zesztywniałem na całym ciele, gdy wszystko, co zbudowałem w głowie, rozpadło się na milion kawałków.
Nie mogła być moim partnerem. Nie była moim partnerem. Była człowiekiem, a ja byłem wilkołakiem. To było niemożliwe. To było nieprawdopodobne. A przede wszystkim był to okropny moment.
Poczułem falę paniki, patrząc na nią. Zdałem sobie sprawę, co będę musiał zrobić, żeby nas ochronić. Będę musiał ją nienawidzić.
„Co?” – przechyliła głowę na bok, marszcząc blade brwi. To spowodowało, że między nimi utworzyła się mała linia.
Wyglądała tak zapierająco pięknie, że poczułem fizyczny ból, wiedząc, co miało nadejść.
„Nic” – warknąłem. „Dlaczego tak wyglądasz?”
Natychmiast się wycofała, znów osłaniając twarz. To był wyraz, który rozpoznawałem. Taki, który nosiłem cały czas. „Miałam wypadek.”
„Jaki wypadek?” – Zamarłem, gdy przyszła mi myśl. „To nie był mój wuj, prawda?” – Mój wilk warknął w mojej głowie, przyjmując postawę bojową. To nie było coś, co robił często.
Pokręciła głową. „Nie” – powiedziała. „To byli inni dzikusy.” – Wzdrygnąłem się, wiedząc, że mówi o moim gatunku. Czy nie czuła więzi, która nas łączyła?
Zmrużyłem oczy. Im dłużej na nią patrzyłem, tym bardziej myślałem, że widziałem ją wcześniej. „Jesteś sławna czy coś?” – zapytałem, czując się głupio, że to robię. „Mam wrażenie, że cię widziałem.”
Jej oczy urosły dwukrotnie, jakby była przestraszona. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, kim była. Lux Freeman.
„Och” – powiedziałem – „teraz to ma sens. Jesteś idealna do jego celów.” – Jeśli ludzie zobaczą mnie i Lux razem, ją jako moją służącą, nie będzie wątpliwości, po której jestem stronie.
Mój wuj był okrutny, ale był też mądry.
Skuliła się w sobie. „J-ja nie jestem jak mój tata... Ja...”
„W końcu się wyrwałam.”
Odwróciłem się, żeby zobaczyć Deelię wchodzącą do namiotu. Jej piwne oczy były jasne od figlarności. Jej ciemne włosy zostały zawiązane w kucyk. Zmieniła obcisły top na sweter.
Jej wysokie ciało zatrzymało się, gdy zauważyła Lux stojącą przede mną. „Kto to jest?” – Jej ton stał się zimny jak lód, gdy spojrzała na Lux.
„Moja nowa służąca” – powiedziałem drżącym głosem. Część mnie chciała chronić Lux przed twardym spojrzeniem Deelii. Moja druga strona chciała się na nią rzucić za wszystkie okropne rzeczy, które głosił jej ojciec.
Brwi Deelii wystrzeliły w górę. „Służąca?”
„Prezent” – powiedziałem szorstko. „Od wuja Erica.”
Deelia skinęła głową i zacisnęła usta, składając ręce na piersi. „Dlaczego ona się na ciebie gapi?”
Odwróciłem się, żeby zobaczyć, że jasne oczy Lux były utkwione w mojej twarzy. Poczułem, jak policzki mi płoną. „Idź gdzieś” – rozkazałem, próbując brzmieć surowo.
Rozejrzała się. Jej usta otworzyły się. Nie wiedziała, dokąd iść.
„Idź usiądź w kącie czy coś, człowieku” – syknęła Deelia, brzmiąc bardziej wrednie, niż kiedykolwiek ją słyszałem. Spojrzała na Lux i patrzyła, jak kuleje do kąta, w którym była wcześniej.
Moje serce do niej wyszło. Oczywiście cierpiała i potrzebowała opatrzyć rany. Ale nie mogłem tego zrobić przy Deelii.
„Może powinienem rozwiązać jej ręce” – powiedziałem swoje myśli na głos.
Deelia wzruszyła ramionami. „Kogo to obchodzi? Jest w porządku. Chcesz pobiegać?”
Pokręciłem głową. „Jestem wykończony, po prostu się położę.” – Rzuciłem jej surowe spojrzenie, dając jej znać, że zamierzam spać sam.
Piwne oczy Deelii spojrzały na Lux. „W porządku, to wychodzę. Widzę, że jesteś zajęty.” – Odwróciła się na pięcie i wyszła z mojego namiotu. To pozostawiło mnie z mieszanymi uczuciami.
Odwróciłem się do Lux, żeby znaleźć ją znów gapiącą się na mnie, niemal w zachwycie. Poczułem, jak serce mi się ściska. Zakląłem w duchu, wiedząc, że jestem nielogiczny.
Musiałem się kontrolować. Bez względu na to, jak trudne to będzie.
Continue to the next chapter of Mój partner, mój wróg