
Niekonwencjonalne pragnienia
Autorzy
Lektury
517K
Rozdziały
32
1: DELILAH
DELILAH
Zamknęłam oczy, słysząc łoskot, który przybierał na sile z każdym uderzeniem wielkiego, brązowego pudła o schody. Starałam się nie przekląć na głos, w myślach dodając zakup plastikowych naczyń do mojej wieczornej listy rzeczy do zrobienia. Zamiast tego próbowałam brać głębokie, spokojne oddechy.
Wszystkie moje naczynia leżały teraz w pudle rozbite w drobny mak, z wyjątkiem sztućców. Sztućców, co do których i tak mocno wątpiłam, że uda mi się je wyciągnąć. Najgorsze było to, że nie miałam jeszcze własnego samochodu, a nie znałam też ani jednej trasy autobusu, ponieważ byłam w tym mieście dopiero od czterdziestu ośmiu godzin. Moje ostatnie pudło leżało teraz na dole schodów przed nowym mieszkaniem, niecałe dwadzieścia stóp od kosza na śmieci, gdzie większość tych rzeczy powinna teraz trafić.
Westchnęłam smutno, kręcąc głową, i zeszłam na dół, żeby posprzątać ten bałagan. Starałam się przypomnieć sobie, że to nie będzie całym moim życiem i że wcale nie jestem tak krucha jak te rozbite talerze. Przeprowadzka to wciąż nowy początek, zupełnie co innego niż ta tragiczna katastrofa, z której uciekłam.
Robiłam, co mogłam, by zignorować natrętne obrazy pojawiające się w mojej głowie, gdy myślałam o tych wszystkich razach, kiedy płakałam tak mocno, że pękały mi naczynka nad powiekami. Wciąż brałam głębokie, uspokajające oddechy. Postaraj się nie myśleć o matce, która na ciebie krzyczy, o zapachu na pościeli ani nawet o tym, że w tej samej chwili sama masz wielką ochotę krzyczeć.
„Upuściłaś pudło?” – zapytała moja kuzynka Mila, zerkając na mnie swoimi dużymi oczami zza rogu otwartych drzwi. Natychmiast wyrwałam się z moich mroczniejszych myśli, uśmiechając się do niej ciepło.
Mila była moim wybawieniem, które wyciągnęło mnie z tamtej beznadziejnej sytuacji. Skoro zdążyłam się już od niej oddalić, myślałam tylko o tym, jak mogłabym się odwdzięczyć. Moim głównym pomysłem na pomoc było wsparcie jej po narodzinach dziecka.
Mila znalazła swoją prawdziwą miłość; mężczyznę równie włochatego, co potężnego, ale z tego, co zdążyłam zrozumieć, prawdziwą bestię w łóżku. Biorąc pod uwagę jej gust i całą dodatkową pracę, jaką on wkładał w ich małżeństwo – był w jej typie. To wszystko było sporym zaskoczeniem. Ani przez chwilę nie sądziłam, że wyjdzie za faceta poznanego w barze, a co dopiero takiego, którego jej mocno odradzałam. Kiedy wyjechała do innego stanu, by rzucić wszystko, siedzieć w domu i zajść w ciążę, spodziewałam się, że skończy się to tragicznie. A jednak, oto tu jesteśmy, a ona jest szczęśliwa jak nigdy.
Przez lata udzielałam Mili rad miłosnych, ale kiedy tylko spojrzała na Allana? To było tak, jakby kosmiczna siła przyciągająca dwoje ludzi była zbyt wielka, by ją zignorować. Naprawdę nie znosiłam Allana, kiedy poznaliśmy się po raz pierwszy. Moim zdaniem był zaniedbany, leniwy i uważał się za nieomylnego. Jednak widząc, jak bardzo się stara, by uszczęśliwić Milę, trudno było go nie lubić.
To właśnie Allan nie tylko wyłożył gotówkę, ale też rzucił pomysł zmiany otoczenia mojej apodyktycznej matce. Pomogło to jej pogodzić się ze zmianą, zamiast dalej sabotować moje plany, gdy do akcji wkroczyła Mila. Nie dostałabym pracy w redakcji bez polecenia Allana, mimo świetnego doświadczenia zawodowego.
Był jednym z wielu powodów, dla których, pisząc felietony, zawsze podkreślałam, że nigdy nie wiadomo, kto się w kim zakocha. To jeden z licznych artykułów o miłości, które stworzyłam. Udzielanie miłosnych porad zapewniało mi mnóstwo pracy w Arizonie, ale to właśnie miłość sprawiła, że uciekłam stamtąd i znalazłam się właśnie tutaj.
„Tak, w porządku. Mam więcej naczyń w innym pudle” – odpowiedziałam, starając się ukryć rozczarowanie, choć kłamałam w żywe oczy. „Czy ty i Allan niedługo wyjeżdżacie?”
„Prawie, Allan właśnie kończy przygotowywać twój dmuchany materac, żebyś miała gdzie spać. Chcesz, żebym cię gdzieś podwiozła?”
Posłałam jej znużony uśmiech, patrząc na jej przeogromny ciążowy brzuch. Choć niespecjalnie chciałam iść na piechotę, wiedziałam, że pobliski sklep wcale nie jest tak daleko. Poza tym wcale nie uśmiechało mi się, żeby Mila siadała za kółkiem z tak ogromnym brzuchem częściej, niż to absolutnie konieczne, podobnie zresztą jak Allanowi.
„Poradzę sobie, dopóki Allan nie zabierze mnie do pracy. Nie przejmuj się. Jak już mówiłam, mam inne naczynia. Idź trochę odpocząć, za dużo dzisiaj pracowałaś.”
Mila prychnęła, przewracając oczami, a następnie otworzyła szerzej drzwi i oparła dłonie na biodrach. „Nie jestem nawet w trzecim trymestrze, Dee, przestań traktować mnie jakbym była ze szkła.”
„Nie ze szkła, po prostu jestem opiekuńcza. Nie mogę pozwolić, żeby mój siostrzeniec lub siostrzenica urodzili się przedwcześnie”. Uśmiechnęłam się do niej szeroko, potrząsając lekko pudłem, by ostre fragmenty opadły na dno, a resztki naczyń uderzały o chodnik, gdy przysuwałam je do kosza, żeby je przebrać.
„Oddzwoniłaś już do mamy? Wydzwania na mój telefon.”
Mój uśmiech od razu zniknął, gdy odwracałam większe kawałki rozbitego szkła na ziemi; planowałam wziąć miotłę z ciężarówki i zamieść chodnik. „Ona tak ma. Ostrzegałam cię. Przez moją przeprowadzkę będziesz miała teraz same utrapienia.”
„Po prostu się martwi. Przecież cię kocha.”
Przygryzłam wnętrze policzka, po czym podniosłam wzrok, posyłając Mili sztuczny uśmiech. Mimo że wiedziałam o jej miłości, to wcale nie w tym tkwił problem; w przeciwieństwie do cioci Tarli, moja mama aż do przesady pragnęła mojego dobra. W wieku dwudziestu pięciu lat, nawet gdy mieszkałam sama, zupełnie tego nie odczuwałam.
Moja mama miała klucz do mojego mieszkania i wtrącała się w każdy aspekt mojego życia, dokładnie tak samo jak w przypadku moich sióstr, dopóki nie powychodziły za mąż. Wiedziałam, że to nie jest normalne, a jej zachowanie tylko się nasiliło, gdy wszystkie wzięły ślub. Przez to zbudowanie zdrowego związku z mężczyzną graniczyło u mnie z cudem, zwłaszcza po tym, jak Eric i ja się rozstaliśmy.
Część mnie wciąż była zła na siebie za to, jak dotychczas radziłam sobie i wciąż radzę z matką, bo przeprowadzka była czystym aktem desperacji, tak samo jak zmiana pracy, która miała jedynie na celu udobruchanie tej żmii. Zastanawiałam się, jakim cudem w tym wieku i mieszkając tak daleko, wciąż pozwalałam jej wpływać na moje życiowe wybory.
Mój sztuczny uśmiech stał się szerszy, gdy spojrzałam prosto na nią, lecz w ogóle nie sięgał moich oczu. „Wiem, zaraz do niej zadzwonię.”
Usatysfakcjonowana moją odpowiedzią, Mila uśmiechnęła się, po czym zamknęła drzwi i wróciła do środka.
Mój uśmiech natychmiast zniknął, gdy znów spojrzałam w dół, a moje oczy szukały odłamków szkła, których już tam nie było; wspomnienia ponownie zalały mój umysł. Myślałam o tym, jak wiele kosztowała mnie miłość matki i jak wciąż odbierała mi całą radość z życia.
Starałam się pamiętać, że teraz jestem już tutaj i że dzięki temu dystansowi wszystko w końcu musi się ułożyć.
Po prostu musiało.















































