
Nieprzejednane gorąco Książka 2
Autorzy
Lektury
174K
Rozdziały
50
Odrzucone przeznaczenie
Księga druga
Życie Mayi zdaje się zmierzać donikąd, ale jej to nie przeszkadza. Nie potrzebuje wielkiego planu ani konkretnej drogi w życiu. Jednak przerażające odkrycie podczas zwykłego patrolu wywraca jej świat do góry nogami. Stawia ją to przed dwoma wyborami: opierać się przeznaczeniu lub walczyć o własne szczęśliwe zakończenie.
MAYA
To jakieś gówno.
Jak znowu dała się w to wciągnąć?
Maya zmarszczyła nos, rozglądając się po pustej okolicy. To miała być praca na chwilę. Tylko do czasu, aż Liv za bardzo się zaokrągli i będzie pochłonięta ciążą. Maya planowała potem odejść i zająć się czymś innym.
Ale Olivia urodziła już swojego synka, a Maya wciąż tu była… nadal wykonując pracę Olivii…
To nie była jej praca.
Ale co nią było?
Należała do stada, odkąd tylko pamiętała. Nigdy jednak nie znalazła czegoś, co byłoby tylko jej.
Chwytała się różnych zajęć. Była nianią, złotą rączką, kucharką. To ostatnie okazało się katastrofą i mogło skończyć się kilkoma pożarami. Nic do niej nie pasowało.
A teraz była tutaj, w dziczy. Szukała zagubionych wilków, włóczęgów i słabeuszy.
Fantastycznie.
To było fantastyczne. Niektórzy musieli radzić sobie sami. Ich stada zostały zniszczone lub wygnano ich z różnych powodów, na przykład przez kłótnie.
To mogła być wspaniała sprawa.
I była.
Dla Olivii.
Problem w tym… że ona nie była Olivią.
Maya nie miała ochoty ratować zagubionych dusz, samotników czy wyrzutków. Jeśli jakiś idiota wpakował się w głupią sytuację, to była tylko i wyłącznie jego pieprzona wina.
Dlaczego miała brać za nich odpowiedzialność? Jeśli chcieli należeć do stada, mogli sami coś wymyślić, bez niczyjej pomocy.
Wcześnie nauczyła się radzić sobie samej i przetrwać. Jeśli oni tego nie potrafili… cóż, przetrwają najsilniejsi. Jasne, ktoś mógłby powiedzieć, że takie podejście pasowało też do Olivii, ale…
Cóż. Historia Olivii to był zupełnie inny poziom traumy. Wymagał on pomocy specjalisty. Maya nie zamierzała się do tego zbliżać na kilometr. Alex był zadowolony.
Była zadowolona… i Maya zamierzała na tym poprzestać. Nie było sensu robić zamieszania. Ta dwójka potrafiła sama narobić wystarczająco dużo bałaganu.
Potrzebowała, żeby Olivia wróciła do pracy. Wtedy Maya mogłaby zająć się czymś innym.
Albo nie robić w ogóle niczego.
Może nierobienie niczego było w porządku.
Gdzie jej się spieszyło? Była młoda i z nikim się nie wiązała. Czy naprawdę musiała mieć wszystko zaplanowane? Nie. Wcale nie.
Poza tym, po co to wszystko planować? Co by było, gdyby odkryła coś, co lubi? Co, jeśli znalazłaby swój cel w życiu? A potem co, znalazłaby swojego przeznaczonego partnera, może gdzieś bardzo daleko stąd?
Wtedy całe jej życie wywróciłoby się do góry nogami. Czy naprawdę tego chciała?
Chciałaby powiedzieć pieprzyć tego kogoś, kimkolwiek był, i że jej życie należy do niej i przeżyje je po swojemu, ale… nie była idiotką.
Widziała chaos i zniszczenie, które spadły na Olivię i Alexa. Wcześniej widziała też pary w swoim stadzie i w innych stadach. Były razem. Były szczęśliwe.
Maya nigdy nie poczuła tego przyciągania, tej potrzeby bycia razem. Jasne, ich sytuacja nie była typowa. Ale prawda była taka, że nie mogli przed tym uciec.
Więc wszystko sprowadzało się do tego. Czy chciała być żałosną kobietą, która czeka na swojego mężczyznę? Czy potrafiła zaakceptować fakt, że może stracić wszystko, gdy znajdzie tego jedynego?
O tak. Była jeszcze trzecia opcja. Nigdy nie znaleźć swojego przeznaczonego.
Chciałaby powiedzieć, że jej to nie przeszkadza. Że nie obchodzi jej, czy znajdzie tego jedynego, czy nie. Przez większość czasu to była prawda.
Czasami… czasami zastanawiała się, jak bardzo zmieniłoby się jej życie, gdyby znalazła swojego partnera.
Nie potrzebowała brutalnego powrotu do rzeczywistości. Nie musiała rozbijać różowych okularów. Partner nie nadałby jej życiu celu. Nie zmieniłby tego, kim była.
Nie wierzyła, że życie to bajka, a mężczyzna rozwiąże wszystkie jej problemy.
Ale byłoby miło mieć kogoś. Przechodzenie rui w samotności było uciążliwe. Bywały noce, kiedy leżała sama w łóżku i przydałoby się jej trochę ciepła drugiego ciała.
Mogła znaleźć tymczasowe rozwiązanie, ale to było jak podrapanie swędzącego miejsca. Nie rozwiązywało to prawdziwego problemu. Czegoś nie było, czegoś jej brakowało.
Brakowało to było dobre słowo.
Słowo wybrakowana bardzo ją irytowało.
Nawet gdyby żyła sto lat, i to całkiem sama, nie uznałaby swojego życia za niepełne. Tylko dlatego, że nie miała mężczyzny. Poza tym, gdyby została singielką, wciąż miałaby mnóstwo facetów do wyboru.
Mimo to, wizja kogoś, kto by ją naprawdę rozumiał, była kusząca. Myśl o pracy z partnerem nad wspólnym celem też była bardzo atrakcyjna.
Rany, hormony poporodowe Livy chyba na nią przechodzą.
Maya pokręciła głową. Jej kucyk zakołysał się na boki. Koniec z tymi ckliwymi myślami.
Plan był taki, żeby skończyć ten patrol, odwalić tę gównianą robotę i wrócić do domu stada. Czekała tam na nią butelka wina, a ona zamierzała wypić ją do ostatniej kropli.
Oczywiście sama.
Jej stała partnerka od picia wzięła i zaszła w ciążę.
A znając Livy, na pewno będzie karmić piersią. To oznaczało kolejne kilka miesięcy, zanim będą mogły znów się razem upić.
Ale szczerze mówiąc, wiedziała, że nic już nie będzie takie samo. Olivia została mamą. Jej priorytety się zmienią i inaczej będzie spędzać wolny czas.
To było w porządku. W stadzie były też inne kobiety.
Jasne, większość z nich była za młoda albo już zajęta.
Ale to nie znaczyło, że nie potrafiły się dobrze bawić.
Mimo wszystko, to nie było to samo.
Maya zazwyczaj dogadywała się z każdym. Może niektórzy po prostu nie lubili jej… jak to się mówiło? Brutalnej szczerości? To nie była jej wina. Po co kłamać? Po co udawać, że jest lepiej niż w rzeczywistości? Przynajmniej od razu załatwiała sprawy i nie tworzyła sieci kłamstw.
Dostawało się to, co się widziało. To wydawało się uczciwe.
„Maya, idziemy”.
Powstrzymała chęć przewrócenia oczami. Głos Jasona rozszedł się echem po polanie. Fantastycznie.
Kiedy Alex nie mógł przyjść, Jason zajmował jego miejsce. Zdarzało się to często, gdy Olivia zbliżała się do końca ciąży. Zgrywał Alfę.
Nie oszukałby nikogo.
„Już idę, szefie”.
Nawet z daleka widziała jego wściekłe spojrzenie. Trudno. Jego urażona duma nie była jej problemem.
Czas poaportować dla pani szefowej.
***
Wciąż to samo.
Nic, tylko pieprzone nic.
Maya odciągnęła ramiona do tyłu. Potem przechyliła głowę na boki, aż chrupnęło jej w szyi.
Zrobiła sobie przerwę od wilczej postaci. Siedziała z gołym tyłkiem na wielkim, zimnym głazie. Odeszła na bok sama, zostawiając resztę członków stada w tyle.
To były kolejne dwie rzeczy, które różniły ją od Olivii.
1. Olivia nie lubiła nagości. Ale to pasowało Alexowi, bo nie znosił, gdy inni mężczyźni gapili się na jego partnerkę. Z kolei Mayi było to całkowicie obojętne.
2. Olivia wolała trzymać wszystkich blisko podczas patroli. Dbała o to, żeby grupa była razem. Jeśli musieli się rozdzielić, często zbierała ich ponownie w jednym miejscu.
Maya tego nie robiła. Wszyscy byli dorośli i potrafili o siebie zadbać. Gdyby pojawiło się większe zagrożenie, dowiedzieliby się o tym i ruszyli sobie na pomoc.
Maya postanowiła też zmniejszyć częstotliwość tych patroli.
Gdyby obcy zbliżył się za bardzo lub wszedł na ten teren, zostawiłby po sobie zapach. Nie było potrzeby wychodzić w teren codziennie lub co drugi dzień.
Zmieniła to w cotygodniowy obchód.
Jej zdaniem pozwoliłoby to sprawdzić, czy inne stada wykorzystują te tereny do wędrówek lub polowań. A gdyby na kogoś wpadli, cóż, poradziliby sobie.
Oczywiście, nie powiedziała o tym Olivii.
Normalnie Olivia by to zauważyła. Ale z noworodkiem na głowie i wielkim brakiem snu, Maya wątpiła, czy Olivia w ogóle wie, jaki jest dzień.
Na razie była bezpieczna. Poza tym, co najgorszego mogła zrobić Olivia? Rzucić jej surowe spojrzenie?
Może trochę bała się Alexa, ale nie w tym przypadku.
Maya była pewna, że Alex poczułby ulgę. Ucieszyłby się, gdyby Olivia rzadziej chodziła na patrole. Jasne, to mogłoby wywołać kłótnię między nimi. Ale to nie był jej pieprzony interes.
W jej oczach była to dla niej sytuacja podwójnie korzystna.
„Nie zimno ci trochę?”
Nie zawracała sobie głowy odwracaniem się do Jasona. Po prostu patrzyła przed siebie. „A tobie nie?”
Skoro ona była całkiem naga, on też musiał być. Nie musiała na niego patrzeć, żeby o tym wiedzieć.
„Nie, rozgrzałem się, no wiesz, robiąc swoją robotę”.
„Jesteś dobrym małym żołnierzykiem, co? Chcesz nagrodę?”
Odgłos jego kroków odbił się echem w jej uszach. Zatrzymał się jednak, zanim do niej dotarł. „Dlaczego się zgodziłaś, skoro tego nie chciałaś?”
„Bo Livy mnie o to poprosiła. A ciężarna Livy to był nie lada widok. Im dalej od niej, tym lepiej”.
„Teraz już nie jest w ciąży”.
„Racja. Ale teraz nie daje nam wszystkim spać przez to dziecko i jego imponujące płuca”.
„Widziałem, jak trzymałaś tego malucha”.
„Nie powiedziałam, że go nie kocham. Mówię tylko, że ma mocne płuca. I bardzo lubi ich używać w środku nocy”.
Leo był uroczy. Miał ciemne włosy i uderzające niebieskie oczy ojca. Ale kiedy była zmęczona w środku nocy lub leczyła porannego kaca… bardzo ceniła sobie ciszę i spokój. A to było teraz tylko odległym wspomnieniem.
„Tak, Alex i Olivia mają przez niego pełne ręce roboty”.
„Zauważyłam. Stałeś się prawdziwą złotą rączką”.
„Pomagam Alfie. Taka jest moja rola”.
„Oczywiście. Wszyscy mamy swoje obowiązki, prawda?”
„Taa, no cóż…”
Jason nie dokończył zdania. Zamilkł wpół słowa i znieruchomiał. Maya szybko zrozumiała, co przyniósł nagły podmuch wiatru.
Jej nos drgnął. Wyraźny zapach krwi uderzył w jej wrażliwe nozdrza. Krew?
Szybko rozejrzała się dookoła. Szukała jakichkolwiek śladów niedawnej walki.
Nie było niczego.
Żadnych połamanych gałęzi, żadnej zdeptanej trawy. Wszystko było tak, jak powinno być.
Wyprostowała się. Jej długie rude włosy opadły do przodu, ledwie zakrywając nagie ciało. Wbiła pięty w zimne błoto, lekko uginając kolana. Czy to było ranne zwierzę, czy drapieżnik?
Kto zostawił ten ślad?
I kto był tak nieostrożny?
Jasne, odeszła od terenów swojego stada. Ale nie weszła na niczyje cudze ziemie. Mimo to zapach wilków unosił się gęsto w powietrzu. Kto szukałby schronienia lub ukrywał się tak blisko terytorium innego stada?
To nie miało sensu.
Ktoś krzyknął: „Dalej przed nami!”
Spojrzała w oczy Jasonowi. Oboje kiwnęli głowami w tym samym czasie. Potem przemienili się w wilki i ruszyli sprintem w stronę źródła krwi.
Nie było dobrze.
















































