Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Odnowieni

Odnowieni

Autorzy
G. M. Marks
Lektury
116K
Rozdziały
25
Autorzy
G. M. Marks
Lektury
116K
Rozdziały
25
🚀Science Fiction🩺Lekarze i pielęgniarki💪🏻Obrońca🎭Dramatyczne👽Kosmici👩🏻‍🍼Matki

W świecie, w którym miłość rzuca wyzwanie gwiazdom, ludzkie kobiety nawiązały głębokie, skomplikowane więzi ze swoimi porywaczami – Zibonami. Z tych niezwykłych relacji rodzi się nadzieja: hybrydowe dzieci, których istnienie może ocalić rasę Zibonów przed wyginięciem. Ta krucha przyszłość staje jednak pod znakiem zapytania, gdy wśród Zibonów niczym choroba zaczyna szerzyć się przerażająca i niewyjaśniona agresja. Strach rośnie, a czas ucieka – obcy muszą desperacko ścigać się z czasem, by znaleźć lekarstwo, zanim bezpowrotnie stracą jedyną szansę na przetrwanie. Gdy na szali leży życie, przyszłość i losy całych światów, pozostaje tylko jedno pytanie: czy miłość przetrwa nadchodzącą burzę, czy też wszystko, co stworzyli, legnie w gruzach?

Błędy natury

Księga 7: Odnowieni

FRIZZ

Frizz stukał paznokciami o zęby, siedząc przed swoją konsolą. Bolało go czoło od ciągłego marszczenia brwi, a oczy ciążyły mu tak bardzo, jakby miały wypaść z orbit.
Słowo zmartwiony nie w pełni oddawało to, co czuł.
Oparł się wygodnie na krześle i potarł dłońmi swoją łysą głowę. Władzom się to nie spodoba, ale nie miał wyboru. Oni nie mieli wyboru.
Ich gatunek nie miał wyboru. Trzeba było podjąć trudne decyzje.
Bóg jeden wiedział, że Frizz nie pragnął niczego bardziej niż sprowadzać na świat nowe Zibony. Chciał ostrożnie trzymać ich małe, ruchliwe ciała w swoich wielkich dłoniach. Chciał słuchać krzyku ich zdrowych płuc i cieszyć się zdumieniem na twarzach par, gdy oddawał im noworodki. To była najlepsza praca we wszechświecie.
Ale natura bywała czasem brutalna, a ci, którzy mieli odpowiednie środki (tak jak on), musieli wkroczyć i naprawić jej błędy. Życie Zibonów było zagrożone. Życie Rictorianek było zagrożone.
Cała jednostka rodzinna.
Czytał o Aishy. O tym, jak prawie umarła. Musieli być bardziej ostrożni.
Ona na przykład mogłaby nie przeżyć, gdyby znów zbyt szybko zaszła w ciążę.
Nic nie było pewne. Te więzi były silne. Zbyt silne. A jeśli zibońscy mężczyźni byli teraz zmuszeni zostać z powodu tej siły...
Sześć tygodni. Minęło już sześć tygodni od pierwszych narodzin. Czas uciekał. Zibońskie matki stawały się ponownie płodne już po sześciu miesiącach.
A jeśli chodzi o rictoriańskie matki... kto to mógł wiedzieć?
Frizz znów postukał w zęby, a potem wyciągnął swojego I-Spya. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnął, było przeszkadzanie szczęśliwym parom. Chociaż ta konkretna para wcale nie była taka szczęśliwa.
Spojrzał na zegarek. Nie było zbyt późno.
Wysłał sygnał i czekał.
„Halo?”
„Tor, muszę porozmawiać z tobą i twoją uroczą Chloe. Wolelibyście przyjść do gabinetu, czy wolicie, żebym to ja przyszedł do waszych kwater?”
„Dlaczego?”
Od razu stał się podejrzliwy.
„Chodzi o waszą antykoncepcję. Chcę ją zastosować”.
Cisza. Potem: „Będziemy tam”.
Frizz usiadł na kanapie przy drzwiach. Wpatrywał się w łóżko do badań, myśląc o tych wszystkich kobietach i dzieciach, które badał przez ostatnie kilka tygodni.
W kwaterach dla kobiet nigdy nie było tak ogromnego ruchu, a on był po prostu zmęczony.
Jego broda opadła na klatkę piersiową, a potem znów podskoczyła do góry na dźwięk pukania do drzwi.
Do środka weszła para.
Frizz wstał i uśmiechnął się szeroko. „Witajcie. Proszę, usiądźcie”.
Wskazał na łóżko.
Oboje mieli zmarszczone brwi, gdy usiedli na jego brzegu. Usta Chloe były mocno zaciśnięte, a ona sama patrzyła w dół na swoje kolana, całkowicie zgarbiona.
Jej długie brązowe włosy zasłaniały znak na oku. Tor wyglądał na bardzo złego. Mimo to, ich dłonie były mocno splecione ze sobą.
„O co chodzi?” – zapytał Tor. – „Trochę za późno, żeby myśleć o antykoncepcji, prawda?”
Dziewczyna pociągnęła nosem.
Frizz usiadł z powrotem. „Przepraszam za to. Jestem w tym nowy”.
Pochylił się do przodu, splatając dłonie między kolanami. „Potrzebuję, żebyś zrobił więcej tych... prezerwatyw. Chcę je zobaczyć”.
„Dlaczego?”
„Martwię się. Nie możemy pozwolić, by nasze kobiety zaszły w ciążę tak szybko po porodzie. Potrzebują czasu na powrót do zdrowia, w przeciwnym razie może to być dla nich niebezpieczne. To jeden z powodów, dla których trzymamy was, mężczyzn, z daleka. Aby je chronić”.
„A teraz nie możecie tego robić”.
Frizz pokiwał głową. „To nowa era. Potrzebujemy nowych praktyk”.
Dziewczyna podniosła twarz. Jej zaszklone łzami oczy były pełne ostrego gniewu. „Powinniście byli dać mi wybór. Powinniście dać nam wybór, bo to nasza decyzja i nasze prawo”.
„To sprawka Neesona, nie moja” – odpowiedział spokojnie Frizz.
„Czy to zrobiłoby jakąś różnicę?”
Frizz otworzył usta, po czym po prostu je zamknął.
„I co masz na myśli mówiąc ‘tak szybko’?” – zapytał Tor.
„Rok. Powinien minąć przynajmniej rok, zanim znów zajdą w ciążę”.
„Mów do Chloe, nie do mnie” – powiedział Zibon z głośnym parsknięciem. „To na nią ma to największy wpływ”.
Frizz szybko przeniósł wzrok na dziewczynę. „Przepraszam cię. Jeden rok. Powinniśmy dać ci rok na powrót do zdrowia”.
„A co potem?” – zapytała.
Teraz wyraźnie widział jej znak. Wygięty w łuk nad lewym okiem, delikatny jak piórko. Sprawiał, że wyglądała jeszcze piękniej.
„Jak to: a co potem?” – zapytał Frizz.
„Co się stanie po roku? Po prostu nam to odbierzecie? Razem z władzą nad naszymi własnymi ciałami?”
„To przecież naturalne...”
„Nie wyjeżdżaj mi z naturą” – odparła ostro.
Wskazała ręką na pokój, na konsolę, na jasne światła na suficie, a potem za okno, prosto na zielone niebo.
„Co w tym wszystkim jest naturalnego? Dlaczego ta cała technologia jest całkowicie akceptowalna, ale moje osobiste prawa już nie?” Prychnęła głośno. „Naturalne. Plan Boży. Tak właśnie mawiał mój ojciec. Cóż... jebać go. I jebać ciebie”.
Łzy szybko popłynęły po jej policzkach. Jej warga drżała. Tor bardzo mocno chwycił ją za rękę. Jej smutek wprawiał go w niepokój.
Frizz nigdy nie spotkał kobiety, która nie chciałaby mieć dzieci. A na pewno nigdy nie spotkał takiej, która nie chciałaby dziecka, z którym właśnie była w ciąży. Chociaż wątpił, czy sprawa była aż tak prosta.
Emocje wokół porodu zawsze były skomplikowane. Zwłaszcza, jeśli chodziło o Rictorianki.
„Możemy porozmawiać o tym później” – powiedział szybko Frizz, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
„Możemy o tym porozmawiać teraz”.
„Dobrze. Dobrze. Przemyślę to”.
„Ty to zrobisz” – warknął Tor, siedząc sztywno obok niej. „Jeśli myślisz, że ucieczka z męskich kwater była zła, to po prostu poczekaj”.
Frizz mocno zmarszczył brwi. „Co masz na myśli?”
„Wszystko. Cokolwiek. Nasza więź oznacza, że czuję to, co ona, a nienawidzę czuć się bezsilny”.
Zacisnął wolną dłoń na kolanach tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. „Nie leży w mojej naturze, by się poddawać. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dobro mojej kobiety”.
Jego żółte oczy patrzyły niezwykle ostro i dziko.
„W porządku. Niech tak będzie. Złożę odpowiedni wniosek do władz. Będę o was walczył, jeśli tego właśnie chcecie”.
Chloe z powątpiewaniem zacisnęła swoje usta. Tor powoli rozluźnił pięść.
„Dobrze. Dobrze.” Frizz z wielką ulgą wypuścił z siebie napięcie. „Chcę zobaczyć tę antykoncepcję. Neeson mówił, że to był plastik”.
„Bardzo proste” – powiedział Tor z wyraźnym grymasem. „Przyznam szczerze, że mi się to nie podobało”.
„To i tak nie zadziała” – dodała zaraz Chloe.
„Co masz na myśli? Wydawało się działać całkiem nieźle. Brak ciąży przez około dziesięć miesięcy”.
Jej policzki mocno zapłonęły czerwienią. „Myślę, że to... Myślę, że to ma coś wspólnego z nasieniem Zibonów. Ono... ono musi być w-we mnie, w ten... normalny sposób”.
Jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
„To po prostu utrzymuje więź w zadowoleniu” – wyjaśnił Tor. „Używanie tych cholernych rzeczy było dla nas niemal nie do zniesienia”.
„W jakim sensie?”
„Sprawiało, że byliśmy ciągle chorzy, źli...”
„Swędziało” – dokończyła Chloe za Tora, kręcąc ramionami z grymasem.
Serce Frizza mocno ścisnęło się ze smutku. „To... bardzo utrudnia sprawę”.
„Ale przecież możecie zrobić coś innego” – powiedziała desperacko Chloe. „Robimy to na Ziemi. Bierzemy specjalne tabletki...”
Zrobiła przerwę, by chwilę pomyśleć. „Myślę, że są one stworzone po to, by ciało kobiety myślało, że jest w ciąży. Tylko tyle na ten temat wiem. Moglibyście to zrobić, prawda?”
Jej oczy błyszczały nadzieją. „Jesteś mądry”.
„Chyba tak... Ale będzie to wymagało pracy zespołowej” – powiedział z wielkim powątpiewaniem.
Miał zdecydowanie więcej niż wątpliwości. Brzmiało to wręcz niemożliwie. Zwłaszcza z ich brakiem czasu.
Musiał chronić te kobiety teraz.
„Mamy tutaj na oddziale dwóch bardzo doświadczonych specjalistów medycznych, plus oficera naukowego” – zauważył Tor, uważnie obserwując jego wahanie. „I jest jeszcze cały twój zespół. To naprawdę mnóstwo wspaniałych umysłów, które mogą myśleć wspólnie. Jestem pewien, że da się to zrobić”.
Oczy dwóch Zibonów spotkały się. Żaden z nich nie miał w sobie wielkiej nadziei.
„Więc lepiej zaczynajmy. Czas ucieka.” Spojrzał powoli na dziewczynę. Jej włosy znów zasłaniały twarz. „A jak ty się czujesz ze swoją? To już mija cztery tygodnie.”
„Nie czuję żadnej różnicy” – powiedziała. „Jeszcze nie”.
„Mój zespół i ja wesprzemy cię we wszystkim, czego będziesz tylko potrzebować” – powiedział jej cicho.
Pociągnęła swoim nosem i powoli odwróciła głowę.
„Dziękuję, że przyszliście” – zakończył Frizz, starając się brzmieć bardzo lekko. „Daliście mi dużo do myślenia”.
Wstał z miejsca. Tor i Chloe zrobili dokładnie to samo.
„Zobaczymy się za kilka dni, żeby dokładnie sprawdzić twoje postępy. A jak tam wasza... wyjątkowa więź?”
„Silna jak zawsze” – odpowiedział szybko Tor.
„Tak silna, że aż dusi” – zgodziła się Chloe.
Uśmiechnęli się do siebie ponuro. Choć ich życie nie było jeszcze idealne, w ich oczach błyszczała tak wielka miłość do siebie nawzajem, że Frizz nagle poczuł ukłucie tęsknoty. Było ono tak przejmujące, że przypominało niemal fizyczny ból.
Wychodząc, mocno trzymali się za ręce.
Frizz patrzył za nimi z zazdrością, a potem usiadł z powrotem na swojej kanapie i zamyślił się. Po kilku minutach wstał i podszedł do konsoli.
Musiał szybko zebrać swój zespół. Nagle poczuł w sobie nadzieję. Tak jak powiedział mu Tor, mieli do dyspozycji mnóstwo umiejętności i doświadczenia.
Na pewno mogliby coś wspólnie wymyślić. Jeśli Rictorianie potrafili to zrobić, Ziboni potrafili tym bardziej.
Zaczął wpisywać prośbę Chloe, a także swoją własną, po czym opadł ciężko na fotel, znów nerwowo stukając w zęby. Przecież władze nie mogły odrzucić osobistej prośby Frizza o roczne opóźnienie kolejnych ciąż, prawda?
Ale co, jeśli to zrobią? Wyobraził sobie nadchodzące lata i mocno się skrzywił. Pokochał te wspaniałe kobiety; nie chciał, by stała im się jakakolwiek krzywda.
Myśląc o Chloe, Frizz nagle mocno zadrżał. Te Rictorianki były takie delikatne, takie kruche w porównaniu z ich zibońskimi partnerami. Gdyby nie ta wielka więź, nie miałyby w ogóle żadnej władzy.
Tak łatwo byłoby zrobić im coś znacznie gorszego niż tylko zwykłą krzywdę.
Na jego ramionach pojawiła się gruba gęsia skórka. Dlaczego miał przeczucie, że za chwilę wydarzy się coś strasznego?

Odkryj Galateę

Elegancko-NieformalnyStolik jedenasty 2: Gra dla dwojgaZimne pryszniceJak znaleźć partneraKlub motocyklowy wilkołaków

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzie

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11