
Odrzucony wojownik Księga 2
Autorzy
Lektury
103K
Rozdziały
20
Rozdział pierwszy
STERN
Minęło kilka miesięcy, zanim wszystko zostało uporządkowane. Stoję teraz przy samochodach i ciężarówkach przeprowadzkowych, patrząc, jak kolejne pudła są ładowane do środka.
Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że będę się przeprowadzał do królewskiego pałacu. Po tym, jak odrzuciłem Corę, byłem pewien, że to koniec.
Potem dostałem drugą szansę z Riley i wciąż nie potrafiłem się ogarnąć. Ciągle myślę „a co by było, gdyby…”, co jest głupie, bo sam się w to wpakowałem.
Staram się tego nie robić, bo teraz jestem z Riley, ale moje myśli ciągle odpływają.
Kiedy widzę, jak się uśmiecha i śmieje z byle czego. Jak patrzy na Theo swoimi oczami i jednym spojrzeniem potrafi powiedzieć tysiąc słów.
Jak smukłe jest jej ciało i jak wygląda jej tyłek w tych dżinsach. Tak, jestem dupkiem i kawałem gnoja. Ale czy naprawdę można mnie za to winić?
Zawsze chcesz tego, czego nie możesz mieć. Wpatruję się w nią, kiedy nagle coś zasłania mi widok. Otrząsam się i widzę przed sobą Theo, który patrzy mi prosto w oczy.
„Jeśli myślisz choćby przez jedną pierdoloną sekundę, że jestem z tego zadowolony, to się grubo mylisz. Gdyby to ode mnie zależało, twój tyłek zostałby tutaj.”
„Ostrzegam cię teraz i zrobię to tylko raz. Jeśli kiedykolwiek przyłapię cię na tym, że gapisz się na moją partnerkę albo przystawiasz się do niej, zabiję cię własnymi rękami.”
„Odpierdol się, Theo! Myślisz, że ja jestem z tego szczęśliwy?”
„Wolałbym być gdziekolwiek indziej. Teraz codziennie będę karany za swoją przeszłość. Więc daj mi spokój! Nie wchodź mi w drogę, a ja nie będę wchodzić w twoją.”
„Po prostu nie pokazuj mi się na oczy!”
„Taki mam zamiar!”
„Theo, kochanie, jesteśmy gotowi do jazdy! Wsiadajmy,” zawołała Cora.
Przeciskam się obok Theo, uderzając ramieniem w jego ramię, co wywołuje z niego niski warkot. Ignoruję go i wsiadam na miejsce pasażera.
Wszyscy jedziemy tym samym SUV-em. Tomiah i Tanya są zapięte w swoich fotelikach obok siebie, przy Corrin.
Tasha siedzi z tyłu obok Riley.
Napięcie w samochodzie jest wyczuwalne, kiedy Theo wsiada za kierownicę. To będzie długa jazda z tym dupkiem. Chcę po prostu tam dotrzeć, żeby móc wysiąść i uspokoić Kyro.
Jedziemy godzinami, a moje myśli nie dają mi spokoju. Mam nadzieję, że będziemy po różnych stronach pałacu, żebyśmy mieli jak najmniej ze sobą do czynienia.
Dostaję od Riley wiadomość przez więź umysłową, bo na pewno wyczuwa, że jestem spięty.
„Jack, wszystko w porządku?”
„Wszystko dobrze, Riley!”
„Wiem, że chodzi o Corę…”
Odwracam gwałtownie głowę, żeby spojrzeć na nią z tyłu samochodu. Widzę, jak po jej policzkach powoli spływają łzy, i myślę: cholera, znowu się zaczyna. Odwracam się i patrzę przed siebie, odpowiadając jej.
„Nie chodzi o Corę! Po prostu…”
„Widziałam, jak na nią patrzyłeś. Czy kiedykolwiek patrzysz tak na mnie?”
„Riley, to nie tak! Proszę, czy możemy porozmawiać o tym, jak dotrzemy do pałacu?”
„Obiecaj mi tylko jedno, Jack! Jeśli kiedykolwiek postanowisz to zrobić, najpierw mnie odrzuć.”
„Nie byłabym w stanie znieść bólu patrzenia, jak giniesz, bo nie byłam wystarczająco dobra, a ty pogoniłeś za Corą.”
Serce mi opada, a oddech więźnie w gardle. Odwracam się, żeby na nią spojrzeć, a ona patrzy przez okno, i łzy spływają jej po twarzy.
Moją uwagę przyciąga strona kierowcy, kiedy Theo wydaje głośny warkot i zjeżdża na pobocze. Cora budzi się nagle, a dzieci zaczynają płakać.
„Przestań się gapić na moją partnerkę!” ryknął Theo.
„Co ci, kurwa, odbiło, Theo! Rozmawiałem z moją partnerką przez więź umysłową, żebyśmy nie obudzili pierdolonych dzieciaków!”
„Nie wolno mi patrzeć na moją partnerkę, która siedzi z tyłu samochodu? A może automatycznie zakładasz, że patrzę na twoją?”
Otwieram drzwi i wyskakuję, żeby dziewczyny mogły uspokoić szczeniaki, a sam odchodzę jakieś trzy metry dalej.
Nie mogę uwierzyć, że Riley powiedziała coś takiego!
Rozumiem jej niepewność, ale nigdy nie zrobiłbym nic w stronę Cory. To byłoby dla mnie samobójstwo, a co potem?
„Wiesz co, Stern? Mam dość twojego pierdolonego zachowania!”
„Świetnie, pierdolona policja od rozmów przybyła. Mam prawo gadać z moją partnerką. Mam prawo na nią patrzeć! A teraz daj mi spokój na kilka minut, zanim powiem coś…”
Słyszymy trzaśnięcie drzwi samochodu i nadchodzi Cora. Odwracam się na pięcie, żeby odejść, ale ona krzyczy, żebym się zatrzymał.
„Nie wiem, co się między wami dwoma dzieje, ale lepiej to, kurwa, ogarnijcie!”
„Mamy przed sobą osiemnaście lat razem i nie pozwolę, żeby tak to wyglądało!”
Patrzę na Theo, obaj prychnęliśmy na siebie i wracamy do samochodu, żeby jechać dalej.
Przekazuję Riley przez więź umysłową, że porozmawiamy o wszystkim, kiedy dotrzemy do pałacu, za zamkniętymi drzwiami. Kątem oka widzę, jak kiwa głową, bo nie zamierzam odwracać się w jej stronę.
Jeszcze kilka męczących godzin w tym samochodzie, obok tego idioty, aż w końcu dojeżdżamy do terytorium.
Szybko docieramy pod dom i w momencie, gdy Theo zatrzymuje silnik, wyskakuję i idę na spacer. Muszę oczyścić głowę, zanim porozmawiam z Riley.
Nigdy nie zrobiłbym nic pod wpływem swoich uczuć do Cory. Nie mógłbym tego zrobić Riley.
Wiem, że ostatnio nie byłem sobą, bo cały czas walczę z Kyro.
Riley tego nie wybrała. Mogła mnie odrzucić, ale tego nie zrobiła. Mimo całego gówna, przez które ją przepuściłem, i tak przy mnie została.
Słyszę, jak Theo mówi obsłudze, gdzie zanieść nasze rzeczy. Dzięki Bogu jesteśmy w innym skrzydle i będę miał biuro, żebym mógł pilnować naszej sfory.
Zostawiłem Darrena i Trannona na czele i będę ich kontrolować, kiedy tu będziemy. Theo zostawił braci Cory i ich partnerki do prowadzenia sfory pod moją nieobecność.
Szybko wchodzę do środka, a Riley idzie za mną, podczas gdy obsługa zanosi maluchy do ich pokoju. Wszystkie zasnęły i nikt nie zamierza ich budzić.
Idziemy za jedną z pracownic, a kiedy wskazuje nam nasze drzwi, dziękuję jej i otwieram, żeby Riley weszła za mną.
Zamykam za nami drzwi i szukam sypialni, żebyśmy mogli porozmawiać na osobności.
Riley wchodzi do środka, a ja zatrzaskuję drzwi, podchodzę do niej, chwytam ją za twarz i przyciskam do ściany.
„Nawet przez sekundę nie myśl, że cię nie odrzucę! Chciałabyś tego! Nie jestem zadowolony z tej sytuacji, ale to nie ty będziesz decydować, co robię albo czego nie robię ze swoimi uczuciami do Cory!”
„Jesteś teraz moją pierdoloną partnerką. Zamierzam trzymać się na uboczu, ile się da, i kręcić się między naszymi pokojami a biurem. I tyle!”
Puszczam ją szarpnięciem i odwracam się, żeby uspokoić Kyro.
„Na Boginię, Riley, tak mi przykro, nie chciałem…”
„Wyjdź, Jack. Będę spać w osobnym pokoju.”
Wypadam z naszego skrzydła, bo cholera, potrzebuję powietrza. Jestem już przy drzwiach na zewnątrz, kiedy czuję dłoń zaciskającą się na moim ramieniu.
Patrzę i widzę Theo wpatrującego się prosto we mnie. Czego ten dupek teraz chce? Chcę po prostu, żeby zostawił mnie w spokoju!
„Chodź za mną, dupku!”
Sam nie wiem, dlaczego kiwnąłem głową i za nim poszedłem.
Idziemy korytarzem, mijając kilka par strażników, aż zatrzymuje się przed jakimiś drzwiami. Patrzę, jak przykłada palec do panelu, i drzwi się otwierają.
Wchodzimy do baru, a on krzyczy, żeby podano dwa piwa i dwa shoty. Wskazuje na krzesło, a kiedy siadam, widzę, jak przechyla kieliszek jednym ruchem i bierze łyk piwa.
Jestem idiotą, który po prostu się rozgląda. W końcu biorę shota i patrzę na piwo.
„Słuchaj, Jack! Ani trochę mnie nie cieszy, że tu jesteś, ale twój szczeniak jest partnerem mojego szczeniaka. Wiem, jak patrzysz na Corę i co do niej czujesz.”
„Moje pytanie brzmi: dlaczego? Masz partnerkę. Więc czemu się tak zachowujesz? Czy w ogóle chcesz Riley jako partnerkę?”
„Chcę! Kocham Riley ponad wszystko! To mój wilk, Kyro. Ciągle mi robi problemy i nie chce zaakceptować rzeczywistości.”
„Denerwuje się na Riley, bo nie jest Corą. Ciągle z nim walczę, kiedy jestem przy Riley. W swoim umyśle i sercu zaakceptowałem Riley. Ale Kyro nie chce przyjąć faktów.”
„Nigdy nie skrzywdziłby Riley, Cory ani naszych szczeniaków, o ile wiem, ale po prostu cię nie lubi. Uwierz mi, znam swoje miejsce!”
„Wcześniej przejął nade mną kontrolę, przez co złapałem Riley za twarz i darłem się na nią. Teraz nie chce być w moim pobliżu.”
Słyszę, jak wydaje prychnięcie z warkotem, a Kyro warczy w odpowiedzi. Błagam go, żeby się zamknął. Doprowadzi nas do śmierci!
„Wiesz, twój wilk to dopiero coś. Nie chce nawet ze mną rozmawiać, a kiedy Axel próbował się do niego odezwać, powiedział mu, żeby się odpierdolił, i go zablokował.”
„Więc skoro wiem, że wciąż nas słyszy, powiem to na głos. Jeśli nadal będzie sprawiać problemy swojej partnerce albo komukolwiek innemu…”
„Każę dr. Ritzowi podać mu leki, żeby nie był już problemem.”
Czuję, jak Kyro cofa się w mojej głowie i się uspokaja. Nie mam wątpliwości, że Theo kazałby nas skrępować i zajął się moim wilkiem.
Osiemnaście lat bez aktywnego wilka to długi czas, ale zrobiłbym to, gdyby zaszła taka potrzeba.
„Jeśli dojdzie do problemów, nie będę się sprzeciwiał podaniu leków przez doktora.”
„Mam jeszcze jedno pytanie. Jak to było, kiedy Cora cię naznaczyła? Słyszałem różne historie o królewskich i jestem ciekaw.”
„Potrafi mnie powalić na kolana!”

















































